Reklama

Joanna Racewicz po raz kolejny zdobyła się na bardzo osobiste wyznanie. Dziennikarka opublikowała w mediach społecznościowych relację z symbolicznego „ślubu ze sobą” – ceremonii, która stała się dla niej zwieńczeniem ważnej życiowej drogi. Nie zabrakło wzruszenia, szczerych słów i refleksji o powrocie do samej siebie. „Ja. Panna młoda. Dość dorosła. Na własnym ślubie” – napisała, wyjaśniając, dlaczego ten wyjątkowy moment miał dla niej tak głębokie znaczenie.

Joanna Racewicz pokazała wyjątkową ceremonię

Na swoim Instagramie Joanna Racewicz opublikowała nagranie z wydarzenia, które określiła jako symboliczny „ślub ze sobą”. Już pierwsze słowa wpisu nie pozostawiają wątpliwości, jak ważna była to dla niej chwila.

Ja. Panna młoda. Dość dorosła. Na własnym ślubie” – napisała.

Ceremonia miała symboliczny charakter i, jak wyjaśniła dziennikarka, była przede wszystkim doświadczeniem o terapeutycznym znaczeniu. W opublikowanym nagraniu nie kryła wzruszenia, a cały wpis stał się bardzo osobistą opowieścią o odzyskiwaniu siebie.

„Nie wiem, kiedy zaczęłam od siebie odchodzić”

Racewicz zdecydowała się otwarcie opowiedzieć o tym, co przez lata działo się w jej życiu. Przyznała, że w pewnym momencie ważniejsze od własnych potrzeb stały się oczekiwania innych ludzi.

Nie wiem, kiedy zaczęłam od siebie odchodzić. Może wtedy, kiedy ważniejsze stało się to, czego oczekują inni. Albo, kiedy uczyłam się być dzielna. Lata pogoni, przymusu, wymagań, ocen, krytyki” – wyznała.

To właśnie te doświadczenia sprawiły, że symboliczna ceremonia nabrała dla niej szczególnego znaczenia. Nie była próbą stania się kimś innym, ale momentem zatrzymania i spojrzenia na siebie z większą uważnością.

Przełom przyszedł dzięki spotkaniu z „siostrami”

W swoim wpisie Joanna Racewicz wspomniała także o kobietach, które zaprosiły ją do specjalnego projektu. Jak podkreśliła, ich wsparcie nie polegało na przekonywaniu jej do zmian.

Nie obiecały, że stanę się kimś innym. Nie powiedziały, że trzeba mnie naprawić. Nie zmuszały do bycia „lepszą wersją siebie”. Przypomniały tylko, że przez cały ten czas wystarczyło wrócić do siebie. Do źródła” – napisała.

To właśnie ten moment, jak można przeczytać w jej relacji, stał się początkiem drogi prowadzącej do symbolicznej ceremonii.

„Moja najpiękniejsza ceremonia”

Najbardziej poruszający fragment wpisu Joanna Racewicz zostawiła na koniec. Wyjaśniła, czym naprawdę był dla niej symboliczny ślub.

Symboliczny ślub ze sobą. Moja najpiękniejsza ceremonia. Moment, w którym pierwszy raz od lat możesz powiedzieć: „Wybieram siebie”. Ta chwila zostawia spokój. Czułość. Łagodność. Poczucie bezpieczeństwa. Obietnice, że będziesz po swojej stronie” – napisała.

Te słowa stały się najważniejszym przesłaniem całej publikacji. Dziennikarka opisała ceremonię jako zwieńczenie długiej drogi i doświadczenie, które przyniosło jej spokój, czułość i poczucie bezpieczeństwa.

Projekt, o którym wspomniała Joanna Racewicz, opiera się na idei sologamii, czyli symbolicznego „ślubu z samym sobą”. Tego rodzaju ceremonia ma być wyrazem samoakceptacji, troski o własne potrzeby i świadomego wyboru siebie. Jej celem jest zachęcenie uczestników do zatrzymania się, spojrzenia na własną drogę i skupienia na osobistym rozwoju. Warto podkreślić, że sologamia ma wyłącznie symboliczny charakter i nie wiąże się z żadnymi skutkami prawnymi.

Historia, o której wielu pamięta

Joanna Racewicz we wrześniu 2004 r. wyszła za porucznika Pawła Janeczka. Zginął on tragicznie w katastrofie smoleńskiej. Małżeństwo doczekało się syna Igora.

Najnowszy wpis pokazuje zupełnie inny rozdział życia dziennikarki. Symboliczny „ślub ze sobą” stał się dla niej ważnym gestem i osobistą deklaracją, którą zamknęła prostymi, ale mocnymi słowami: „Wybieram siebie”.

gf-zK8s-Stdd-whKa_joanna-racewicz-6-j
Instagram @joannaracewicz
gf-DHJs-H5vU-odVJ_joanna-racewicz-6-j
Instagram @joannaracewicz
Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Google.
Reklama
Reklama
Reklama
Loading...