Groził jej i córce, z domu uciekała w pośpiechu. Tylko w VIVIE! Katarzyna Grochola we wstrząsającym wyznaniu: „Wiedziałam, że kolejny raz zakończy się tragedią”
Katarzyna Grochola po raz pierwszy z taką szczerością opowiada o drugim małżeństwie. W rozmowie z VIVĄ! wraca do bolesnych wspomnień, mówi o wyparciu, strachu i cenie, jaką zapłaciła za odzyskanie wolności. To jeden z najbardziej osobistych wywiadów, jakich dotąd udzieliła.

- Elżbieta Pawełek
Przez lata dawała kobietom nadzieję, że nawet po największych życiowych burzach można odnaleźć szczęście. Tym razem Katarzyna Grochola odwraca role i sama odsłania jeden z najciemniejszych rozdziałów swojego życia. W szczerej rozmowie z VIVĄ! opowiada o trudnych doświadczeniach, wyparciu oraz strachu i i mechanizmach, które sprawiają, że tak trudno odejść od opr*wcy. To poruszające wyznanie kobiety, która przeszła przez piekło, by dziś z odwagą powiedzieć: nikt nie zasługuje na życie w strachu.
Katarzyna Grochola o drugim małżeństwie, dramatycznych doświadczeniach | wywiad VIVY!
– Idąc tropem Judyty, widzimy, że w kobietach jest wielka siła. Są coraz lepiej wykształcone i świadome swoich praw. Czy to pomaga im lepiej żyć?
Być może pomaga, ale nie we wszystkich zakresach. Kobiety stały się wymagające, ostre i nie pozwalają sobie na okazywanie słabości. Oczekują zaś od facetów delikatności i wrażliwości, ale jak im się trafi taki mężczyzna, to jest wyśmiany. Trochę się wywyższamy po latach patriarchatu i bierzemy odwet za to, co faceci kiedyś robili kobietom. Jestem za tym, żeby kobiety były zabezpieczone, dbały o siebie, ale też nie użynały jaj facetom (śmiech). [...]
– No właśnie, ona uczy kobiety, jak kochać i być kochaną, i prowadzi biuro matrymonialne w starym stylu, niemające nic wspólnego z Tinderem.
Sama kiedyś pracowałam w biurze matrymonialnym. Okazuje się, że jest powrót do tradycyjnych biur matrymonialnych, które stały się marką premium. Płaci się w nich ciężkie pieniądze, ale mają psychologów i specjalistów pomagających w doborze par. Rzeczy prawdziwe mają sens, czyli prawdziwe spotkania z drugim człowiekiem, seks z drugim człowiekiem, a nie na łączach internetowych. W świecie podsuwającym nam ciągle przyjemności, kolejne orgazmy, zrób go sobie tak lub tak, można się łatwo zatracić.
– Wpadła mi w ręce książka pod tytułem „Dlaczego mężczyźni pragną se*su, a kobiety potrzebują miłości”. Wiesz dlaczego?
Myślę, że kobiety też bardzo pragną se*su, i ich wyzwolenie na tym polu trochę mężczyzn peszy. Mężczyźni nie chcą być traktowani jak zabawki do zaspokajania po*ądania, też pragną miłości, tak jak my wszyscy. Pragniemy żyć w dobrych związkach, w których będziemy spełnieni. Ale to jest dla wielu za trudne, łatwiej kogoś złapać z Tindera.
– Byłaś w prze**cowym związku. Myślisz, że dużo kobiet tkwi w takich?
Myślę, że bardzo dużo, z czego niektóre kobiety albo nie zdają sobie sprawy, albo nie potrafią z nich wyjść, bo są całkowicie uzależnione od męża czy partnera. Żyją w wygodnym domu, mają samochód i mają zajmować się dziećmi, a tak naprawdę stają się ofi*rami prz*mocy. Ale cóż mogą zrobić, wyjść z dziećmi na ulicę? Żadna kobieta nie lubi być b*ta, chyba że jest to zabawa w klapsy, a nie prawdziwe b*cie. I żadna kobieta nie zasługuje na to, by zostać odrzucona przez społeczeństwo. Choć kobiety odsuwają się od maltr*towanych kobiet. Pamiętamy też słynne powiedzonko: „Bo jak się baby nie b*je, to jej wątroba gnije”.

– Jak sobie z tym poradziłaś w swoim związku?
To był mój drugi partner, z którym nie mam dzieci, za co Bogu do dzisiaj dziękuję. Ale miałam córkę z pierwszego małżeństwa. Ten związek od początku budził moją wątpliwość, ponieważ on od razu chciał się żenić. A to jest rzadkość, żeby tak natychmiast mężczyzna się deklarował. Wtedy jednak uznałam, że musi mnie bardzo kochać. Nie czułam tego, że jestem powoli odcinana od świata. Mieszkałam na uboczu, do kolejki miałam półtora kilometra, a samochodem nie jeździłam. Nie brałam tego wszystkiego pod uwagę, co potem opisałam w „Trzepocie skrzydeł”. W którymś momencie pomyślałam, że albo coś z tym zrobię, albo popełnię samo**jstwo…
– Jak to się skończyło?
Mąż wyrzucił mnie z domu, grożąc, że zab**e mnie i moją córkę. Chyba mówił to serio, bo tak szybko nigdy w życiu nie wychodziłam donikąd z dzieckiem, psem, szczurem w klatce, za to bez dokumentów, pieniędzy, czegokolwiek. Po tym zdarzeniu wiedziałam, że kolejny raz zakończy się tragedią. Pojechałam na policję i pokazałam ślad na szyi od duszenia. Zapytali mnie, czy złożę zeznanie przeciwko mężowi. A ja, że nie, na pewno był zdenerwowany. Zachowałam się jak typowa żona prze**cowca, bo przecież jak się dowie, to co?
– Wyszłaś z tego mocno por*niona psychicznie?
W tym związku byłam tylko trzy lata, ale odcisnęły się one bardzo na mnie i mojej córce. Jednej rzeczy nie mogę zrozumieć. W „Poradniku Domowym” w tym samym czasie odpowiadałam na listy, które dostawałam od żon alko*olików i kobiet w prze**cowych związkach. Radziłam im, gdzie mają się zgłosić, żeby nie trzymały tego w tajemnicy, poprosiły o pomoc przyjaciółkę, kuzynkę, kogokolwiek, żeby wyjść z tego kręgu. A ja miałam taki stopień wyparcia tego, co sama przeżywałam, że do dzisiaj się dziwię. To było coś nieprawdopodobnego. Nie znam mechanizmów wyparcia. Może jest to sposób obrony, która się sprawdziła w innych okolicznościach lub w dzieciństwie.
Cały wywiad w nowym numerze VIVY! Magazyn dostępny w punktach sprzedaży od 6 do 26 sierpnia.

