Od ponad 20 lat ubiera największe polskie gwiazdy. Stoi za wizerunkiem Edyty Górniak, Oliwii Bieniuk i wielu innych. Współtworzyła najpiękniejsze sesje dla VIVY!, które przeszły do historii. W sieci funkcjonuje jako Czaja Wyczaja. Jak dotarła do miejsca, w którym jest teraz, czy świat mody od początku ją kręcił i jak wygląda szafa Joli Czai, sprawdzała Katarzyna Piątkowska.
WIDEO…
Jola Czaja w wywiadzie VIVY! o kulisach pracy stylisty
– Wiele razy w życiu słyszałaś, że to, co chcesz osiągnąć, jest poza Twoim zasięgiem?
Nie zliczę, ile razy.
– Ale nigdy się nie poddałaś.
Po prostu spotykałam na swojej drodze ludzi, którzy mówili: „Jola, nie maż się” i pomagali mi zmienić kierunek działań.
– Chcesz powiedzieć, że to, że zostałaś jedną z najlepszych polskich stylistek, było przypadkiem i zawdzięczasz to nie sobie, a komuś?
Tak, bo ja marzyłam o tym, żeby pracować w branży filmowej.
– Ty wiesz nie tylko, jak ubrać gwiazdy, ale też zwykłe kobiety, jakie spotykasz na ulicach.
Tak. I nie wstydzę się prawić im komplementy, nawet jeśli ich stylizacja nie jest moją zasługą (śmiech). Ostatnio wysiadałam z tramwaju i zobaczyłam fantastycznie ubraną, mniej więcej 65-letnią kobietę. Powiedziałam jej, że wspaniale wygląda. Wieczorem miałam od niej wiadomość w skrzynce, że bardzo mi dziękuje, bo zrobiłam jej dzień. Moja praca z Czaja Wyczaja polega na tym, że w kontekście mody szukam osobowości na ulicy. Uwielbiam komplementować Polki, które już teraz są świetnie ubrane.
– Dlaczego mówisz: „Już teraz”?
Zawsze byłyśmy uważane za ładne, ale za niemodne i niestylowe. Na szczęście to się zmienia.
Jola Czaja, Viva! 18/2026
– Ubranie jest ważne?
Oczywiście. Gdyby nie było ważne, chodzilibyśmy na golasa, jak na plaży nudystów. Dom to jest prywatna wyspa i tam możesz zachowywać się i ubierać, jak chcesz. Ale jak wychodzisz na ulicę, do pracy, na spotkanie, wkładasz ubranie-zbroję, które pozwala czuć się albo silnym, albo słabym. Sprawia, że inaczej się poruszasz, że się prostujesz. W zależności od niego zmienia się mowa ciała. Strój zmienia nie tylko zewnętrznie, ale też wewnętrznie. Buduje postać. Ubieram teraz Krzysztofa Czeczota do programu „Omnibus – szybcy i mądrzy”. W życiu prywatnym on jest mężem, ojcem, po prostu mężczyzną. W studiu jest dziennikarzem i musi być do tej roli odpowiednio ubrany.
– Praca stylisty nie polega jedynie na przynoszeniu ubrań ze sklepów.
Stylista często jest takim combo, bo ubierze, wysłucha, doradzi. Nazywam to combo stylistyczno-psychologiczne. Muszę być psychologiem, żeby wysłuchać, to jedno, ale też, żeby się zorientować, co człowiek, którego ubieram, lubi, w czym się czuje dobrze. Muszę wziąć pod uwagę, w jakich okolicznościach będzie w danym stroju się pokazywał. Nie mogę przekroczyć granicy ani przestraszyć swoją wizją. Jestem doradcą, który porządkuje wizerunek i chaos w domach u innych.
– Zdarzyło się, że dzięki temu, co robisz, zmieniłaś czyjeś życie?
Nie jeden raz. [...] Kiedyś w Wydawnictwie Edipresse miałam schowek na ciuchy. Pewnego dnia przy recepcji zobaczyłam kobietę, która przyszła na spotkanie. Podeszłam do niej i powiedziałam, że mam sukienkę, którą ona musi mieć. Odkupiła ją za jakieś grosze. Wyobraź sobie, że poszła w tej sukience na randkę ze swoim chłopakiem i on jej się oświadczył!
Cały wywiad w nowym numerze VIVY! Magazyn dostępny w punktach sprzedaży od czwartku, 24 września.
Jola Czaja, Viva! 18/2026