Miała 17 lat, on był starszy i miał dziecko. Tylko w VIVIE! Roksana Węgiel-Mglej o początkach związku z Kevinem: „Oboje mieliśmy wątpliwości”
Ich historia od początku budziła emocje i nie brakowało tych, którzy wątpili w jej przyszłość. W rozmowie z VIVĄ! Roksana Węgiel-Mglej opowiada o pierwszym spotkaniu z Kevinem Mglejem, trudnych początkach ich związku i decyzjach, które na zawsze odmieniły ich życie.

Nie każda wielka miłość zaczyna się jak bajka. Ich historia narodziła się w chwili, gdy oboje dźwigali własne doświadczenia, a zamiast zachwytu otoczenia częściej spotykali się z niedowierzaniem. Miała 17 lat, on był starszy i miał dziecko. Dziś Roksana Węgiel-Mglej z niezwykłą szczerością wraca do tamtych chwil, odsłaniając kulisy związku z Kevinem Mglejem, który od początku wystawiany był na próbę. To opowieść o wyborach, które wymagają odwagi, o miłości silniejszej niż cudze opinie i o zaufaniu, które z czasem stało się fundamentem ich wspólnego życia.
Roksana Węgiel-Mglej o początkach związku z Kevinem Mglejem | Tylko w VIVIE!
– Czujesz się dojrzałą kobietą?
Jak na swoje 21 lat, tak (śmiech). Jestem starą duszą. Zawsze miałam starszych od siebie znajomych, lepiej się z nimi dogadywałam niż z rówieśnikami. Jako dziecko wybierałam do śpiewania patetyczne piosenki i zawsze mnie w tę stronę ciągnęło. Pamiętam, jak moja nauczycielka śpiewu, pani Ewa Grzebień powiedziała, że to niemożliwe, żeby taka mała dziewczynka jak ja, miałam wtedy dziewięć lat, przychodziła do niej z tak trudną piosenką jak „Dłoń” Natalii Kukulskiej. Przecież to piosenka o śmierci. Dzisiaj nie czuję, że pozjadałam wszystkie rozumy. Zdaję sobie sprawę z tego, jak wiele nauki jeszcze przede mną. Dużo chciałabym jeszcze zrobić i osiągnąć. Nie mam takich myśli, że teraz to już mogę spocząć na laurach i odcinać kupony, bo dopiero się rozkręcam. Przede mną intensywne 10 lat. Przynajmniej 10 lat. Chcę się skupić na pracy i osiągać kolejne cele, które sobie postawiłam. Młodość to dobry moment na wyciskanie życia jak cytryny, kiedy człowiek ma mnóstwo energii i po prostu chce działać.
– Masz u boku człowieka, który to rozumie?
Doskonale. Razem pracujemy, piszemy piosenki, ale też działamy razem biznesowo. Przekonaliśmy się, że warto mieć długofalowy biznesplan, a nie skupiać się na tym, co jest tu i teraz. A to, co jest tu i teraz, doceniać i cieszyć się tym.
– Dlaczego tak szybko podjęłaś decyzję o ślubie?
Wiem, że wiele osób było zszokowanych, że w dzisiejszych czasach ktoś, kto ma 19 lat, wychodzi za mąż. Na początku zresztą mało kto dobrze nam życzył. I nie chodzi tylko o ludzi, którzy o nas wiedzieli tylko z medialnych przekazów. Nawet ludzie z bliskiego grona mówili, że chyba jesteśmy niepoważni. A my właśnie jesteśmy poważni i bardzo poważnie podchodzimy do naszej relacji i naszych wartości. Od początku czuliśmy, że tak czy inaczej skończy się ślubem. A przecież ja nie byłam typem dziewczyny marzącej o białej sukni i romantycznej ceremonii. Ale gdy pierwszy raz zobaczyłam Kevina, kiedy spojrzałam mu w oczy, poczułam, że coś jest na rzeczy. To nie tak, że natychmiast wpadliśmy sobie w ramiona i postanowiliśmy być ze sobą na zawsze. Ani on, ani ja nie szukaliśmy wtedy miłości życia. Kiedy się poznaliśmy w studiu nagraniowym, bo ja akurat szukałam nowego teamu, każde z nas miało właśnie gorszy moment. Z poprzednimi producentami relacje zawodowe się wypaliły, miałam bardzo intensywną trasę koncertową i byłam bardzo zmęczona. Ale znalazłam czas na spotkanie z grupą Wolf House, którą tworzył Kevin i jego wspólnik. I tego pierwszego dnia badaliśmy grunt. Sprawdzaliśmy, czy w ogóle razem zawodowo będzie nam po drodze. Aż Kevin poruszył temat wiary i Boga. Nigdy wcześniej nie spotkałam się z tym, żeby podczas spotkania biznesowego ktoś poruszał taki temat. Okazało się, że dla nas obojga to jest bardzo ważny element życia. I już pierwszego dnia oboje czuliśmy, jakbyśmy znali się od dawna.


– Oboje jesteście bardzo wierzący?
Tak, i był to jeden z ważniejszych tematów, obecny zawsze w naszych rozmowach.
– Nie bałaś się wejść w związek ze starszym od siebie mężczyzną z dzieckiem?
Bałam się. William, syn Kevina, jest w wieku mojego najmłodszego brata. Nie wiedziałam, jak się odnajdę w roli macochy. Swoją drogą, jakie to nieprzyjemne słowo! Mamy dobrą relację, jesteśmy ze sobą zżyci. Na szczęście udało mi się zbudować relację tak, żeby nie wchodzić w kompetencje mamy. Jednak również odpowiadam za jego wychowanie, bo przecież jest częścią mojego życia. Mimo tego, że mieliśmy z Kevinem podobne poglądy, dobrze się ze sobą czuliśmy, wiele rzeczy się nie zgadzało. Miałam 17 lat i Kevin też miał z tyłu głowy, że wokół naszej relacji może być duże zamieszanie. Oboje mieliśmy wątpliwości, bo nie wiedzieliśmy, czy sobie poradzimy. Ale to, co najmniej mi się zgadzało, okazało się najmniejszym problemem. Nasz niełatwy w sumie dwuletni początek bardzo nas wzmocnił. [...]
– Straciliście znajomych przez miłość?
Szczególnie przyjaciele Kevina, z którymi znał się od lat, twierdzili, że nie powinien wiązać się z tak młodą dziewczyną, i po prostu się odsunęli. Zauważyłam, że ci, którzy się odwrócili, sami nie żyli w szczęśliwych związkach. Może nam zazdrościli? [...]
– Jesteście ze sobą niemal 24 godziny na dobę.
Kiedyś nie wyobrażałam sobie, że mogłabym w takim układzie wytrzymać. Nie rozumiałam par, które tak funkcjonują, uważałam to za uzależnienie i niezdrową sytuację. Los, jak widać, jest przewrotny. Sama teraz jestem w takiej relacji i jestem szczęśliwa. To kwestia naszych charakterów i tego, że nie mamy wokół siebie zbyt dużo zaufanych osób, a dla siebie jesteśmy najlepszymi przyjaciółmi. Przyjaźń jest fundamentem naszego małżeństwa.
_______________________________________________
Cały wywiad dostępny w nowym numerze VIVY! Magazyn w punktach sprzedaży od czwartku, 23 lipca.

