Wielka literatura, plejada wybitnych aktorów i świat, w którym za pozorami elegancji kryją się najgwałtowniejsze emocje. Nowa „Lalka” ma wszystko, by poruszyć serca widzów. Ale za kulisami tej niezwykłej produkcji nie zawsze było tak wytwornie, jak mogłoby się wydawać. Aktorka wcielająca się we Florentynę zdradziła VIVIE!, co działo się podczas zdjęć i jak odczytuje los swojej bohaterki.
Nowa ekranizacja tej powieści to także spotkanie aktorskich osobowości, których nazwiska elektryzują miłośników polskiego kina. O wyjątkowej atmosferze produkcji, nieoczekiwanych przygodach na planie i kobiecie, która być może zbyt późno zrozumiała, czym jest własne szczęście, rozmawialiśmy podczas sesji zdjęciowej VIVY! w Łazienkach Królewskich.
„Tyle gwiazd, tyle wybitnych aktorów”. Na planie „Lalki” spotkała się aktorska elita
Dla aktorki wcielającej się we Florentynę udział w „Lalce” jest czymś znacznie więcej niż kolejną zawodową przygodą. Nie ukrywa, że powieść Prusa zajmuje szczególne miejsce w jej sercu. Nazywa ją wręcz najwybitniejszą polską powieścią, zastrzegając z uśmiechem, że jest to przynajmniej jej osobista faworytka.
Radość z możliwości współtworzenia tej historii spotęgowało towarzystwo znakomitych partnerów. Krystyna Janda, Andrzej Seweryn, Marcin Dorociński, Marek Kondrat, Dawid Ogrodnik, Maria Dębska czy Kamila Urzędowska – to nazwiska, które mówią same za siebie. Jednak nie tylko ich obecność okazała się wyjątkowa. Chodziło przede wszystkim o możliwość wspólnego grania, o sceny, w których niemal każde wypowiedziane zdanie spotykało się z odpowiedzią równie charyzmatycznego partnera.
„To prawda, to jest rzadko się spotyka. Właściwie nie wiem, kiedy ostatnio Andrzej Seweryn mówił, że chyba przy ziemi obiecanej była taka sytuacja, że było tyle gwiazd, tyle wybitnych aktorów na planie”.
W jej opowieści pobrzmiewa zachwyt nad czymś, czego nie da się zaplanować wyłącznie poprzez skompletowanie imponującej obsady: nad energią spotkania i przyjemnością współtworzenia scen z ludźmi, którzy wnoszą do nich własną siłę i wrażliwość.
Błoto, walc i suknie z długimi trenami. Tak wyglądały kulisy „Lalki” w Łazienkach Królewskich
Na ekranie wszystko powinno wydawać się idealne. Eleganckie wnętrza, piękne kreacje, dostojne gesty i taniec, w którym nie ma miejsca na najmniejsze potknięcie. Rzeczywistość filmowego planu potrafi jednak napisać zupełnie inny scenariusz.
Podczas naszej rozmowy w Łazienkach Królewskich wspomnienia wróciły niemal natychmiast. To właśnie tutaj powstawała jedna ze znaczących scen filmu. A wraz z nią – historie, które trudno byłoby wyczytać z eleganckich filmowych kadrów.
„Spędziliśmy tutaj chyba dwie noce. Wspomnienia mam takie, że tańczyliśmy dużo walca i deptaliśmy sobie po stopach, starając się sprawić wrażenie, że wszystko jest wspaniale i wcale nie wszystko nam świetnie wychodzi”.
A to był dopiero początek niespodzianek. Pogoda nie rozpieszczała filmowców. Wokół było mnóstwo błota, które dla aktorek występujących w okazałych sukniach z długimi trenami stało się niemałym wyzwaniem. Zdarzały się nawet poślizgnięcia i upadki.
Jak wspomina nasza rozmówczyni, wszystkie bardzo starały się chronić wspaniałe kostiumy przed zniszczeniem. Czy wyszły z tej przygody bez szwanku? Aktorka żartobliwie sugeruje, że należałoby zapytać o to Tomasza Ossolińskiego.
Trudno o bardziej wdzięczny kontrast: z jednej strony świat wyrafinowanych manier i salonowego szyku, z drugiej – walka o utrzymanie równowagi w błocie. Właśnie z takich wspomnień składa się mniej oficjalna, ale niezwykle barwna historia wielkich filmowych produkcji.
Florentyna w „Lalce”. Kobieta, która być może zbyt późno pomyślała o własnym szczęściu
Choć opowieści z planu wywołują uśmiech, rozmowa o Florentynie nabiera zupełnie innego tonu. Pojawia się w niej czułość, zrozumienie, ale i trudna refleksja nad losem kobiet, którym społeczne konwenanse wyznaczały granice możliwości.
Aktorka nie chciała sprowadzać swojej bohaterki do roli rozsądnej opiekunki Izabeli. Zależało jej na pokazaniu kobiety empatycznej, inteligentnej, świadomej reguł świata, w którym przyszło jej żyć. Florentyna rozumie bunt Izabeli, ale jednocześnie obawia się, że niektóre wybory mogą odebrać młodej kobiecie szansę na szczęście.
W tej trosce kryje się jednak coś jeszcze. Być może własne niespełnienie.
„Mam też takie poczucie, że tej Florentynie mojej się trochę nie udało. Ona trochę przegapiła swój moment na budowanie szczęścia. I pewnie jak patrzy na Izabelę, to z jednej strony ma trochę zazdrości, w takim nie jakimś toksycznym znaczeniu, ale w takim, że widzi, patrzy na nią, i ma poczucie, że przed nią jeszcze tyle możliwości”.
To właśnie ta podwójność czyni Florentynę tak interesującą w interpretacji aktorki. Kocha Izabelę i pragnie dla niej dobra, ale patrzy na jej młodość również przez pryzmat własnych doświadczeń. Wie, jaką cenę można zapłacić za niewykorzystane szanse. Rozumie potrzebę niezależności, choć sama szukałaby wolności raczej w granicach narzuconych przez otaczający świat.
Nie jest więc wyłącznie głosem rozsądku. Jest także kobietą, która dostrzega w cudzych możliwościach echo własnych, być może bezpowrotnie utraconych.
„Nie uwspółcześniamy tej historii na siłę”. Twórcy „Lalki” stawiają na emocje i wierność powieści
Co sprawia, że historia napisana przed laty może poruszać także dzisiejszych widzów? Zdaniem naszej rozmówczyni nie trzeba nadawać jej na siłę współczesnych rysów. Wystarczy opowiedzieć ją z miłością do literackiego pierwowzoru i pozwolić wybrzmieć emocjom bohaterów.
„Ja mam taką nadzieję, że to będzie. Wierna jednak ekranizacja Bolesława Prusa, że podeszliśmy do tego tekstu z dużym szacunkiem i z dużą miłością. [...] My nie uwspółcześniamy tej historii na siłę. My chcemy pokazać, jak to wtedy było i co to dla nas znaczy dzisiaj”.
Aktorka marzy o filmie, który zabierze publiczność w prawdziwą emocjonalną podróż. Taką, podczas której będzie miejsce na wzruszenie, śmiech i refleksję. Nie chodzi o przenoszenie bohaterów Prusa do naszych czasów, lecz o odnajdywanie współczesnych znaczeń w świecie przedstawionym takim, jaki był.
Dwie ekranizacje „Lalki” jednocześnie. Rywalizacja? Aktorka patrzy na to zupełnie inaczej
Nie sposób rozmawiać o nowej „Lalce”, nie wspominając o drugiej produkcji powstającej w podobnym czasie. Czy takie spotkanie dwóch interpretacji tej samej powieści budzi w środowisku aktorskim emocje? Oczywiście, że temat pojawia się w rozmowach. Ale nasza rozmówczyni widzi w nim przede wszystkim fascynującą możliwość zestawienia odmiennych wizji.
Przypuszcza, że druga ekranizacja może mieć bardziej współczesny charakter i zawierać wątki wykraczające poza oryginał. Podkreśla jednak, że opiera się na tym, co słyszała o projekcie.
Dla niej najciekawsze jest to, że widzowie będą mogli przyjrzeć się dwóm odczytaniom tej samej historii. Porównać ich atmosferę, emocje i sposób opowiadania o bohaterach.
Bo wielka literatura ma przecież niezwykły przywilej: każdy kolejny twórca może odkryć w niej coś innego. A „Lalka”, pełna miłości, rozczarowań, niespełnienia i pragnienia wolności, wciąż pozostawia przestrzeń na nowe spojrzenia.
I być może właśnie w tym tkwi jej największa siła. Nawet gdy zmieniają się twarze bohaterów, kostiumy i filmowy język, najważniejsze pytania pozostają te same. O to, kogo kochamy. Czego pragniemy. I czy potrafimy w porę rozpoznać własne szczęście.
Źródło: Viva