Tylko w VIVIE! Roksana Węgiel-Mglej o wyjątkowej relacji z synem Kevina: „Nie wiedziałam, jak odnajdę się w roli macochy”
Miłość, odpowiedzialność i dojrzałość przyszły do niej wcześniej, niż wielu mogło się spodziewać. W najnowszym wywiadzie dla VIVY! Roksana Węgiel-Mglej opowiada o wspólnym życiu z Kevinem Mglejem, sile wyznawanych wartości i relacji, którą zbudowała z jego synem.

Miała 19 lat, gdy powiedziała „tak”, a jej decyzja wywołała lawinę komentarzy. Dziś, mając 21 lat, Roksana Węgiel-Mglej przekonuje, że nie żałuje ani jednej ze swoich życiowych decyzji. W szczerej rozmowie opowiada o błyskawicznym dojrzewaniu, małżeństwie z Kevinem Mglejem, wierze, wspólnym budowaniu przyszłości i relacji z jego synem. Padły poruszające słowa.
Roksana Węgiel-Mglej o relacji z synkiem Kevina Mgleja. Tylko w VIVIE! mówi: "Jednak również odpowiadam za jego wychowanie"
– Kobiety w Twoim wieku dopiero zaczynają dorosłe życie. Kończą studia. A Ty swoimi doświadczeniami mogłabyś obdzielić niejedną dużo starszą osobę.
Niczego nie żałuję. Czasami oczywiście zastanawiam się, jak mogłoby wyglądać moje życie, gdybym podjęła inne decyzje. Poza tym… pochodzę z Jasła, małego miasta na Podkarpaciu. Historie moich koleżanek i kolegów są naprawdę różne. Wiem, że niektórzy mają już dzieci, u niektórych nie zmieniło się nic od podstawówki. Wszystko zależy od dojrzałości danej osoby, okoliczności i możliwości. Ja szybko biegnę przez życie, to prawda, ale czy szybciej niż inni? Owszem, wcześnie zaczęłam pracować i przez to wcześniej musiałam dorosnąć. Ale moim niektórym koleżankom życie się tak ułożyło, że mają tyle lat co ja, a już są mamami.
– Czujesz się dojrzałą kobietą?
Jak na swoje 21 lat, tak (śmiech). Jestem starą duszą. Zawsze miałam starszych od siebie znajomych, lepiej się z nimi dogadywałam niż z rówieśnikami. Jako dziecko wybierałam do śpiewania patetyczne piosenki i zawsze mnie w tę stronę ciągnęło. Pamiętam, jak moja nauczycielka śpiewu, pani Ewa Grzebień powiedziała, że to niemożliwe, żeby taka mała dziewczynka jak ja, miałam wtedy dziewięć lat, przychodziła do niej z tak trudną piosenką jak „Dłoń” Natalii Kukulskiej. Przecież to piosenka o śmierci. Dzisiaj nie czuję, że pozjadałam wszystkie rozumy. Zdaję sobie sprawę z tego, jak wiele nauki jeszcze przede mną. Dużo chciałabym jeszcze zrobić i osiągnąć. Nie mam takich myśli, że teraz to już mogę spocząć na laurach i odcinać kupony, bo dopiero się rozkręcam. Przede mną intensywne 10 lat. Przynajmniej 10 lat. Chcę się skupić na pracy i osiągać kolejne cele, które sobie postawiłam. Młodość to dobry moment na wyciskanie życia jak cytryny, kiedy człowiek ma mnóstwo energii i po prostu chce działać.
– Masz u boku człowieka, który to rozumie?
Doskonale. Razem pracujemy, piszemy piosenki, ale też działamy razem biznesowo. Przekonaliśmy się, że warto mieć długofalowy biznesplan, a nie skupiać się na tym, co jest tu i teraz. A to, co jest tu i teraz, doceniać i cieszyć się tym.

– Dlaczego tak szybko podjęłaś decyzję o ślubie?
Wiem, że wiele osób było zszokowanych, że w dzisiejszych czasach ktoś, kto ma 19 lat, wychodzi za mąż. Na początku zresztą mało kto dobrze nam życzył. I nie chodzi tylko o ludzi, którzy o nas wiedzieli tylko z medialnych przekazów. Nawet ludzie z bliskiego grona mówili, że chyba jesteśmy niepoważni. A my właśnie jesteśmy poważni i bardzo poważnie podchodzimy do naszej relacji i naszych wartości. Od początku czuliśmy, że tak czy inaczej skończy się ślubem. A przecież ja nie byłam typem dziewczyny marzącej o białej sukni i romantycznej ceremonii. Ale gdy pierwszy raz zobaczyłam Kevina, kiedy spojrzałam mu w oczy, poczułam, że coś jest na rzeczy. To nie tak, że natychmiast wpadliśmy sobie w ramiona i postanowiliśmy być ze sobą na zawsze. Ani on, ani ja nie szukaliśmy wtedy miłości życia. Kiedy się poznaliśmy w studiu nagraniowym, bo ja akurat szukałam nowego teamu, każde z nas miało właśnie gorszy moment. Z poprzednimi producentami relacje zawodowe się wypaliły, miałam bardzo intensywną trasę koncertową i byłam bardzo zmęczona. Ale znalazłam czas na spotkanie z grupą Wolf House, którą tworzył Kevin i jego wspólnik. I tego pierwszego dnia badaliśmy grunt. Sprawdzaliśmy, czy w ogóle razem zawodowo będzie nam po drodze. Aż Kevin poruszył temat wiary i Boga. Nigdy wcześniej nie spotkałam się z tym, żeby podczas spotkania biznesowego ktoś poruszał taki temat. Okazało się, że dla nas obojga to jest bardzo ważny element życia. I już pierwszego dnia oboje czuliśmy, jakbyśmy znali się od dawna.
– Oboje jesteście bardzo wierzący?
Tak, i był to jeden z ważniejszych tematów, obecny zawsze w naszych rozmowach.
– Nie bałaś się wejść w związek ze starszym od siebie mężczyzną z dzieckiem?
Bałam się. William, syn Kevina, jest w wieku mojego najmłodszego brata. Nie wiedziałam, jak się odnajdę w roli macochy. Swoją drogą, jakie to nieprzyjemne słowo! Mamy dobrą relację, jesteśmy ze sobą zżyci. Na szczęście udało mi się zbudować relację tak, żeby nie wchodzić w kompetencje mamy. Jednak również odpowiadam za jego wychowanie, bo przecież jest częścią mojego życia. Mimo tego, że mieliśmy z Kevinem podobne poglądy, dobrze się ze sobą czuliśmy, wiele rzeczy się nie zgadzało. Miałam 17 lat i Kevin też miał z tyłu głowy, że wokół naszej relacji może być duże zamieszanie. Oboje mieliśmy wątpliwości, bo nie wiedzieliśmy, czy sobie poradzimy. Ale to, co najmniej mi się zgadzało, okazało się najmniejszym problemem. Nasz niełatwy w sumie dwuletni początek bardzo nas wzmocnił.
_________________________________________________
Cały wywiad dostępny w nowym numerze VIVY! Magazyn w punktach sprzedaży od czwartku, 23 lipca.


