Reklama

Niektóre historie dojrzewają przez lata, by w końcu osiągnąć swój najpiękniejszy rozdział. Fit Lovers dwa lata temu stanęli na ślubnym kobiercu, a teraz zostali rodzicami. Ich życie zmieniło się na zawsze. Radość, wzruszenie i spełnienie, które dziś przeżywają, przywołują wspomnienie rozmowy, jakiej udzielili magazynowi VIVA! w 2018 roku. Opowiadali wówczas o miłości, która rosła wraz z nimi, o partnerstwie budowanym na zaufaniu i marzeniach wybiegających daleko poza kolejne zawodowe sukcesy. Dziś ich słowa nabierają nowego znaczenia – stając się pięknym świadectwem tego, że największe życiowe cele często spełniają się wtedy, gdy są oparte na autentycznej bliskości i wspólnym pragnieniu stworzenia rodziny.

Przypominamy wywiad VIVY! z Pamelą Stefanowicz i Mateuszem Januszem

Materiał ukazał się w magazynie VIVA! w 2018 roku.

Pochodzą z małych miasteczek, na sukces, który osiągnęli, pracowali sami. Połączył ich fitness i to, że są do siebie bardzo podobni. Sześć lat temu Mateusz Janusz postanowił nauczyć koleżankę ze studiów, Pamelę Stefanowicz, wykonywać salta. Ćwiczą razem do dziś, a ich ewolucje życiowe i zawodowe oglądają trzy miliony fanów. Ostatnio razem walczyli w programie „Ameryka Express”.

Pamelą Stefanowicz i Mateuszem Januszem, znanymi jako Fit Lovers, spotykamy się w budynku na warszawskim Mokotowie, w którym wynajmują biuro. Jest 10 rano. Przynoszą ze sobą dietę pudełkową. W social mediach obserwują ich miliony użytkowników. Nic więc dziwnego, że nie mają czasu na gotowanie. Skupiają się każdego dnia na motywowaniu milionów swoich odbiorców oraz pomocy osobom, które chcą zacząć przygodę z fit lifestyle’em. Nagrywają filmy wideo w internecie, gdzie pokazują, jak wygląda ich codzienne życie, inspirują do działania i walki o marzenia. Oprócz tego zajmują się swoją marką odzieżową EL WARIATO oraz nowo powstałą linią kosmetyków naturalnych… Opowiadają, dlaczego i jak ludzie z małych nadmorskich miejscowości odnieśli sukces, zbudowali firmę, zaręczyli się w Las Vegas i wystąpili w jednym z najpopularniejszych programów „Ameryka Express”.

– W „Ameryka Express” przeszliście prawdziwą szkołę życia?

Mateusz: To prawda. Emocje targały człowiekiem każdego dnia. Byliśmy poddawani skrajnym sytuacjom. Program był wymagający. Stres, adrenalina, towarzystwo kamer przez cały dzień.

– Często zdarzały się Wam ciężkie chwile?

Pamela: Oczywiście! Nie da się być zadowolonym przez cały dzień. To, co oglądają widzowie, to tylko namiastka całego wyścigu. Przed telewizorem nie czuć głodu, stresu i wysiłku, którego w codziennym życiu raczej nikt by nie chciał się podejmować.

– Jak to wszystko, co się tam działo, wpłynęło na Wasz związek?

Pamela: Na co dzień, w normalnych domowych warunkach,

miewamy spięcia, jak w każdym związku. Tylko że w domu jesteśmy w stanie wytłumaczyć sobie, o co tak naprawdę chodzi, dlaczego jesteśmy zestresowani i co możemy z tym zrobić. Zawsze dużo rozmawiamy. To Mateusz nauczył mnie, że problemy rozwiązuje się, rozmawiając, a nie trzymając emocje w sobie. W programie nie mieliśmy tej możliwości, obecność kamer, mikrofonów i ciągły bieg nie dawały zbyt wielu możliwości do pogawędek. Dlatego zdarzały się kłótnie, bo człowiek nie mógł się oczyścić z negatywnych emocji.

Mateusz: Jesteśmy razem sześć lat i dużo o sobie wiemy. Ten program potwierdził tylko, że przyjaźń, na której oparty jest nasz związek, jest supermocnym fundamentem i razem jesteśmy w stanie przetrwać wszystko.

Czytaj też: Fit Lovers już we troje! Pierwsze zdjęcie z synkiem mówi więcej niż tysiąc słów

Fit Lovers, Viva! 23/2018
Fit Lovers, Viva! 23/2018 Fot. Michał Kar

– Między Wami miłość nie wybuchła od pierwszego wejrzenia?

Pamela: Gdy się poznaliśmy, oboje byliśmy w innych związkach. Zaczepiłam Mateusza, bo myślałam, że nauczy mnie tańczyć breakdance. Widziałam, jak to robi na korytarzu w akademiku AFW. Poprosiłam naszego wspólnego kolegę, by mnie do niego zaprowadził. Byłam zapaloną tancerką, przez pięć lat trenowałam hip-hop i stwierdziłam, że ten chłopak na pewno mnie czegoś nowego nauczy.

Mateusz: Tylko że ja nie trenowałem breakdance’u, tylko akrobatykę (śmiech).

Pamela: Zaproponował, że nauczy mnie robić salto. Nigdy wcześniej tego nie próbowałam, więc ochoczo się zgodziłam.

Mateusz: I tak przez cały rok chodziliśmy wspólnie na salę treningową na uczelni.

Pamela: Spotykaliśmy się codziennie i przez ten czas bardzo się zaprzyjaźniliśmy. On uczył mnie akrobatyki, ja go trochę tańca. Okazało się, że podobnie myślimy o życiu, miłości, pracy. Można powiedzieć, że połączyła nas wspólna pasja.

Czytaj też: Fit Lovers zaskoczyli fanów! Pamela i Mateusz ogłosili ciążę w święta

– Skoro byliście przyjaciółmi, to pewnie radziliście się siebie nawzajem w sprawach sercowych?

Pamela: Zawsze trzymałam kciuki za jego związki. Ale po roku, gdy oboje byliśmy już sami, Mateusz powiedział mi, że nigdy nie zaakceptuje innego mężczyzny u mojego boku i uważa, że powinniśmy być razem. Pomyślałam, że może rzeczywiście niepotrzebnie szukam nie wiadomo kogo, a najważniejsza osoba jest tak blisko.

Mateusz: Nasze uczucie rodziło się powoli. I jeśli pytasz o „grom z jasnego nieba”, to nie, nie strzelił w nas. Połączyło nas to, że jesteśmy do siebie bardzo podobni. Mamy takie samo podejście do życia, jesteśmy pozytywni, lubimy żartować i zawsze byliśmy dla siebie wyrozumiali.

– Jesteście ze sobą niemal 24 godziny na dobę. Nie potrzebujecie czasem od siebie odpocząć?

Mateusz: Jak Pamela idzie na paznokcie, to wtedy od siebie odpoczywamy (śmiech).

Pamela: Mamy ten sam cel, oboje jesteśmy za coś odpowiedzialni, tworzymy małą drużynę – nie jesteśmy sobą znudzeni ani zmęczeni. Nigdy nawet przez myśl mi nie przeszło, że na przykład byłoby fajnie, gdyby Mateusza nie było w domu.

– Znaleźliście się w gronie osób, które przełamują stereotyp, że ludzie po AWF-ie zostają nauczycielami wychowania fizycznego albo trenerami fitnessu.

Mateusz: Nasza droga do miejsca, w którym się teraz znaleźliśmy, była długa, pełna poświęceń i ryzykownych decyzji. Tak naprawdę ja na AWF poszedłem tylko po to, żeby mieć dostęp do sali gimnastycznej. Nie wiedziałem wtedy, co będę w życiu robić, ale wiedziałem, co kocham robić. Mieszkałem więc nad salą, schodziłem do niej w klapkach, skakałem 10 godzin, wracałem do pokoju, jadłem, szedłem na wykłady i znowu na salę, żeby skakać. Wiedziałem, że kiedyś to moje skakanie przekuję w sukces.

Pamela: Nie od razu mieliśmy świetny plan na życie. Po studiach zaczęliśmy, standardowo, pracę w klubach fitness. Byliśmy trenerami personalnymi, pracowaliśmy w fitness korporacjach.

Fit Lovers, Viva! 23/2018
Fit Lovers, Viva! 23/2018 Fot. Michał Kar

– Chcieliście czegoś więcej niż praca dla kogoś?

Pamela: Zbuntowaliśmy się. Nie chcieliśmy, jak wszyscy po AWF, iść tą samą drogą. Taka praca nas bardzo ograniczała i pozbawiała możliwości robienia tego, co kochamy najbardziej. Co z tego, że całe dnie spędzaliśmy w klubach fitness, jak po kilkunastu treningach dziennie z klientami nie mieliśmy czasu na to, żeby zrobić swój własny trening. Przestaliśmy mieć siłę na robienie czegoś, co kochaliśmy od dziecka. Nasza pasja przestała dawać nam radość. Chcieliśmy zacząć działać na własnych zasadach, a nie kierownictwa.

– Postanowiliście wszystko rzucić z dnia na dzień?

Mateusz: Tak, u nas nic nie dzieje się stopniowo. Jak podejmujemy decyzję, że coś jest warte zmiany, odrzucamy wszystkie rzeczy. Z dnia na dzień podjęliśmy decyzję, że rzucamy pracę i idziemy na swoje. Założyliśmy swoje ministudio treningu personalnego. Przez rok ciężko pracowaliśmy, zainwestowaliśmy mnóstwo pieniędzy. Już wtedy raczkował nasz blog, na którym publikowaliśmy przepisy. I nagle trafiliśmy do Warszawy na nagranie programu w telewizji śniadaniowej. Tam usłyszeliśmy, że jesteśmy fajni, ale nawet nie biorą nas zazwyczaj pod uwagę przy programach, bo mieszkamy w Trójmieście. Wróciliśmy do domu i jeszcze tej samej nocy podjęliśmy decyzję o przeprowadzce do Warszawy.

Pamela: W Gdyni mieliśmy już stabilną sytuację zawodową, wypracowaną pozycję, zarabialiśmy. Ale zaczęliśmy prowadzić swoje kanały w social mediach i zaczęło nam się podobać, że docieramy do dużej liczby osób. Pomyśleliśmy, że Warszawa może być szansą na nasz rozwój zawodowy.

– Wasze filmiki to była zupełnie nowa jakość. Przede wszystkim robione z dużym poczuciem humoru i dystansem. Ale niektórym to się nie podobało…

Pamela: Jak we wszystkim zawsze znajdą się krytykanci. Na samym początku głównie wyśmiewali nas, że jesteśmy pajacami, a my chcieliśmy pokazać, że bycie fit to radość i zabawa, a nie smutne życie z wyrzeczeniami. Udowodnić zwykłym ludziom, którzy chcą o siebie zadbać, że nie trzeba robić wszystkiego na 100 procent – wystarczy regularność i pozytywne podejście, a wszystko będzie ok. Wydaje mi się, że właśnie za to ostatecznie ludzie nas polubili.

Mateusz: Wszystko zrobiliśmy sami, od podstaw, i bardzo spontanicznie. Nie mieliśmy żadnego planu ani oczekiwań. Sześć lat temu social media nie były aż tak popularne jak teraz. Nie spodziewaliśmy się, że to może przerodzić się w nasz sposób na życie.

Czytaj też: Joanna Racewicz odpowiada na krytykę po „samoślubie”. Tak tłumaczy symbolikę ceremonii

Fit Lovers, Viva! 23/2018
Fit Lovers, Viva! 23/2018 Fot. Michał Kar

– Jesteście pozytywni. To widać na pierwszy rzut oka. To dość niepolskie podejście…

Pamela: Wiem. I często to słyszymy.

Mateusz: Staramy się myśleć tylko o dobrych rzeczach, nie skupiać się na negatywnych emocjach, bo to ściąga w dół. Nie krytykujemy, a jeśli chodzi o ocenę, to wolimy oceniać siebie niż innych.

– Skąd się wzięliście tacy optymistyczni i pozytywnie zakręceni?

Pamela: Nasi rodzice są tacy. Chyba że czasem naoglądają się za dużo telewizji (śmiech).

Mateusz: W Polsce włączasz wiadomości i nie słyszysz żadnej pozytywnej rzeczy, bo ludzie lubią dramy. I zapominają, że skupianie się na takich rzeczach wchodzi potem w nawyk. Zapominasz, że wewnętrznie jesteś pogodnym i miłym człowiekiem.

– To, że jesteście wysportowani, pomogło Wam podczas „Ameryka Express”?

Mateusz: Może nie tyle sprawność i kondycja, a cechy charakteru, które udało nam się wypracować przez lata treningu. Nie poddajemy się łatwo, jesteśmy zahartowani. Wiemy, co to ból, dyskomfort i że z dobrym nastawieniem jesteśmy w stanie to przezwyciężyć.

– Spodziewaliście się, że może być tak trudno?

Pamela: Nie. Ale nawet gdybyśmy wiedzieli, to i tak byśmy się zdecydowali. Zawsze chcieliśmy wziąć udział w programie telewizyjnym, przeżyć taką ekstremalną przygodę.

– Jesteście gwiazdami social mediów, YouTube’a. Po co Wam jeszcze telewizja?

Pamela: To jest zupełnie nowe doświadczenie. A my lubimy robić nowe rzeczy, rozwijać się.

Mateusz: Wychowaliśmy się na telewizji, więc dostaliśmy szansę, żeby zobaczyć wszystko od podszewki. Ale social mediów nie rzucimy. Za bardzo to lubimy.

– Ludzie oskarżają Was, że sprzedajecie swoją prywatność. Nawet film z zaręczyn wrzuciliście do sieci.

Mateusz: My nasz kanał traktujemy jako nasz pamiętnik. Zresztą ja uwielbiam kręcić filmy, ale nie wszystkie wrzucam. Lubimy dzielić się z ludźmi pozytywnymi emocjami. Co w tym złego? To są tylko momenty.

Pamela: Wejdźmy na Facebooka czy Instagram – nie ma znajomego, który by nie pokazał zaręczyn, zdjęć ze ślubu czy nowo narodzonego dziecka. To przecież też są rzeczy prywatne. Trzeba spojrzeć w lustro, a dopiero potem krytykować. Przynajmniej ja tak robię. Nauczyłam się nie oceniać ludzi, zanim nie spojrzę na siebie i nie stwierdzę, że może też tak bym zrobiła. Dużo osób odziera się z prywatności, jeśli to tak nazwać, tylko my mamy więcej odbiorców.

Fit Lovers, Viva! 23/2018
Fit Lovers, Viva! 23/2018 Fot. Michał Kar

– To jak było z Waszymi zaręczynami?

Mateusz: Wymyśliłem, że na rocznicę zabiorę Pamelę do Las Vegas i tam poproszę ją o rękę. Wszystko sobie dokładnie przemyślałem. Na szczęście Pamela nic nie podejrzewała.

Pamela: Dla mnie to był szok. Cały dzień mieliśmy totalnie pod górkę. Najpierw na autostradzie zabrakło nam benzyny. Jeśli zastanawiacie się, czy budki telefoniczne na autostradach amerykańskich działają, to mogę wam powiedzieć, że działają. W końcu przyjechała jakaś pomoc, zapłaciliśmy kupę pieniędzy, jechaliśmy potwornie długo. Ale w końcu Mateusz obudził mnie pod wypożyczalnią sportowych samochodów i powiedział, że w ramach rocznicowej niespodzianki mogę sobie wybrać auto, którym będziemy jeździć po Las Vegas. Ucieszyło mnie to, bo oboje jesteśmy fanami motoryzacji. Katalog aut był spory. Niektórych z nich nawet wcześniej nie widziałam na zdjęciach (śmiech) – wybrałam dla nas zielone lamborghini. Pojechaliśmy nim do Czerwonego Kanionu. Każde z nas pamięta co innego. Ja, że tam było bardzo romantycznie, zachodziło słońce, a Mateusz…

Mateusz: A ja, że rozstawiałem statyw (śmiech). Zestresowałem się. Pamela dobrze mnie zna, wie, kiedy coś knuję. Starałem się postępować tak, żeby myślała, że nadal nagrywamy filmik z naszego wyjazdu. Marzyłem, żeby ta chwila była dla niej niespodzianką, którą zawsze będzie dobrze wspominać. Postawiłem w końcu ten statyw i powiedziałem, że teraz zrobimy zdjęcie na samowyzwalaczu. Zamiast zdjęcia nacisnąłem REC, podbiegłem do niej i stało się. Klęknąłem i wyciągnąłem pierścionek…

Pamela: A potem poprosił mnie o rękę. I mimo że tyle się znamy, nie mogłam w to uwierzyć. Zastanawiałam się, czy to się dzieje naprawdę. Aż zaczęłam się trząść. Widziałam, że Mateusz też się trzęsie – z podniosłości tej chwili, ale się nie przyzna.

Mateusz: Mi było zimno (śmiech).

– To kiedy weźmiecie ślub?

Mateusz: O ślubie na razie nie myślimy. Chcemy nacieszyć się narzeczeństwem. To piękny i nowy stan dla nas.

– Znaleźliście się w świecie, w którym jesteście poddawani nieustającej ocenie.

Pamela: Tak, jesteśmy, ale hejtem się nie przejmujemy. Dostajemy bardzo dużo pozytywnych wiadomości i komentarzy. Cieszymy się, że zainspirowaliśmy i zmotywowaliśmy mnóstwo osób. To na nich wolimy się skupiać.

Mateusz: Naszym sukcesem są ludzie, którzy nas obserwują. Nazywamy ich EL WARIATO.

– Czym tak naprawdę się zajmujecie?

Pamela: Z wykształcenia jesteśmy trenerami, ja również dietetyczką. Mamy swoją platformę, gdzie pomagamy z treningami i dietą. Prowadzimy nasze kanały social media, które obserwuje aktualnie około trzech milionów ludzi. Tworzymy treści mające na celu inspirowanie do zmian, pokazujemy naszą drogę i spojrzenie. Oprócz tego mamy swoje biznesy – markę odzieżową oraz nowo powstałą linię kosmetyków naturalnych.

Mateusz: Taki fit lifestyle.

Fit Lovers, Viva! 23/2018
Fit Lovers, Viva! 23/2018 Fot. Michał Kar

– Dzięki swojej pasji staliście się sławni. Fajnie jest być sławnym?

Mateusz: Wiadomo, że są dwie strony medalu. Jak mamy dużo wolnego czasu, jesteśmy na wydarzeniach, to nie przeszkadza nam to, że ktoś nas zaczepia, chce pogadać, zrobić zdjęcie, poprosi o autograf. Wtedy chętnie to robimy, bo doceniamy również czas, który te osoby poświęciły nam w internecie. Ale czasami musimy odmówić, a to jest straszne powiedzieć „nie”. Wtedy pamiętasz to do końca dnia…

– A potem usłyszysz, że jesteś niemiły?

Pamela: Czasem nawet, że woda sodowa nam uderzyła do głowy. Ale ludzie nie zastanawiają się, dlaczego odmówiliśmy, że złapali nas w prywatnych sytuacjach, w strefie ciszy w pociągu czy na chrzcinach w kościele.

Mateusz: Bywa ciężko.

Pamela: Każdy zna cenę popularności.

Mateusz: Ale jak ktoś sika obok mnie do pisuaru i mówi, że jego syn mnie ogląda… to wtedy robi się dziwnie i nawet już zabawnie (śmiech).

– Jaki jest Wasz przepis na dobry związek?

Mateusz: Rozmowa. Warto komunikować sobie, co jest nie tak. Trzeba też ciągnąć się w górę. Jeśli widzimy, że nasz partner ma jakąś pasję, zainteresowania, nie powinniśmy tego krytykować, a wspierać go w tym.

Pamela: Związek to też praca. Nic samo się nie zrobi. Trzeba kompromisu, otwartości i miłości budowanej poprzez przyjaźń.

Fit Lovers, Viva! 23/2018
Fit Lovers, Viva! 23/2018 Fot. Michał Kar
Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Google.
Reklama
Reklama
Reklama
Loading...