Tylko w VIVIE! Gamou Fall szczerze o „Tańcu z Gwiazdami” i rodzinie. Nie ukrywa, że cena była wysoka: "Były napięcia. To nie był dla nas łatwy moment"
Zwycięstwo w „Tańcu z Gwiazdami” przyniosło Gamou Fallowi ogromną popularność, ale miało też swoją cenę. W rozmowie z VIVĄ! aktor szczerze opowiada o rodzinie, miłości, wyrzeczeniach i decyzjach, które ukształtowały jego życie.

Za uśmiechem, sceniczną charyzmą i spektakularnym zwycięstwem w „Tańcu z Gwiazdami” kryje się historia pełna wyrzeczeń, trudnych wyborów i życiowych lekcji. W szczerej rozmowie z VIVĄ! Gamou Fall opowiada o sile wyniesionej z domu, miłości, która uchroniła go przed złymi decyzjami, oraz cenie, jaką wraz z partnerką zapłacili za jego zawodowy sukces. To poruszające wyznanie o rodzinie, odpowiedzialności i dojrzewaniu do życia, w którym największym zwycięstwem okazuje się nie Kryształowa Kula, lecz ludzie, którzy są obok.
TYLKO W VIVIE! Gamou Fall o Tańcu z Gwiazdami i cenie zwycięstwa
– Dużo mówisz o tacie.
Wiesz, że on nigdy na żadne pytanie nie odpowiedział mi: „Nie wiem”? Nawet wkurzałem się, że zawsze ma odpowiedź. A jako młody człowiek podważałem to, co mówił, a potem… okazywało się, że miał rację. Nie udowadniał mi, że ją ma, ale z mądrością, doświadczeniem i wiedzą czekał, aż sam to zrozumiem. Jako dorosły człowiek zaczynam (śmiech). Głównie mówię o tacie, bo to on wziął na siebie większość spraw związanych z moim wychowaniem. On, czarnoskóry mężczyzna w Polsce, wiedział, jaka będzie moja droga. Moja mama, biała polska kobieta, wiedzieć tego nie mogła. Ale obojgu rodzicom zawdzięczam naprawdę dużo.
– I swojej partnerce Elizie?
Jesteśmy razem już wiele lat. Poznaliśmy się jeszcze w Poznaniu. Uchroniła mnie przed zejściem z drogi, którą sobie wyznaczyłem. Pracowałem jako model, teraz jestem aktorem. Każdy mój zawód polega na kontakcie z ludźmi. A ja, mimo tego, że jestem introwertykiem, zawsze miałem łatwość w nawiązywaniu kontaktów. Gdy nie ma się w domu kotwicy, człowieka, z którym ma się wspólne cele, a za to ma się nadmiar wolnego czasu i znajomych, łatwo można podejmować nierozważne decyzje. A ja mam opokę. I spokój. To Eliza. Dzięki naszej relacji nie narobiłem głupot i mogłem skupić się na swojej robocie. Poza tym uważam, że bezwarunkowa miłość istnieje tylko między rodzicem a dzieckiem. Każda inna jest po coś. Każdy ma deficyty, potrzeby, oczekiwania. Jesteśmy z kimś, bo ten ktoś daje nam spokój, poczucie bezpieczeństwa, i po prostu żyje nam się lepiej. Cieszę się, że Eliza stanęła kiedyś na mojej drodze.
– To ona poniosła największe koszta Twojego udziału w „Tańcu z Gwiazdami”?
Ponieśliśmy oboje. Ale ona miała naprawdę trudno, bo była świeżo upieczoną mamą. Nasza córeczka miała wtedy dopiero kilka miesięcy, a my nie mieliśmy w Warszawie nikogo, kto mógłby nam pomóc. Ale ja dostałem szansę, żeby pokazać ludziom, co mam do zaoferowania, i nie mogłem z tej szansy nie skorzystać. Słucham swojego instynktu. I choć czasem nie do końca wiem, dlaczego powinienem coś zrobić, mam świadomość, że kiedyś to mi się może do czegoś przydać. Szczerze, pomyślałem, że udział w „Tańcu z Gwiazdami” da mi rozpoznawalność i przełoży się na inne propozycje zawodowe. Nie pomyliłem się. Przez trzy miesiące byłem na przykład na pierwszym miejscu wyszukiwań na Filmwebie. A że wiedziałem, że fizycznie dam radę, bo pod tym kątem jestem świetnie przygotowany, przyjąłem propozycję. Podjęliśmy z Elizą świadomą decyzję. Oboje wiedzieliśmy, że robię to dla naszej rodziny, żeby zabezpieczyć przyszłość naszej córki. Oczywiście to było dla Elizy cholernie trudne i wywoływało napięcia. To nie był dla nas łatwy moment. Zawsze coś jest niestety kosztem czegoś innego. Trzeba mieć dużo mądrości i szczęścia, żeby się nie wykoleić przy okazji. Ale to jest jednak nasza wspólna walka, bo jesteśmy teamem, w którym koszta podjętych decyzji rozkładają się na dwoje. My dzielimy się zadaniami, a każde z nas w swojej sferze mierzy się z trudnościami i obowiązkami. Jeden statek, jeden kierunek, ale różne obowiązki.

– Opłaciło się. Wzbudziłeś sympatię widzów i zdobyłeś Kryształową Kulę.
Całe życie miałem przekonanie, że ludzie boją się tego, czego nie znają. A ja właśnie poszedłem tam po to, żeby ludzie mnie poznali. I było zupełnie inaczej niż w aktorstwie, bo tam chowam się za rolą, a tu byłem w stu procentach sobą. Obnażony. Gdy wygrałem, byłem cholernie zaskoczony. Zrobiłem wszystko, co mogłem, ale reszta nie była już w moich rękach. Ludziom chyba spodobało się to, co mam do zaoferowania.
– Opowiedziałeś im swoją historię.
Pokazałem nie tylko swoją rodzinę i przyjaciół. Opowiedziałem też o złości, którą nosiłem w sobie przez wiele lat, o swojej niezgodzie na dyskryminację, o walce, jaką stoczyłem ze światem i ze sobą.
– Nadal masz tę złość w sobie?
Ludzie noszą w sobie wszystko to, co im się w życiu przytrafiło, i związane z tym emocje. Każdy ma czasem gówniany etap w życiu, w którym są złe emocje. Zdarzało mi się mieć mroczny czas. Przeszedłem przez wszystkie etapy, stany, znam blaski i cienie życia. Ja tę złość nadal mam w sobie, ale nauczyłem się ją kontrolować i często ona jest moim motorem, żeby się nie poddawać. Dzisiaj wiem, czego pragnę i czego na pewno nie chcę. Mam nadzieję, że już nigdy nie spotka mnie nic złego… To jest jednak myślenie życzeniowe, bo na życie trzeba patrzeć racjonalnie i mieć świadomość, że i ono, i ludzie są przewrotni. Na szczęście tak pokierowałem swoim życiem, że dzisiaj górę biorą dobre emocje. Tata kiedyś mi powiedział, że życzy mi, żeby sukces nie przyszedł do mnie zbyt szybko. Wtedy tego nie rozumiałem. A tata widział, jak wygląda świat ludzi sukcesu, z pieniędzmi, z tym całym blichtrem, i co to potrafi zrobić z ludźmi. Wcześniej nie byłem na to gotowy. A teraz czuję, że wszystko toczy się w dobrym tempie.
_________________________
Cały wywiad dostępny w nowym numerze VIVY! Magazyn w punktach sprzedaży od czwartku, 23 lipca

