Reklama

Lata 90. w modzie należały do niego. Media go kochały, gwiazdy zabijały się o jego stroje. Jednak wystarczyło jedno potknięcie, żeby wszystko stracił. Sławę, renomę, majątek… Uznany za złodzieja, spakował się i wyjechał w świat. Dziś mieszka w brazylijskim Salvadorze, z dala od błysku fleszy, gdzie odnalazł spokój i zbudował swoje życie na nowo. Z okazji urodzin projektanta przypominamy jego poruszający wywiad dla magazynu „VIVA!” z 2024 roku, w którym bez upiększeń opowiedział o największych sukcesach, bolesnych porażkach i drodze do odzyskania wewnętrznej równowagi.

„Byłem wrakiem człowieka”. Jak Arkadius poradził sobie z największym kryzysem w życiu. Wywiad dla VIVY! 16/2024

– Z dala od mediów, gdzieś na końcu globu, bez rozgłosu, w ciszy, poza światem mody, który był dla Ciebie kiedyś najważniejszy... Lubisz to swoje obecne życie?

Bardzo. Życie nie może być wiecznie takie samo. Nie zawsze płyniesz na fali, wręcz bardzo często pod falą. Powtarzalność jest cichym zabójcą, mordercą sączącym w nas jad, który sprawia, że pomału umieramy. Pozornie wydaje się bezpieczna, a wcale tak nie jest. Ktoś może stwierdzić, że plotę androny, bo spadłem z wysokiego konia i nie wsiadłem na niego ponownie. Otóż wsiadłem, ale na innego i pogalopowałem w kierunku mi nieznanym. Dziś już znam ten kierunek, ale na razie codzienność mnie nie dopada. Wiem zresztą, jak malować swój świat i nadawać mu żywe barwy.

– Kilkanaście lat temu przepadłeś jak kamień w wodę i nikt nie wiedział, co się z Tobą dzieje. Gdzie byłeś, jak Cię nie było?

W Brazylii. Mieszkam tam od 17 lat. Dokładnie Salvador okazał się moim rajem na ziemi. Gdy wyjeżdżałem z Londynu, spakowałem wszystko, co miałem, w dwa duże kontenery i postanowiłem zaryzykować, przeprowadzając się do Ameryki Południowej. Nie wziąłem jedynie swoich kolekcji ubrań, oddałem je do przechowalni
w Szkocji.

– Dobrze Ci tam jest w tym Salvadorze?

Bardzo. Zbudowałem tam na nowo swoje życie i z perspektywy czasu mogę stwierdzić, że była to dobra decyzja, której nie żałowałem przez ułamek sekundy. Początkowo to, co działo się w mediach, było dla mnie niezwykle krzywdzące, bo urządzono na mnie nagonkę. Właśnie VIVA! była jedynym medium, w którym
z sercem na dłoni i szczerością opowiedziałem, do czego tak naprawdę doszło w polskiej gałęzi mojej firmy. Wcześniej wymyślano niestworzone historie, głupoty, mające się nijak do prawdy. Oskarżano mnie o malwersacje finansowe. Mówiono, że jestem zwykłym złodziejem, cinkciarzem, który oszukał biednych ludzi, gotowych zainwestować fundusze
i majątki życia w moją markę.

A ja tego nie doceniłem, wycisnąłem ich jak gąbkę, dając nogi za pas przy pierwszej możliwej okazji. Nie będę się znowu tłumaczyć z tego, jak wyglądała prawda, bo dziś nie ma to już sensu. Kto mnie zna, wie, że nie byłbym w stanie zrobić tych wszystkich rzeczy, o które mnie publicznie oskarżano.

– Odchorowałeś to?

Byłem wrakiem człowieka, który leżał na ziemi. Nikt nie starał się mi pomóc, a wręcz co chwila ktoś dochodził do mnie, żeby zadać mi kolejny cios, kopnąć z całej siły tak, że traciłem przytomność. Łatwo jest wyżywać się na kimś, kto ledwo jest w stanie wziąć głębszy oddech. Nigdy w życiu nie zaznałem większego bólu, co poskutkowało tym, że zachorowałem na depresję. Ale to nie był czas na rozczulanie się nad sobą. Ratowałem moją londyńską firmę, która też okazała się w opłakanym stanie. Udało się uratować tę komórkę mojego biznesu, bo była ona na tyle mała, że nie wymagała ode mnie ogromu pracy, żeby nie rozsypać się w drobny pył. Skupiłem się wyłącznie na okularach. Prowadziłem firmę razem z jednym asystentem i jakoś pomału nam to szło. Biznes okularowy bardzo się rozwinął, ale poczułem, że znowu znalazłem się w kieracie. Inwestor, który bardzo chciał wejść w moją firmę, zbankrutował w trakcie kryzysu w 2008 roku. Czyli znowu pod górę…

Arkadius, Viva! 16/2024
Arkadius, Viva! 16/2024 BARTEK WIECZOREK/VISUAL CRAFTERS

– Ty chyba masz życiowego pecha.

Mam i pecha, i szczęście. Dziś wiem, że to, co złego wydarzyło się w moim życiu, ten właśnie pech, był po to, żeby mnie uratować. Do tej pory żyłem w bańce, odgrodzony od tego, jak wygląda prawdziwe życie. Że życie to nie tylko tęcza, ale i gradobicie. Problem polegał na tym, że ta bańka wcale nie spełniała funkcji ochronnych, a wręcz przeciwnie. Pogubiłem się, a moja prywatność daleka była od ideału. Bałagan i chaos – tak określiłbym to, co działo się wówczas u mnie. Dopiero wyjazd do Brazylii okazał się remedium na wszystkie negatywne sytuacje, których doświadczyłem. Ci ludzie, którzy byli moimi prawdziwymi przyjaciółmi, zostali i są nimi do dzisiaj. W show-biznesie na próżno szukać przyjaźni, jakie masz z czasów liceum czy studiów. Na szczęście w momencie mojego sukcesu moi prawdziwi przyjaciele byli przy mnie, a ja o nich nigdy nie zapomniałem. Korę Jackowską, jeśli chodzi o świat gwiazd, mogę śmiało nazwać przyjaciółką. Spędziliśmy u mnie w Brazylii wspaniały czas. Kora przyjechała do mnie na miesiąc. Byliśmy w stałym kontakcie. Dużo ze sobą rozmawialiśmy i każde z nas wiedziało, co dzieje się
u tej drugiej osoby. Jest też całe gros ludzi, z którymi kontakt potraciłem, a nasze więzi się urwały. Porażka jest najlepszym papierkiem lakmusowym.
Kayah jest kolejną osobą, z którą kontaktowałem się prywatnie. Ona ma mieszkanie w Brazylii. I blisko nam do siebie.

– Bywasz jeszcze w rodzinnym Parczewie?

W trakcie przyjazdu do Polski nie mogłem odmówić sobie wizyty w moim rodzinnym miasteczku. W naszej rodzinie cztery lata temu wydarzyła się dość smutna sytuacja. Odszedł mój tato, więc staram się odwiedzać mamę przynajmniej raz do roku. To niezwykle ważna, jak nie najważniejsza osoba w moim życiu, więc chcę dla niej jak najlepiej. Ma 79 lat.

– A babcia Paulina? Ona też zajmowała ważne miejsce w Twoim sercu.

Była bardzo ważną kobietą w moim życiu. U niej na wsi się wychowałem i dzięki niej poznałem prostotę życia i prawdziwe szczęście. Tęsknię za nią bardzo, ale najważniejsze, że było nam dane spędzić ze sobą czas.

– Dopingowała Cię w modowych planach?

Moja babcia nawet nie wiedziała, kto to jest projektant mody. Była już starszą osobą, mieszkała w małym, wiejskim, drewnianym domku. Nie sądzę, żeby kiedykolwiek komentowała mój pomysł na przyszłość.

Zobacz też: Łukasz Zagrobelny bał się, że już nigdy nie zaśpiewa. TYLKO W VIVIE! ujawnił, co się działo za zamkniętymi drzwiami. Jego słowa wzruszają do łez

Arkadius, Viva! 16/2024
Arkadius, Viva! 16/2024 BARTEK WIECZOREK/VISUAL CRAFTERS
Arkadius, Viva! 16/2024
Arkadius, Viva! 16/2024 BARTEK WIECZOREK/VISUAL CRAFTERS

– Arkadius, odstawałeś od rówieśników?

Myślę, że tak. I to bardzo.

– Nie piętnowali Cię, że chłopak ze wsi interesuje się modą? W tamtych czasach uznawane było to za niemęskie, wręcz zniewieściałe.

Nie sądzę. Parczew to było małe miasteczko, a moi rodzice byli nauczycielami. W pewnym sensie wszyscy mnie respektowali. Oczywiście niektórzy się śmiali, czasami jakieś hasła padały… Ale nie miałem nieszczęśliwego dzieciństwa.

– To rodzice zmusili Cię poniekąd, żebyś zdawał na studia na kierunek pedagogiczny?

Zdecydowanie tak. W latach 80. w Polsce istniał tylko jeden Instytut Ubioru na Wydziale Sztuk Projektowych w Łodzi. Na roku było 10 miejsc. Na takie uczelnie nie dostawali się normalni ludzie, tylko raczej osoby z koneksjami, dzieci dygnitarzy.

– Po pierwszych zajęciach na pedagogice już wiedziałeś, że to jest błąd?

Tak, wiedziałem, że to błąd, ale z drugiej strony wiedziałem też, że studia są przedłużeniem młodości i przede wszystkim nauką życia. Poznawałem ciekawych ludzi, miałem też zajęcia z teatru, sztuki. Poszerzałem spektrum mojej pozalicealnej wiedzy.

Noc Arkadiusa / Arkadius Night, pokaz powstal w oparciu o projekty, ktore mialy swiatowa premiere w lutym 2001 podczas London Fashion Week, wzbogacone kolekcja inspirowana symbolami staroslowanskiej Nocy Swietojanskiej; W-wa, Lazienki, 21.06.2001, nz Arkadius,,Image: 424124700, License: Rights-managed, Restrictions: Cena minimalna dla publikacji online 50 zł a dla drukowanych 250 zł, Model Release: no , Credit line:
Noc Arkadiusa / Arkadius Night, pokaz powstał w oparciu o projekty, które miały światową premierę w lutym 2001 podczas London Fashion Week, wzbogacone kolekcja inspirowana symbolami starosłoweńskiej Nocy Świętojańskiej; W-wa, Łazienki, 21.06.2001 Radoslaw Nawrocki / Forum

– Kiedy dostałeś się na studia do Londynu, miałaś poczucie, że złapałeś Pana Boga za nogi? Że to świat Tobie bliższy niż ten, w którym jeszcze do niedawna byłeś?

Nie powiedziałbym, że złapałem Pana Boga za nogi, ale poczułem, że moje marzenia mogą mieć przełożenie na przyszłość. Oczywiście w tamtym czasie Central Saint Martins – University of the Arts w Londynie był tak oblegany i tak prestiżowy, że praktycznie każdy, kto tam studiował, automatycznie miał tak zwany attitude, myślał, że już jest „drugim Galliano” czy „drugim McQueenem”. A tak nie było. Zanim dostałem się na studia, przeszedłem jeszcze kurs przygotowawczy w tej samej uczelni, który trwał sześć miesięcy. I na tym kursie przygotowawczym zrobiłem sobie profesjonalne portfolio. W Londynie poznałem Michaela, który okazał się miłością mojego życia. Bardzo dbał o moją edukację, szukał inwestorów, którzy gotowi byli wyłożyć pieniądze na moje prace. Sam miał dużo, ale nie tyle, ile trzeba było, by zbudować firmę. Nasz związek był cudowny, jednak po 11 latach Michael zmarł na nowotwór.

– Zabezpieczył Cię finansowo?

Dostałem po nim spadek, ale nie były to miliony. Starczył na zakup w Salvadorze przestrzeni biurowej, która lata temu kosztowała grosze. Dziś jest warta dużo więcej, a ja wynajmuję ją firmom na biura, dzięki czemu żyje mi się spokojnie i nie martwię się, jak związać koniec
z końcem.

– Azyl Arkadiusa to dziś…?

Moim azylem jest moja wyspa w Brazylii. Zbudowałem tam dom. Moje życie jest bardzo proste. Wstaję rano i nie śpieszę się, moje poranki są bardzo leniwe. Rozpoczynam „rytuał śniadaniowy”. Zazwyczaj trwa on dwie i pół godziny, a nie ma żadnej siły, która sprawiłaby, żebym ten zwyczaj odłożył na kiedy indziej.

– I co robisz?

Medytuję, zastanawiam się nad życiem, czasem sprawdzam wiadomości, ale nie za często, żeby prozaiczne sprawy nie odciągały mnie od spokoju.

– Jesz w samotności?

Tak, nie wyobrażam sobie, żeby jeść w towarzystwie innych osób, nawet najbliższych, bo wiem, że zniszczyłoby to spokój, który wtedy we mnie rośnie. Dopiero po rytuale jestem gotowy, żeby wyjść do świata i spotkać się z innymi. Albo odciąć się na jakiś czas od zewnętrznych bodźców. To ma dużo uroków.

– Potrafisz być zdeterminowany, prawda?

Tak, bardzo, bardzo.

– A teraz jest coś takiego, co byś chciał mieć, osiągnąć, czy masz już wszystko?

Mam.

– Wszystko?

Nie, nie ma na świecie osoby, która miałaby wszystko. Podejrzewam, że mając wszystko, można umrzeć z nudy.

– Jesteś dziś w stanie zaufać drugiemu człowiekowi?

Po tych przejściach nie, niestety już nie jestem. To znaczy są osoby, którym ufam, ale to są ludzie, których naprawdę bardzo dobrze znam. Mam przyjaciół od wielu, wielu lat,
a oni udowodnili mi, że warci są zaufania, bo mnie nie skrzywdzą. Bez gorzkich lekcji nie nauczylibyśmy się niczego w życiu. Dziś ktoś skrzywdził mnie, ale nie zapominajmy, że karma bardzo lubi wracać ze zdwojoną mocą.

– Nie żyje się ciężko z takimi traumatycznymi doświadczeniami?

Bardzo ciężko. Ale kto obiecywał, że będzie lekko? Niestety nikt (śmiech).
Czytaj też: Mieszkali ze sobą po rozstaniu, nie umieli o nim rozmawiać. Takie relacje mają dziś Michał Wiśniewski i Dominika Tajner

Arkadius, Viva! 16/2024
Arkadius, Viva! 16/2024 BARTEK WIECZOREK/VISUAL CRAFTERS
Arkadius, Viva! 16/2024
Arkadius, Viva! 16/2024 BARTEK WIECZOREK/VISUAL CRAFTERS
Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Google.
Reklama
Reklama
Reklama
Loading...