Walczył o siebie wiele razy. Tylko w VIVIE! Gamou Fall wyznał, z czym mierzył się jako dziecko: "Frycowe za kolor skóry musiałem zapłacić"
Gamou Fall nie ukrywa, że dorastanie w Polsce wiązało się z trudnymi doświadczeniami. W rozmowie z Katarzyną Piątkowską dla VIVY! opowiada o dyskryminacji, walce o akceptację i wartościach wyniesionych z domu. W szczerym wywiadzie wraca także do historii swoich rodziców.

Nie mówi, że jest w połowie Polakiem, a w połowie Senegalczykiem, ale że jest w pełni i tym, i tym. Studiował ekonomię, ale został aktorem. Kocha kino artystyczne, ale wystąpił w „Tańcu z Gwiazdami”. Pokazał, jaki jest naprawdę, i podbił serca publiczności. Gamou Fall opowiedział Katarzynie Piątkowskiej o dyskryminacji, złości i podążaniu za własnymi pragnieniami.
Gamou Fall w rozmowie z VIVĄ! o dzieciństwie w Polsce. Tak mówi o akceptacji i walce o siebie
– Ty nigdy nie dryfowałeś.
Nie, bo mój tata od samego początku zadbał o to, żebym wiedział, kim jestem. Dlatego, jak miałem trzy lata, zabrał mnie na trzy miesiące do Senegalu. Wpoił mi poczucie, że nie jestem w połowie Polakiem i w połowie Senegalczykiem, ale że w pełni jestem i tym, i tym.
– Jak Twój tata trafił do Polski?
W latach 80. przyjechał na studia do Poznania. Przez znajomych poznał moją mamę i został. Nigdy nie pytałem ich, czy to była miłość od pierwszego wejrzenia, ale na pewno jest miłością po dziś dzień.
– Twoja mama jest odważną kobietą.
W tamtych czasach związać się z facetem z Afryki, który dla Polaków był człowiekiem jak z innej planety, wymagało dużo odwagi, samozaparcia i pewności, że chce w tym być. Ludzie dookoła raczej im nie sprzyjali.

– Tobie też?
Moje starsze rodzeństwo przetarło szlaki, ale i tak frycowe za kolor skóry musiałem zapłacić. Na osiedlu wszyscy wiedzieli, kim jesteśmy, gdzie mieszkamy, ale i tak stanowiliśmy atrakcję. Tak samo było w szkole. Tata robił wszystko, żeby pomóc mi zadomowić się w każdym miejscu, z jakim miałem styczność. W przedszkolu i w podstawówce organizował „Dni Afryki”, podczas których opowiadał o kulturze afrykańskiej, o nas. To było dla mnie dużym ułatwieniem, bo wchodziłem w środowisko z całą historią, przestawałem być anonimowy i egzotyczny. Wszyscy wiedzieli, że za mną stoją rodzice, że mam siostrę i brata, że nie jestem znikąd. Tata pokazywał, że nie jestem przypadkowo rzuconym pionkiem na mapę. To pomogło mi zdobyć akceptację rówieśników.
– Musiałeś o nią zawalczyć?
Biłem się niezliczoną ilość razy, jeśli o to pytasz. Tata wiedział, z czym w życiu przyjdzie mi się mierzyć, i bardzo wcześnie zapisał mnie na lekcje karate. Sporty walki, które zacząłem trenować, z konieczności stały się później moją pasją. Trenowałem je jednak nie po to, żeby ludzie się mnie bali, tylko żebym ja nie musiał się bać. Nigdy więc nie byłem osobą atakującą ani prowokującą, bo nie chciałem walczyć, udowadniać swojej siły i budować swojej wartości na czyjejś krzywdzie. Chciałem żyć w spokoju. Bywały trudne momenty, ale nie mam syndromu ofiary. Każdy z nas ma swoje trudności, tylko większość ludzi nie musi się z nimi obnosić. Moja polegała na tym, że nie mam jak jej ukryć, bo po prostu mam inny kolor skóry.
– Miałeś też inny dom, w którym obchodziłeś święta chrześcijańskie i muzułmańskie.
Ale mój dom nie różnił się za bardzo od domów moich kumpli. Mama nie jest praktykującą katoliczką, tata jest praktykującym muzułmaninem. Obchodzimy polskie święta, a na Boże Narodzenie tata przygotowuje tradycyjne potrawy.
_________________________
Cały wywiad dostępny w nowym numerze VIVY! Magazyn w punktach sprzedaży od czwartku, 23 lipca.

