Reklama

Jeszcze chwilę wcześniej planował wrócić do Warszawy. Miał bilet, obowiązki i dokładnie rozpisany kalendarz. Jednak jedna scena na dworcu w Krakowie sprawiła, że Filip Chajzer podjął decyzję, która całkowicie odmieniła jego życie. Dziś mówi o „znaku od Boga”, duchowej przemianie i miejscu, które stało się dla niego prawdziwym azylem.

Filip Chajzer miał wrócić do Warszawy. Wszystko zmieniło się w Krakowie

Filip Chajzer przyznaje, że jeszcze dwa lata temu był w zupełnie innym momencie życia. Jak wspomina w rozmowie z VIVĄ, tamten czas był dla niego okresem „przebudowy”. Dziś mówi już o „wykończeniówce”, zarówno w odniesieniu do swojego nowego mieszkania, jak i samego siebie.

„To była praca tam na fundamentach i potem to wszystko szło do przodu, a dzisiaj to też jest piękna przenośnia w tym mieszkaniu, w którym jesteśmy. Tutaj zostało na pracę jakieś dwa tygodnie, więc to jest wykończeniówka i tak też widzę swoje życie”.

Do Krakowa przyjechał początkowo wyłącznie zawodowo. Otwierał swój lokal gastronomiczny i, jak sam przyznaje, Galeria Krakowska była jego „świętym graalem”.

„Ja marzyłem o tym Krakowie. Ten Kraków, a dokładnie ta Galeria Krakowska, to był mój święty graal” – opowiada.

Chajzer z ogromną pasją mówi o swojej fascynacji miejską infrastrukturą i miejscami, które łączą różne środki transportu. To właśnie dlatego Galeria Krakowska zrobiła na nim tak ogromne wrażenie już lata temu. Pobyt miał potrwać zaledwie kilka dni. Los jednak szybko napisał własny scenariusz.

Filip Chajzer, Viva! 10/2026
Filip Chajzer, Viva! 10/2026 Zdjęcia Rafał Masłow

„Pendolino odjechało mi sprzed nosa”. Moment, który odmienił jego życie

Najpierw awaria prądu zmusiła go do przedłużenia pobytu. Potem nie przyszła kasjerka, później pojawił się problem z dostawą warzyw. Każdego dnia wydarzało się coś, co uniemożliwiało Filipowi powrót do Warszawy. W końcu nadszedł dzień wyjazdu. Padał deszcz, a Kraków — jak obrazowo opisuje Chajzer — praktycznie stanął.

„Wybiegam na ten peron, jest taka epicka scena, bo tory w kierunku Warszawy biegną po takim łuku. Ja wbiegam i widzę właśnie te dwa światełka na dziobie Pendolino giną za zakrętem” – wspomina.

To właśnie wtedy wydarzyło się coś, co dziś określa jako przełomowy moment.

„Siadam na tym murku i mówię: dobrze Panie Boże, rozumiem już, bo ja się nie kłócę z Panem Bogiem. To ja już tu zostanę” – zdradza.

Ta spontaniczna decyzja zapoczątkowała zupełnie nowy rozdział jego życia.

Nowe mieszkanie, święta Rita i „znak od Boga”

Filip Chajzer wynajął mieszkanie na Kazimierzu. To właśnie tam odkrył postać św. Rity — patronki spraw beznadziejnych.

„Święta Rita rozwiązuje te problemy tak bezwysiłkowo, tak że wszystkie strony są nagle zadowolone” – mówi.

Dziennikarz opowiada, że modlitwa do świętej Rity zaczęła towarzyszyć mu w trudnych momentach związanych z życiem prywatnym, rodzinnym i zawodowym. Przełom nastąpił podczas spaceru z psem po Parku Bednarskiego. To tam zaczął przeglądać oferty mieszkań. Jedno z nich od razu przykuło jego uwagę.

„Od pierwszego wejścia przez te drzwi powiedziałem: Panie Boże, błagam, spraw, żeby to było moje mieszkanie” – wspomina.

Choć początkowo usłyszał, że lokal został już sprzedany, historia miała zaskakujący finał. Telefon odezwał się w najmniej spodziewanym momencie — podczas podróży do włoskiej Cascii, związanej właśnie ze św. Ritą.

„Wyświetla mi się na zegarach: mieszkanie Kraków. Ja mówię: dziękuję święta Rito, bo już wiem, o co chodzi” – relacjonuje.

Okazało się, że wcześniejsza właścicielka zmieniła plany, a mieszkanie ponownie trafiło na sprzedaż.

„Mówiłem pani, że będzie moje” – powiedział przez telefon.

I rzeczywiście — kilka dni później lokal był już jego.

Filip Chajzer, Viva! 10/2026
Filip Chajzer, Viva! 10/2026 Zdjęcia Rafał Masłow

Filip Chajzer szczerze o swojej przemianie: „Dziś gonię za świętym spokojem”

W rozmowie z VIVĄ Filip Chajzer nie ukrywa, że dziś zupełnie inaczej patrzy na sukces i życiowe priorytety.

„Pogoń za sukcesem? Nie. Pogoń za świętym spokojem” – podkreśla.

Dziennikarz przyznaje, że doświadczenia ostatnich lat mocno go zmieniły. Dziś bardziej niż zawodowe szczyty liczy się dla niego codzienny spokój, stabilność i poczucie harmonii.

„To, co ci się wydaje, że jest Mount Everestem, może się okazać górą śnieżką. I to bez śniegu, z błotem” – mówi.

Chajzer nie ma wątpliwości, że Kraków stał się dla niego czymś więcej niż tylko nowym adresem.

Kraków stał się dla niego miejscem „magicznym”

Filip Chajzer z ogromnymi emocjami opowiada o swoim nowym mieście. Szczególne miejsce zajmuje w jego sercu Park Bednarskiego, który nazywa „zaczarowanym ogrodem”.

„To jest jakieś miasto marzeń, to jest jakaś idylla na ziemi. To jest miejsce mocne, zupełnie magiczne” – zachwyca się.

Dziś nie ukrywa, że czuje się w Krakowie naprawdę szczęśliwy. Jak sam mówi, jest już znacznie bliżej życiowego spokoju niż kiedykolwiek wcześniej.

„Tamten Filip był Filipem w drodze, w przebudowie. A ten dalej jest w przebudowie, ale to już dokończeniówka” – podsumowuje.

I właśnie tak chce żyć dalej — spokojniej, uważniej i bliżej siebie.

Źródło: Viva.pl

Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Google.
Reklama
Reklama
Reklama
Loading...