Była śledzona, dziś nie rusza się bez ochrony. W VIVIE! Roksana Węgiel-Mglej wyznała, jaką cenę płaci za sławę: "Uśmiechamy się, choć w środku często rozpadamy się na kawałki"
Choć na scenie nie schodzi z twarzy jej uśmiech, poza nią mierzy się z rzeczywistością, o której niewielu ma pojęcie. W rozmowie z VIVĄ! Roksana Węgiel-Mglej opowiada o stalkerach, ochronie, życiu pod nieustanną presją i emocjonalnych kosztach sławy, które od lat towarzyszą jej każdego dnia.

Za blaskiem reflektorów kryje się rzeczywistość, o której rzadko się mówi. Roksana Węgiel-Mglej w szczerej rozmowie z VIVĄ! opowiada o cenie, jaką płaci za sławę: stalkerach, życiu pod presją, konieczności poruszania się z ochroną i psychoterapii. Ma zaledwie 21 lat, ale już wie, że sukces nie zawsze oznacza spokój. „My, artyści, nakładamy maski, uśmiechamy się ze sceny, choć w środku często rozpadamy się na kawałki, bo przecież ludzie przychodzą na koncert, żeby się dobrze bawić, a nie żeby patrzeć na smutnego artystę”, wyznaje wokalistka, odsłaniając kulisy życia, którego nie widać w świetle fleszy.
Tylko u nas: Roksana Węgiel-Mglej o życiu pod presją
– Zaszyliście się z dala od Warszawy…
Mieszkaliśmy w centrum, gdzie był hałas, zgiełk, mnóstwo ludzi, a i tak nie korzystaliśmy z uroków życia w mieście. Namówiłam więc Kevina na dom pod miastem. Tu jest miejsce, gdzie czujemy się dobrze i gdzie jesteśmy sami. Napisaliśmy razem piosenkę „Miasto”, gdzie śpiewam „Miasto wciąga mnie”. Mnie nie wciągnęło, choć miałam chęć polubić Warszawę. Nie przekonałam się, bo dla mnie było tu za dużo wszystkiego. A ja przecież w pracy mam tyle bodźców, że jak wracam do domu, to chcę mieć ciszę i spokój.
– I być z dala od ciekawskich oczu.
Całe moje życie jest pożywką nie tylko dla portali plotkarskich, ale niemal dla każdego. A to tylko dlatego, że „to nasza mała Roksanka, którą znamy od dziecka”. Nawet moi fani liczyli, że zawsze taka będę. Tylko że ja nie jestem już małą Roksaną, która potrzebuje życiowych rad od nieznanych osób. Nasz ślub był też dla mnie dużym krokiem w kontekście odcięcia się od tej małej dziewczynki, której panie w sklepie grożą palcem, gdy nie podobają im się jej wybory. Oczywiście ślub, ze względu na to, że jestem osobą wierzącą, był przemyślaną decyzją. Nie podjęłabym jej, gdybym nie była pewna swoich uczuć i pragnień.

– Masz wspaniałe życie?
Skłamałabym, gdybym powiedziała, że jest inaczej. Mimo tego, że moje dzieciństwo spędziłam, pracując – nagrywając, koncertując, mimo stalkerów, przez których nigdy nie wychodzę sama, bo muszę mieć przy sobie ochroniarza, mimo życia pod presją i hejtu, który codziennie na mnie spada.
– Potrzebujesz ochrony?
Zawsze, gdy wychodzimy do miejsc publicznych albo tam, gdzie ludzie wiedzą, że będziemy, mamy przy sobie ochronę. Wcześniej zdarzało się, że szłam sama po galerii handlowej i byłam śledzona. Nie wspomnę o sytuacjach na koncertach i tych, kiedy ktoś sobie ubzdurał, że jestem jego żoną i w związku z tym musi się pozbyć Kevina.
– Czy nieustanna obecność u Twojego boku ochrony ogranicza Twoją wolność?
Można się do tego przyzwyczaić. Wolę, żeby ktoś ze mną był, niż bać się cały czas.
– To się może odbić na zdrowiu psychicznym.
Dlatego posłuchałam Kevina i od roku chodzę na psychoterapię. Ale trwało, zanim znalałam psychologa, który pasuje mi pod każdym względem. Ale wiesz… takie życie odbija się też na zdrowiu fizycznym. My, artyści, nakładamy maski, uśmiechamy się ze sceny, choć w środku często rozpadamy się na kawałki, bo przecież ludzie przychodzą na koncert, żeby się dobrze bawić, a nie żeby patrzeć na smutnego artystę. Ale granica jest cienka. Czasem przychodzi taki dzień, kiedy wszystko człowieka przerasta i nie da się już emocji tłumić w sobie. Ja poniosłam koszt fizyczny. [...]
_________________________________________________
Cały wywiad dostępny w nowym numerze VIVY! Magazyn w punktach sprzedaży od czwartku, 23 lipca.

