Michał Piróg po 25 latach nagle odszedł z TVN. Tylko VIVIE! ujawnia kulisy swojej decyzji. Tak wyglądało jego pożegnanie ze stacją
Po ponad dwóch dekadach spędzonych w telewizji Michał Piróg postanowił zamknąć jeden z najważniejszych rozdziałów swojego życia. W rozmowie z Katarzyną Piątkowską dla VIVY! opowiada o decyzji, która zapadła nagle, potrzebie nieustannych zmian i przekonaniu, że największą wartością jest dla niego odkrywanie nowych dróg.

Los już raz zmusił go do rozpoczęcia wszystkiego od nowa. Teraz sam zdecydował się na kolejną życiową rewolucję. Po latach spędzonych w telewizji Michał Piróg zamknął ważny rozdział i ponownie ruszył przed siebie. Co sprawiło, że porzucił bezpieczną przystań? W szczerej rozmowie z Katarzyną Piątkowską dla VIVY! opowiada o decyzjach, które odmieniły jego życie, i o tym, co do dziś napędza go bardziej niż sukces.
Tylko w VIVIE!: Michał Piróg o życiowej wolcie. To dlatego odszedł z telewizji
– Tak naprawdę to pytałam o rzucenie intratnej posady w telewizji. Byłeś tam ponad 20 lat. Z „Top Model” zrobiłeś 14 sezonów. Mogło kręcić się dalej. Co Ci przeszkadzało?
Czasami po prostu jest tak, że budzisz się i myślisz: Dobra, trzeba coś zmienić.
– I Ty pewnego ranka obudziłeś się i pomyślałeś: Zmieniam robotę?
Dokładnie to było tak, że zadzwoniła producentka jednego spektaklu, w którym występuję, że muszę zagrać tego samego dnia wieczorem w jakimś innym mieście. Miałem półtorej godziny na to, żeby się ogarnąć. Ale zdążyłem jeszcze odpalić Instagram, na którym wyświetlił mi się jakiś post TVN. Pomyślałem, że znów będę robił to samo, co od 15 lat, i właściwie nie wiem po co. Chwilę później napisałem SMS do dyrektor programowej, że musimy się spotkać w celu… pożegnania. Tak poczułem.
– Zrobiłeś to pod wpływem chwili?
Jeszcze dwa dni wcześniej rozmawiałem z producentką, co możemy zrobić w 15. sezonie. I nagle poczułem, że to koniec. I nie zdziwiłem się bardzo samym sobą, bo u mnie takie nagłe decyzje są zupełnie normalne. Tak samo lata temu przestałem występować w musicalu „Koty” w Teatrze Roma. Po prostu pewnego wieczoru byłem na scenie, usłyszałem pierwsze dźwięki uwertury i pomyślałem: Mam dość. Odchodzę. I w przerwie między aktami poszedłem do koordynacji, żeby powiedzieć, że chcę się umówić z dyrektorem, bo chcę odejść. Dograłem sezon i pożegnałem się ze spektaklem. [...]

– Bo w życiu najważniejsza jest ekscytacja?
Przygoda. Ciągle szukam nowych przygód, nowych wyzwań. Jestem ciekawskim dzieciakiem, zaglądam wszędzie, gdzie się da. Oczywiście rozumiem, że ktoś obiera jakiś kierunek, znajduje spokojną przystań i tam zostaje. Tylko że ja wiem, że to nie jest jedyna spokojna przystań, bo takich jest dużo więcej. Podoba mi się, że mogę kolejne eksplorować od czasu do czasu.
– Telewizja była dla Ciebie taką bezpieczną przystanią na wiele lat.
Nie zapominaj o przygodzie (śmiech). Trafiłem tam, kiedy przestałem tańczyć i nie wiedziałem, co będzie ze mną dalej. [...]
– Na szczęście nie poddałeś się.
Miałem jeszcze telewizję, więc miałem po co się starać, bo mi się w „You Can Dance” podobało. W „Top Model” też na początku było fajnie, ale 15 lat to dla mnie za dużo. Może dlatego nie mam ślubu, bo pewnie wziąłbym rozwód (śmiech).
– Czego się nauczyłeś w telewizji?
Nie wiem, czy się nauczyłem, ale doświadczyłem tego, jak na moich oczach zmieniają się pokolenia. Uczestnicy kiedyś a dzisiaj to są zupełnie inni ludzie. I każde pokolenie przychodziło po coś innego, z innymi oczekiwaniami, innymi obawami, ograniczeniami i sposobem komunikowania. W normalnym życiu nie potrafiłbym tego dostrzec jak na dłoni. Dzięki temu programowi lepiej rozumiem młodych ludzi. [...]
– Ani przez chwilę nie żałowałeś, że po tylu latach nie weźmiesz w tym udziału?
Dlatego właśnie od razu wszystkim powiedziałem, że rezygnuję. Żeby nie było tak, że następnego dnia budzę się wyspany i zadowolony i zmieniam zdanie. A tak było w poprzednich latach. Przed spotkaniem z dyrektor programową zacząłem sobie przypominać, co przeżyłem w telewizji przez 25 lat, i wtedy ogarnęła mnie panika, bo rozstaję się z instytucją, w której byłem większą część mojego życia. Ale włączyłem serial, wyciągnąłem się i mi przeszło (śmiech). Opowiem ci jeszcze jedną anegdotkę. Dzień przed spotkaniem zamówiłem kwiaty na to spotkanie. Rano wchodzę do kwiaciarni i widzę wielki wieniec pogrzebowy z szarfą z napisem „Ostatnie pożegnanie”. Wystraszyłem się, że pani kwiaciarce coś źle wytłumaczyłem, i pytam, czy to dla mnie. Wyobraziłem sobie, jak z tym wieńcem wkraczam do siedziby stacji (śmiech). A przecież ja nie zatrzaskuję drzwi, bo nigdy nie wiadomo, gdzie jaka przygoda na mnie czeka.
Cały wywiad w nowej VIVIE!. Magazyn dostępny w punktach sprzedaży w całej Polsce od 2 lipca

