Reklama

Dorastał w domu, który dawał mu poczucie bezpieczeństwa i pewność, że jest dokładnie taki sam jak wszyscy inni. Z rzeczywistością, która nie zawsze odwzajemniała tę oczywistość, musiał zmierzyć się sam. Z wyczuciem i niezwykłą szczerością wraca dziś do dzieciństwa, opowiadając o tożsamości, doświadczeniu inności i wartościach wyniesionych z rodzinnego domu, które nauczyły go patrzeć na świat z odwagą.

Gamou Fall w VIVIE!: "Rodzice tak wpoili mi poczucie, że jestem dokładnie taki sam jak inne dzieciaki"

Gamou Fall : Moje starsze rodzeństwo przetarło szlaki, ale i tak frycowe za kolor skóry musiałem zapłacić. Na osiedlu wszyscy wiedzieli, kim jesteśmy, gdzie mieszkamy, ale i tak stanowiliśmy atrakcję. Tak samo było w szkole. Tata robił wszystko, żeby pomóc mi zadomowić się w każdym miejscu, z jakim miałem styczność. W przedszkolu i w podstawówce organizował „Dni Afryki”, podczas których opowiadał o kulturze afrykańskiej, o nas. To było dla mnie dużym ułatwieniem, bo wchodziłem w środowisko z całą historią, przestawałem być anonimowy i egzotyczny. Wszyscy wiedzieli, że za mną stoją rodzice, że mam siostrę i brata, że nie jestem znikąd. Tata pokazywał, że nie jestem przypadkowo rzuconym pionkiem na mapę. To pomogło mi zdobyć akceptację rówieśników.

– Musiałeś o nią zawalczyć?

Biłem się niezliczoną ilość razy, jeśli o to pytasz. Tata wiedział, z czym w życiu przyjdzie mi się mierzyć, i bardzo wcześnie zapisał mnie na lekcje karate. Sporty walki, które zacząłem trenować, z konieczności stały się później moją pasją. Trenowałem je jednak nie po to, żeby ludzie się mnie bali, tylko żebym ja nie musiał się bać. Nigdy więc nie byłem osobą atakującą ani prowokującą, bo nie chciałem walczyć, udowadniać swojej siły i budować swojej wartości na czyjejś krzywdzie. Chciałem żyć w spokoju. Bywały trudne momenty, ale nie mam syndromu ofiary. Każdy z nas ma swoje trudności, tylko większość ludzi nie musi się z nimi obnosić. Moja polegała na tym, że nie mam jak jej ukryć, bo po prostu mam inny kolor skóry.

– Miałeś też inny dom, w którym obchodziłeś święta chrześcijańskie i muzułmańskie.
Ale mój dom nie różnił się za bardzo od domów moich kumpli. Mama nie jest praktykującą katoliczką, tata jest praktykującym muzułmaninem. Obchodzimy polskie święta, a na Boże Narodzenie tata przygotowuje tradycyjne potrawy.

Czytaj też: Walczył o siebie wiele razy. Tylko w VIVIE! Gamou Fall wyznał, z czym mierzył się jako dziecko: "Frycowe za kolor skóry musiałem zapłacić"

Gamou Fall, Viva! 14/2026
Gamou Fall, Viva! 14/2026 Zdjęcia Mateusz Stankiewicz / feed me LAB

– Muzułmańskie święta też obchodzicie?
Najczęściej zdarza się, że rodzice są wtedy w Senegalu. Jeśli moja siostra, brat i ja tam jesteśmy, to tak.

– Nie było tak, że ktoś z nich próbował Cię przekabacić na swoją stronę?
Poznałem obie religie, więc miałem wybór. Nigdy nie miałem nakazu, że mam być tym czy tym. Nie czułem presji z żadnej strony. Po prostu wyrastałem w jednej i drugiej religii. Nie czułem, że jestem inny, bo rodzice tak wpoili mi poczucie, że jestem dokładnie taki sam jak inne dzieciaki, że dopiero jak wracałem do domu, myłem ręce, spoglądałem w lustro, orientowałem się, że jednak nie jestem. Mój inny kolor skóry nie był moim problemem, tylko problemem kogoś innego. Żyłem też z potrzebą bycia reprezentantem ludzi takich jak ja. Miałem świadomość, że jak jestem jedynym czarnym dzieciakiem, jakiego znają na przykład moi sąsiedzi, to na inne czarne dzieciaki będą patrzyli przez mój pryzmat.

– Duża odpowiedzialność.
Na szczęście zrozumiałem, że nie tędy droga. Choć ze stereotypami spotykam się na każdym kroku. Zdarzało się, że ktoś zwracał się do mnie na ulicy po angielsku. Odpowiadałem po polsku. A ten ktoś znów do mnie mówi po angielsku, bo jego mózg nie przetworzył jeszcze informacji, że jestem Polakiem. Potem słyszę, że świetnie mówię po polsku. Odpowiadam: „Pan też”. Ale nie odbieram tego jako złośliwość.

– Stałeś się kiedyś dla ludzi z osiedla „swój”?
Tak. Poznałem ludzi z różnych środowisk. Miałem kumpli z zajęć ze sztuki walki, miałem ze stadionów, którzy byli kibicami Lecha Poznań, miałem ich na bramkach w klubach. Wiedziałem, że w razie kłopotów zawsze ktoś stanie po mojej stronie.

Gamou Fall, Viva! 14/2026
Gamou Fall, Viva! 14/2026 Zdjęcia Mateusz Stankiewicz / feed me LAB

– Buntowałeś się?
Był we mnie bunt, bo nigdy nie mogłem być w stu procentach wyluzowany. Wchodziłem do jakiegoś miejsca i je skanowałem w poszukiwaniu potencjalnych zagrożeń. Ale bunt to jest broń obosieczna. Może pójść i w dobrą, i w złą stronę. Nie traktowałem mojego koloru skóry jako brzemię, ale wkurzałem się niejednokrotnie. Postanowiłem, że skoro wszyscy pokazują mnie palcem, to kiedyś będą płacić za to, żeby mnie zobaczyć, i będą musieli kupować bilety do teatru czy kina.

Swoją historię Gamou Fall opowiedział w Tańcu z Gwiazdami

– Opłaciło się. Wzbudziłeś sympatię widzów i zdobyłeś Kryształową Kulę.
Całe życie miałem przekonanie, że ludzie boją się tego, czego nie znają. A ja właśnie poszedłem tam po to, żeby ludzie mnie poznali. I było zupełnie inaczej niż w aktorstwie, bo tam chowam się za rolą, a tu byłem w stu procentach sobą. Obnażony. Gdy wygrałem, byłem cholernie zaskoczony. Zrobiłem wszystko, co mogłem, ale reszta nie była już w moich rękach. Ludziom chyba spodobało się to, co mam do zaoferowania.

– Opowiedziałeś im swoją historię.
Pokazałem nie tylko swoją rodzinę i przyjaciół. Opowiedziałem też o złości, którą nosiłem w sobie przez wiele lat, o swojej niezgodzie na dyskryminację, o walce, jaką stoczyłem ze światem i ze sobą.

Czytaj też: Wiele zawdzięcza rodzicom, poruszająco mówi o relacji z ojcem. Tylko u nas Gamou Fall przyznaje: "Tata nauczył mnie patrzeć daleko przed siebie"

– Nadal masz tę złość w sobie?
Ludzie noszą w sobie wszystko to, co im się w życiu przytrafiło, i związane z tym emocje. Każdy ma czasem gówniany etap w życiu, w którym są złe emocje. Zdarzało mi się mieć mroczny czas. Przeszedłem przez wszystkie etapy, stany, znam blaski i cienie życia. Ja tę złość nadal mam w sobie, ale nauczyłem się ją kontrolować i często ona jest moim motorem, żeby się nie poddawać. Dzisiaj wiem, czego pragnę i czego na pewno nie chcę. Mam nadzieję, że już nigdy nie spotka mnie nic złego… To jest jednak myślenie życzeniowe, bo na życie trzeba patrzeć racjonalnie i mieć świadomość, że i ono, i ludzie są przewrotni. Na szczęście tak pokierowałem swoim życiem, że dzisiaj górę biorą dobre emocje. Tata kiedyś mi powiedział, że życzy mi, żeby sukces nie przyszedł do mnie zbyt szybko. Wtedy tego nie rozumiałem. A tata widział, jak wygląda świat ludzi sukcesu, z pieniędzmi, z tym całym blichtrem, i co to potrafi zrobić z ludźmi. Wcześniej nie byłem na to gotowy. A teraz czuję, że wszystko toczy się w dobrym tempie.

_________________________

Cały wywiad dostępny w nowym numerze VIVY! Magazyn w punktach sprzedaży od czwartku, 23 lipca

Roksana Węgiel, Viva! 14/2026 okładka
Roksana Węgiel, Viva! 14/2026 okładka Zdjęcia Borys Synak
Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Google.
Reklama
Reklama
Reklama
Loading...