Córeczka jest jego całym światem, nadał jej wyjątkowe imię. Tylko w VIVIE! Gamou Fall szczerze o ojcostwie: „To moja najważniejsza życiowa rola”
Ojcostwo zmieniło jego spojrzenie na świat. W rozmowie z VIVĄ! Gamou Fall opowiada o córce, wyjątkowym imieniu, które dla niej wybrał, oraz o wartościach i rodzinnych korzeniach, które chce przekazać kolejnemu pokoleniu.

Jeszcze niedawno zachwycał widzów na parkiecie „Tańca z Gwiazdami”, dziś z jeszcze większym wzruszeniem mówi o roli, która odmieniła jego życie na zawsze. W szczerej rozmowie z VIVĄ! Gamou Fall opowiada o ojcostwie, córce, której nadał wyjątkowe imię po senegalskiej babci, oraz o wartościach wyniesionych z rodzinnego domu. To poruszająca historia o korzeniach, tożsamości i miłości, która – jak sam przyznaje – stała się jego najważniejszym życiowym zadaniem.
TYLKO U NAS! Gamou Fall o córeczce. Jego pociecha nosi wyjątkowe imię
– Gdybym Cię dzisiaj zapytała, kim jesteś…?
Człowiekiem w budowie. Od zawsze i na zawsze. Gdybym powiedział, że szukam siebie, nie byłaby to do końca prawda, bo dałbym sobie przestrzeń na niefrasobliwość i brak działania. A ja działam. Zbieram doświadczenia. I czasem muszę zrobić pięć kroków wstecz, żeby zrobić jeden do przodu. To jest w życiu ważne i to… buduje.
– Myślałam, że może powiesz, że jesteś aktorem, ojcem…
To są elementy składowe tego, kim jestem. Moją najważniejszą życiową rolą jest bycie tatą. Jestem nim od siedmiu miesięcy. To jest rola, do której moi rodzice nakreślili mi plan filmu, ale scenariusz piszę sobie sam.
– Tak jak oni Tobie dali senegalskie imię, tak Ty dałeś swojej córce?
Moje, Gamou, nie da się przetłumaczyć na polski, a w Senegalu, kraju mojego taty, oznacza święto i narodowe, i religijne. Moja córka ma imię po mojej senegalskiej babci. Zrobiłem to z pełną świadomością, bo chciałbym, żeby mimo tego, że urodziła się w Polsce i jak ja ma białą mamę, wiedziała, że jest i Polką, i Senegalką. Uważam, że człowiek, który nie zna swoich korzeni, dryfuje.

Chcesz zobaczyć tę treść?
Aby wyświetlić tę treść, potrzebujemy Twojej zgody, aby Instagram i jego niezbędne cele mogły załadować treści na tej stronie.
Chcesz zobaczyć tę treść?
Aby wyświetlić tę treść, potrzebujemy Twojej zgody, aby Instagram i jego niezbędne cele mogły załadować treści na tej stronie.
– Ty nigdy nie dryfowałeś.
Nie, bo mój tata od samego początku zadbał o to, żebym wiedział, kim jestem. Dlatego, jak miałem trzy lata, zabrał mnie na trzy miesiące do Senegalu. Wpoił mi poczucie, że nie jestem w połowie Polakiem i w połowie Senegalczykiem, ale że w pełni jestem i tym, i tym.
– Jak Twój tata trafił do Polski?
W latach 80. przyjechał na studia do Poznania. Przez znajomych poznał moją mamę i został. Nigdy nie pytałem ich, czy to była miłość od pierwszego wejrzenia, ale na pewno jest miłością po dziś dzień.
– Twoja mama jest odważną kobietą.
W tamtych czasach związać się z facetem z Afryki, który dla Polaków był człowiekiem jak z innej planety, wymagało dużo odwagi, samozaparcia i pewności, że chce w tym być. Ludzie dookoła raczej im nie sprzyjali.
– Tobie też?
Moje starsze rodzeństwo przetarło szlaki, ale i tak frycowe za kolor skóry musiałem zapłacić. Na osiedlu wszyscy wiedzieli, kim jesteśmy, gdzie mieszkamy, ale i tak stanowiliśmy atrakcję. Tak samo było w szkole. Tata robił wszystko, żeby pomóc mi zadomowić się w każdym miejscu, z jakim miałem styczność. W przedszkolu i w podstawówce organizował „Dni Afryki”, podczas których opowiadał o kulturze afrykańskiej, o nas. To było dla mnie dużym ułatwieniem, bo wchodziłem w środowisko z całą historią, przestawałem być anonimowy i egzotyczny. Wszyscy wiedzieli, że za mną stoją rodzice, że mam siostrę i brata, że nie jestem znikąd. Tata pokazywał, że nie jestem przypadkowo rzuconym pionkiem na mapę. To pomogło mi zdobyć akceptację rówieśników.
_________________________
Cały wywiad dostępny w nowym numerze VIVY! Magazyn w punktach sprzedaży od czwartku, 23 lipca

