Postawił wszystko na jedną kartę i ruszył w zupełnie nowym kierunku. Tylko w VIVIE! Michał Piróg zdradza, czym dziś się zajmuje: "Wiedziałem, że tam odżyję"
Po 25 latach pracy w telewizji Michał Piróg rozpoczął nowy etap kariery. W wywiadzie dla magazynu VIVA! opowiada o powrocie do teatru, powodach swojej zawodowej decyzji oraz o tym, co dziś daje mu największą satysfakcję.

Kochał taniec, występował w Teatrze Roma, układał choreografie. Ale tragiczny wypadek przekreślił jego taneczną karierę. Ponad połowę życia spędził w telewizji. Spragniony ekscytujących doświadczeń Michał Piróg po raz kolejny zrobił woltę. Wrócił na deski teatru i… wyprodukował kosmetyki. O tym, czego szuka w życiu i dlaczego nigdy nie wziął ślubu, opowiedział Katarzynie Piątkowskiej.
Tylko w VIVIE! Michał Piróg o nowej drodze. Czym zajmuje się po odejściu z telewizji?
– Czego się nauczyłeś w telewizji?
Nie wiem, czy się nauczyłem, ale doświadczyłem tego, jak na moich oczach zmieniają się pokolenia. Uczestnicy kiedyś a dzisiaj to są zupełnie inni ludzie. I każde pokolenie przychodziło po coś innego, z innymi oczekiwaniami, innymi obawami, ograniczeniami i sposobem komunikowania. W normalnym życiu nie potrafiłbym tego dostrzec jak na dłoni. Dzięki temu programowi lepiej rozumiem młodych ludzi
– Jesteś dla ludzi wyrozumiały?
Nie wydaje mi się. Chociaż staram się kierować mądrą życiową zasadą, że zanim kogoś ocenię, muszę spróbować wejść w jego buty.
– Trzeba chcieć.
I ja chcę. I tak samo oczekuję, że ktoś spróbuje zrozumieć moje decyzje. Ocenianie z boku bez próby zrozumienia drugiej osoby, jej motywacji jest po prostu głupie.
– A Ty rozumiesz swoje motywacje?
Już mówiłem, że słucham swojej intuicji.
– A Twoja intuicja kazała Ci wrócić do teatru?
Wiedziałem, że tam odżyję. I tak się stało. Tam jest inna energia niż w telewizji. Jest kreacja, jest zmienność, bo co roku robię dwa, trzy, czasem cztery tytuły, każdy spektakl jest inny, a wymiana energii między mną a widownią jest cudowna. Poza tym byłem już coraz bliżej ukończenia projektu, nad którym pracowałem od dawna, i to po prostu był ten czas. Poza tym byłem przebodźcowany, znudzony tym, co widzę na Instagramie, plastikowością otaczającego mnie świata i wszechobecnym dążeniem do sukcesu za wszelką cenę. I tym, że staliśmy się tak poprawni politycznie, że aż poczułem się tym sterroryzowany, bo uważam, że młode pokolenie terroryzuje starsze pokolenie: „Źle się na mnie spojrzałeś. To mnie demotywuje”. Nikt mi nie będzie mówił, jak mam postrzegać świat. Ty sobie postrzegaj, jak chcesz, daję ci wolność. Ale ty swoją wolnością nie zabieraj mi mojej.

– Ani przez chwilę nie żałowałeś, że po tylu latach nie weźmiesz w tym udziału?
Dlatego właśnie od razu wszystkim powiedziałem, że rezygnuję. Żeby nie było tak, że następnego dnia budzę się wyspany i zadowolony i zmieniam zdanie. A tak było w poprzednich latach. Przed spotkaniem z dyrektor programową zacząłem sobie przypominać, co przeżyłem w telewizji przez 25 lat, i wtedy ogarnęła mnie panika, bo rozstaję się z instytucją, w której byłem większą część mojego życia. Ale włączyłem serial, wyciągnąłem się i mi przeszło (śmiech). Opowiem ci jeszcze jedną anegdotkę. Dzień przed spotkaniem zamówiłem kwiaty na to spotkanie. Rano wchodzę do kwiaciarni i widzę wielki wieniec pogrzebowy z szarfą z napisem „Ostatnie pożegnanie”. Wystraszyłem się, że pani kwiaciarce coś źle wytłumaczyłem, i pytam, czy to dla mnie. Wyobraziłem sobie, jak z tym wieńcem wkraczam do siedziby stacji (śmiech). A przecież ja nie zatrzaskuję drzwi, bo nigdy nie wiadomo, gdzie jaka przygoda na mnie czeka.
– Na razie szukasz przygód na scenie?
Ach, to jest wieczna zabawa i spełnienie marzenia. Coś kreuję, stwarzam jakąś postać, przez parę godzin jestem kimś innym. [...]
– Dostrzeżono Cię i grasz bardzo dużo.
Zagrałem w jednym przedstawieniu, ktoś mnie w nim zobaczył, zaprosił na przesłuchanie i tak to się potoczyło. Jeśli mamy cierpliwość i pokorę, to powinno się udać. Każda mini rzecz, jaką robimy w życiu, przybliża nas lub oddala od realizacji marzeń czy zamierzeń. I nie musimy być perfekcyjni. Ja nie jestem. Moje prowadzenie się jest nieperfekcyjne. [...]
– Poszukując ekscytacji, łapiesz często 10 srok za ogon?
I gram w czterech spektaklach naraz. To może nie w pogoni za ekscytacją, a z powodu pracowitości. Po prostu nie znam umiaru. I w pracy, i w… innych rzeczach (śmiech). Ale jak robię cztery premiery naraz, to nie jest to bezkosztowo. Wtedy przez cztery miesiące na przykład nie śpię.
– Po co to robisz?
Bo nikt mi nie będzie mówił, że doba ma tylko 24 godziny i czegoś się w związku z tym nie da.
– Jakie są koszta?
Muszę potem na przykład zaszyć się na dwa tygodnie w hotelu w Namibii, bez ludzi wokół mnie, i odpocząć. A po dwóch tygodniach już się zaczynam nudzić.
Cały wywiad w nowej VIVIE!. Magazyn dostępny w punktach sprzedaży w całej Polsce od 2 lipca
