Reklama

Mówi, że to był najtrudniejszy rok w jego życiu. Dziś kończy 51 lat, stracił jedną z najbliższych osób, doświadczył najtrudniejszych emocji. Łukasz Zagrobelny opowiedział Katarzynie Piątkowskiej o tym niełatwym momencie, o utracie głosu oraz o bólu i tęsknocie, z których mogą narodzić się piękne piosenki.

Śmierć mamy i żałoba odmieniły życie Łukasza Zagrobelnego

– Trudno jest Ci opowiadać o sobie?

Bardzo trudno.

– To zacznijmy od prostego pytania. Jesteś zodiakalnym Rakiem, a osoby spod tego znaku są bardzo wrażliwe.

Czasem jestem nawet nadwrażliwy. Potrafię dwa razy mocniej przejmować się rzeczami, które na moich znajomych czy przyjaciołach nie robią żadnego wrażenia. Jak większość ludzi spod tego znaku chowam się też w skorupie i trzeba dużo czasu, żeby się przez nią przebić. Nie zawsze się to udaje, ale jak już to się stanie… oddaję serce i wszystko, co mam.

– Raki mają też dobrą intuicję.

To prawda. Ja niestety nie zawsze jej słucham. Wiem, że powinienem przede wszystkim ufać sobie, a nie ludziom dookoła, nawet jeśli chcą mojego dobra. Zdarza się, że ulegam wpływom, a potem tego żałuję.

– Umiesz też wyczuć, czy ktoś ma względem Ciebie dobre czy złe intencje?

Wyczuwam toksycznych ludzi. Powiedziałbym, że mam do nich nosa. Od razu wiem, czy z kimś się dogadam, czy nie. Taki jestem zodiakalny Rak. Skomplikowany. Nadwrażliwy. Z sercem na dłoni, gdy już się do mnie dotrze.

– Po niełatwych przejściach.

To prawda. Ostatni czas nie był dla mnie zbyt łaskawy. Rok temu odeszła moja Mama, a ja cały czas jestem w żałobie. Dzisiaj raz jest lepiej, raz gorzej i póki co nie wierzę w to, że czas leczy rany. On je zabliźnia po to, żeby za chwilę znów je rozdrapać.

Łukasz Zagrobelny, Viva! 21/2025
Łukasz Zagrobelny, Viva! 21/2025 Zdjęcia Piotr Porębski

– Rok. W zależności od doświadczeń i perspektywy może wydawać się wiecznością lub zaledwie mgnieniem oka.

Mama odeszła w październiku, a mnie się wydaje, jakby to było wczoraj. Choć wciąż jestem w żałobie, chyba jestem już gotów, by opowiedzieć o tym wszystkim, co się wydarzyło.

– Twoja Mama nie odeszła nagle…

Chorowała i w pewnym momencie wszyscy podejrzewaliśmy, że to nie może skończyć się dobrze. Myślę, że Ona sama powoli się na to przygotowywała, przeczuwała to. Ze swoim drugim mężem mieszkała w Stanach. Gdy od Niej wracałem do Polski, za każdym razem prosiła mnie, abym zabierał Jej pamiątki, rodzinne zdjęcia czy ważne dokumenty. Leciałem więc z walizkami pełnymi wspomnień. Jej wspomnień. Niedługo przed swoim odejściem chwyciła mnie za rękę, spojrzała głęboko w oczy i powiedziała, że czuje, że zbliża się Jej czas.

– To musiało być dla Ciebie trudne.

Tak, bo cały czas miałem nadzieję, że jednak wydarzy się cud. Kiedyś zastanawiałem się, czy można przygotować się na odejście bliskiej osoby. Nigdy wcześniej nie byłem świadkiem czyjejś śmierci i bardzo bałem się tej chwili. Niby jestem silnym facetem, ale gdy trzymałem Ją za rękę, czułem się bezbronny jak dziecko i zupełnie bezsilny. To doświadczenie odejścia tak bliskiej osoby było dla mnie okrutne. Jej życie w Polsce nie było usłane różami. Moi rodzice rozstali się po dwudziestu paru latach małżeństwa. Mama bardzo to przeżyła. W Stanach zaczęła nowe życie i w końcu była bardzo szczęśliwa.

– Byłeś Jej ukochanym synem?

Tak, podobnie jak mój brat.Ale Ona i mnie, i mojemu młodszemu bratu oddawała serce. Nie tylko zresztą nam. Była bardzo dobrym człowiekiem, dlatego wciąż zadaję sobie pytanie, dlaczego to właśnie tacy ludzie tak szybko odchodzą? I nie ma co ukrywać, byłem trochę maminsynkiem.

– Mama była bardzo młoda, gdy Cię urodziła.

Miała 21 lat. Zdarzało się, że przychodziła do mnie do szkoły na wywiadówki, a nauczyciele dziwili się, dlaczego przyszła moja siostra, bo wyglądaliśmy jak rodzeństwo. Mama do końca życia wyglądała świetnie.

Łukasz Zagrobelny, Viva! 21/2025
Łukasz Zagrobelny, Viva! 21/2025 Zdjęcia Piotr Porębski

– To Ona odkryła Twój wokalny talent?

Tak. Gdy byłem dzieckiem, przeszedłem operację oczu. Po niej dwa miesiące spędziłem w sanatorium w Sobótce pod Wrocławiem. Kiedy stamtąd wróciłem, podobno pięknie zaśpiewałem piosenkę „Jarzębina czerwona”. Mama usiadła i powiedziała: „On chyba ma talent!”, a potem zaprowadziła mnie na egzamin do szkoły muzycznej. Zdałem i zacząłem naukę gry na akordeonie. Miała ze mną krzyż pański, bo nie rwałem się do ćwiczenia na instrumencie. Chciałem tak jak koledzy szaleć na podwórku. Ona więc ze mną siedziała, pilnowała i nie odpuszczała.

– Akordeon to nieoczywisty instrument, szczególnie dla dzieci. Koledzy się z Ciebie nie śmiali?

Akordeon nigdy nie miał poważania wśród moich kolegów. Był tematem drwin i żartów. Mówili, że gram na kaloryferze, zmarszczce, ewentualnie na cyi. Poza tym to jest instrument, który zazwyczaj kojarzy się z graniem biesiadnym. A to przecież bzdura! Na swoim dyplomie grałem Fantazję i fugę a-moll Bacha, które na akordeonie brzmią naprawdę zjawiskowo.

– To dlaczego na nim nie grasz teraz?

Z kolegami ze szkoły podglądaliśmy w dzienniku uwagi, jakie profesor od instrumentu pisał na nasz temat. Przy moim nazwisku zanotował: „Bardzo utalentowany, o potencjalnych możliwościach wykonawczych”. Potencjalnych (śmiech)! Po prostu się z tym instrumentem nie polubiliśmy, a mimo to profesor chciał mnie wysyłać na konkursy instrumentalne. Tylko że mi już w głowie było śpiewanie i ciągnęło mnie na scenę.

– Kiedy poczułeś, że śpiewanie to jest Twoja droga?

Od zawsze czułem, że estrada to moje miejsce. Gdy byłem małym dzieckiem, moim mikrofonem były dezodorant i skakanka. W pokoju stało lustro, a ja przed nim śpiewałem, tańczyłem i ćwiczyłem ukłony niczym Zbigniew Wodecki. Kto by pomyślał, że kilkanaście lat później faktycznie będę śpiewał i spełniał swoje marzenia. I, o losie, spotkam na swojej muzycznej drodze Zbigniewa Wodeckiego!

– Mama.

Ona wiedziała o mojej pasji i marzeniach i bardzo mi kibicowała.

Łukasz Zagrobelny, Viva! 21/2025
Łukasz Zagrobelny, Viva! 21/2025 Zdjęcia Piotr Porębski

– Mówisz, że byłeś maminsynkiem. Musiało być Jej trudno wypuścić Cię z domu w wielki świat.

Miałem dwadzieścia parę lat, kiedy przeprowadziłem się do Warszawy, więc jakoś to zniosła. Wcześniej studiowałem we Wrocławiu, ale mieszkałem w rodzinnym domu. Bardzo nad tym ubolewałem, bo koledzy, którzy mieszkali w akademiku, mieli bardzo barwne życie towarzyskie, a ja na noc zawsze musiałem wracać do domu. Dodatkowym minusem było to, że mieszkaliśmy na obrzeżach, więc jeździłem samochodem i nie mogłem sobie pozwolić na kolorowe życie studenta. Po dwóch latach studiów dostałem angaż do Teatru Muzycznego Roma w Warszawie i przeszedłem na indywidualny tok studiów. Przeniosłem się do Warszawy, a Mama pomogła znaleźć mi mieszkanie na poddaszu. To była taka ciasna klitka, dwadzieścia parę metrów, na szczęście już wtedy zarabiałem i sam ogarniałem swoją codzienność.

– Marzyłeś o wielkiej solowej karierze?

Byłbym hipokrytą, gdybym powiedział, że nie. Każdy początkujący wokalista o tym marzy (śmiech). I choć, gdy się przeniosłem do Warszawy, był 2000 rok, a ja byłem już po debiutach w Opolu, miałem poczucie, że to chyba za wcześnie na solową karierę. Wydawało mi się, że wciąż umiem za mało.

– Za mało? Już wtedy byłeś wykształconym muzykiem.

W szkole grałem na akordeonie, a na Akademii Muzycznej uczyłem się dyrygentury chóralnej. Miałem jedynie podstawy klasycznej emisji głosu. I nie miałem odwagi, by zdawać do Akademii Muzycznej w Katowicach na wydział rozrywkowy. Wydawało mi się, że nie jestem wystarczająco dobry. I, owszem, miałem solidne podstawy muzyczne, ale raczej prawie zerowe doświadczenie stricte estradowe.

– Nie wierzyłeś w siebie?

Ta niewiara towarzyszy mi przez całe życie. To Mama wierzyła we mnie za nas dwoje. Nawet kiedy ja wiedziałem, że coś mi nie poszło, mówiła, że byłem najlepszy. Ale wiesz, to nie były puste słowa Matki zakochanej w swoim synu. Ona nie była muzycznie wykształcona, ale miała słuch i intuicję. Potrafiła oddzielić badziew od tego, co naprawdę fajne. Kiedy pytałem, dlaczego coś Jej się nie podobało, nie umiała odpowiedzieć, po prostu to czuła.

– W Twojej rodzinie byli muzycy?

Jestem pierwszy i ostatni póki co. Wszyscy głusi, bez talentu muzycznego (śmiech).

CZYTAJ TEŻ: Holoubek mówił o nim: „wspaniały aktor o ciele tytana”. Odszedł zaledwie dwa miesiące po diagnozie

Łukasz Zagrobelny, Viva! 21/2025
Łukasz Zagrobelny, Viva! 21/2025 Zdjęcia Piotr Porębski

Dlaczego Łukasz Zagrobelny stracił głos? Emocje okazały się silniejsze niż choroba

– Właśnie wydałeś singiel „Tam, gdzie Cię nie ma”. To o Niej?

Zawsze w piosenkach śpiewam o swoim życiu, o własnych emocjach. Moje utwory to zwierciadło mojego serca. Wierzę, że siłą tych piosenek jest to, że opowiadają historię, że wzruszają, poruszają czułe struny. Gdy powstawał utwór „Tam, gdzie Cię nie ma”, miałem przed oczami obrazy z mojego życia związane z Mamą. Tego, co się ostatnio wydarzyło w moim życiu. Myślę, że dużym wyzwaniem będzie dla mnie wykonanie tego utworu na żywo. Łzy wzruszenia będą nieuniknione. Ale dobrze, że w ogóle mogę to robić. Po śmierci Mamy długo nie mogłem zaśpiewać mojego sztandarowego hitu: „To nieprawda, że Ciebie już nie mam/ choć daleko jesteś stąd/ To nieprawda, że Ciebie już nie mam/ trzymam Twoją dłoń”. Straciłem głos. Przez ostatnie trzy miesiące Jej życia na zmianę z bratem lataliśmy do Niej do Stanów. Byłem tam przez trzy tygodnie, wracałem do Polski zagrać koncerty i spektakle i znów leciałem do Mamy. Kiedy odeszła, sam zachorowałem na zapalenie płuc i w ogóle wszystko, co mogło mi się zdrowotnie posypać, to się posypało. Jeśli chodzi o głos, lekarz rozkładał ręce i mówił, że nie może mi pomóc, bo ta utrata jest spowodowana przeżyciami, emocjami. Fizycznie wszystko było w porządku. Bałem się, że już nigdy mogę nie wrócić do formy wokalnej, ale na szczęście po czterech miesiącach wszystko powoli zaczęło wracać do normy.

– Doświadczyłeś tego, jak wielki wpływ na ciało mają emocje.

Wcześniej zdarzało mi się występować z gorączką, anginą, nawet zapaleniem krtani. Na to mam swoje sposoby. Ale to była dla mnie szokująca niespodzianka.

– Co Ci pomogło?

Czas. Po prostu powoli wszystko zaczęło mi odpuszczać, bo się okazało, że byłem też bardzo zmęczony. Fizycznie i psychicznie. Nigdy wcześniej nie doświadczyłem aż tak negatywnych emocji.

– Bałeś się, że wróci depresja, z którą kiedyś się zmagałeś?

Bałem się. Zastanawiałem się nawet, czy nie wróciła.

– Myślisz czasem o swojej śmierci?

Oczywiście. I myślę, i bardzo się jej boję. Chyba jak każdy. Ten lęk jest irracjonalny, bo przecież to jest oczywiste, że wszyscy kiedyś umrzemy. Wierzę, że tam, po drugiej stronie jest życie, ale boję się tego przejścia. A co, jeśli tam nie ma tunelu i światła, tylko jest normalna reakcja chemiczna, która zachodzi w mózgu?

– Profesor Ewa Woydyłło, psycholożka, mówiła, że każda ciężka i nieodżałowana strata zatrzaśnięta w sercu człowieka wcześniej czy później znajdzie sobie ujście. Ten singiel „Tam, gdzie Cię nie ma” jest takim ujściem?

On jest dopiero początkiem mojego wychodzenia z żałoby. Ktoś kiedyś powiedział, że żałoba trwa rok. Nie wierzę w to. Trwa tyle, ile ktoś potrzebuje. Ale wiesz, wierzę, że Mama, gdziekolwiek jest, słucha sobie tej piosenki i być może nawet ma swoje uwagi – na przykład czy tonacja jest na pewno dla mnie odpowiednia (śmiech). Tak, ten utwór jest moim osobistym hołdem dla Niej.

Łukasz Zagrobelny, Viva! 21/2025
Łukasz Zagrobelny, Viva! 21/2025 Zdjęcia Piotr Porębski

– Zastanawiałeś się, jak ta piosenka zostanie przyjęta?

Zastanawiałem się nawet nad tym, czy w ogóle pokazywać ją światu, czy nie jest zbyt intymna i osobista. Ale wiem, że dobrze zrobiłem, że ją nagrałem. Dostaję mnóstwo wiadomości od ludzi, że jest dla nich ważna, bo są lub byli w podobnej jak ja sytuacji, też zmagają się z bólem. Bycie artystą, wokalistą to nie jest tylko wychodzenie na scenę w ładnym garniturze, idealnym make-upie i pięknej fryzurze. To jest pokazywanie swojego wnętrza, swoich przeżyć, historii, a przede wszystkim pokazywanie emocji. Również tych najtrudniejszych i najbardziej bolesnych.

– Jesteś introwertykiem. Niezły sobie zawód wybrałeś.

Bo łatwiej mi wszystko wyśpiewać, niż opowiedzieć.

– Twoje życie jest trochę jak jazda na rollercoasterze?

Szczególnie emocjonalnym rollercoasterze. Ale wcześniej też tak się czułem. Mam świadomość, że nie zawsze będę stał na górze, bo może zawiać wiatr i spadnę. Ale ważne jest, żeby próbować się podnieść. Ja spadałem wiele razy i wydaje mi się, że podnosiłem się za każdym razem dużo mocniejszy.

– W jakim miejscu jesteś?

Na pewno w jednym z najtrudniejszych w życiu. Utrata jednej z najbliższych osób zmienia bezpowrotnie spojrzenie na świat. Do tego piętno tej nieszczęsnej pięćdziesiątki, która tak naprawdę, umówmy się, jest tylko liczbą. Ale trzeba zmierzyć się z tym wszystkim i mieć plany na przyszłość. I ja je mam.

– Singiel to jedno, ale jesteś właśnie po premierze musicalu „Producenci” w Teatrze Muzycznym w Gdyni, za chwilę, jak od siedmiu lat w grudniu, będziesz koncertował z Olgą Bończyk, Alicją Majewską i Włodzimierzem Korczem.

Dużo się dzieje i jestem przekonany, że czeka mnie jeszcze mnóstwo wyzwań. Zarówno życiowych, jak i artystycznych. I pewnie wyśpiewam to wszystko na mojej kolejnej płycie. Przede mną mnóstwo koncertów, spektakli i premier… Te wszystkie moje doświadczenia, te odrobione lekcje, które zafundowało mi życie, spowodowały, że jestem dzisiaj naprawdę dojrzałym człowiekiem.

– Pokornym?

To jest w moim zawodzie podstawa. Wiele można mi zarzucić, ale nie brak pokory. Kiedyś… bywało różnie. Dzisiaj na przysłowiowy czerwony dywan wchodzę z pochyloną głową.

CZYTAJ RÓWNIEŻ: Walczyła o każdą wspólną chwilę. TYLKO W VIVIE! Małgorzata Kalicińska w poruszającym wyznaniu po stracie męża: „Robiłam wszystko, by być z nim jak najdłużej”

Łukasz Zagrobelny, Viva! 21/2025
Łukasz Zagrobelny, Viva! 21/2025 Zdjęcia Piotr Porębski

Authors

Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Google.
Reklama
Reklama
Reklama
Loading...