Reklama

Kiedy rozmawiał z nami w 2020 roku, miał 25 lat i właśnie stawiał pierwsze samodzielne kroki jako reżyser i aktor. Za sobą miał już trudne doświadczenia, przed sobą – ambitne plany i silną potrzebę budowania własnej artystycznej tożsamości, niezależnie od słynnego nazwiska. W rozmowie wraca pamięcią do Andrzeja Żuławskiego, mówi o wyjątkowej więzi z ojcem, wrażliwości odziedziczonej po Sophie Marceau oraz o tym, dlaczego bardziej niż sława liczą się dla niego szczęście, rozwój i tworzenie filmów, które skłaniają do refleksji.

Vincent Żuławski o ojcu, matce i własnej drodze. Wywiad VIVY!

Czy odziedziczył coś po ojcu – reżyserze, scenarzyście i pisarzu Andrzeju Żuławskim? „Tak. Pasję do życia. Miłość do sztuki. Do malarstwa, aktorstwa. I chęć poszerzania swojej wiedzy”, mówi. A po matce, znanej francuskiej aktorce Sophie Marceau? Po niej odziedziczył wrażliwość. Czy nazwisko jest dla niego obciążeniem, czy przywilejem? A także o poszukiwaniu własnej drogi, załamaniu nerwowym, rodzinnych więziach Vincent Żuławski opowiada Krystynie Pytlakowskiej.

Ma 31 lat. Jest modelem, aktorem. Niedawno wydał tomik wierszy „Le charlatan et autres poèmes”, wyreżyserował film krótkometrażowy „Heurte”, który pokazano na Festiwalu Filmowym w Angoulême, teraz pracuje nad drugim. Syn Sophie Marceau i Andrzeja Żuławskiego reżyserowanie i aktorstwo ma zakodowane w genach. Po szkole podjął studia artystyczne w Londynie. Po ośmiu latach wrócił do Paryża. Do Polski wpadł tylko na chwilę – gra w polsko-włoskiej produkcji „Dom wybranych”.

– Przeszedłeś załamanie nerwowe. Jak się dziś czujesz, lepiej już?

Tak, ale o tym wolałbym w ogóle nie mówić. Skupiam się na pracy. Właśnie będę reżyserował mój kolejny film, drugi już. Pierwszy nakręciłem kilka miesięcy temu. I był już na festiwalu, teraz jakaś telewizja chce go odkupić. To krótki film, trwa niecałe 10 minut. Ale ten drugi będzie nieco dłuższy, 20-minutowy. Mam superaktorów, produkcję, która mi pomaga we wszystkim. Wolę być nawet reżyserem niż aktorem.

– Kiedyś, w wywiadzie do książki „Żuławski. Szaman”, powiedziałeś zupełnie odwrotnie.

Ale to już dawno było. Książka wyszła w zeszłym roku, a wywiadu udzieliłem jakieś trzy lata temu. Od tamtego czasu troszkę się zmieniło. A wolę być reżyserem, ponieważ mam wtedy większą kontrolę. Lubię być z aktorami, mówić im, jak mają zagrać. Tłumaczyć, jak widzę graną przez nich postać, co jest nie tak. Że na przykład powinni być bardziej zdenerwowani albo wręcz przeciwnie, na luzie. Albo bardziej egzaltowani.

– Masz zapędy jak Twój tata.

Trochę tak. Mam analityczny mózg, lubię kontrolować, zgłębiać tajemnice istnienia. Co do tego mam taką hinduistyczną i buddyjską wizję. Ale to już temat na dłuższą rozmowę .

– Kiedy zacząłeś się tym pasjonować?

Kiedy uczyłem się filozofii w Anglii. A mieszkałem tam przez osiem lat.

– Wcześniej jednak chodziłeś do szkoły we Francji.

Tak, ale nie podobała mi się ta szkoła. Nie chodziłem na lekcje, miałem słabe oceny. Ogólnie robiłem głupie rzeczy w tym czasie.

– Twoja mama pewnie bardzo to przeżywała?

Ogólnie było OK. Mama też nie lubiła szkoły, więc po części mnie rozumiała. I to właśnie ona kiedyś mi powiedziała: „Skoro ta szkoła ci nie odpowiada, to dlaczego nie pójdziesz do innej? Takiej, która będzie fajna dla ciebie”. Pojechałem więc do Anglii. I tamta szkoła była niesamowita, artystyczna. Mieszkałem wtedy w internacie. Miło wspominam ten okres. A najlepsze oceny miałem z filozofii – nawet maturę z niej zdawałem. Wtedy też zacząłem czytać książki o buddyzmie. Szczególnie lubiłem Alana Wattsa. To facet, który dużo myślał, też studiował filozofię w Anglii. Poza tym zaciekawiła mnie książka Sogyala Rinpoche, wysokiego kapłana tybetańskiego. Pisze w niej, że życie jest przygotowaniem się do śmierci.

– Boisz się śmierci?

Nie. Teraz już nie.

– A wcześniej? Myślałeś o śmierci?

Właściwie też nie, byłem za młody na takie myślenie. Poza tym – wyznając taką filozofię, jaką ja wyznaję – człowiek się tego nie boi. Bo tak naprawdę zdaje sobie sprawę, że wcale nie umiera, że potem jest reinkarnacja, że wraca się jako inny człowiek lub zwierzę. W życiu przede wszystkim jest cel. A ze śmiercią jestem oswojony. To dla mnie normalny temat.

– Rozmawiałeś o tym z ojcem?

Gdy jeszcze żył, nie interesowałem się tym aż tak bardzo. Ale czasem rozmawialiśmy, choć on generalnie był niewierzący i nie lubił takich tematów. Nie lubił, gdy ktoś go do czegoś zmuszał. Wręcz nienawidził. Ale kiedyś mi powiedział, że jak był w moim wieku, miał te dwadzieścia parę lat, to też interesował się buddyzmem, hinduizmem i że rozumie moje zainteresowania. Wtedy jednak pomyślałem, że on niewiele o tym wie. No ale potem zobaczyłem w jego domu, w Wesołej, mnóstwo książek buddyjskich. Półki były nimi wypełnione od podłogi aż po sufit. Wtedy zrozumiałem, że rzeczywiście je przeczytał w młodości i dużo wie na ten temat. A nie chciał o tym rozmawiać, bo po prostu przestał wierzyć.

– Twój tata bardzo Cię kochał.

Też mi się tak wydaje. Ja również go bardzo kochałem.

– Była między Wami silna więź?

Tak, choć przyznam, że dla mnie był bardziej jak dziadek – zawsze na więcej pozwalał. Dla braci był zdecydowanie twardszy. Może dlatego, że kiedy się urodziłem, miał już 55 lat, bardziej rozumiał życie, miał większy dystans do wszystkiego. Po prostu był dojrzalszy. Co nie znaczy jednak, że stary. Bo stary nigdy nie był. Zawsze miał młodą duszę. Dużo czytał, ciągle oglądał jakieś filmy.

– Razem też oglądaliście?

No pewnie! Szczególnie w wakacje, gdy przyjeżdżałem do niego do Wesołej. A przyjeżdżałem co roku, na dwa tygodnie.

– Brakuje Ci go?

Oczywiście, że tak.

– Co byś mu powiedział, gdyby wciąż żył?

Zapytałbym, tak ogólnie, co u niego. Czy pracuje nad jakimś filmem lub książką. Co ostatnio fajnego przeczytał, obejrzał. Coś w tym stylu.

– Ciekawa jestem, czy On Tobie chciałby coś ważnego powiedzieć.

Tego nie wiem.

– Miałeś do niego żal, że się nie leczył, że nie walczył?

Nie lubię takich pytań. To dla mnie bolesne i zbyt personalne.

– Wiem o tym. Ale pomyślałam sobie, że On może już nie chciał żyć…

Bo nie chciał.

– Miałeś żal do rodziców, że się rozstali?

Nie, w ogóle. Ale nie mówmy o moich rodzicach, proszę.

– Oni są bardzo znani. Nosisz nazwisko Żuławski, które w Polsce wszyscy znają.

To nie jest dla mnie ważne. Przyznam, że jak byłem młodszy, to strasznie przeżywałem, gdy w Paryżu mnie o matkę pytano. A pytano ciągle. Co u niej, czy gra w jakimś filmie… To było straszne! A ja nigdy nie lubiłem, gdy mnie traktowano inaczej, jak kogoś „specjalnego”. Niech pogadają ze mną, z Vincentem, a nie z synem Andrzeja Żuławskiego.

– Nie chcesz być synem swojego ojca?

To nie o to chodzi. Jestem bardzo szczęśliwy i wdzięczny za wszystko, co mi dał – a dał przede wszystkim dużo wiedzy – ale po prostu nie lubię, gdy wszyscy się mną interesują, moim życiem. I to tylko dlatego, że jestem jego synem. To męczące.

– Ja bym chciała, żeby mnie pytano o rodziców. Żeby nie byli zapomniani.

Ale mój ojciec i tak nie będzie zapomniany. Tyle książek napisał, tyle filmów zrobił, że ludzie go nie zapomną. Był ważny.

– Też chciałbyś być ważny?

Nie. Ja po prostu chcę być szczęśliwy, mieć fajnych znajomych, dobrą pracę. Chcę robić filmy i dawać ludziom jakiś moment refleksji. Żeby lepiej rozumieli ten świat.

Zobacz też: Mało kto wiedział, kim była pierwsza żona Andrzeja Żuławskiego. Ich historia skrywa niejedną tajemnicę

Vincent Żuławski, Viva 23/2020
Vincent Żuławski, Viva 23/2020 Fot. Antoni Zamachowski

– Ty już go rozumiesz?

Jestem młody, więc na razie słabo rozumiem. Myślę, że mam jeszcze dużo do zrozumienia.

– Do czego już doszedłeś?

Że nie można się bać śmierci. I jak mówił Gandhi: „Ucz się tak, jakbyś miał żyć wiecznie. A żyj tak, jakbyś miał umrzeć jutro”. Czyli na maksa.

– Żyjesz na maksa?

W sumie tak. Robię wszystko, żeby tak było. Praca, wyjścia ze znajomymi…

– Alkohol? Papierosy?

Lubię palić. Alkohol też lubię, ale nie za dużo. Na przykład wieczorem, jak wychodzę gdzieś z kolegami, wypiję piwo. Ale ogólnie nie lubię upijania. Wiem, że ojciec pił za dużo i to go zrujnowało.

– Myślisz, że odziedziczyłeś coś po nim?

Tak. Pasję do życia. Miłość do sztuki. Do malarstwa, aktorstwa. I chęć poszerzania swojej wiedzy. Bo, tak jak on, lubię czytać książki, oglądać filmy. Żeby nie być po prostu idiotą, a wiedzieć coś o świecie, o życiu ogólnie. Ostatnio na przykład czytam Tołstoja, Dostojewskiego, Hemingwaya. A mówiąc o ojcu, bardzo mi imponowały rozmowy z nim. Rozwijały mnie.

– Po mamie masz pewnie wrażliwość.

To prawda.

– Myślałeś kiedyś o tym, jak wyglądałoby Twoje życie, gdybyś nie wyjechał do Francji, a został w Warszawie?

Nie myślałem. Dobrze mi w Paryżu, lubię to miasto. Tam się głównie wychowałem. I do dziś wiodę fajne życie, mam tam dużo znajomych, matkę. A mieszkam w 10. dzielnicy. W „dziesiątej” akurat mieszka dużo młodych ludzi. Lubię na przykład wyjść gdzieś nocą. A znam wszystkie zakamarki w okolicy, ludzi, którzy pracują w barze, w sklepie. Ze wszystkimi jestem na „ty”. Z wieloma osobami się zaprzyjaźniłem. Natomiast tutaj, w Polsce, tak naprawdę niewiele osób znam. Najczęściej widuję się tylko z rodziną. Z Błażejem, Mateuszem, Xawerym…

– W Paryżu podobają mi się te małe kafejki.

To bistra. Jedzenie tam dobre, kawa pyszna. To taka nasza bohema. No ale teraz COVID i wszystko zamykają już o 21.

– Niedawno przyjechałeś do Warszawy. Chciałeś uciec przed COVIDEM?

Nie, nie. Wiedziałem, że tutaj jest to samo. A przyjechałem, bo mam tu pracę. Gram w produkcji polsko-włoskiej, właśnie zaczęły się zdjęcia.

– Jak to się w ogóle stało, że grasz w tym filmie? Opowiedz mi o tym.

Dostałem maila od mojej agencji. Napisali, że kilku Polaków chce się ze mną spotkać i że chodzi o koprodukcję polsko-włoską. Powiedziałem, że pójdę i zobaczę, jak to będzie. No i poszedłem, spotkałem całą ekipę. Gadaliśmy przez godzinę, a parę miesięcy później dostałem wiadomość, że chcą ze mną pracować. Bardzo się ucieszyłem. Tym bardziej że jeszcze nigdy nie grałem w filmie.

– To dramat?

Tak, „Dom wybranych” opowiada o rzeczywistości medialnej, tytułowy „dom” to miejsce reality show. Musisz go sama obejrzeć, gdy już wejdzie do kin. Ja gram tam ważną rolę, chociaż nie będę na ekranie zbyt długo – przez jakieś 20 minut. Na pewno, co mogę już dzisiaj powiedzieć, to to, że polubiłem ekipę. Kieruje nią inteligentny reżyser, Wojtek Nowak, ma własną wizję. I aktorzy są bardzo fajni, niektórzy w moim wieku, inni troszkę starsi. Zobaczymy, co z tego wyjdzie. Zdjęcia realizujemy blisko Warszawy, a w dalszych planach jest wyjazd do Włoch.

– Ciekawa jestem, jak ludzie odbiorą ten film.

Nie chcę o tym na razie myśleć, jestem trochę przezorny. Bo jak po-
wiem, że film jest super, a wyjdzie kiepsko, to co? Wolę więc na razie nic nie mówić. Tym bardziej że zdjęcia jeszcze się nie skończyły. Gdy się skończą i ludzie zobaczą film na ekranach, wtedy i ja powiem, czy moim zdaniem jest
fajny.

– Mówisz w nim po polsku?

Tak. Miałem lekcje specjalnie dla filmu z polską aktorką. Spotkałem się też, we Francji, z moją nianią z dzieciństwa, która jest Polką. Pomogła mi trochę podszlifować język. Dwa razy przeczytałem scenariusz po francusku i potem zacząłem już po polsku. Na początku jednak strasznie mi szło. Ciągle musiałem się kogoś pytać, co znaczy to słowo, a co tamto. Ale w końcu jakoś skumałem to wszystko.

– Gdy spotykałeś się z ojcem, to nie zależało mu, żebyś mówił po polsku?

Zależało, chociaż często rozmawialiśmy też po francusku. On lubił ten język.

Vincent Żuławski, Viva 23/2020
Vincent Żuławski, Viva 23/2020 Fot. Antoni Zamachowski

– A który z krajów uważasz za swoją ojczyznę?

Bardziej Francję. Bo lepiej mówię po francusku, o wiele lepiej rozumiem, śmiało mogę czytać w tym języku. A po polsku, jak już wspomniałem, nie bardzo. Gdy tata jeszcze żył, to znacznie lepiej mi wychodziło. Często rozmawialiśmy przez telefon po polsku. A poza tym moja młodsza siostra zawsze miała niańki, które były Polkami.

– Twoja mama też umie mówić po polsku?

Tak.

– Powiedziałeś, że Francja to Twoja ojczyzna. No ale jednak porzuciłeś Francję dla Anglii. I to na parę lat.

Tak, to moje ulubione miejsce na świecie. Szczególnie Londyn – niesamowite miasto. Aktywne, kolorowe, dużo się tam dzieje. To najbardziej kosmopolityczne miasto na świecie. Idziesz do Camden, a tam ludzie z Somalii, Brixton – ludzie z Jamajki, South Kingston – Francuzi. Polaków też jest bardzo dużo, szczególnie w Ealing Broadway. A ja bardzo lubię spotykać się z ludźmi z innych krajów. Poza tym w Londynie ludzie nikogo nie oceniają. Możesz być ubrana, jak chcesz, wyglądać, jak chcesz. Najważniejsze, żeby dobrze wykonywać swoją pracę. Tam jest bardzo otwarta mentalność.

– No ale Polskę też lubisz?

Ostatnio byłem tutaj rok temu. Ogólnie lubię Warszawę, na przykład Saską Kępę. Jest tu taka dobra energia, dużo fajnych knajp. Przypomina mi trochę Berlin. A i ludzie bardzo mili, życzliwi, większość mówi po angielsku. Czasem, gdy nie potrafię wypowiedzieć jakiegoś słowa po polsku, ludzie mi podpowiadają i się uśmiechają. Albo sytuacja sprzed paru dni. Mam problem z toaletą w hotelu, zgłaszam to na recepcji, a oni od razu przepraszają i dają mi najlepszy pokój, de luxe.

– Wracając do filmu. Andrzej zapewne byłby zadowolony, że w nim grasz.

Nie wiem, może i tak. Albo by sobie pomyślał: Następny w kinie? Dlaczego nie może być inżynierem?

– Co Ty opowiadasz?! Na pewno by tak nie pomyślał. Xawery nie chciał Cię wciągnąć do swojej twórczości?

Jakoś nie. Poza tym żyjemy w innych krajach. Rzadko się widzimy.

– A z siostrą?

Mamy świetny kontakt! To superdziewczyna, interesuje się wieloma rzeczami. Jest bardzo mądra i śmieszna. Uczyła się w Anglii, w tej samej szkole, gdzie ja się uczyłem. Niedawno zdała maturę, choć nie wie jeszcze dokładnie, gdzie chciałaby studiować. Myśli o różnych uniwersytetach. W Anglii, Szkocji.

– Ty wiedziałeś od razu, że chcesz iść na aktorstwo?

Kiedy byłem młodszy, to tak. Jako dziecko oglądałem dużo filmów, zawsze miałem mnóstwo energii, lubiłem udawać innych ludzi. Pomyślałem więc, że jeśli ktoś mi jeszcze za to zapłaci, to czemu nie? Wiedziałem, że to barwne życie. Barwne, ale też wcale nie takie proste.

– Aktorstwo masz w genach. Po rodzicach.

W genach może i też. Ale przede wszystkim dorastałem w tym środowisku. W dzieciństwie często bywałem na planach filmowych, widziałem, że dzieją się tam interesujące rzeczy. Poza tym rodzice też mi mówili, że to ciekawe zajęcie.

– Masz już dziewczynę?

Mam. Ale na razie to nic poważnego.

– Czego więc mogłabym Ci życzyć?

Szczęścia, dobrych kontaktów. No i dobrej pracy. Tyle.

– A rodzina?

Oczywiście rodzina jest bardzo ważna. Żeby była zdrowa i szczęśliwa.

– Własnej nie chcesz założyć? Nie myślisz o dzieciach?

Jeszcze nie, jestem za młody. Zobaczymy za 10 lat.

Vincent Żuławski, Viva 23/2020
Vincent Żuławski, Viva 23/2020 Fot. Antoni Zamachowski
Vincent Żuławski, Viva 23/2020
Vincent Żuławski, Viva 23/2020 Fot. Antoni Zamachowski
Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Google.
Reklama
Reklama
Reklama
Loading...