Dziś trudno wyobrazić sobie polski show-biznes bez jej wyczucia stylu, oka do detalu i charakterystycznej intuicji. Jola Czaja od lat pracuje z największymi gwiazdami i współtworzy ich wizerunek, ale jej własna historia wcale nie zaczęła się od mody. W rozmowie z VIVĄ! wraca do momentów, które nieoczekiwanie skierowały ją na zupełnie inną drogę, niż planowała.
WIDEO…
Czaja Wyczaja w VIVIE! Jak zaczęła się jej kariera?
– Jesteś stylistką, która ma na koncie setki sesji dla VIVY! Przez ponad 20 lat współtworzyłaś najlepsze okładki. Pracowałaś z największymi polskimi gwiazdami, a z niektórymi się zaprzyjaźniłaś i dzisiaj dbasz o ich wizerunek. W sieci działasz jako Czaja Wyczaja. Pracujesz w telewizji. Po raz pierwszy trafiłaś do VIVY! w zupełnie innej roli.
Moja mama Emilia popłacze się z radości, że udało mi się osiągnąć coś niemożliwego. [...]
– Chcesz powiedzieć, że to, że zostałaś jedną z najlepszych polskich stylistek, było przypadkiem i zawdzięczasz to nie sobie, a komuś?
Tak, bo ja marzyłam o tym, żeby pracować w branży filmowej.
– Teraz jesteś bardzo blisko, bo przecież świat, w którym pracujesz od ponad 20 lat, w jakiś sposób jest z filmem związany.
Ale ja chciałam studiować reżyserię albo filmoznawstwo. Cokolwiek, co byłoby związane z filmem. Oglądałam wszystkie programy „Kocham kino” Grażyny Torbickiej i „Perły z lamusa”, które prowadzili Zygmunt Kałużyński i Tomasz Raczek. Godziny przesiedziałam w kinie. Właściwie się w nim wychowałam. Wiele lat później Mona May, projektantka kostiumów filmowych, między innymi do słynnego filmu „Clueless”, którą poznałam w Los Angeles, powiedziała mi, że to była jedyna słuszna droga edukacji jako stylisty. To kino nauczyło mnie widzieć postać w scenografii, jaką jest życie. Stylista widzi obrazami. Musi zwracać uwagę na kontekst, na obraz, kolor, sytuację, ruch i musi umieścić w tym swojego bohatera. Śmieję się, że mój mózg to taka AI, bo musi wyobrazić sobie ubranie na wieszaku, potem na osobie, a na koniec na osobie w konkretnej sytuacji.
– Musisz mieć jakiś zmysł artystyczny.
Ja miałam talent plastyczny. Kiedy miałam osiem lat, zaczęłam budzić się w nocy i na kartkach rysować ludki w różnych konfiguracjach, coś na kształt scenografii, tylko wtedy nie wiedziałam, co to jest. Bardzo chciałam iść do liceum plastycznego. Niestety moich rodziców nie było stać na to, żeby mnie wysłać do innego miasta. Nie chodziło tylko o sprawy finansowe. Po prostu nie mieli odwagi, by to zrobić. Potem, gdy już skończyłam liceum, nie mogli mi zabronić wyjechać z Gumnisk. Pamiętam, że mama powiedziała mi jedną ważną rzecz, którą się cały czas kieruję: „Żyj tak, żebyś niczego nie żałowała”. I powiedziała mi jeszcze, że nie zatrzyma mnie, bo nie chce, żebym za 10 czy 15 lat przyjechała do niej i powiedziała, że jestem nieszczęśliwa, bo ona zabroniła mi robić to, o czym marzyłam. I od początku wiedziałam, że za swoje czyny odpowiedzialna jestem tylko ja.
Jola Czaja, Viva! 18/2026
– Dokąd pojechałaś?
Nie dostałam się na reżyserię. Przez rok uczyłam się w studium fotograficznym we Wrocławiu, które dzisiaj jest bardzo renomowaną szkołą fotografii, a potem studiowałam dziennikarstwo na Uniwersytecie Jagiellońskim. I cały czas marzyłam o pracy związanej z filmem. Gdy okazało się, że musimy odbyć praktyki zawodowe w jakiejś redakcji, wymyśliłam, że pojadę do Warszawy do redakcji miesięcznika „Film” i poproszę o przyjęcie mnie na staż. Tak też zrobiłam, ale nie przewidziałam, że tam już wtedy pracowano zdalnie (śmiech). Gdy pojawiłam się znienacka w redakcji, redaktor naczelny powiedział: „Ależ dziecko, nasi dziennikarze pracują w domach”. I tyle było z realizacji moich marzeń.
– To pierwszy raz, kiedy los z Ciebie trochę zadrwił i wrzucił Cię na inne tory, niż sobie wymyśliłaś?
Nie pierwszy, bo przecież studia dziennikarskie nie były moim pierwszym wyborem. Ale też nie ostatni. Kiedy nie dostałam się na tę wymarzoną reżyserię, nie wiedziałam, dlaczego tak się stało. Ale to uleczona historia i nie ma co do niej wracać. Ale gdybym teraz mogła coś powiedzieć tej Joli, która beczała pod uczelnią, powiedziałabym jej, żeby się nie martwiła, bo zaraz będzie miała super życie.
– Ciekawi mnie, co samotna 19-latka zrobiła, gdy usłyszała odmowę w wymarzonej redakcji.
Miałam koleżankę, która była asystentką w studiu fotograficznym. Poszłam do niej i znów beczę, jak wtedy pod tym uniwersytetem. A ona mi mówi: „Jolcia, ty jesteś dorosła i jak dorosła się zachowuj”. Kazała mi kupić trzy najpopularniejsze wtedy kolorowe gazety, powiedziała mi, która redakcja jest najfajniejsza, bo coś tam o tym wiedziała, i namówiła mnie, żebym zadzwoniła. Poszłam więc do budki telefonicznej i dzwonię. Traf chciał, że redaktor naczelny przechodził akurat obok biurka sekretarki. A że jej nie było, to odebrał telefon i trafił na mnie. Tak go zagadałam, że kazał mi przyjść na spotkanie. Gdy przyszłam, na korytarzu zobaczyłam świetnego fotografa Roberta Wolańskiego, który akurat szykował się do sesji zdjęciowej z Kayah i z którym później wielokrotnie pracowałam. A przy tej sesji wylądowałam jako asystentka. I znów los był przewrotny, bo postawił na mojej drodze dwie osoby. Jedną, która nie widziała miejsca dla mnie w tamtej redakcji, i drugą, Anię Męczyńską, stylistkę i kostiumografkę, która pomogła mi stworzyć portfolio i namówiła, żebym zgłosiła się do właśnie powstającej VIVY! a
_____________________________________________________
Cały wywiad przeczytasz w najnowszym numerze magazynu VIVA!, który będzie dostępny w sprzedaży od czwartku 24 września.
Jola Czaja, Viva! 18/2026