Trzy i pół roku starań, dwie utracone ciąże, wyczerpująca terapia hormonalna i moment, w którym wspólnie z mężem postanowili pożegnać się z marzeniem o dziecku. Małgorzata Rozenek-Majdan w szczerej rozmowie z Ewą Chodakowską w ekskluzywnym formacie Viva.pl „Ocal siebie” wróciła do jednego z najtrudniejszych okresów swojego życia. Opowiedziała o fizycznych i emocjonalnych kosztach leczenia, poczuciu bezsilności oraz niespodziewanym telefonie od lekarza, który poprosił ją o jeszcze jedną szansę.
Choć Małgorzata Rozenek-Majdan wielokrotnie publicznie mówiła o swoich doświadczeniach związanych z in vitro, powracanie do tamtych emocji wciąż wiele ją kosztuje. W rozmowie z Ewą Chodakowską przyznała, że nie lubi opowiadać o trudnych przeżyciach. Jednocześnie ma świadomość, że jej historia może stać się wsparciem dla innych kobiet, które mierzą się z podobnymi doświadczeniami. Tym razem zdecydowała się opowiedzieć nie tylko o samych staraniach o dziecko, ale również o tym, jak bardzo leczenie wpłynęło na jej ciało, samopoczucie i codzienne życie.
Małgorzata Rozenek-Majdan o trudnej drodze do macierzyństwa. „Nie wiesz, jaka się obudzisz, fizycznie i psychicznie”
Zapytana przez Ewę Chodakowską o najtrudniejszą sytuację w życiu, w której była bliska poddania się, Małgorzata Rozenek-Majdan bez wahania wskazała na starania o dziecko. Przyznała, że choć w jej życiu nie brakowało wymagających doświadczeń, właśnie kwestie związane z zajściem w ciążę należały do tych, które kosztowały ją szczególnie dużo emocji. Nie ukrywała przy tym, że dzielenie się tak osobistymi przeżyciami nie przychodzi jej łatwo.
„Wiele było takich sytuacji. Na pewno sprawy związane z zajściem w ciążę. To była zawsze u mnie taka rzecz, która kosztowała mnie dużo emocji, o których nie chciałam rozmawiać. Ja w ogóle nie lubię rozmawiać o swoich trudnych emocjach. Nie sprawia mi to przyjemności” – wyznała.
Kiedy prowadząca zwróciła uwagę, że jej historia może pomóc osobom znajdującym się w podobnej sytuacji, Rozenek-Majdan wyjaśniła, dlaczego mimo osobistego dyskomfortu zdecydowała się publicznie mówić o leczeniu niepłodności.
„I właśnie dlatego o tym mówiłam. Zawsze myślę, że z każdej trudnej sytuacji jesteś w stanie zbudować coś pozytywnego. Że to jest z jakiegoś powodu. To, że wydarzyło się coś tak trudnego w Twoim życiu, jest po coś. I jak zaczynasz tak myśleć, zaczynasz sobie myśleć, że nie chcę, żeby to było tylko kłopotem. Chcę, żeby to było inspiracją. Chcę, żeby to w jakimś sensie budowało coś pozytywnego. Nie chcę, żeby to się zatrzymało na poziomie mojej prywatnej historii. Chciałabym, że jeżeli już to się dzieje, to żeby coś z tego wyszło więcej” – tłumaczyła.
Prezenterka nie próbowała jednak przedstawiać tamtego okresu wyłącznie jako doświadczenia, z którego można wyciągnąć cenną lekcję. Podkreśliła, że w trakcie leczenia szczególnie trudne były dla niej zmiany zachodzące pod wpływem terapii hormonalnej. Dotyczyły one nie tylko wyglądu, lecz także samopoczucia i emocji, nad którymi nie zawsze potrafiła zapanować.
„Terapia hormonalna to jest coś, co dotyka kobiet szczególnie. Mężczyzna oczywiście niesie też te koszty, ale to jest taki moment, który jest dla ciebie o tyle trudny, że ty się zmieniasz, twój charakter się zmienia. [...] Nie wiesz, jaka się obudzisz, fizycznie i psychicznie. I dla takich osób jak ja, które szukają ciągłości i stagnacji, to jest coś, co było dla mnie dużym wyzwaniem” – opowiadała.
Jak przyznała, z czasem to doświadczenie nauczyło ją również inaczej patrzeć na własne ciało i przywiązywać mniejszą wagę do tego, co zewnętrzne. Zanim jednak doszła do tego etapu, wraz z mężem musiała zmierzyć się z kolejnymi niepowodzeniami.
Trzy i pół roku starań i dwie utracone ciąże. Małgorzata Rozenek-Majdan chciała już zrezygnować
Starania Małgorzaty Rozenek-Majdan i Radosława Majdana o wspólne dziecko trwały trzy i pół roku. Był to czas kolejnych prób, nadziei, ale także bolesnych rozczarowań. W rozmowie z Ewą Chodakowską prezenterka ujawniła, że w tym okresie dwukrotnie zachodziła w ciążę, jednak żadnej z nich nie udało się donosić. Po drugiej stracie zaczęła poważnie zastanawiać się, czy dalsze leczenie nie jest dla niej zbyt dużym obciążeniem.
„My mieliśmy taki moment. Właśnie to było tak, że my mieliśmy dwie ciąże, które się niestety nie zakończyły sukcesem, i po tej drugiej już powiedziałam, nie, nie, nie. Właśnie, ponieważ jestem typem, który doprowadza sprawy do końca, to sobie tak myślę, a może to już jest za dużo, może to już jest niepotrzebne” – wspominała.
Jak opowiedziała, wspólnie z mężem doszli wówczas do wniosku, że nadszedł moment, by zakończyć starania. Nie była to jednak łatwa decyzja. Z jednej strony Rozenek-Majdan czuła ogromne zmęczenie dotychczasowym leczeniem, z drugiej chciała mieć pewność, że zrobiła wszystko, co było w jej mocy.
„Ja tylko do Radzia mówiłam, że chcę mieć poczucie, ale takie wewnętrzne, że naprawdę zrobiłam wszystko, że nie chcę mieć takiego poczucia, że odpuściłam na chwilę przed. Nie lubię tego uczucia. Mam parę takich uczuć związanych z dwiema rzeczami w moim życiu. [...] Mówię, ale tu już chyba musimy odpuścić. I pojechaliśmy na wakacje, które miały być pożegnaniem z marzeniem. Żałobą po tym marzeniu. I na tych wakacjach właśnie o tym rozmawialiśmy” – wyznała.
Ewa Chodakowska zapytała, czy to właśnie jej mężowi bardziej zależało na dziecku i czy szczególnie marzył o synu. Rozenek-Majdan wyjaśniła, że płeć nie miała dla nich żadnego znaczenia. Oboje chcieli po prostu doczekać się wspólnego dziecka.
„On oczywiście chciał dziecko, tylko on teraz często też o tym mówi, że on nawet nie uświadamiał sobie, jak bardzo chciał. Dopiero jak masz to dziecko, to sobie z tego zdajesz sprawę. Jak sobie myślisz, że mogłoby go nie być, ale jak go nie ma, to ciężko ci to sobie wyobrazić. Mieliśmy do tego takie zdrowe podejście, ale faktycznie daliśmy z siebie absolutnie wszystko” – mówiła.
Wakacyjny wyjazd miał pomóc małżonkom pogodzić się z tym, że ich marzenie może się już nie spełnić. Właśnie wtedy wydarzyło się jednak coś, czego oboje się nie spodziewali.
Telefon od lekarza zmienił wszystko. „Dajcie nam jeszcze jedną szansę”
Podczas wakacji, które miały być symbolicznym zamknięciem wieloletnich starań, Małgorzata Rozenek-Majdan i Radosław Majdan odebrali telefon od lekarza prowadzącego ich leczenie. Doktor Lewandowski, który wraz z doktor Kozioł zajmował się ich przypadkiem, poprosił małżonków, by nie rezygnowali jeszcze z kolejnej próby. Prezenterka nie ukrywała, że w tamtym momencie nie miała już siły ponownie przechodzić przez cały proces.
„Zadzwonił do nas doktor. Nasz, dr Lewandowski, do którego będę do końca życia mieć ogromną słabość i wielką wdzięczność, wraz z dr Kozioł. We dwoje prowadzili nasz przypadek i powiedział: „Słuchajcie, dajcie nam jeszcze jedną szansę. Dajcie, błagam, nam jeszcze jedną szansę”. Ja mówię: „Nie, ja już nie mam na to siły”” – relacjonowała.
Rozenek-Majdan szczegółowo opowiedziała o tym, dlaczego perspektywa kolejnego podejścia była dla niej tak trudna. Leczenie hormonalne wiązało się w jej przypadku z dużymi wahaniami masy ciała i zmianami wyglądu, które stawały się przedmiotem publicznych komentarzy.
„Ja po prostu tyłam, chudłam, tyłam, chudłam. Moje ciało się zmieniało, moja twarz się zmieniała. Wtedy wszyscy pisali, że zrobiłam milion operacji, że ciągle coś powiększałam, a ja byłam po prostu typem, który potrafił się położyć spać ważąc 53 kg, a obudzić ważąc 55” – wspominała.
Jeszcze większym wyzwaniem okazywało się jednak to, co działo się z jej emocjami. Prezenterka przywołała sytuację z podróży samolotem, kiedy nagle zaczęła płakać i nie potrafiła się uspokoić. Radosław Majdan próbował wówczas rozładować sytuację, tłumacząc otoczeniu, że jego żona jest po prostu bardzo wrażliwa. Dla niej samej było to jednak kolejne doświadczenie pokazujące, jak trudne stało się panowanie nad własnymi reakcjami.
Lekarz miał jednak konkretny powód, by prosić małżonków o zmianę decyzji. Jak opowiedziała Rozenek-Majdan, podczas kongresu medycznego jej przypadek został przedstawiony specjaliście ze Stanów Zjednoczonych, zajmującemu się procedurą in vitro. Po zapoznaniu się z historią leczenia Amerykanin zwrócił uwagę na fakt, że prezenterka miała już dwoje dzieci, które również przyszły na świat dzięki tej metodzie.
„A on mówi: „Ale myśmy byli na takim kongresie i tam był taki guru od procedury in vitro ze Stanów Zjednoczonych”. Pokazali mu naszą sprawę, po prostu naszą teczkę. I on gdzieś tak w takim biegu powiedział: „Ale czy ona ma dzieci?”. „Tak, ma”. „A ile ma dzieci?”. „No, ma dwoje”. „Z in vitro?”. „Tak, z in vitro”. I ten profesor mówi do doktora Lewandowskiego: „To zróbcie dokładnie to samo, co robiliście wtedy. Po prostu”” – relacjonowała Rozenek-Majdan.
Historia, do której wróciła w rozmowie z Ewą Chodakowską, doczekała się szczęśliwego finału. 10 czerwca 2020 roku na świat przyszedł Henryk, trzeci syn Małgorzaty Rozenek-Majdan i pierwsze wspólne dziecko prezenterki oraz Radosława Majdana. Za jego narodzinami kryły się jednak lata leczenia, trudnych decyzji i doświadczeń, o których – jak sama przyznała – do dziś nie jest jej łatwo opowiadać.
Całe wideo znajdziesz na naszym YouTube. Zapraszamy do oglądania.
https://youtu.be/AQd63ay2If8