Monika Hoffman-Piszora nie ukrywa, że propozycja poprowadzenia „Down The Road” była dla niej ogromnym zaskoczeniem. Choć sama wychowuje dzieci z zespołem Downa, przed spotkaniem z dorosłymi uczestnikami programu towarzyszyła jej jedna szczególna obawa. W szczerej rozmowie zdradziła, czego się bała i jak wyjazd zmienił jej spojrzenie na przyszłość własnych dzieci.
Monika Hoffman-Piszora nie spodziewała się propozycji prowadzenia „Down The Road”
Monika Hoffman-Piszora, mama dzieci z zespołem Downa, została prowadzącą „Down The Road”. Choć na co dzień doskonale zna wyzwania związane z wychowywaniem dzieci z zespołem Downa, udział w programie oznaczał dla niej zupełnie nowe doświadczenie. Jak przyznała w rozmowie z nami, sama propozycja była dla niej niespodzianką.
Wszystko zaczęło się od wiadomości e-mail, po której przyszedł telefon. Monika nigdy wcześniej nie występowała w podobnej roli, jednak możliwość spędzenia czasu z dorosłymi osobami z zespołem Downa wzbudziła w niej ogromne zainteresowanie.
– Myślę, że to, że ja dostałam tę propozycję, to dla mnie nawet było zaskoczenie, bo ja nigdy nie byłam w takiej roli. Ale sam fakt, że będę mogła spędzić z dorosłymi osobami z zespołem Downa tyle czasu i dowiedzieć się o nich więcej, i zwłaszcza dla mnie, jako mamy dzieci z zespołem Downa, no to to było wow – wyznała.
Okazuje się jednak, że za ekscytacją kryła się również myśl, która nie dawała jej spokoju. Nie dotyczyła ona występów przed kamerą ani obowiązków prowadzącej.
Jedna myśl nie dawała jej spokoju. Chodziło o przyszłość dzieci
Monika Hoffman-Piszora przyznała, że przed rozpoczęciem przygody z „Down The Road” stresowała ją tylko jedna kwestia. Jako mama dzieci z zespołem Downa miała świadomość, że spotkanie z dorosłymi uczestnikami programu będzie dla niej również okazją do przyjrzenia się temu, jak może wyglądać przyszłość jej własnych pociech.
To właśnie ta perspektywa budziła w niej niepokój. Zastanawiała się, czy podczas wspólnego wyjazdu nie zobaczy czegoś, co ją przerazi.
– Tak, ale tylko w jednej kwestii. I to właśnie związane jest z tym, że ja jako mama dzieci z zespołem Downa będę miała tę możliwość zobaczyć dorosłe osoby, jak one funkcjonują, i czy będzie coś, co mnie przerazi? – zdradziła prowadząca.
To wyjątkowo osobiste wyznanie pokazuje, że udział w „Down The Road” miał dla niej także wymiar związany z macierzyństwem. Chciała lepiej poznać dorosłe osoby z zespołem Downa, ich codzienność, sposób myślenia i relacje z innymi ludźmi. Jednocześnie nie wiedziała, jakie emocje wywoła w niej to doświadczenie.
Po „Down The Road” wszystko się zmieniło. „Zero strachu”
Jak się okazało, obawy Moniki nie znalazły potwierdzenia podczas wyjazdu. Zapytana o to, jak wspomina spotkanie z uczestnikami, odpowiedziała krótko: „Fantastycznie”. Przyznała, że nie tylko przestała się obawiać, ale wróciła z programu jeszcze spokojniejsza o przyszłość swoich dzieci.
– Zero bojaźni i zero strachu. Ja w ogóle mam luz, nie? I naprawdę jestem taką osobą, że niewieloma rzeczami się przejmuję, a zwłaszcza nie wybiegam w przyszłość. Tylko była to ta jedna rzecz: te dorosłe osoby z zespołem Downa. I będąc z nimi tam, ja stałam się jeszcze bardziej spokojna o przyszłość moich dzieci – powiedziała.
Prowadząca nie ukrywała też, że uczestnicy „Down The Road” potrafili ją zaskoczyć. Szczególnie zapamiętała ich akceptację wobec innych ludzi i sytuacji, które dla wielu osób mogłyby stanowić powód do oceniania czy zadawania kolejnych pytań.
Jak tłumaczyła, bohaterowie programu często przyjmowali różne informacje z naturalną ciekawością, bez doszukiwania się w nich czegoś niewłaściwego. Właśnie ta postawa zrobiła na niej ogromne wrażenie.
Dziś Monika Hoffman-Piszora wspomina udział w „Down The Road” jako doświadczenie, które pozwoliło jej lepiej poznać dorosłe osoby z zespołem Downa. Co jednak najważniejsze, wyjazd przyniósł jej coś niezwykle osobistego – większy spokój o przyszłość własnych dzieci.
Źródło: Viva.pl