Po latach wyjawiła gorzką prawdę o swoim udziale w "Tańcu z gwiazdami": „Byłam na lekach, płakałam”. Tylko u nas Sandra Kubicka w „Ocal siebie”
Na ekranie uśmiechała się i walczyła o kolejne odcinki „Tańca z gwiazdami”. Po powrocie do domu płakała. W szczerej rozmowie z Ewą Chodakowską w podcaście „Ocal siebie” Sandra Kubicka po raz pierwszy tak otwarcie opowiada o depresji, hejcie, aferze z psem, która przysłoniła jej udział w programie, i o tym, dlaczego właśnie ten czas paradoksalnie odmienił całe jej życie.
To jedno z najbardziej osobistych wyznań Sandry Kubickiej. W rozmowie z Ewą Chodakowską opowiada o cenie popularności, pierwszym zetknięciu z depresją, leczeniu psychiatrycznym oraz o tym, dlaczego mimo bolesnych doświadczeń do dziś uważa udział w „Tańcu z gwiazdami” za punkt zwrotny w swoim życiu.
Sandra Kubicka: „Taniec z gwiazdami” zmienił moje życie. „Ja mu płakałam, że chcę z powrotem do Polski”
Choć wielu osobom udział w tanecznym show kojarzy się przede wszystkim z rywalizacją i wielkimi emocjami na parkiecie, dla Sandry Kubickiej był początkiem znacznie większej życiowej zmiany. Po raz pierwszy od dawna funkcjonowała według stałego rytmu dnia. Każdy dzień miał swój plan, treningi, pracę na planie i ludzi, z którymi spędzała czas. To właśnie ta codzienność sprawiła, że zaczęła wyobrażać sobie życie w Polsce.
Jak wspominała w rozmowie z Ewą Chodakowską: „Taniec z Gwiazdami zmienił moje życie. Bo przyleciałam wtedy tu na dłużej, na te trzy miesiące i miałam rutynę codziennie, wiedziałam, że mam trening. Mieszkałam w Warszawie. Mój narzeczony ze mną przyleciał, więc miałam go pod ręką. Codziennie chodziłam na plan. Byli ci sami ludzie, było bardzo fajnie. I zżyłam się z tym stylem życia. Do tego stopnia, że jak wylatywaliśmy stąd, jak już odpadłam w półfinale, jak wylatywaliśmy stąd z powrotem do Miami, to ja mu płakałam, że ja chcę z powrotem do Polski. Mój partner był gotowy przeprowadzić się ze mną do Polski.”
Sandra przyznała, że właśnie wtedy odkryła, jak bardzo brakowało jej poczucia stabilizacji. Ten wyjątkowy czas został jednak gwałtownie przerwany przez wydarzenia, które na wiele tygodni zdominowały medialną narrację.

„Na wizji Polsatu musiałam udowadniać, że ten pies żyje”
W trakcie emisji programu modelka znalazła się w centrum jednej z najgłośniejszych internetowych afer tamtego okresu. Chodziło o sprawę psa, którego wcześniej przygarnęła od Joanny Opozdy. Po oddaniu zwierzęcia rozpętała się burzliwa dyskusja w mediach społecznościowych i portalach plotkarskich. Skala hejtu była tak duża, że temat zaczął całkowicie przysłaniać jej udział w programie.
Jak wyznała dziś: „Był fizycznie, był psychicznie, bo też właśnie nagle doświadczyłam pierwszej afery w swoim życiu. Bo był to taki piękny moment dla mnie. Wow, wielki program, taniec. I nagle przykleiła się do mnie afera, która była na skalę całej Polski. I do tego stopnia, że ja na wizji Polsatu musiałam udowadniać, że ten pies żyje.”
To doświadczenie okazało się dla niej pierwszym zetknięciem z tak ogromną falą publicznej krytyki. Jak przyznaje, zamiast rozmawiać o jej występach i pracy na parkiecie, opinia publiczna skupiała się wyłącznie na aferze, która wykraczała daleko poza sam Internet.
„Byłam na lekach, uśmiechałam się do kamer”. Sandra Kubicka pierwszy raz tak szczerze o depresji podczas „Tańca z gwiazdami”
Najbardziej poruszająca część rozmowy dotyczy jednak tego, co działo się poza kamerami. Sandra Kubicka po raz pierwszy tak otwarcie opowiedziała o tym, że właśnie w czasie udziału w programie usłyszała diagnozę depresji.
Jak wspominała, przełomowym momentem była sytuacja w centrum handlowym, kiedy nieznajoma osoba zaczepiła ją i nazwała „morderczynią zwierząt”. To był moment, w którym zrozumiała, że internetowy hejt przeniósł się do realnego życia.
„Pamiętam, jak właśnie po tej całej aferze, gdy wybuchło to i w tym centrum handlowym ta kobieta do mnie podeszła i [nazwała mnie] morderczynią zwierząt. To było na taką skalę, że moja mama dostawała wiadomości, do mojej babci podchodzili i naprawdę miałam wrażenie, że Polska bardziej żyła tym i nie skupiali się na moim tańcu, na tym, że próbuję, że robię coś nowego, że przestali mnie słuchać.”

Z zewnątrz wszystko wyglądało idealnie. Kamery rejestrowały kolejne występy, uśmiechy i profesjonalizm. W rzeczywistości Sandra każdego dnia mierzyła się z coraz większym cierpieniem. W końcu postanowiła poszukać pomocy specjalisty. Jak przyznała, sama nie rozumiała, co się z nią dzieje.
„Wracałam i płakałam. Ja nie wiedziałam, dlaczego płaczę. Wracałam do mojego partnera, on też nie wiedział, o co chodzi i poszłam wtedy pierwszy raz do lekarza, żeby się dowiedzieć, co mi jest. Psychiatra powiedział, że to jest depresja. Więc zaczęłam brać leki, będąc w ‘Tańcu z Gwiazdami’. Byłam na lekach, uśmiechałam się do kamer, byłam bardzo profesjonalna. Później wracałam do domu i płakałam” – opowiadała.
To właśnie wtedy zrozumiała, jak złudny potrafi być obraz znany widzom z telewizji: „To jest ciekawy okres, bo jednocześnie on zmienił moje życie pod tym kątem, że przez ‘Taniec z Gwiazdami’ powtarzam, że ja tutaj jestem dzisiaj. Ale jednocześnie też to mi pokazało, że można być przed kamerami i wszystko pięknie wygląda, a za kulisami jest troszeczkę inaczej.”
Choć tamten czas był jednym z najtrudniejszych w jej życiu, właśnie wtedy narodziła się decyzja, która z perspektywy lat okazała się przełomowa. Po zakończeniu programu wróciła do Miami, ale – jak sama przyznaje – sercem była już w Polsce. „Ja wróciłam do Miami z moim partnerem i dalej płakałam, że chcę do Polski. Ja wróciłam do tej Polski, tylko bez niego” – podsumowała.
Całe wideo znajdziecie na naszym YouTube. Zapraszamy do oglądania.
Chcesz zobaczyć tę treść?
Aby wyświetlić tę treść, potrzebujemy Twojej zgody, aby YouTube i jego niezbędne cele mogły załadować treści na tej stronie.
