Zawierzył tę sprawę Świętej Ricie; po raz kolejny mu pomogła. Filip Chajzer spełnił to marzenie tylko dzięki cudowi
Filip Chajzer o nowym życiu, przeprowadzce do Krakowa, pomocy Boga i świętej Rity. Na sesji do VIVY! dziennikarz otworzył się na temat zmian w swojej codzienności. W jakim jest dziś miejscu?
Jeszcze niedawno żył w nieustannym biegu. Dziś mówi już tylko o „pogoni za świętym spokojem”. Filip Chajzer zaprosił VIVĘ! do swojego nowego mieszkania w Krakowie — to właśnie tam odbyła się wyjątkowa sesja i szczera rozmowa o życiowych zmianach, wierze oraz świętej Ricie. Dziennikarz przyznał, że to właśnie pod Wawelem odzyskał spokój i doświadczył historii, której do dziś nie potrafi racjonalnie wyjaśnić.
Kraków miał być chwilą oddechu. Stał się nowym życiem
W rozmowie Filip Chajzer wrócił do momentu, który wszystko zmienił. Opowiadał o chwili przy krakowskim dworcu, kiedy patrzył na odjeżdżające Pendolino i nagle poczuł coś, czego wcześniej nie doświadczał.
„Widzę właśnie te dwa światełka na dziobie Pendolino, giną za zakrętem, siadam na tym murku i mówię: »Dobrze Panie Boże, rozumiem już, bo ja się nie kłócę z Panem Bogiem. To ja już tu zostanę, w porządku, to tak będzie«” — wyznał.
To właśnie wtedy podjął decyzję, że zostawia za sobą dawny rytm życia i zaczyna wszystko od nowa. Wynajął mieszkanie na Kazimierzu i zaczął oswajać codzienność w zupełnie innym tempie niż to, które znał z Warszawy.
Przyznał, że właśnie tam odkrył świętą Ritę — patronkę spraw beznadziejnych.
„Dowiedziałem się, kim jest święta Rita, czyli patronka spraw beznadziejnych, bo zaraz za ulicą był kościół św. Katarzyny” — wspominał.
Z czasem Kraków przestał być dla niego tylko miejscem do życia. Stał się przestrzenią, w której odzyskał spokój.
„To jest w ogóle jakieś miasto marzeń, to jest jakaś idylla na ziemi. To jest miejsce mocne w ogóle. Zupełnie magiczne” — mówił z wyraźnym wzruszeniem.
„To jest naprawdę zaczarowany ogród”. Filip Chajzer zachwycił się Krakowem
Jednym z najważniejszych miejsc okazał się Park Bednarskiego. To tam regularnie spacerował z psem i właśnie tam zaczął szukać nowego mieszkania.
Nie krył zachwytu nad tym miejscem.
„To jest naprawdę zaczarowany ogród. To jest tak, jak sobie wyobrażałem piękne londyńskie parki, tylko jeszcze te sprzed 20–30 lat, kiedy w Londynie było czysto. Tak jest dzisiaj właśnie w Krakowie” — opowiadał.
To właśnie podczas jednego z takich spacerów otworzył portal z ogłoszeniami nieruchomości.
„Zaznaczyłem w promieniu dwóch kilometrów chcę mieć mieszkanie do 70 metrów i chciałbym mieć taras, bo lubię taras” — zdradził.
Spośród kilku ofert jedna natychmiast przykuła jego uwagę. Jak mówił, od razu poczuł, że właśnie tam powinien zamieszkać.
„Mówię: »Boże, to jest to«”.
Problem polegał na tym, że była niedziela i nikt nie odbierał telefonu. Ale Filip Chajzer nie zamierzał odpuścić.
„Ja już chcę mieć akt notarialny na to mieszkanie, to jest moje mieszkanie, przecież widzę, że jest moje i jest do kupienia” — śmiał się.

Wszedł na plac budowy. „Panie Boże, błagam”
Dziennikarz postanowił sam odnaleźć budynek. Kiedy trafił na miejsce, zobaczył kamienicę w trakcie budowy i uchyloną bramę. Bez większego zastanowienia wszedł do środka i wspiął się na ostatnie piętro. To właśnie tam miał poczuć coś wyjątkowego.
„Od pierwszego wejścia przez te drzwi powiedziałem: »Panie Boże, błagam, spraw, żeby to było moje mieszkanie«” — wyznał.
Następnego dnia telefon w końcu zadzwonił. Rozmowa jednak nie wyglądała tak, jak sobie wyobrażał.
„Pan się włamał na budowę. To jest plac budowy. Tam jest plakietka, żeby nie wchodzić. Przecież to jest niebezpieczne. Wie pan, jakie mamy teraz problemy?” — usłyszał od kobiety związanej z inwestycją.
Po chwili padły słowa, które miały przekreślić całe marzenie.
„Nie kupi pan tego mieszkania, bo ono jest od roku sprzedane, a my nie zdjęliśmy ogłoszenia”.
Ale nawet wtedy Filip Chajzer nie zamierzał się poddać.
„To mieszkanie i tak będzie moje” — odpowiedział tuż przed zakończeniem rozmowy.
Telefon zadzwonił we Włoszech. „Dziękuję święta Rito”
W tamtym czasie dziennikarz coraz częściej modlił się do świętej Rity. Jak przyznał, wiele trudnych spraw w jego życiu rozwiązywało się wtedy w zupełnie nieoczekiwany sposób.
„Jak masz sprawę beznadziejną, to modlisz się do świętej Rity. A ja miałem kilka spraw beznadziejnych, o które się modliłem właśnie. I słuchaj, jedna po drugiej rozwiązywały się, ale tak, że szedłem do kościoła i następnego dnia była rozwiązana. Tak namacalnie, tak tu i teraz” — opowiadał.
W pewnym momencie postanowił polecieć do Włoch, żeby podziękować świętej Ricie. Jechał właśnie samochodem przez górskie serpentyny w okolicach Cascii, kiedy zadzwonił telefon.
„Wyświetla mi się na zegarach, pomiędzy prędkościomierzem a obrotomierzem: »mieszkanie Kraków«. Ja mówię: »Dziękuję święta Rito, bo już wiem, o co chodzi«”.
Po odebraniu telefonu nie miał żadnych wątpliwości.
„Mówiłem pani, że będzie moje”.
Okazało się, że mieszkanie wróciło na rynek. Osiemnastolatka, która wcześniej je kupiła, zrezygnowała ze studiów w Krakowie i wybrała naukę we Włoszech.
„Wracam i jest. Wylądowałem i jest. Amen” — podsumował.

„Dzisiaj gonię za świętym spokojem”
Filip Chajzer przyznał, że dziś jego życie wygląda zupełnie inaczej niż kiedyś. Sukces zawodowy przestał być najważniejszy.
„Czy pogoń za sukcesem, czy święty spokój? To ja ci odpowiem. Pogoń za świętym spokojem. Tak bym to określił, bo sukces już był i to, co ci się wydaje, że coś jest Mount Everestem, może się okazać tak naprawdę górą śnieżką. I to bez śniegu, z błotem” — wyznał.
Dziennikarz mówi dziś o sobie z dużym spokojem i dystansem. Nie ukrywa też, że ostatnie lata bardzo go zmieniły.
„Tamten Filip był Filipem w drodze, w przebudowie. A ten, jak widać, dalej jest już w przebudowie, ale to już dokończeniówka” — powiedział na zakończenie rozmowy.

***
Całą rozmowę przesłuchasz na naszym YouTubie.
Chcesz zobaczyć tę treść?
Aby wyświetlić tę treść, potrzebujemy Twojej zgody, aby YouTube i jego niezbędne cele mogły załadować treści na tej stronie.