Zieleń, spokój i miejsce, do którego goście mają wchodzić jak do domu. Michel Moran opowiedział nam o swoim Ma Maison w Laskach obok Kampinowskiego Parku Narodowego. Wspominał przyjazd do Polski w 2000 roku, decyzję o wielkiej zmianie podczas pandemii i ludzi, którzy zostawili w jego restauracji wyjątkowe pamiątki.

Ma Maison znaczy „mój dom”. Michel Moran chciał stworzyć takie miejsce dla gości

Dookoła zieleń, atmosfera spokoju i miejsce, z którym Michel Moran jest związany każdego dnia. Choć tam nie mieszka, traktuje Ma Maison jak swój dom. To właśnie tutaj goście mogą go spotkać, a sama nazwa restauracji od początku miała podkreślać, jak chce przyjmować odwiedzających. Nie jak anonimowych klientów, ale jak osoby przekraczające próg miejsca, które ma być dla nich otwarte.

Michel Moran tłumaczy to wprost:

Zobacz także:

„Ma Maison to po francusku oznacza mój dom. I dlatego to było i jest bardzo ważne, żeby wszyscy goście czuli się zaproszeni jak do mojego domu”

Dom Michela Morana w tym znaczeniu nie jest więc jedynie nazwą. To sposób, w jaki sam restaurator mówi o Ma Maison i o atmosferze, którą chciał tam stworzyć. Spokój i otaczająca miejsce zieleń są zupełnie innym tłem niż centrum Warszawy, gdzie wcześniej prowadził swoje miejsca.

Na zdj.: Michel Moran, Fot. Paweł Wrzecion/AKPA
Fot. Paweł Wrzecion/AKPA

Do Polski przyjechał w 2000 roku. „Było mi tak dobrze, że chciałem zostać”

Historia Michela Morana w Polsce zaczęła się znacznie wcześniej. Przyjechał do Polski w 2000 roku. Jak sam wspomina, kraj wyglądał wtedy inaczej niż dzisiaj. Mimo to szybko poczuł się tutaj dobrze. Ważne było również wsparcie, które otrzymał od spotkanych osób, oraz przekonanie, że w gastronomii jest jeszcze dużo do zrobienia.

„To była zupełnie inna Polska niż dzisiaj. Ale było mi tak dobrze, że chciałem zostać. Dostałem wtedy od różnych ludzi dużą pomoc. Wiedziałem też, że w gastronomii jest tutaj dużo do zrobienia. I od razu dobrze się w Polsce czułem, nie byłem tutaj też sam, więc było mi łatwiej – tak wtedy wyszło i w ogóle tego nie żałuję.”

To właśnie Polska stała się miejscem, w którym pozostał. W tej historii nie ma jednak jednego punktu, po którym wszystko wyglądało już tak samo. Po latach przyszedł kolejny moment, w którym Michel Moran poczuł potrzebę zmiany.

Michel Moran, Domy Gwiazd

5 lat temu wszystko zmienił. Z centrum Warszawy przeniósł się do Lasek

Decyzja dojrzewała w trakcie pandemii. Michel Moran sprzedał miejsce w centrum Warszawy i przeniósł się do Lasek obok Kampinowskiego Parku Narodowego. Jak mówi, potrzebował wtedy więcej spokoju. Jednocześnie marzył o restauracji, która nie będzie miejscem odbieranym jako drogie czy ekskluzywne, ale przestrzenią dla każdego, kto chce go odwiedzić.

„To był moment w moim życiu, kiedy w trakcie pandemii, poczułem, że potrzebuję coś zmienić. Są czasem takie sytuacje. Potrzebowałem więcej spokoju i też marzyłem o restauracji dla każdego. Wcześniej prowadziłem miejsca, które były drogie i ekskluzywne. Ludzie czasem boją się tam wejść. A tutaj mogę nakarmić każdego, kto chce mnie odwiedzić. Poza tym, jak jesteś młody to można biegać i brać udział w wyścigu. A ja chciałem się już trochę uspokoić.”

Ma Maison otworzył 5 lat temu. W jego opowieści o tej decyzji pojawia się zarówno potrzeba zmiany tempa, jak i chęć stworzenia miejsca bardziej otwartego. Zamiast dalszego „wyścigu” wybrał spokój. Zamiast restauracji, do której część osób mogłaby obawiać się wejść, chciał miejsca dla każdego.

Goście zostawiają mu niezwykłe pamiątki. „Ważniejsze są więzi”

O charakterze Ma Maison opowiadają również rzeczy, które zostawiają tam sami goście. Michel Moran ma wiele takich pamiątek. Jedna dziewczynka przyniosła mu jego karykaturę. Inny gość namalował dwustronny obraz. Szczególny był również sposób jego powstawania – mężczyzna tworzył go tylko podczas swoich wizyt w Ma Maison.

Dla Michela Morana właśnie takie historie pokazują, co jest w prowadzeniu restauracji najważniejsze. Nie sprowadza tego wyłącznie do gotowania, podawania jedzenia i zarabiania pieniędzy.

„Mam wiele pamiątek od gości. Jedna dziewczynka przyniosła mi moją karykaturę; inny pan namalował dwustronny obraz i wyobraź sobie, że tworzył go tylko podczas wizyt tutaj w moim domu. To jest piękne. Bo prawda jest taka, że żeby być restauratorem czy kucharzem, to nie trzeba gotować, podać i chcieć na tym zarobić pieniądze. Ważniejsze są więzi, które zawiązują się między ludźmi. Anegdoty, wspomnienia, odwiedzające nas całe rodziny. To jest dla mnie najważniejsze.”

W centrum tej opowieści pozostają więc ludzie. Pamiątki, rodzinne wizyty, anegdoty i wspomnienia są dla restauratora częścią miejsca, które nazywa swoim domem. To również tłumaczy, dlaczego nazwa Ma Maison ma dla niego tak duże znaczenie.

Michel Moran, Domy Gwiazd

Michel Moran pokazał rodzinne zdjęcia. Są na nich tata, rodzeństwo i dzieci

Podczas spotkania Michel Moran pokazał także swoje rodzinne fotografie. Wśród nich znalazły się zdjęcia z jego dzieciństwa, fotografie z tatą, rodzeństwem oraz dziećmi.

To osobiste dopełnienie historii o miejscu, które określa jako swój dom. Ma Maison to przestrzeń, w której jest codziennie i gdzie mogą spotkać go goście, ale jego opowieść sięga również wcześniejszych lat oraz rodzinnych wspomnień.

Wszystkie rodzinne zdjęcia pokazane przez Michela Morana można zobaczyć w materiale wideo.

Źródło: Viva.pl