Tylko w VIVIE! Vadim Brodski: „Byłem tam kochany i popularny”. Tak wspomina życie we Włoszech
Po prostu mistrz. Koncertował z najlepszymi orkiestrami świata. Jeden z nielicznych skrzypków w historii, którzy mieli zaszczyt zagrać na słynnym Guarneri del Gesù, należącym do Niccola Paganiniego. Od 40 lat krąży między dwoma domami – Warszawą i Rzymem. Vadim Brodski opowiada Beacie Nowickiej o swoim niezwykłym życiu.

Vadim Brodski nie ukrywa, że sukces zawodowy nigdy nie był dla niego jedynym wyznacznikiem szczęścia. W wywiadzie wraca wspomnieniami do życia we Włoszech, opowiada o wyjątkowych koncertach i tłumaczy, dlaczego uważa się za przedstawiciela ginącego pokolenia wszechstronnych muzyków. Nie brakuje także refleksji o pasji, talentach i planach na przyszłość.
Vadim Brodski o życiu między Warszawą a Rzymem – czego nauczyli go Włosi? Wywiad VIVA!
[...]
– Rozbawił mnie Pan! Też kocham Italię. Włosi to maestri della vita. Mistrzowie życia.
George Clooney, który przez lata miał dom nad jeziorem Como, powiedział kiedyś: „Amerykanie żyją, żeby pracować, a Włosi pracują, żeby żyć”. Genialna definicja. Włosi potrafią celebrować codzienność: relacje z bliskimi, pyszne jedzenie, radości z małych rzeczy, słońce, nicnierobienie. Uwielbiają sztukę. Przez lata byłem tam kochany i popularny. Pamiętam wyjątkowy koncert, który dałem w Watykanie, transmitowany na cały świat. Na sali było sześć i pół tysiąca słuchaczy i gość honorowy, papież Jan Paweł II. Byłem solistą tego koncertu.
[...]
- Tylko w VIVIE! Vadim Brodski zdradza, jak przez przypadek został tłumaczem Gorbaczowa. "Prawie zemdlałem"

– Pana talent jest bez skazy?
Bez kokieterii – tak. Skrzypek to… skrzypek. A muzyk jest artystą, który umie czytać partytury, umie grać na fortepianie. Praktycznie nie ma utworu, którego nie mógłbym zaakompaniować moim studentom skrzypkom. Myślę, że jestem jednym z ostatnich przykładów muzyka totalnego. Nie wiem, ilu skrzypków na świecie potrafi zagrać jazz, utwory The Beatles i koncert Beethovena. Nie mam talentu kreatywnego, skomponowanie 15-minutowego utworu stanowiłoby dla mnie wyzwanie, ale jestem jednym z nielicznych, którzy orkiestrują utwory. Pamiętam, pod koniec lat 70. porwałem się z motyką na słońce i orkiestrowałem potężny, 15-minutowy utwór Wariacje na temat własny A-dur, op. 15 Henryka Wieniawskiego. Od tamtej pory mam w swoim repertuarze. Mój przyjaciel Michał Urbaniak powtarzał: „Muzyka jest albo dobra, albo… niedobra”. I tyle.
– Ma Pan jeszcze jakieś marzenia?
Moje marzenie? Zagrać Wieniawskiego na koncercie z okazji moich setnych urodzin (śmiech).
Cały wywiad w nowym numerze VIVY! Magazyn dostępny w punktach sprzedaży od 6 do 26 sierpnia.
