Reklama

Choć ich życie naznaczyły dramatyczne wydarzenia związane z wojną i wyrokiem wydanym przez rosyjski sąd na Iwana Wyrypajewa, Karolina Gruszka nie ma wątpliwości, co pozostaje jej największą siłą. W rozmowie z Beatą Nowicką dla VIVY! (nr 18/2025) aktorka wróciła wspomnieniami do początku ich związku, opowiedziała o kilkunastu latach wspólnego życia, wzajemnym wsparciu i miłości, która – jak sama przyznaje – nie słabnie z upływem czasu. „Dalej jestem bardzo zakochana, cały czas w tym samym mężczyźnie, co jest sporym sukcesem” – mówi z uśmiechem.

Karolina Gruszka i Iwan Wyrypajew. Historia miłości, która trwa już 17 lat. Wywiad VIVA! 18/2025

– Kiedy widziałyśmy się ostatnio, byłaś zakochana i radosna. Nie miałaś dzieci. Mieszkałaś w Moskwie, do Warszawy wpadałaś na chwilę. Wyglądasz tak samo, emocjonalnie coś się zmieniło?

Dalej jestem bardzo zakochana, cały czas w tym samym mężczyźnie, co jest sporym sukcesem (śmiech). Ostatnio policzyliśmy z Wanią, że to już 17 wspólnych lat. Poza tym nie mieszkam już w Moskwie i mam cudowną córkę.

– Jak zapamiętałaś Moskwę?

Zadajesz mi strasznie trudne pytanie… Oczywiście mam piękne wspomnienia, ale przez wojnę w Ukrainie nie wracam do nich myślami. Bazuję na tym, co tam przeżyłam, czego się nauczyłam, ale nie ma już we mnie sentymentalnych inklinacji. Do garstki przyjaciół Rosjan tak, do miasta – nie. To, co się wydarzyło, wypaliło emocje. Od tamtego spotkania jedna rzecz zmieniła się diametralnie – żyjemy w energii wojny i ja to czuję każdego dnia. Być może jest to spotęgowane faktem, że mam męża Rosjanina, że prowadzę fundację, centrum międzykulturowe, skupiające wokół siebie artystów z doświadczeniem uchodźczym z Ukrainy, Rosji i Białorusi. Ich dramatyczne historie różnej maści związane z tą wojną są bardzo mocno obecne w moim codziennym życiu. Sprawiają, że dużo myślę na przykład o tym, co będzie, jeśli wojna rozleje się na Europę? Jak odnaleźć się w takiej sytuacji? Jak się zachować? Nie mam gotowych odpowiedzi na te pytania, mimo że wałkuję je od rana do wieczora.

– Sąd w Moskwie nazwał Twojego męża Iwana Wyrypajewa zdrajcą i zaocznie skazał na osiem lat kolonii karnej za sprzeciw wobec wojny w Ukrainie.

Po apelacji – siedem i pół. Dla nas to nie są abstrakcyjne liczby. One dotyczą naszego życia, naszej rodziny. Cieszymy się, że jesteśmy w Polsce, że Wania ma polskie obywatelstwo. Mamy bliskich znajomych Rosjan, którzy siedzą w więzieniu, bo nie zdążyli wyjechać, uciec. Żenia Berkowicz, poetka, reżyserka, wrażliwa i niezwykle utalentowana osoba, dostała wyrok za wiersze! Dwójce dzieci odebrano mamę na wiele lat. Takich absurdalnych, a jednocześnie okrutnych i bezwzględnych historii znam mnóstwo. Nie wspominając o tysiącach ukraińskich ofiar wojny. W porównaniu z nimi jesteśmy w naprawdę dobrej sytuacji. Oczywiście musimy uważać, na przykład podróżując. Są kraje, które mają z Rosją podpisaną umowę o ekstradycję i aktywnie z nią współpracują, na przykład Indie, bardzo dla nas ważne, do których wcześniej często jeździliśmy.

– Nie zdawałam sobie z tego sprawy.

Niby nic strasznego. Nic, z czym nie można sobie poradzić, a jednak podświadomie cały czas o tym myślisz. Zrobisz jeden nieuważny krok, będzie jakieś międzylądowanie i znajdzie się ktoś „ambitny”, kto będzie chciał się wykazać przed Moskwą. Znana z krytyki Kremla grupa muzyczna Bi-2 została aresztowana na lotnisku w Tajlandii.

Czytaj też: Zaskakuje ją niezwykłą dojrzałością i wrażliwością. Topowa aktorka tylko nam opowiada o wyjątkowej więzi z 13-letnią córką

Karolina Gruszka, VIVA! 18/2025
Karolina Gruszka, VIVA! 18/2025 BARTEK WIECZOREK/VISUAL CRAFTERS

– W Warszawie czujecie się bezpiecznie?

Staram się nie zapuszczać w te rejony, bo nie chcę wpaść w manię prześladowczą. Nie chcę żyć w strachu. Wybieram wiarę w to, że żyjemy w kraju demokratycznym, który ma narzędzia, żeby nas chronić.

– Rzadko słyszę tak poruszające wyznanie miłosne, jakie mąż zadedykował Tobie: „W moim życiu są dwa kluczowe wydarzenia. Pierwsze, że się urodziłem, drugie, że spotkałem Karolinę. Ona mnie uratowała. Bez niej by mnie nie było”.

Poznaliśmy się w momencie, kiedy oboje byliśmy wewnętrznie pogubieni i poszukujący, a jednocześnie osamotnieni w tych poszukiwaniach. Gdy się spotkaliśmy, rozumieliśmy się intuicyjnie. Zaczęliśmy od mocnych, duchowych poszukiwań. Próbowaliśmy różnych praktyk duchowych, jeździliśmy bardzo dużo po świecie: Tybet, Indie, Indonezja, Peru, na retreaty i warsztaty, spotykaliśmy różnych nauczycieli. W Moskwie razem pracowaliśmy. Na przestrzeni lat wykrystalizowała się z tego wspólna, dość eklektyczna ścieżka. Idziemy nią obok siebie, ale zgodni co do tego, po co tu jesteśmy i jaka jest nasza rola na tym świecie.

– Odnalazłaś to, czego szukałaś?

Tak. Zaskakujące jest to, że można nie wiedzieć, czego się szuka, a jednak bardzo chcieć szukać. Ja naprawdę nie miałam pojęcia, o co mi chodzi. Wynikała z tego frustracja, wieczny smutek, ale też niepokój, który sprawiał, że szukałam na oślep. Oboje czuliśmy ten niesprecyzowany głód. Myślę, że spotkaliśmy się w momencie, kiedy byliśmy na to gotowi. Po drodze nauczyliśmy się wspierać, ale też szanować odrębność drugiej osoby.

– Jaka cecha męża Cię zachwyca?

Pierwsza, która przychodzi mi do głowy, to jego odwaga. Odwaga w podążaniu za prawdą. Mówieniu tego, co się myśli. Podawaniu w wątpliwość tego, co wydaje się oczywiste. Prawda daje wolność. Wania jest dramaturgiem, w związku z czym jest bardzo emocjonalny i w tych poszukiwaniach rzuca go w różne strony. Nie boi się pomylić. Nie boi się zapuszczać w rejony, które są niebezpieczne. To bywa trudne, ale myślę, że to jest jedyna droga, jeżeli chcesz zachować swoje człowieczeństwo, szczególnie w czasach, kiedy na co dzień jesteśmy świadkami okrucieństwa i zła, a z drugiej strony hipokryzji naszego zachodniego świata. Miał być ostoją i dawać poczucie bezpieczeństwa, a boleśnie rozczarował.

– No cóż… Sprawiasz wrażenie kruchej, a jesteś silna. W filmie „Chopin, Chopin!” grasz hrabinę Delfinę Potocką, przyjaciółkę geniusza. To była fascynująca kobieta.

Kiedy przeczytałam jej biografię, pomyślałam, że można o niej zrobić odrębny film. Jej życie obfituje w wątki barwne i tragiczne. Była damą, królową salonów, przyjaciółką Chopina, poetów, malarzy. Kobietą wpływową i majętną, ale też bardzo utalentowaną, o artystycznej duszy, która amatorsko malowała i pisała, ale przede wszystkim przepięknie śpiewała. Robiła ogromne wrażenie na muzykach. Podobno Chopin bardzo lubił, jak grała na harfie. A z drugiej strony urodziła pięcioro dzieci i wszystkie zmarły w młodym wieku. Mąż, hrabia Potocki przez lata maltretował ją fizycznie. A ona nie tylko znalazła w sobie siłę, żeby się rozwieść, ale jeszcze wywalczyła dożywotnią rentę w wysokości 100 tysięcy franków rocznie. Potrafiła zadbać o swoją niezależność finansową. W połowie XIX wieku to był nie lada wyczyn! Otaczali ją zakochani w niej mężczyźni, artyści, których była muzą i z którymi miała bardzo ciekawe relacje. Żałuję, że nie mogliśmy pokazać tego wszystkiego na ekranie. Chopin ją uwielbiał, dawała mu ogromne wsparcie. Oczywiście była wielbicielką jego talentu, ale wytworzyło się też między nimi pokrewieństwo dusz. I to trwało do końca jego życia. Była przy nim, kiedy umierał. Takie role przypominają mi, że film to piękna przygoda.

– Grając konkretną postać, przyglądasz się sobie?

Zawsze. Każda rola coś mi daje. Gdy czytam scenariusz, zadaję sobie pytanie, co mnie w tej postaci interesuje. Ostatni rok był dosyć różnorodny. Z jednej strony Chopin i Potocka. Z wielką radością wróciłam do muzyki Chopina i do jego życiorysu. To jest film o człowieku z krwi i kości, gdzie przeplata się energia geniuszu muzycznego i energia śmierci. Eryk wspaniale to zagrał, uchylając drzwi do jego wewnętrznego świata. Często słucham „Nokturnów” Chopina, czuć tam cierpienie, smutek i melancholię. Wierzę, że wielka sztuka pomaga oswajać świat. A z kolei w serialu „Breslau” gram psychoanalityczkę Ingę, uczennicę Freuda, która prowadzi własną praktykę. Ciekawa rola, mocno rezonuje z dzisiejszymi czasami. Moja bohaterka nie popiera faszyzmu, ale na biurku postawiła zdjęcie Hitlera i prowadzi terapię dla członka rodziny wysokiego urzędnika SS. Ma dylemat moralny. Jaką cenę jest gotowa zapłacić za możliwość wykonywania zawodu? Czasami myślę o znajomych, którzy zostali w Moskwie, nie popierają polityki Putina, ale żyją tam, robią tam kariery. Wiem, że mają rodziny, dzieci, kredyty… Jednak pracując w Rosji, wspierają system. I tu pojawia się pytanie: Mamy prawo ich oceniać czy nie?

Czytaj też: Odnaleźli się w chwili zagubienia, są razem od prawie 20 lat. Ta miłość odmieniła wszystko. Ceniona aktorka tylko nam zdradza sekret związku

Karolina Gruszka, VIVA! 18/2025
Karolina Gruszka, VIVA! 18/2025 BARTEK WIECZOREK/VISUAL CRAFTERS

– Może zostawmy to pytanie bez odpowiedzi...

Myślałam na ten temat bardzo dużo i wiem, jak ja chciałabym się w takiej sytuacji zachować. Jednocześnie wzdryga mną, kiedy widzę, jak łatwo przychodzą nam dzisiaj kategoryczne oceny. Niemal w każdej kwestii. Klasyczna mieszczańska postawa – z perspektywy wygodnej kanapy powiem innym, jak mają postępować. Do tego niepotrzebna jest odwaga. Jestem za tym, że skupiać się na sobie. Na tym, by samemu zachowywać się w sposób uczciwy i odpowiedzialny. Na przykład zadając sobie trud, żeby weryfikować bombardujące nas zewsząd informacje. Patrząc na problemy w szerszym kontekście, dostrzegając ich złożoność. Nie powielając propagandowych haseł i nie ulegając zbiorowej nienawiści.

– Też tak myślę, ale… wróćmy na bezpieczny teren, czyli do kina, na film „Zamach na papieża” Władysława Pasikowskiego.

Ta współpraca była dla mnie dużym zaskoczeniem, bo nawet sama siebie nigdy nie kojarzyłam z filmami Pasikowskiego. Gdy zostałam zaproszona na casting, zastanawiałam się nawet, czy reżyser w ogóle wie, że ja przyjdę. Czy to był jego plan, czy zaprosiła mnie reżyserka castingu? W międzyczasie przeczytałam scenariusz „Zamachu na papieża” i pokochałam tę postać od pierwszego wejrzenia. Uwielbiam grać wyraziste, barwne kobiety, których życiowe doświadczenia są dalekie ode mnie. Ta ma na imię Maria, pseudonim artystyczny Bianka, jest prostytutką w hotelu Victoria. Poszłam na casting. Nie znałam wcześniej Pasikowskiego, słyszałam tylko plotki, że trzyma duży dystans do aktorów. I rzeczywiście casting trwał bardzo krótko, właściwie bez żadnego feedbacku. Wyszłam z myślą, że to była totalna katastrofa. Następnego dnia dostałam rolę (śmiech).

– Dodam, że taki proces trwa zazwyczaj kilka tygodni. A Pasikowski Cię zobaczył i nie miał wątpliwości.

Tego nie wiem. Pamiętam za to, że przez pierwsze dni czułam się zagubiona. Jestem aktorką, która uwielbia próbować, analizować, gadać z reżyserem, szukać nowych rozwiązań. Większość aktorów jest przyzwyczajona do dialogu z reżyserem na planie. Kończy się scena, reżyser przychodzi i mówi, że było fajnie albo że coś trzeba zmienić. A tutaj w ogóle tego nie było. Nie mieliśmy żadnych prób. Musiałam uwierzyć, że reżyser mi ufa, i poczuć, że ja ufam jemu. Zrozumiałam, że muszę znaleźć własny klucz do bycia na tym planie, a to wymagało ode mnie dokopania się do ukrytych pokładów ekstrawertyzmu i przebojowej wiary w siebie. I tak się stało. Poczułam niesamowitą wolność i to było wspaniałe uczucie. Tęskniłam potem i za tą bohaterką, i za tą wolnością.

– A wolność w życiu? Żona, matka, kobieta 45-letnia może być wolna?

Na tym polega chyba sens. Na poszukiwaniu tej wolności. Wchodzę teraz w nowy etap życia. Skończyłam 45 lat. Zamknęłam jedną połówkę, zaczynam drugą, kompletnie inną, i bardzo mocno to czuję. Nie dlatego, że w lustrze widzę zmarszczki, czuję to wewnętrznie. Odkrywam w sobie nowy rodzaj siły, która domaga się tego, by być z nią w kontakcie. Przed rozpoczęciem wywiadu opowiadałam ci, że chodzę na siłownię. Taka prosta rzecz. Nagle, w czysto fizyczny sposób poczułam, że muszę podnosić ciężary. Mnie samą to zaskoczyło. Całe życie uprawiałam jogę i do tej pory praktykuję, ale teraz siłownia zaczęła tę jogę wypierać. Czuję zmiany na płaszczyźnie psychicznej. Zawsze wydawało mi się, że moim problem jest to, że jestem zbyt emocjonalna. Teraz zaczynam brać odpowiedzialność za swoje emocje, szanować je i doceniać. To pomaga w drodze ku wolności, o którą zapytałaś. Dzięki temu łatwiej mi wychodzić z toksycznych sytuacji, rozróżnić, co jest moje, a co nie. Doszłam do punktu, w którym czuję się wystarczająco silna, żeby nie musieć się już z życiem mocować…

Zobacz również: Karolina Gruszka o chorobie: „Gdy miałam jeszcze niezgłębiony temat, był we mnie lęk”

Karolina Gruszka, VIVA! 18/2025
Karolina Gruszka, VIVA! 18/2025 BARTEK WIECZOREK/VISUAL CRAFTERS

…tylko?

Chcę się na życie otwierać. Dla mnie wolność to świadome przyjmowanie tego, co przyniesie los, a nie wchodzenie z nim w konflikt. Tak naprawdę nie mamy wpływu na to, co do nas przyjdzie. Na końcu zawsze jest zaskoczenie. Nigdy nie wiesz, czy zaraz na ciebie lub twoich bliskich nie spadnie choroba, czy nie wybuchnie pandemia, wojna. Nie wiesz, kto jak się zachowa w trudnej sytuacji. Odkąd Rosja napadła na Ukrainę, wróciłam do książek Viktora Frankla i Etty Hillesum. Historie obozowe, które są opowieściami o znajdowaniu światła w największym mroku. Gdy wokół ciebie dzieje się coś strasznego, nie chcesz w tym zgubić swojego człowieczeństwa. Energia wojenna jest jak tornado, może cię łatwo porwać i sprawić, że zaczynają rodzić się w tobie uczucia, które graniczą z nienawiścią. Nie chcę w swoim życiu nienawiści. I nie chcę, żeby wojna w ten sposób wypaczała moją wrażliwość.

– Macie 13-letnią córkę Maję. Staracie się ją jakoś ochronić przed światem zewnętrznym? O czym z nią rozmawiasz?

O wszystkim, o czym ona chce rozmawiać. U nas w domu nie ma tematów tabu. Uważam, że rozmowy na trudne tematy są formą ochrony. Więc rozmawiamy, odpowiednio dobierając słowa, o wszystkim: o pandemii, o problemach psychicznych jej rówieśników, o dojrzewaniu, o wojnie, o tym, że tata jest Rosjaninem i ma wyrok, o chorobach w rodzinie.

– Domyślam się, że Maja jest bardzo dojrzała.

Bardzo mnie zaskakuje swoją dojrzałością. A jednocześnie wciąż ma w sobie dziecięcą wrażliwość. I co ciekawe, sama o nią dba. Bardzo lubię spędzać z nią czas. Kiedy dzieci idą do szkoły, wielu rodziców przestaje im czytać książki. Choć większość czasu Maja sama sobie czyta, mamy rytuał, że jedną książkę ja jej czytam. Zawsze wybieram książkę trochę trudniejszą, która zahacza o tematy ważne, tłumaczącą świat, opisującą rzeczywistość. Teraz czytamy „Świat Zofii” Josteina Gaardera i omawiamy kolejnych filozofów. Czasami czytam jej wieczorem dwie strony, które potem przeradzają się w półtoragodzinną rozmowę o życiu. To jest naprawdę świetne. Bardzo polecam takie wspólne czytanie.

– Jak widzisz przyszłość?

Staram się pielęgnować w sobie gotowość na wszystko, żeby się potem nie przestraszyć.

Iwan Wyrypajew, Karolina Gruszka, 2025
Iwan Wyrypajew, Karolina Gruszka, 2025 Fot. Paweł Wrzecion/AKPA
Karolina Gruszka, VIVA! 18/2025
Karolina Gruszka, VIVA! 18/2025 BARTEK WIECZOREK/VISUAL CRAFTERS
Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Google.
Reklama
Reklama
Reklama
Loading...