Reklama

Nie zabiega o rozgłos, nie bywa na salonach i od lat udowadnia, że o pozycji aktorki decydują talent oraz konsekwencja, a nie obecność na ściankach. Michalina Olszańska z niezwykłą szczerością opowiada o macierzyństwie, pracy i życiu zgodnym z własnymi zasadami. Dziś jest dumną mamą dwójki dzieci. Z okazji urodzin aktorki wracamy do archiwalnego wywiadu VIVY! z 2023 roku, w którym z charakterystyczną dla siebie wrażliwością mówiła o rodzinie, pasji i świecie, który świadomie wybrała.

Przypominamy archiwalny wywiad VIVY! z Michaliną Olszańską z 2023 roku

Jedna z najzdolniejszych aktorek młodego pokolenia, córka Agnieszki Fatygi – aktorki i pieśniarki. Pisze książki, teksty piosenek. Samokrytyczna. Introwertyczka. Rzadko pokazuje się na salonach. Nie lubi mówić o sobie i sprawach rodzinnych. Ale zdradza: „Najbardziej kocham swoje dziecko”. Michalina Olszańska w rozmowie z Krystyną Pytlakowską.

Zagrałaś w serialu „Dewajtis”. Pasowała Ci postać z powieści z końca XIX wieku?

Tak, bo porusza temat relacji międzyludzkich, każdemu widzowi więc łatwo się zidentyfikować z tymi postaciami. A aktorom przyjemnie grać takie role, zwłaszcza że kostiumy, scenografia, cała aranżacja tamtej rzeczywistości są wspaniałe. Dla mnie ten serial był cukiereczkiem, co publiczność potwierdziła.

– Dostajesz dużo propozycji, chociaż miałaś dłuższą przerwę w pracy na planie. A jednak o Tobie nie zapomniano…

Wróciłam do pracy kilka lat temu na plan serialu „Pajęczyna”. Teraz „Dewajtis”, zagrałam też w kilku innych produkcjach. Teraz znów jestem na planie, ale nie mogę powiedzieć, co to za projekt, bo to jeszcze tajemnica.

– Serial?

Film, ale naprawdę nie wolno mi ujawnić szczegółów. Praca jest intensywna, ale myślę, że to będzie piękny obraz.

– Nie pokazujesz się na salonach ani ściankach…

Bo to nie moja bajka. Nie jestem i nigdy nie chciałam być celebrytką. To według mnie zupełnie inny zawód, choć często przez ludzi mylony lub łączony z aktorstwem. Moim jedynym obowiązkiem, jeśli chodzi o pokazywanie się publicznie, jest promocja filmu, w którym zagrałam. Wtedy rzeczywiście dla dobra sprawy i z szacunku do reżysera i producentów trzeba wypełznąć na chwilę z pieczary i stanąć na tej ściance. Przyznam, że jest to moja najmniej ulubiona część pracy.

Czytaj też: Jej matka była gwiazdą lat 80., o ojczymie dziś milczy. Znana aktorka odcina się od słynnego patostreamera

Michalina Olszańska, Viva! 22/2023
Michalina Olszańska, Viva! 22/2023 Fot. Łukasz Kuś

– Zostałaś aktorką, bo poszłaś drogą swojej mamy, Agnieszki Fatygi?

To nie było moją motywacją. A z drugiej strony rzeczywiście znałam ten świat i tych ludzi.

Może akurat nie filmowy, ale w ogóle artystyczny. To było dla mnie naturalne środowisko. Natomiast po maturze, po ukończeniu szkoły muzycznej, chciałam spróbować czegoś nowego i okazało się, że bycie aktorką jest czymś, co lubię. I tak już zostało.

– Kiedyś rozmawiałam z Twoją mamą Agnieszką Fatygą. Mówiła, że nie chciała, żebyś była aktorką. Uważała, że ten zawód jest bardzo stresogenny.

To prawda. Myślę, że mamą powodował taki matczyny lęk, dla mnie całkiem teraz zrozumiały. Ale udało się. Zresztą rodzice nigdy nie narzucali mi swojego zdania. Podobnie jak ja nie będę go narzucać mojej córce.

– Nic nie dzieje się jednak bez przyczyny. Trzeba mieć talent, pokazać emocje, pokazać siebie. A Ty emocje ukrywasz. Jesteś introwertyczką?

Kiedy wchodzę na plan przed kamerę, umiem oczywiście przekazać emocje. Ale na tym polega mój zawód. A prywatnie nie lubię mówić o sobie. Uważam, że to jest niepotrzebne. Chcę być postrzegana poprzez swoją pracę i postaci, jakie kreuję, a nie siebie, Michalinę Olszańską.

– Ale jeszcze jako uczennica stałaś się pisarką. W Wikipedii nawet pisze się o Tobie, że jesteś aktorką z wykształceniem muzycznym i pisarką. Dlaczego miałaś potrzebę pisania?

Zawsze byłam poszukującą duszą. Lubiłam spróbować swoich sił w różnych dziedzinach sztuki i to mi zostało. Lubię w sobie tę cechę. Moim głównym zawodem jest aktorstwo, ale dla własnej przyjemności robię różne inne rzeczy. Teraz też trochę piszę, ale wtedy to były inne czasy. Dziś jest większe przyzwolenie na inność czy dziwactwa, ale wówczas uważano mnie za dziwną, bo dużo czytałam książek, nie mieliśmy telewizora. Nie imprezowałam, tak jak wielu moich rówieśników. A pisanie spełniało moje marzenia, było dla mnie rodzajem odskoczni. Nie dlatego, że czułam się samotna, tylko musiałam czasami odpocząć trochę od muzyki. Teraz wielu młodych ludzi pisze i robi to dobrze. Tylko że ja poszłam o krok dalej i poszłam do wydawnictwa, które moje zapiski wydało.

Michalina Olszańska, Viva! 22/2023
Fot. Łukasz Kuś

– I fakt, że chcą wydać Twoją opowieść, dodał Ci wiary w siebie?

Na pewno było to bardzo satysfakcjonujące. Chociaż w szkole muzycznej nie stanowiło nowości, bo przecież były egzaminy, konkursy, koncerty i bez przerwy spotykaliśmy się albo z pozytywnym, albo z negatywnym odbiorem. Byliśmy ciągle oceniani. Tu nie można było ściągać czy przepisywać. Każdy reprezentował to, co naprawdę w nim jest. I dlatego uważam, że pisanie i muzyka są bardzo dobre dla rozwoju dziecka. A ja miałam wtedy poczucie, że złapałam Pana Boga za nogi i jestem największą szczęściarą na świecie. Kolekcjonuję doświadczenia. A ta książka była z pewnością dla mnie jednym z najważniejszych. I to się nie zmieniło.

– Masz tytuł na następną publikację. Kolekcjonerka doświadczeń.

Myślę jednak, że chodzi tu o czystą fantazję. Bardzo lubię gatunek fantasy. Zawsze jednak staram się spróbować czegoś nowego, pójść za winkiel i zerkać, obserwować ludzkie reakcje. A potem wsadzam je do kuferka doświadczeń, do którego od czasu do czasu zaglądam.

– Rzadko się zwierzasz… Ludzie z bogatym życiem wewnętrznym mają w sobie mroczne zakamarki.

Myślę, że każdy ma jakieś mroczne zakamarki, albo przynajmniej takie, które sam uznaje za mroczne. A zwierzam się najbliższym, bo uważam, że bardzo ważne w życiu jest mieć takich ludzi, którym można zaufać.

Czytaj też: Jest inaczej, niż wszyscy myśleli. Prawda o ich relacji wyszła na jaw niespodziewanie

– Nie masz wielu przyjaciół.

Nie, ale ci, których mam, są wspaniali. Ja się akurat też świetnie odnalazłam w epoce social mediów, w której z jednej strony możesz utrzymać jakiś tam kontakt ze znajomymi z całego świata, ale nie musicie się spotykać czy jakoś specjalnie tej relacji pielęgnować.

– Oczywiście to bardzo wygodne.

Jak wszystko w życiu, ma swoje wady i zalety. Mnie po prostu odpowiada. Nie lubię za bardzo wychodzić z domu, szczerze mówiąc.

– Podobnie jak Twoja mama.

Bardzo podobnie. Mama też była introwertyczką. Wolała aktywności domowe niż imprezy. Lubiła się schować pod kocem i czytać, pisać albo komponować. A ja, im jestem starsza, tym też bardziej doceniam taką formę spędzania czasu.

– Nie jesteś zwariowaną matką?

Zależy, co kto uważa za wariactwo. Jest to pejoratywne określenie i nie podoba mi się. Jestem w ogóle bardzo przeciwna narzucaniu komukolwiek, jak ma żyć. Dopóki nikogo nie krzywdzimy, powinniśmy móc robić, co chcemy i uważamy za właściwe. A matki są w dzisiejszych czasach szczególnie poddawane krytyce, cokolwiek robią.

– „Dewajtis” to…

…trochę romans, miejscami komedia. Bardzo mi na tych humorystycznych wstawkach zależało, bo uważam, że są wyjątkowo potrzebne, zwłaszcza w opowieściach tragicznych czy o cięższej tematyce. Zresztą uwielbiam komedie i przede wszystkim tragikomedie. To mój ulubiony gatunek.

Michalina Olszańska, Viva! 22/2023
Michalina Olszańska, Viva! 22/2023

– Zagrałaś jednak w polsko-czeskim filmie swoją pierwszą rolę, bardzo trudną – morderczynię Olgę Hepnarovą.

Tak, dramat jest bliskim mi gatunkiem, dobrze się w nim czuję, ale zaczęło mnie w ostatnich latach ciągnąć do lżejszej tematyki i mniej mrocznych postaci. I rzeczywiście dostaję też coraz więcej takich propozycji, z czego się cieszę.

– Wsadziłaś też kij w mrowisko rolą kochanki cara.

To była duża przygoda. Wyjechałam wtedy na rok do Rosji i nie czułam się za bardzo komfortowo. Ale było to niesamowite doświadczenie, które mnie dużo nauczyło.

– Bardzo Cię za ten film w Rosji hejtowali. Chcieli nawet podpalić kino.

Nie hejtowali mnie osobiście, tylko sam temat, który w Rosji był bardzo kontrowersyjny. Ale podobno nieważne, co mówią, ważne, żeby mówili. To była dla filmu ogromna promocja, a na hejt i tak nie mamy wpływu.

– Mówisz o tym tak obojętnie, jakbyś miała na sobie pancerz ochronny.

Bo tak naprawdę hejtem się nie przejmuję. Jego autorami są ludzie, z którymi nie mam ochoty mieć do czynienia. Dla mnie znaczenie ma krytyka pochodząca od osoby, którą szanuję, która jest dla mnie autorytetem.

– Ale kiedy miałaś 15 lat, zazdrośni rówieśnicy hejtowali Cię za książkę. Bardzo to przeżyłaś.

Nie wiem, czy zazdrośni. Dzieciaki potrafią być okrutne, to chyba etap rozwoju. Teraz bardziej się na to zwraca uwagę i uczy od najmłodszych lat życzliwości i tolerancji, więc może nastolatki za 10 lat będą się do siebie inaczej odnosiły, ale to tylko czas pokaże. Ja jako nastolatka z hejtem zetknęłam się pierwszy raz. Ale ze mnie dzieciaki zawsze się trochę śmiały, uważały mnie za dziwną, bo i pewnie trochę dziwna byłam. Ale właśnie ta sytuacja nauczyła mnie, jak sobie z tym radzić.

– Jak?

Ignorować.

– Zagrałabyś teraz w filmie rosyjskim?

Nie, teraz to już nie. Wtedy były inne czasy. Nie było wojny w Ukrainie. Aż dziwnie się czuję, jak pomyślę, kiedy to było. Osiem lat temu? Dla dziecka na przykład to cała epoka.

– Czy czasami zajmujesz się polityką?

Do tego lasu nie wchodzę. Mam za małą wiedzę na ten temat, żeby się o polityce wypowiadać. Nie jestem żadnym autorytetem, żeby zabierać głos.

Czytaj też: Rozstała się z mężem po narodzinach córki. Dziś wspomina rozwód i mówi o obecnym partnerze

– Twój ojciec jest zaangażowany politycznie. Nie podzielasz jego poglądów?

Nie będę o nim rozmawiać.

– A na ile pojawienie się w życiu Twojej córki Cię zmieniło?

Na pewno bardzo, bo bardzo pragnęłam być matką. Podjęłam tę decyzję świadomie i jestem z tego powodu szczęśliwa. Byłam przygotowana na wiele rzeczy, które się wtedy w życiu dzieją. Choćby na to, że z małym dzieckiem trzeba być całą dobę, przyzwyczaić się do braku snu i zrzucenia własnych potrzeb na drugi plan. Później można oczywiście stopniowo wrócić do pracy, jeśli tę pracę się kocha. Dla mnie było jasne, że kiedy zostanę matką, wycofam się z zawodu na jakiś czas. I rzeczywiście na chwilę zniknęłam. Ale powoli wróciłam.

– Co uważasz za swój największy sukces?

Trudno mi powiedzieć, na pewno najbardziej kocham moje dziecko. Ale czy to sukces? Każda matka swoje dzieci kocha. Natomiast sukces w sprawach artystycznych zależy od wielu okoliczności. Staram się więc nie robić takich podsumowań.

Michalina Olszańska, Viva! 22/2023
Michalina Olszańska, Viva! 22/2023 Fot. Łukasz Kuś

– A bywasz z siebie zadowolona?

No pewnie. Staram się wykonywać moją pracę tak dobrze, jak tylko potrafię. Umiem przy tym być samokrytyczna, ale nie histeryzuję, kiedy mi coś nie wychodzi. Jeśli tak się zdarzy, potrafię otrzepać się i iść dalej.

– Jesteś silna po prostu.

Nie wiem, czy to siła, czy rozsądek wynikający z doświadczenia. Za drugim razem staram się naprawić tamtą sytuację i zrobić to lepiej. Kwestia sukcesu jest problematyczna. Albo się popada w skrajność i zostaje chwalipiętą, albo się manifestuje sztuczną skromność, więc trudno się o tych tematach rozmawia…

– Płaczesz czasami?

Czasem na ekranie muszę płakać. Kilka razy nawet przez cały dzień. Do takich scen trzeba w sobie ten płacz pobudzać. Umiejętność płaczu na zawołanie w tym zawodzie jest konieczna.

– Gdy wracasz do domu po całym dniu na planie filmowym…

Mam różne sposoby na odstresowanie się. Trzeba zachować higienę psychiczną i przewietrzyć głowę po pracy. Albo obejrzę więc jakiś serial, albo popiszę, albo zagram w jakąś grę.

– Na przykład z córką w chińczyka?

Takie gry też, chociaż miałam raczej na myśli gry na konsolę. Ale skoro mówimy o planszówkach, które też bardzo lubię, to na rynku jest teraz wiele ciekawych, a Luiza już jest na tyle duża, że można z nią usiąść i grać. Uwielbiam tak z nią spędzać czas, ostatnio ogrywa mnie w monopol.

– Czy zastanawiasz się, jaka będziesz po czterdziestce?

Na mur-beton będę już siwa (śmiech). Dziesięć lat temu by mi to do głowy nie przyszło, ale przez dekadę człowiek się bardzo zmienia i zaczyna inaczej postrzegać świat. Mam nadzieję też, że w dniu moich 50. urodzin spojrzę na siebie i się uśmiechnę.

– I pewnie będziesz miała już wnuka?

Biologicznie jest to możliwe, ale to już nie zależy ode mnie.

Rozmawiała Krystyna Pytlakowska

Zdjęcia Łukasz Kuś

Makijaż Beata Milczarek

Fryzury Gor Duryan

Stylizacja Rafał Młodziński

Produkcja Łukasz Nowak

Michalina Olszańska, Viva! 22/2023
Michalina Olszańska, Viva! 22/2023 Fot. Łukasz Kuś
Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Google.
Reklama
Reklama
Reklama
Loading...