Ksiądz Jan Kaczkowski nawet podczas choroby nie zamierzał rezygnować z tego, co sobie zaplanował. Małgorzata Regoż-Kaczkowska wspominała, że rodzina próbowała odwieść go od dalekich podróży. Jej mąż posunął się nawet do nietypowego eksperymentu. Zamknął Jana w małej toalecie, by pokazać mu, z czym może wiązać się długi lot.
Ksiądz Jan Kaczkowski planował dalekie podróże mimo choroby
Był uparty, konsekwentny i kiedy już coś sobie postanowił, trudno było go zatrzymać. Taki obraz Jana Kaczkowskiego wyłania się ze wspomnień jego bratowej, Małgorzaty Regoż-Kaczkowskiej. Szczególnie mocno zapamiętała momenty z czasu choroby, kiedy bliscy chcieli przekonać go, że nie każdy plan musi zostać zrealizowany za wszelką cenę.
Jan myślał jednak inaczej. Choroba oznaczała dla niego ograniczenia, ale nie była powodem, by zrezygnować z pomysłów, które pojawiały się w jego głowie. Nawet wtedy planował dalekie podróże. Rodzina patrzyła na to z niepokojem i próbowała przemówić mu do rozsądku.
Małgorzata Regoż-Kaczkowska wspominała:
„Na przykład jak wymyślał swoje dalekie podróże już w czasie choroby. Próbowaliśmy mu to wyperswadować, nie dało się. Mój mąż mieliśmy taką małą toaletę, nawet zamknął go na jakąś tam dłuższą chwilę w tej toalecie, żeby on poczuł, jak długo będzie siedział zakleszczony w fotelu samolotowym.”
Ta scena mówi wiele o relacji Jana z bliskimi. Z jednej strony była troska i próba pokazania mu praktycznych trudności. Z drugiej — jego własna determinacja, której, jak wynika ze wspomnień bratowej, nie sposób było łatwo złamać.

„Mąż zamknął go w toalecie”. Rodzina chciała pokazać mu, z czym wiąże się podróż
Pomysł był prosty. Skoro Jan nie chciał zrezygnować z dalekiego wyjazdu, jego bliscy postanowili pokazać mu, jak może wyglądać wielogodzinne siedzenie w ograniczonej przestrzeni. Mała toaleta miała w pewnym sensie odtworzyć niewygodę, z jaką mógłby mierzyć się w fotelu samolotowym.
Nie chodziło przy tym o osobę w pełni sprawną. Bratowa Jana podkreśliła, że choroba już wtedy wpływała na jego możliwość poruszania się. Mimo to wciąż nie chciał pozwolić, by ograniczenia decydowały za niego.
„Był wtedy już chory na tyle, że miał ograniczenia poruszania się, natomiast to w ogóle nie zatrzymywało go przed niczym. I on był po prostu nie do zatrzymania.”
To właśnie określenie — „nie do zatrzymania” — najmocniej wybrzmiewa w tej części wspomnień. Rodzina próbowała argumentów, próbowała pokazać konsekwencje, próbowała nawet nietypowych metod. Jan pozostawał jednak przy swoim.
Bratowa pamiętała też zupełnie innego Jana. „Normalnego chłopaka, który też imprezował”
Wizerunek księdza Jana Kaczkowskiego nie ogranicza się w tych wspomnieniach wyłącznie do choroby, determinacji i trudnych chwil. Małgorzata Regoż-Kaczkowska wraca także do znacznie wcześniejszego okresu — do czasu, kiedy poznała go jako młodego człowieka.
To wspomnienie jest zupełnie inne. Lżejsze, bardziej codzienne i pokazujące Jana od strony, której wiele osób mogło nie znać. Bratowa mówi o nim po prostu jak o młodym chłopaku, który prowadził zwyczajne życie.
„Normalnego chłopaka, który też imprezował. Tam jest taki cudowny fragment o jego życiu takim imprezowym. Ja go wtedy poznałam. Także pamiętam go takiego.”
Rodzice Jana, jak mówiła Małgorzata Regoż-Kaczkowska, nie chcieli, żeby poszedł do seminarium. Pada również informacja, że dostawał pieniądze w sobotę wieczorem, żeby poszedł poimprezować w Sopocie. Tyle że Jan miał już własny plan.
Rodzice nie chcieli seminarium. On wiedział swoje już jako siedmioletnie dziecko
W opowieści bratowej szczególnie ciekawy jest kontrast między tym, czego chcieli bliscy, a tym, co wybierał sam Jan. Rodzice nie chcieli, by poszedł do seminarium. On jednak konsekwentnie zmierzał w swoją stronę.
Małgorzata Regoż-Kaczkowska wspominała także zeszyt z dzieciństwa Jana. Jak mówiła, rodzina ma jego oryginał, który znajduje się w fundacji. Już jako siedmioletnie dziecko miał pisać o tym, czego chce.
Dla bratowej było to czymś niezwykłym — tak małe dziecko miało już wtedy wiedzieć, w jakim kierunku chce iść. W jej wspomnieniach Jan jawi się więc jako ktoś konsekwentny nie tylko w dorosłości i nie tylko podczas choroby. Ta cecha miała być obecna w nim znacznie wcześniej.
Film o Janie Kaczkowskim poruszył rodzinę. Przez „jakieś pięć minut” nikt się nie odzywał
Wspomnienia Jana Kaczkowskiego mają jednak także zupełnie inny, znacznie bardziej emocjonalny wymiar. Małgorzata Regoż-Kaczkowska opowiadała o dokumencie poświęconym Janowi, który widziała kilka razy.
Pierwszy pokaz dla najbliższej rodziny okazał się niezwykle mocnym przeżyciem. Największe wrażenie zrobiła ostatnia scena. Kiedy się skończyła, zapadła cisza.
„Muszę powiedzieć, że po ostatniej scenie przez jakieś pięć minut nie byliśmy w stanie powiedzieć ani słowa. On był tak poruszający dla rodziny. Tam są fragmenty, o których istnieniu nikt z nas wcześniej nie wiedział. I to są takie bardzo intymne słowa Jana do rodziny, które są również w tym filmie.”
Dokument ma szczególne znaczenie dla najbliższych także dlatego, że pojawiają się w nim materiały, o których wcześniej nie wiedzieli. Według Małgorzaty Regoż-Kaczkowskiej to właśnie dzięki zebranym archiwaliom Jan przez cały film pozostaje jego narratorem.
Dla rodziny nie jest więc to wyłącznie kolejny materiał o księdzu Janie Kaczkowskim. To także powrót do człowieka, którego pamiętali z codzienności: brata, syna, młodego chłopaka, człowieka z planami i kogoś, kogo — nawet w czasie choroby — bardzo trudno było zatrzymać.
W słowach Małgorzaty Regoż-Kaczkowskiej wyraźnie wybrzmiewa też tęsknota najbliższych. Jak podkreślała, relacje w rodzinie były bardzo bliskie. Dlatego wydarzenia związane z Janem mogą być dla brata czy siostry nie tylko okazją do wspominania, ale także trudnym emocjonalnie doświadczeniem.
Sama określiła swoją pozycję jako osoby znajdującej się „tuż obok” najbliższego kręgu — jako żona brata może zarówno zajmować się fundacją, jak i pojawiać się na wydarzeniach związanych z Janem. Wspomnienie o nim pozostaje jednak czymś żywym przede wszystkim dla całej rodziny.
Źródło: Viva.pl
























