Przez lata tworzyła wizerunki największych polskich gwiazd, ale jedna z tych historii na zawsze zajęła w jej życiu szczególne miejsce. Przez 12 lat Jola Czaja była stylistką Anny Przybylskiej, a ich zawodowa relacja szybko przerodziła się w bliskość, zaufanie i prawdziwą przyjaźń. Razem stworzyły pierwszy w Polsce duet gwiazda–stylista, który wyprzedził swój czas i zapisał się także w historii VIVY!.
WIDEO…
Jola Czaja do dziś pamięta Annę Przybylską jako kobietę niezwykle autentyczną, naturalną i wolną od pozy. To właśnie ta niewymuszona prawda sprawiała, że Polki jej ufały, inspirowały się nią i chciały być bliżej jej świata. Po śmierci aktorki Czaja zadbała także o wizerunek dorastającej Oliwii Bieniuk. W rozmowie z VIVĄ! wraca do relacji, która zaczęła się od mody, a z czasem stała się czymś znacznie ważniejszym.
Jola Czaja o wizerunku gwiazd. Tak od 20 lat ubiera największe polskie nazwiska | wywiad VIVY!
– Ubranie jest ważne?
Oczywiście. Gdyby nie było ważne, chodzilibyśmy na golasa, jak na plaży nudystów. Dom to jest prywatna wyspa i tam możesz zachowywać się i ubierać, jak chcesz. Ale jak wychodzisz na ulicę, do pracy, na spotkanie, wkładasz ubranie-zbroję, które pozwala czuć się albo silnym, albo słabym. Sprawia, że inaczej się poruszasz, że się prostujesz. W zależności od niego zmienia się mowa ciała. Strój zmienia nie tylko zewnętrznie, ale też wewnętrznie. Buduje postać. Ubieram teraz Krzysztofa Czeczota do programu „Omnibus – szybcy i mądrzy”. W życiu prywatnym on jest mężem, ojcem, po prostu mężczyzną. W studiu jest dziennikarzem i musi być do tej roli odpowiednio ubrany.
– Praca stylisty nie polega jedynie na przynoszeniu ubrań ze sklepów.
Stylista często jest takim combo, bo ubierze, wysłucha, doradzi. Nazywam to combo stylistyczno-psychologiczne. Muszę być psychologiem, żeby wysłuchać, to jedno, ale też, żeby się zorientować, co człowiek, którego ubieram, lubi, w czym się czuje dobrze. Muszę wziąć pod uwagę, w jakich okolicznościach będzie w danym stroju się pokazywał. Nie mogę przekroczyć granicy ani przestraszyć swoją wizją. Jestem doradcą, który porządkuje wizerunek i chaos w domach u innych.
– Zdarzyło się, że dzięki temu, co robisz, zmieniłaś czyjeś życie?
Nie jeden raz. Przyjaźniłam się z Anią Przybylską. Byłam pierwszą w Polsce osobistą stylistką gwiazdy. Gdy zmarła, zadbałam o wizerunek jej córki Oliwii Bieniuk. Ubierałam ją na 16. urodziny, na 17., na osiemnastkę. To było ważne, bo ona wchodziła w dorosłość i w świat show-biznesu z obciążeniem, jako córka znanej mamy, którą wszyscy kochali. A ja stworzyłam jej styl na dorosłe życie. Kiedyś w Wydawnictwie Edipresse miałam schowek na ciuchy. Pewnego dnia przy recepcji zobaczyłam kobietę, która przyszła na spotkanie. Podeszłam do niej i powiedziałam, że mam sukienkę, którą ona musi mieć. Odkupiła ją za jakieś grosze. Wyobraź sobie, że poszła w tej sukience na randkę ze swoim chłopakiem i on jej się oświadczył!
Jola Czaja, Viva! 18/2026
– Czujesz, że jesteś w dobrym miejscu?
Jestem dziś na takim etapie życia, że nie muszę już nikomu tłumaczyć, dlaczego jestem tu, gdzie jestem. Moje doświadczenie, praca i wszystko, co przeżyłam, są najlepszym świadectwem drogi, którą przeszłam. Zawsze jestem otwarta na rozmowę i ludzi, ale mam wreszcie ten cudowny komfort, że mogę, a nie muszę. Mogę wybierać projekty i osoby, z którymi chcę być. I bardzo cenię to, że zarówno zawodowo, jak i prywatnie otaczam się ludźmi, z którymi mamy do siebie zaufanie i przy których czujemy się bezpiecznie. Dla mnie właśnie to znaczy być w dobrym miejscu.
– Mówiłaś, że porządkujesz chaos w domach innych ludzi. A co z chaosem u Ciebie?
W domu jestem porządnicka. Mam malutką szafę, tak zwaną przesuwną. Mam w niej niewiele ubrań, ale odpowiednio nimi żongluję. Skupiam się na przykład na tym, ile mam zadań w ciągu tygodnia, ile wystąpień. Poza tym przemieszczam się tramwajem, metrem, autobusem i muszę mieć ubrania wygodne, funkcjonalne i ekonomiczne. Muszę móc je wyprać wieczorem, żeby wyschły na rano. Mam na tym tle totalną schizę – jak wracam do domu, zdejmuję ciuchy i od razu wrzucam do pralki.
– Zakładasz podomkę?
W tym roku Miuccia Prada w kolekcji Miu Miu pokazała nowoczesne podomki, ubrania robocze, by zwrócić uwagę na pracę kobiet, której nikt nie dostrzega. Ja nie mam podomki od Miu Miu, kupiłam sobie dżellabę, taką, jaką noszą arabskie kobiety, ale nie przywiozłam jej z podróży. Niech będzie trochę fancy (śmiech) – to Ralph Lauren. Moja babcia też nosiła podomkę. I mama. To wynikało z tego, że kiedyś kobiety miały dużo mniej ubrań i bardzo o nie dbały. A ponieważ dużo pracowały w domach, gotowały, sprzątały, starały się tych ubrań nie zniszczyć. A ja po prostu lubię, jak jest mi wygodnie.
– Czy będzie niedyskrecją, jeśli zapytam Cię, co masz w szafie?
Teraz głównie piżamowe komplety składające się z szerokich spodni i z marynarko-koszul, uszytych z lejących, oddychających tkanin, głównie jedwabne. Mam też sporo wygodnych, dobrych jakościowo dresów, które są bardzo modne. Moje ubranie jest częścią mojego wizerunku, więc lubię wyjść z domu w ciuchach, które mają jakiś element czy gadżet, który wywołuje mój uśmiech. I oczywiście torebki. Ostatnio nie rozstaję się z taką dużą marki Goyard.
Rozmawiała: Katarzyna Piątkowska
______________________________________
Cały wywiad przeczytasz w najnowszym numerze magazynu VIVA!, który będzie dostępny w sprzedaży od czwartku 24 września.