Reklama

Po publikacji nagrania w mediach społecznościowych wokół wydarzenia pojawiło się wiele komentarzy i różnych interpretacji. Joanna Racewicz zdecydowała się odnieść do nich w programie „Dzień Dobry Wakacje”, wyjaśniając, że jej decyzja nie miała podważać znaczenia małżeństwa ani kwestionować tradycyjnego rozumienia ślubu. Jak zaznaczyła, była to osobista ceremonia zamykająca ważny etap życia i symboliczna obietnica pozostania po swojej stronie.

Joanna Racewicz wyjaśniła, dlaczego użyła słowa „ślub”. „To jest obietnica złożona samej sobie"

Odnosząc się do reakcji, jakie pojawiły się po publikacji nagrania, Joanna Racewicz zaznaczyła, że rozumie, dlaczego sama forma ceremonii mogła budzić skojarzenia z tradycyjnym ślubem. Podkreśliła jednak, że od początku zależało jej na wyjaśnieniu własnych intencji. Jak mówiła, nie chciała nikogo przekonywać do swojego sposobu myślenia ani kwestionować znaczenia małżeństwa.

„Rozumiem, że biała suknia i słowo „ślub” dla wielu osób są zarezerwowane dla tradycyjnej ceremonii, związku kobiety i mężczyzny. Absolutnie to szanuję i nie chciałam tego naruszać. Ja też byłam żoną — wiem, co znaczy obrączka, przysięga. Wiem, co to znaczy dotrzymać jej do ostatniego tchnienia. Nie chciałam rzucać nikomu wyzwania ani robić manifestu. To jest obietnica złożona samej sobie” — powiedziała.

Dziennikarka odniosła się również do samego znaczenia słowa „ślub”. Zaznaczyła, że w jej rozumieniu nie odnosi się ono wyłącznie do ceremonii zawarcia małżeństwa, ale również do publicznie składanej przysięgi, znanej z wielu innych sfer życia.

„Słowo „ślub” od lat oznacza uroczystą przysięgę złożoną publicznie, przy świadkach, na wierność jakimś przekonaniom. Ślubują żołnierze, uczniowie, policjanci, harcerze, lekarze. O tym jest moja przysięga — to jest słowo dane samej sobie, że już się nie opuszczę” — podkreśliła.

Joanna Racewicz, VIVA! 15/2023
Joanna Racewicz, VIVA! 15/2023 fot. Piotr Porębski

„Nie wszyscy muszą to rozumieć”. Joanna Racewicz o symbolice ceremonii i relacji z samą sobą

W dalszej części rozmowy Joanna Racewicz wyjaśniła, że od początku miała świadomość, iż nie każdy odbierze jej decyzję w taki sam sposób. Zwróciła jednak uwagę, że symbole od wieków towarzyszą ludziom i często pomagają wyrazić emocje lub wartości, których trudno oddać samymi słowami. W jej ocenie właśnie taki charakter miała również symboliczna ceremonia.

„Nie wszyscy muszą to rozumieć. To był dla mnie symbol. Ludzie od pokoleń używają symboli, żeby pokazać coś, co jest ważniejsze i większe niż słowo. Zapalamy znicze, dajemy kwiaty” — mówiła.

Jak zaznaczyła, w jej przekonaniu troska o siebie i akceptacja własnej osoby są fundamentem budowania zdrowych relacji z drugim człowiekiem: „To nie jest zakon ani celibat. Uważam, że tylko ktoś, kto kocha sam siebie i jest pogodzony ze sobą, jest w stanie dać prawdziwe uczucie drugiemu człowiekowi. Nie chce się przeglądać na siłę w jego oczach, ale wie, że jego wartość jest tutaj, w sercu. To o tym jest ta cała ceremonia.”

Joanna Racewicz, VIVA! 15/2023
Joanna Racewicz, VIVA! 15/2023 fot. Piotr Porębski
Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Google.
Reklama
Reklama
Reklama
Loading...