Wirtuoz humoru i błyskotliwej riposty. Lider Kabaretu Moralnego Niepokoju. Mistrzowsko demaskuje nasze narodowe przywary: pieniactwo, cwaniactwo, megalomanię, narzekanie. Nonkonformista. Odważny w głoszeniu prawd nieoczywistych i niepopularnych. Robert Górski z ikrą opowiada Beacie Nowickiej o tym, jaki jest… prywatnie.
WIDEO…
Robert Górski o tym, jak naprawdę wygląda jego małżeństwo. Wywiad VIVA
[...]
– Z badań psychologów wynika, że wśród najbardziej pożądanych męskich cech poczucie humoru plasuje się na podium. Jest seksowniejsze niż muskuły…
Też tak to widzę. Nie mając muskułów, trochę nie mam wyboru… Czasami chodzę na siłownię, ale bez zapału. Mam żonę, z której jestem dumny i w której jestem cały czas zakochany. Nie zdobyłbym jej bez poczucia humoru. Zadziałał efekt „Ucha prezesa”. Moja żona, która jest dziennikarką, przeprowadziła ze mną wywiad jako z autorem bardzo popularnego w swoim czasie programu. Gdybym był zwykłym człowiekiem z kabaretu, prawdopodobnie nie zwróciłaby na mnie uwagi. Serial „Ucho prezesa” pozwolił mi wyjść poza estradę i amfiteatralną widownię. Przed kamerą nie słyszałem, czy ludzie się śmieją, czy nie, mogłem robić, co mi się podoba. Pokazałem się z lepszej strony. Osiągnąłem pewien rodzaj szlachectwa kabaretowego.

– O czym w czasie tej pierwszej rozmowy opowiadał Pan przyszłej żonie?
Nie mówiłem chyba nic niezwykłego, po prostu byłem sobą. Na scenie jestem z grubsza taki, jak w życiu, na szczęście jej się spodobało. Żona mnie też urzekła, nie tylko dlatego, że jest bardzo ładna. Byłem pod wrażeniem języka, jakim operuje, pytań, które zadaje. Bohaterowie jej reportaży wciąż do niej dzwonią, opowiadając o swoim życiu i licząc na jakąś radę, zrozumienie, a co najmniej wysłuchanie. Moja żona jest uważnym i wrażliwym słuchaczem. To rzadka cecha w dzisiejszych czasach, gdzie wszyscy mówią, a coraz mniej ludzi zadaje pytania. Jej najnowsza książka „Rok, w którym szukałam sensu i ukojenia” opisuje modny świat nowej duchowości współczesnych Polaków: ceremonie szamańskie, pola energetyczne, ustawienia hellingerowskie, kursy manifestacji, samozwańczych duchowych guru. W pewnym sensie brałem udział w powstawaniu tej książki, więc na pewno zrobię z tego jakiś skecz. Teraz żona i dziecko stały się dla mnie inspiracją do twórczości. Rodzina jest niewyczerpanym źródłem śmiechu i żartów.

– Można śmiać się z tych, których się kocha?
Oczywiście, że można, ale są też sposoby, żeby nie robić tego bezpośrednio. Gdy żona pisała książkę o miliarderach, aby nie narazić się na procesy, zmieniała tropy, łączyła różne fakty, ja uprawiam to samo. Żona nie pozwie mnie do sądu, ale może się pogniewać. Dla uniknięcia katastrofy zmieniam płeć, mylę tropy, dopisuję dodatkowe cechy, łatwiej potem wyprzeć się podobieństwa: „Przecież to nie ty! Ty taka nie jesteś…!” (śmiech). Wspomniałem, że piszę książkę, w związku z tym zacząłem zastanawiać się nad moją relacją z żoną. Kiedy zamieszkaliśmy razem, przejąłem wszystkie jej zwyczaje: ja zostawiałem sedes otwarty, teraz musi być zamknięty. Ręcznik nie może wisieć przy sedesie. Nie można rzucać spodni na krzesło, trzeba je złożyć i schować do szafy. Z niedomkniętej szuflady nie może wystawać kawałek skarpetki. Trzeba schować skarpetkę i zamknąć szufladę. Dotarło do mnie, że żona nie przejęła żadnego mojego zwyczaju. Widzę w tym pewną poniżającą dla mnie nierównowagę. Wyszło na to, że byłem jakimś dzikusem, poganinem, a nagle pojawiło się chrześcijaństwo, przejęło wszystkie moje miejsca kultu i wstawiło własne symbole. Tyle że pogaństwo cały czas we mnie jest. Gdy żona wyjeżdża, rzucam spodnie byle gdzie, nie domykam szuflad, nie spuszczam deski w ubikacji i robię sobie jajecznicę z cebulą, której ona nie znosi. Ostatnio przesadziłem z ilością i jajecznica była niejadalna… Kilka godzin przed powrotem żony wszystko wraca do normy. Śmieję się z siebie, nie z niej. Mam świadomość własnej ułomności.
[...]
Rozmawiała: Beata Nowicka.
Cały wywiad przeczytasz w najnowszym numerze magazynu VIVA!, która dostępna będzie w punktach sprzedaży w całej Polsce od czwartku 27 sierpnia. To wydanie możesz kupić z kosmetykiem.




























