Jan Englert to jeden z najbardziej cenionych polskich aktorów, a prywatnie ojciec czworga dzieci. Z małżeństwa z Barbarą Sołtysik doczekał się trójki dzieci, a z Beatą Ścibakówną ma córkę Helenę Englert. To właśnie ona poszła zawodowo w ślady obojga rodziców, choć — jak wielokrotnie podkreślała — aktorstwo nie było jej pierwszym wyborem.
WIDEO…
26-letnia dziś Helena od początku kariery mierzy się przy tym z czymś, czego nie da się oddzielić od jej zawodowej drogi: nazwiskiem doskonale znanym w polskim środowisku aktorskim. Sama wielokrotnie zaznaczała, że chciałaby być oceniana przez pryzmat swojej pracy, a nie rodzinnych powiązań. W niedzielnym odcinku „Tańca z Gwiazdami” wróciła do tego tematu wyjątkowo osobiście. Opowiedziała, jak mocno dotknęły ją komentarze dotyczące rzekomego nepotyzmu i jak ich konsekwencje odbiły się także na jej bliskich.
Helena Englert nie chciała iść w ślady ojca
Córka Jana Englerta i Beaty Ścibakówny od kilku lat konsekwentnie buduje własną pozycję zawodową. Widzowie mogli oglądać ją m.in. w filmie „Pokusa”, serialu „Bring Back Alice”, a wcześniej także w mniejszych rolach, w tym w „Układzie zamkniętym”, gdzie wystąpiła u boku swojej mamy, wcielając się w jej córkę.
Beata Ścibakówna, Helena Englert, Jan Englert, Viva! 2002
Jak jednak sama mówiła, aktorstwo nie było jej pierwszym wyborem. Przez długi czas myślała, że w życiu zajmie się czymś zupełnie innym. Próbowała wielu aktywności i dopiero później doszła do wniosku, że właśnie aktorstwo może połączyć różne rzeczy, które ją interesowały.
„Aktorką postanowiłam zostać dosyć późno i drogą eliminacji. Najpierw były konie, szkoła muzyczna, balet, rysowanie, francuski, a nawet matematyka. Nie do końca mnie to jednak satysfakcjonowało, pomyślałam więc, że trzeba spróbować czegoś, co to wszystko łączy. I tak zdarzyło się aktorstwo” — mówiła Joannie Wiernik z „Plejady”.
Beata Ścibakówna i Helena Englert, Viva! 2013
Przyznawała też, że pierwsze doświadczenia zawodowe wcale nie utwierdziły jej w przekonaniu, że dokonała właściwego wyboru.
„Pamiętam, że gdy zaczęłam pracować, bardzo mi się ten zawód nie podobał. Nie odnajdywałam się w nim. Za duży chaos, za dużo ludzi. I myśl, czy ja dam radę” — wspominała.
Z czasem wątpliwości nie zniknęły całkowicie, ale zmienił się ich charakter. Zamiast zastanawiać się wyłącznie nad tym, czy aktorstwo jest dla niej, Helena coraz częściej musiała mierzyć się z pytaniem, czy jej zawodowe sukcesy są efektem własnej pracy, czy przede wszystkim rodzinnego nazwiska.
Helena Englert i znane nazwisko. „Sama chcę i muszę na siebie zapracować”
W przypadku Heleny Englert temat rodzinnych powiązań pojawia się niemal od początku jej kariery. Aktorka doskonale zdaje sobie z tego sprawę i nie próbowała nigdy przekonywać, że nazwisko nie ma żadnego znaczenia. Jednocześnie wielokrotnie podkreślała, że zależy jej na zbudowaniu własnej zawodowej tożsamości.
„Jako młoda osoba wchodząca w ten zawód, spodziewam się, że jeszcze przez jakiś czas będę łączona z rodzicami, ale to nie jest tak, że ja się ich wypieram albo oni mnie. Chciałabym dostać szansę na zbudowanie własnej renomy, ale też na pracę nad własną świadomością, autonomią, wizerunkiem i to jest chyba o tym. Oczywiście, w moim wypadku to nigdy nie będzie w 100 proc. możliwe, natomiast chcę spróbować” — mówiła w rozmowie z Aleksandrą Czajkowską.
W wywiadzie dla „Glamour” zwracała z kolei uwagę, że nie da się całkowicie uciec od postrzegania jej jako córki Jana Englerta i Beaty Ścibakówny. Nie chciała jednak, by dorobek rodziców stał się dla niej zawodową trampoliną.
„To nazwisko jest zapożyczone. Sama chcę i muszę na siebie zapracować” — podkreślała.
Mówiła także o punktualności, dyscyplinie i potrzebie wykonywania swojej pracy najlepiej, jak potrafi, licząc na to, że z czasem jej własny dorobek zacznie mówić sam za siebie.
Helena Englert, Viva! 2/2023
Podobnie na sprawę patrzył Jan Englert. Aktor zwracał uwagę, że niezależnie od tego, jak bardzo będzie angażował się w zawodowe życie córki albo jak bardzo będzie się od niego dystansował, podejrzenia o pomoc ze strony ojca i tak mogą się pojawiać.
„Czy będę uczestniczył w jej życiu, czy nie i tak będą wszyscy mówili, że ja jej pozałatwiałem. To jest silniejsze w tym kraju. Moje starsze dzieci miały to samo, że nauczyciele zaczęli ich 'tatać', bo 'tata to tego...'” — mówił w rozmowie z Marcinem Prokopem w ramach cyklu „Rozmowy Dzień Dobry TVN”.
Przypominał również, że Helena dostała się na Tisch School of the Arts na New York University, gdzie rodzinne nazwisko nie mogło zagwarantować jej przyjęcia.
„Moją córkę z tych ambicji 'englertowskiej' wyleczyło to, że dostała się na Tisch. Tam nikt nie mógł powiedzieć, że tatuś załatwił, bo tam tatuś jest 'nobody'” — mówił.
Helena Englert wróciła do 2025 roku w „Tańcu z Gwiazdami”
W niedzielę 27 września 2026 roku temat nazwiska i zarzutów o nepotyzm powrócił ze szczególną siłą. W czwartym odcinku 19. edycji „Tańca z Gwiazdami” uczestnicy wracali do ważnych momentów swojego życia. Helena Englert wybrała 2025 rok — czas istotny zawodowo, ale jednocześnie bardzo trudny prywatnie.
Aktorka przypomniała m.in. rolę Ofelii w „Hamlecie”, przygotowanym jeszcze w czasie, gdy jej ojciec kierował Teatrem Narodowym. Właśnie ten angaż stał się dla części internautów kolejnym argumentem w dyskusji o nepotyzmie. Później podobne komentarze pojawiły się wokół jej występu podczas Open’er Festivalu. Englert mówiła w programie, że zarzuty nie kończyły się na krytyce jej pracy, lecz zaczęły uderzać również w jej rodzinę.
Przyznała, że nie potrafiła po prostu odciąć się od tego, co czytała w internecie. Po jednej z fal krytyki przez kilka dni praktycznie nie wychodziła z łóżka i zwróciła się po pomoc do lekarza. Powiedziała również, że od półtora roku przyjmuje leki i że cała sytuacja wpływa nie tylko na nią, ale także na jej rodzinę oraz związek.
Szczególnie gorzko zabrzmiało jej wyznanie, że w pewnym momencie zaczęła odczuwać wstyd związany z tym, z jakiej rodziny pochodzi. Jednocześnie podkreśliła, że wybierając zawód aktorki, miała świadomość, że podobne komentarze mogą się pojawić, i nie zamierza z tego powodu rezygnować z pracy.
Po występie zaznaczyła również, że nie chce stawiać siebie w roli ofiary i ma świadomość, że inni mierzą się z poważniejszymi problemami.
Tego wieczoru Helena Englert i Roman Osadchiy zatańczyli cha-chę. Za występ otrzymali 35 punktów i zapewnili sobie udział w kolejnym odcinku programu.
Helena Englert i Jan Englert — tak wyglądają ich relacje
Choć pokrewieństwo i wspólne nazwisko siłą rzeczy sprawiają, że Helena i Jan Englert są często pytani o siebie nawzajem, rodzina od dłuższego czasu stara się stawiać wyraźną granicę między życiem prywatnym a publicznym.
„Mamy od jakiegoś czasu taką zasadę, że stronimy od mówienia o sobie nawzajem w mediach. Oczywiście, w moim osobliwym położeniu, bywa to skomplikowane, ale staramy się chronić to, co święte — czyli naszą relację” — mówiła Helena Englert w wywiadzie dla „Plejady”.
Podobnie wypowiadała się w podcaście Kuby Wojewódzkiego i Piotra Kędzierskiego.
„To nie jest tak, że ja chcę się od nich odciąć, bo chcę sama budować swój wizerunek w mediach. To też jest część tego, ale to jest po prostu trudne. To są najbliższe mi osoby, dla mnie to jest rozrywanie skóry na forum. Nawet teraz dużo mnie to kosztuje” — mówiła.
Po jej najnowszych słowach z „Tańca z Gwiazdami” te wcześniejsze deklaracje brzmią jeszcze mocniej. Dążenie do oddzielenia zawodowej kariery od prywatnej relacji z rodzicami nie musi bowiem oznaczać dystansu wobec nich. Przeciwnie — z wypowiedzi Heleny wynika, że chodzi przede wszystkim o ochronę więzi, która pod wpływem publicznych komentarzy sama może stawać się tematem ocen i domysłów.
Jan Englert, Helena Englert, 1.10.2003
W jednej ze starszych rozmów aktorka opowiadała również o domu, w którym dorastała.
„To jest bardzo poukładany dom, w którym mieszkają bardzo poukładani ludzie. Człowiek, który ma pracę jako dyrektor teatru i pełni funkcję administracyjną od godz. 9 do 16, od poniedziałku do piątku” — mówiła wówczas o swoim ojcu.
Jan Englert zakończył wieloletnią dyrekcję Teatru Narodowego w 2025 roku. Od 1 września tego samego roku stanowisko dyrektora objął Jan Klata.
Sama relacja Heleny z ojcem pozostaje jednak czymś, czego aktorka nie chce szczegółowo analizować publicznie. I właśnie ten kontekst wydaje się szczególnie ważny po jej ostatniej wypowiedzi. Englert nie odcina się od rodziny ani od nazwiska. Chce natomiast, by nie przesłaniały one wszystkiego, co robi zawodowo — i by cena za publiczne funkcjonowanie nie była płacona także przez najbliższych.
Jan Englert, Helena Englert, 80. urodziny Jana Englerta, Warszawa 14.05.2023
Jan Englert bywa o wiele bardziej skory do mówienia o swojej córce oraz byciu ojcem. W jednej z rozmów przyznał, że w ostatnich latach jego metody wychowawcze uległy znaczącej przemianie. Najmłodsza córka zmieniła jego spojrzenie na świat. "Jak jest się młodym, gra się rolę ojca, a w dojrzałym wieku ojcem po prostu się jest. Helenka nie jest w stanie niczym wyprowadzić mnie z równowagi. Potrafię jej wszystko na spokojnie wytłumaczyć. Ona nigdy nie słyszała mojego krzyku. Jako ojciec trojga dorosłych dzieci muszę szczerze przyznać, że wcześniej tego nie umiałem. To przyszło z wiekiem", opowiadał w wywiadzie cytowanym przez Fakt.
Jan Englert z córką, Helena Englert, 8.05.2003