Śmierć Jana Kulczyka zamknęła ważny rozdział w życiu Joanny Przetakiewicz, ale prawdziwa fala emocji przyszła dopiero później. W rozmowie z Ewą Chodakowską w podcaście „Ocal Siebie” projektantka wróciła do momentu, w którym dotarło do niej, jak nieodwracalna potrafi być strata. Kilka miesięcy po odejściu Jana Kulczyka dowiedziała się o śmierci kolejnej bliskiej osoby. Wtedy, jak sama przyznała, „to mnie wszystko uderzyło”.
Joanna Przetakiewicz o śmierci Jana. „Dopiero dociera to potem do ciebie”
Ewa Chodakowska zapytała Joannę Przetakiewicz wprost o moment odejścia Jana Kulczyka i kryzys, który pojawił się po jego śmierci. Przetakiewicz nie ukrywała, że reakcja na stratę nie przyszła od razu. Jak przyznała, czasem dopiero po pewnym czasie człowiek naprawdę zaczyna rozumieć, że pewien rozdział jego życia właśnie bezpowrotnie się zamknął.
„Są pewne etapy w życiu, które nagle się kończą, tak niezapowiedziane i ty na początku czujesz, że no trudno, ale dopiero dociera to potem do ciebie z takim bardzo opóźnionym zapłonem” – mówiła.
W jej przypadku właśnie taki „opóźniony zapłon” miał okazać się szczególnie bolesny. Przełomowy moment nastąpił jakieś dwa miesiące po odejściu Jana Kulczyka.
Spotkały się w Arts Clubie w Londynie. Rozmawiały o życiu, zdrowiu i śmierci
Przetakiewicz wspomniała spotkanie z Zahą Hadid, którą określiła jako „wspaniałą, genialną kobietę” i „super słynną architektkę”. Obie siedziały w Arts Clubie w Londynie. Rozmowa szybko zeszła na temat zdrowia, badań, dbania o siebie, ale też tego, co wydarzyło się wcześniej.
„Siedziałyśmy w Arts Clubie w Londynie i rozmawiałyśmy właśnie o tym, jak bardzo trzeba o siebie dbać, jak trzeba się badać” – opowiadała Joanna.
Jak mówiła, jej rozmówczyni również przyjaźniła się z Janem. W czasie spotkania wspominała też o własnym podejściu do lekarzy i konieczności pozostawania pod opieką osób, którym ufa.
„Wiesz, ja bardzo przykładam do tego ogromną wagę, żeby być zawsze w odpowiednich rękach lekarzy. Ja na przykład jadę w tej chwili do Miami do swojego ulubionego Sedarse. Ja bardzo im ufam. Ja nie wyobrażam sobie pójść do szpitala takiego, którego nie znam i nie do końca czuję się bezpiecznie” – przytaczała jej słowa Przetakiewicz.
Kobiety długo spacerowały i rozmawiały o życiu. Nic nie zapowiadało tego, że niedługo później właśnie ta rozmowa wróci do Joanny z tak ogromną siłą.
Wiadomość zobaczyła tuż przed lotem. „Dopiero wtedy wszystko mnie uderzyło”
Przetakiewicz pamięta moment, kiedy wsiadła do samolotu i przed wyłączeniem telefonu zaczęła jeszcze przeglądać media społecznościowe. To właśnie wtedy zobaczyła wiadomość, której się nie spodziewała.
„Wsiadam do samolotu, słuchaj, przeglądam social media tak na ostatnią chwilę, no bo za chwilę wyłączę telefon i słuchaj, nagle mi się pojawia we wszystkich newsach, we wszystkich mediach: Zaha Hadid nie żyje, zmarła w szpitalu w Miami, do którego miała zaufanie, do którego jeździła cały czas, gdzie się, wiesz, badała regularnie i tak dalej” – wspominała.
To był właśnie ten moment, w którym wszystko, co wcześniej pozostawało jakby w zawieszeniu, nagle do niej dotarło.
„Ja, słuchaj, ja tak patrzę w ten telefon i wtedy, dopiero wtedy, z opóźnionym zapłonem po prostu to mnie wszystko uderzyło” – przyznała.
Przetakiewicz zaczęła myśleć o tym, jak niespodziewanie może skończyć się coś, co jeszcze chwilę wcześniej wydaje się trwałe. I jak niewiele czasem potrzeba, by całe życie zmieniło się nieodwracalnie.
Joanna Przetakiewicz i Jan Kulczyk, 2012 r.
„Ja się tak strasznie rozpłakałam w tym samolocie”
Emocje, których wcześniej nie dopuszczała do siebie z taką siłą, wybuchły właśnie wtedy.
„Wtedy po raz drugi zobaczyłam, że skończyło się coś, jakiś etap, który po prostu mnie zszokował, który mnie tak, wiesz, zaskoczył, który... no jest to nieodwracalne” – mówiła.
W rozmowie z Ewą Chodakowską Joanna wróciła również do chwili, kiedy w samolocie nie była już w stanie powstrzymać łez.
„Ja pamiętam ten moment, ja się tak strasznie rozpłakałam w tym samolocie. Pierwszy raz od wielu, wielu miesięcy albo może nawet lat i tak poczułam taką straszną pustkę i poczułam, że to coś się skończyło, że jakiś etap mojego życia się wręcz skończył tak nieodwracalnie i nie ma w ogóle tutaj, i nic już się na to nie poradzi” – wyznała.
To właśnie wtedy szczególnie mocno poczuła, co oznacza odejście człowieka, który był blisko. Bez możliwości cofnięcia czasu. Bez kolejnej rozmowy i bez szansy na wypowiedzenie słów, które być może wcześniej zostały odłożone „na później”.
„Wtedy do mnie dotarło to, jak bardzo bezwzględna jest śmierć, jak bardzo bezwzględny jest taki moment, kiedy ci tej osoby zabraknie, a nie zdążyłaś na przykład jej może czegoś powiedzieć ważnego, albo ten ktoś ci nie zdążył powiedzieć, a może chciał” – mówiła.
Z Janem Kulczykiem była 10 lat. „Nigdy nie jesteś na to gotowa”
Ewa Chodakowska przypomniała, że Jan był ogromną częścią życia Joanny. Gdy zapytała, ile lat byli razem, odpowiedź była krótka: 10 lat.
Prowadząca chciała również wiedzieć, czy tak ogromny ból mógł wynikać z tego, że Przetakiewicz nie zdążyła się pożegnać albo powiedzieć wszystkiego, co chciałaby powiedzieć.
„No wiesz, jeżeli przychodzi nagła śmierć, to prawdą jest, że nigdy nie jesteś na to gotowa. Po pierwsze nie jesteś na to gotowa. Po drugie nie wiesz, na pewno zawsze każdemu z nas przyjdzie wtedy do głowy: a mogłam powiedzieć coś, czego już nigdy więcej nie powiem, bo nie ma jak, bo nie ma takiej szansy i zostaje ci coś takiego wyrwane, odebrane, ucięte laserem po prostu” – odpowiedziała.
Właśnie doświadczenie tej ostateczności sprawiło, że zaczęła inaczej patrzeć na czas spędzany z ludźmi, którzy są dla niej ważni. Jak sama mówiła, czasem zbyt łatwo przyjmujemy ich obecność za pewnik. Zakładamy, że na spotkanie, rozmowę czy ważne słowa jeszcze przyjdzie odpowiednia chwila.
„A potem nagle uderza nas, że naprawdę jest za późno, że już się nigdy nie zobaczymy z tą osobą, z którą sobie tak cudownie rozmawiałyśmy i spędzałyśmy czas do tej pory, że tego nie będzie” – mówiła.
Joanna Przetakiewicz, Ewa Chodakowska, OCAL SIEBIE
„Muszę się otrząsnąć”. Joanna Przetakiewicz postanowiła zadbać o siebie
Po tym doświadczeniu Przetakiewicz poczuła, że potrzebuje ciszy i zmiany. Nie chciała jednak realizować przygotowanego wcześniej planu ani traktować swojego bólu jak kolejnego zadania do wykonania.
„Ja sobie zdałam sprawę, że ja muszę się otrząsnąć, że ja muszę pobyć w ciszy” – wspominała.
Wyjechała ze swoją najlepszą przyjaciółką do miejsca, które określiła jako rodzaj spa i retreatu. Jak opowiadała, chodziło przede wszystkim o zmianę otoczenia i próbę zadbania o samą siebie w sposób, którego wcześniej nie znała.
„Ja po prostu chciałam wyjechać ze swoją przyjaciółką, zmienić scenografię, zmienić scenerię i tak o siebie zadbać. Bo ja w sumie tego nigdy tak nie robiłam. Tak jakoś o siebie zadbać, rozumiesz? O takie przytulić, tak się przytulić, sama do siebie” – powiedziała.
Po powrocie zmiana była na tyle wyraźna, że zauważyła ją nawet jedna z najbliższych przyjaciółek Joanny. Kiedy zaczęły rozmawiać o planach na sylwestra, Przetakiewicz nie interesowało już przede wszystkim miejsce ani rozmach wydarzenia.
„Mnie to jest tam właściwie wszystko jedno. Dla mnie jest najważniejsze, żebyśmy byli razem, żebyśmy byli z najbliższymi” – wspominała swoją reakcję.
Przyjaciółka miała odpowiedzieć z niedowierzaniem: „Jezus Maria, zepsuli mi Aśkę. No zepsuli mi ją tam”.
Za tą żartobliwą reakcją kryła się jednak bardzo konkretna zmiana. Po dwóch doświadczeniach straty i emocjach, które przyszły z opóźnieniem, najważniejsza stała się dla Joanny właśnie obecność tych, którzy nadal byli obok.
**Całe wideo znajdziecie na naszym YouTube. Zapraszamy do oglądania!**