Opowieść o Korze coraz częściej wychodzi poza scenę i dyskografię, a skupia się na jej wewnętrznym świecie. Wspomnienia Kamila Sipowicza odsłaniają mniej oczywistą stronę artystki – pełną duchowych inspiracji, symboliki i głębokiej wiary w energię przedmiotów oraz przestrzeni, którą współtworzyła.
Kora wierzyła, że to ochroni ją przed złymi mocami
Historia zaczyna się od jednego mebla, który – jak się okazuje – mówi o Korze całkiem sporo. Sipowicz wraca do momentu, kiedy artystka zdecydowała się na konkretny wybór: "Koreńka kupiła chaise longue i obiła ją na czerwony. Lubiła bardzo czerwony kolor, ponieważ do czerwony kolor to jest kolor strażnika."
Czerwień nie była tu przypadkiem. Była wyborem wynikającym z przekonania, że kolor ten " broni nas przed złymi duchami, złymi mocami.”
To podejście dobrze wpisuje się w jej zainteresowania duchowością i różnymi tradycjami, w których symbolika barw nie jest tylko dekoracją.

Energia Kory wciąż obecna w mieszkaniu. Przedmioty, wspomnienia i codzienność
Choć – co ważne – Kora nigdy w tym mieszkaniu nie była, jej obecność jest dla Sipowicza czymś oczywistym. "Jest energia, są jej przedmioty i ja właściwie mam podobny do niej charakter" – zaznacza.
Na energię składają się rzeczy, które zostały i wciąż mają znaczenie. Jednym z przykładów są przedmioty przywiezione z podróży, które Kora przerabiała po swojemu.: "To jest bardzo ciekawe, otóż ja byłem w Tybecie i w Nepalu i tam jest takie plemię Dolpo, które wyznaje taką prastarą, tybetańską religię Bono. I szale kupiłem, takie pasy i Kora to przerobiła na poduszki."
W tej opowieści ważny jest też kontekst ludzi, którzy byli blisko niej. Sipowicz wspomina: "To mieszkanie załatwiła jej najbliższa przyjaciółka, Małgosia Kittel. Więc jestem pod dobrą opieką."
Całe wideo znajdziecie na naszym YouTubie. Zapraszamy do oglądania.


























