WYWIADY VIVY!

Radosław Pazura i Dorota Chotecka: „My jesteśmy strasznie za sobą”

„Wierzę w to, że będę zabiegał o tę kobietę do końca moich i jej dni”

Redakcja VIVA! 12 kwietnia 2020 06:25

W ramach cyklu Archiwum VIVY!: wywiady przypominamy rozmowę Dorotą Chotecką i Radosławem Pazurą. Wywiad ukazał się w marcu 2016 roku w magazynie VIVA!.

Magazyn VIVA! Dorota Chotecka i Radosław Pazura wywiad

On mówi, że będzie zabiegał o nią do końca swoich i jej dni. Ona, że są „strasznie za sobą”. I choć długo trwało, nim przyjęła jego oświadczyny, dziś nie żałuje. Są parą z długoletnim stażem, mają udaną córeczkę. O tym, kto kogo uwodził i jak, recepcie na udany związek, późnym rodzicielstwie, życiowych zakrętach Dorota Chotecka i Radosław Pazura rozmawiają z VIVĄ.

Jesteście razem już ponad ćwierć wieku. I żadnych skandali?

Dorota: Jeden skandal był. Gdy pokazałam się w „Playboyu”.
Radosław: W sumie w dzisiejszych czasach to już żaden skandal.

Jak utrzymać dobry związek przez tyle lat?

Dorota: Bardzo trudne pytanie.
Radosław: Nie ma recepty. Droga nie była łatwa, ale myślę, że żadna droga do szczęścia albo sukcesu nie jest łatwa. Trzeba w to włożyć ciężką pracę.
Dorota: Trzeba ze sobą rozmawiać, być ze sobą. My jesteśmy strasznie za sobą. Ostatnio, gdy cały czas zajmował mi „Taniec z Gwiazdami”, to zarywaliśmy noce. Przychodziłam nieprzytomna na treningi.

Żal, że odpadła Pani z programu?

Dorota: Szkoda fajnych ludzi, których tam poznałam. I żal sukienek. Kostiumolog Malwina przygotowywała dla mnie piękne rzeczy, po prostu cudo. Czułam się w tych sukienkach rewelacyjnie. I może to śmieszne, ale tego mi najbardziej żal.

Pan się zmartwił?

Radosław: Oczywiście, i zarówno zmartwił, jak ucieszył. Ale skoro opatrzność miała taki plan, to znaczy, że to jest dla nas dobre.
Dorota: Najbardziej ucieszyła się moja rodzina. Teściowa powiedziała: „Przepraszam, ale strasznie się cieszę, że jesteś wreszcie dla nas”.
Radosław: A wracając do pana pierwszego pytania. W naszym związku jest ktoś trzeci. Bez niego nie dalibyśmy sobie rady. To nasza opieka i opoka. Pan Jezus.
Dorota: W pojedynkę samemu – czyli we dwójkę – byłoby ciężko. Z tą siłą, która pochodzi z góry, możemy rozwiązać wszelkie konflikty.

Dorota Chotecka i Radosław Pazura
Fot. Zuza Krajewska/LAF AM

Poznaliście się na studiach?

Dorota: Tak, w szkole filmowej. Na korytarzu szkoły, właściwie na schodach. Schodziłam z góry, Radek stał na dole i mnie zobaczył. I ta-dam! Bardzo się spodobałam, tak?
Radosław: Błysnęłaś urodą. Byłaś piękną kobietą, taką niedostępną.
Dorota: A już nie jestem?
Radosław: Jesteś! Teraz jesteś jeszcze piękniejsza, ale mówię o tamtym czasie. Po prostu wzbudzałaś niesamowite zainteresowanie, nie tylko moje. Wszyscy uważali cię za niedostępną, ale ja uważałem, że nie ma rzeczy niemożliwych.

Im wyższa góra, tym większa chęć zdobycia?

Radosław: Dokładnie. A z tej góry – gdy się ją już zdobędzie – rozciągają się wspaniałe widoki. Nieprawdopodobnie piękne.

Musiał Pan zabiegać o względy Pani Doroty?

Radosław: Ja całe życie zabiegam i wierzę w to, że będę zabiegał o tę kobietę do końca moich i jej dni.
Dorota: To też jest jedna z recept na dobry, udany związek. W zabieganiu o siebie, nie tylko w jedną stronę.

Jak Pani podrywa męża?

Dorota: Teraz? Jak już jesteśmy dojrzałym małżeństwem? Małymi rzeczami. Wiem, co Radek lubi. I zawsze, jak przechodzę obok, to go dotknę. Ocieram się niby przypadkiem.
Radosław: Gesty są ważne. Ale przede wszystkim ważne jest dotknięcie werbalne. Słowo ma moc. I tak powinno być. Mężczyzna i kobieta powinni podgrzewać ciągle swój związek. Bez tego ognia, bez dopalania wszystko gaśnie, staje się chłodne, zimne.

Byliście młodzi, zakochani. Jak wyobrażaliście sobie przyszłe życie?

Dorota: Dokładnie tak, jakie jest teraz! Pamiętam, wyjeżdżaliśmy do Zakopanego, siadaliśmy w kawiarni, w której były wielkie okna z piękną panoramą na góry, i marzyliśmy, jak będzie wyglądało nasze życie. I dokładnie to, o czym marzyliśmy, się spełniło. To co chcieliśmy, to mamy.
Radosław: Teraz też łapiemy się na tym, że jak zaczynamy marzyć i planować, to w końcu zaczyna się to spełniać. To niesamowite. Podziękować Panu Bogu i wszystkim.

W młodości marzyliście o karierze?

Dorota: Chcieliśmy zawojować świat. Obydwoje nie pochodzimy z bogatych rodzin. Wręcz przeciwnie, nic nam nie było dane, musieliśmy sami zapracować. Ale ja miałam większe parcie na karierę. Radek miał dystans do tego zawodu. Powtarzał, że spokojnie może zająć się czymś innym.
Radosław: Wszystko robiłem w imię miłości i mojej chęci bycia z Dorotą. Wiedziałem, że jeśli nie uda się w aktorstwie, to będę kopał przysłowiowe rowy. I że też będzie dobrze.
Dorota: Radek nigdy nie miał w sobie lęku, że coś mu nie wyjdzie. Nigdy nie był też uzależniony od zawodu aktora.

A Pani?

Dorota: Przez wiele lat na pewno. Długo mi zajęło dostrzeżenie, że to chyba nie ma sensu, że się tak spalałam. Szukam drogi poza aktorstwem, piszę teksty dla kabaretu, kombinuję w tę stronę. Gdy patrzę na Radka, to widzę, że łatwiej jest tak żyć, ciekawiej. Że na aktorstwie nie kończy się świat. Otrzeźwiałam.

Kiedy?

Dorota: Po wypadku Radka. To był taki moment, gdy pomyślałam o rodzinie. Uświadomiłam sobie, że jest dla mnie czymś najważniejszym. Wcześniej kompletnie nie widziałam siebie jako żony, matki.

Tylko aktorka?

Dorota: Tak. Ale gdybym wcześniej wiedziała to, co wiem teraz, po urodzeniu dziecka, gwarantuję, że miałabym z trójkę. Okazuje się, że ja się bardzo spełniam jako mama. I żeby było śmieszniej, to mi w niczym nie przeszkadza, wręcz przeciwnie. Śmiem twierdzić, że jestem dużo lepszą aktorką. I odkąd mam dziecko, zrobiłam trzy razy więcej.

Dorota Chotecka i Radosław Pazura przy oknie
Fot. Zuza Krajewska/LAF AM

Wypadek zmienił Wasze życie?

Dorota: Zdecydowanie. Samo dobro z tego wyszło. Choć wydawało mi się wtedy, że to jest sen. Straszny sen. Czasami się zastanawiam, czy to naprawdę miało miejsce. Ale jestem w stanie sobie przypomnieć wszystkie odczucia, które miałam. Minutę po minucie. Więc wiem, że było.
Radosław: Wracałem samochodem znad morza do Warszawy. Siedziałem z tyłu za pasażerem, spałem. Auto miało czołowe zderzenie, kierowca zginął. Miałem wracać pociągiem. Ale wybrałem samochód, bo chciałem być szybciej z Dorotą.
Dorota: Zadzwoniła do mnie Magda Pazura, siostrzenica Radka, pytając, czy Radek jest ze mną. Mówię, że nie. A ona mówi, że jest zaniepokojona, bo jakieś dziwne wiadomości podają. Że był wypadek. Ja na to, że rozmawiałam z nim pół godziny temu i że jedzie pociągiem. Rozłączyłam się i dopiero wtedy zaczęło mi świtać, że on mi mówił, że wybierze pociąg albo pojedzie z kolegami samochodem. Ja byłam za tym, żeby pojechał pociągiem. Pociągiem się wyśpi, a poza tym miał bilet. Jestem rozsądna i oszczędna, więc jak jest bilet, to nie można go zmarnować. Zaraz do niego zadzwoniłam, ale już nie odbierał.
Radosław: Podobno tuż po wypadku byłem przytomny i wszystko kojarzyłem. Nie pamiętam, bo byłem w szoku, mózg wszystko wyciął. Mój stan był określany jako niezły, poważny, ale stabilny. Problemy zaczęły się później.
Dorota: Najważniejsze rzeczy ujawniają się dopiero 24 godziny po wypadku.
Radosław: Splot wszystkich wydarzeń sprawił, że trafiłem do Warszawy, chociaż wypadek był pod Ostródą. Całe szczęście, że przewieziono mnie karetką, nie helikopterem. Bo okazało się, że nie ranna noga jest problemem, tylko płuca. Nie podejmowały pracy.

Miał Pan szczęście.

Radosław: Mało powiedziane. Jak patrzę na to z perspektywy, mam przejmujące odczucie, że opatrzność nade mną czuwała. I po wypadku jestem w lepszej kondycji niż przed.
Dorota: Radek ma taką sprawność, że niejeden aktor by sobie życzył.

Długo chorował?

Dorota: To był szalenie trudny czas. Cztery miesiące w szpitalu, potem pół roku rekonwalescencji. Wszystko było na mojej głowie, Radek powoli dochodził do siebie. Miał czas na przemyślenia o swoim życiu, o nas.

Jakie wnioski z tych przemyśleń?

Radosław: One były proste.
Dorota: Wtedy wszystko wydaje się proste.
Radosław: Czasami takie ekstremalne wydarzenia oświetlają nasze życie mocnym światłem. Można dostrzec, że istnieje inny wymiar niż tylko ciało. Trafiły w moje ręce odpowiednie książki, spotkałem odpowiednich ludzi, zacząłem odkrywać duchowy wymiar życia.

O jakich ludziach Pan mówi?

Radosław: O siostrach klaryskach. Zaczęło się od tego, że jeździłem na rehabilitację do szpitala w Grodzisku. Raz, wracając do domu, podwiozłem siostrę zakonną. I od słowa do słowa zaczęła się moja podróż do korzeni mojej wiary. Siostra Grażyna została postawiona niby przypadkowo na mojej drodze, bym mógł wrócić do siebie. Do tego Radka, który był ochrzczony, był u Pierwszej Komunii Świętej, bierzmowania. Zacząłem to sobie przypominać, zacząłem zgłębiać, o co tak naprawdę w tym wszystkim chodzi. A chodzi o ducha. Bo nasze ciało tego ducha pozbawione może być niczym.
Dorota: Niesamowite wrażenie zrobiła na mnie niedawna śmierć Andrzeja Żuławskiego. Może nie tyle śmierć, a to, że tak kompletnie został zapomniany. A przecież to był wielki reżyser, stworzył kawał historii kina. I nagle go nie ma. I nie ma jego dzieła. Więc nie warto opierać swojego jestestwa tylko na pracy, bo to ulotne. Na łożu śmierci nie będę przecież wspominać „Tańca z Gwiazdami”.

A co?

Dorota: Nie chcę, broń Boże, umniejszać programu, to wszystko jest dla ludzi. Ale myślę, że najważniejszą osobą w tym życiu, którą będę wspominała, będzie mój mąż. My tworzymy jedność i chciałabym – bo nie wiem, jak to będzie, ale do tego dążę – żeby powspominać, że zrobiliśmy tu, na ziemi, kawał dobrej roboty. Może było ciężko, może było trudno, ale jesteśmy dobrymi ludźmi
i mieliśmy wspaniałe życie, dobre, czyste, uczciwe i takie kochane, my razem. Z takim poczuciem chciałabym zamykać oczy.
Radosław: Ale na to trzeba sobie zapracować.
Dorota: Łatwo nie jest. Jestem bardzo energetyczną osobą, emocjonalną – jako kobieta, jako aktorka. I właśnie kończąc 50 lat, to się nie zmienia. Naprawdę jest mi trudno nad tym zapanować.

Dorota Chotecka i Radosław Pazura przytulają się
Fot. Zuza Krajewska/LAF AM

Awantury Pani robi?

Dorota: Nie, nie. Ale jestem niecierpliwa, buntuję się, płaczę, jak każda kobieta. I cieszę się, że mam przy sobie człowieka, który to ogarnia.

Dlaczego oświadczył się Pan dopiero po 14 latach wspólnego życia?

Radosław: Oświadczałem się już wcześniej.

I Pani mówiła „nie”?

Dorota: Żartobliwie, ale przeciągałam sprawę. To chyba wynikało z obawy, którą wyniosłam z dzieciństwa.

Jakieś trudne doświadczenia?

Dorota: Przekonanie, że kobieta powinna być samowystarczalna, zarabiać na siebie. Że powinna być niezależna. Trochę byłam feministką, w cudzysłowie, ale…

Ale feministki też wychodzą za mąż.

Dorota: Oczywiście, że tak. Była we mnie duża rezerwa do małżeństwa i do założenia rodziny, posiadania dzieci. Jakbym się czegoś bała. Okazało się jednak, że gdy wyszłam za mąż, te obawy zniknęły. Nie były moje.

Co Panią zmieniło?

Dorota: Podobnie jak Radek też miałam okazję podczas jego choroby pomyśleć o swoim życiu. Na czym mi zależy, co jest dla mnie ważne, a czego nie zrobiłam.

Graniczne doświadczenie.

Dorota: Tak, i wtedy nie trzeba się zastanawiać jakoś długo, to się wie, to się czuje od razu. Dziś to trudno wytłumaczyć, to tak jakby kobiecie, która nie ma dzieci, opowiadać, jak to jest mieć dziecko. Można mówić tysiące rzeczy, ale nie zastąpi to doświadczenia. Wtedy ta wiedza sama przychodzi.

To może Pani się oświadczyła mężowi?

Dorota: Nie, nie.
Radosław: Dorota opowiedziała mi o swoich przemyśleniach ze szpitala. Tak mnie to ujęło, że mocno się tego złapałem. I nasze życie zaczęło się zmieniać.
Dorota: Gdyby wtedy ktoś w tym szpitalu powiedział, że wyjdziemy z tego cało i po 14 latach będziemy mieli piękne zdjęcia w VIVIE! i wywiad z panem, tobym się zaśmiała i powiedziała, że to okrutne. Bardzo długo nie wierzyłam, że się uda, ale pogodziłam się z tym, że Radek może odejść. Albo zostanie inwalidą.

Odwaga.

Dorota: Poznałam fantastycznego młodego, bardzo przystojnego człowieka w szkole filmowej i nie wyszłam za niego przez 14 lat. A po 14 latach wychodziłam z pełną świadomością i z wielką miłością za człowieka o kulach. A dzisiaj myślę, że dostałam nagrodę. Dlatego nie żałuję „Tańca z Gwiazdami”. Bo ja już swoją Kryształową Kulę zdobyłam.

To jest Pani hierarchia?

Dorota: Tak, teraz to sobie mocno uświadomiłam.
Radosław: Nie umniejszamy nagród, bo to też jest fajne i miłe. I każdy by chciał. Ale trzeba uważać, żeby się nie zapędzić. I nie pogubić.
Dorota: Bo odbieramy sobie szczęście, które jest gdzieś poza Kryształową Kulą.

Dorota Chotecka i Radosław Pazura przytulają się
Fot. Zuza Krajewska/LAF AM

A dlaczego wzięliście ślub w Rzymie?

Dorota: Przede wszystkim chcieliśmy uciec przed mediami.
Radosław: Chcieliśmy poważnie przeżyć ten sakrament. A w naszym wypadku, ponieważ byliśmy osobami znanymi, wiedzieliśmy, że to może być przeszkodą.
Dorota: To była najlepsza decyzja naszego życia.

Jak się załatwia ślub w Rzymie?

Dorota: Wszystko nam załatwili ojcowie kapucyni.
Radosław: Góra zadecydowała. Na rekolekcjach u naszych zaprzyjaźnionych sióstr klarysek był jeden z ojców, siostry mu powiedziały, że taki mamy plan. A on zapytał: „A nie chcecie mieć ślubu w Rzymie?”. „Ale jak to? To będzie dużo kosztowało!”. „A jesteście biedni?”. „Nie”.
Dorota: „To jedziemy”.
Radosław: I załatwili wszystko, łącznie z hotelem u ojców. Przepiękne miejsce.
Dorota: Niezwykły kościółek na wzgórzu nad miastem. Codziennie odbywają się tam śluby, ludzie z całego świata zamawiają uroczystości.

Jak było?

Radosław: Płakałem.
Dorota: Radek płakał, a ja cały czas się śmiałam.
Radosław: Oczywiście to były łzy szczęścia.
Dorota: Była tylko najbliższa rodzina i świadkowie – 12, może 14 osób.
Radosław: I był niesamowity prezent, który nam ojcowie kapucyni zafundowali. Byliśmy w szoku.
Dorota: Poszliśmy do Jana Pawła II.
Radosław: Akurat wzięliśmy ślub, gdy była zbiorowa audiencja.
Dorota: On nas rozpoznał, więc to było niezwykle wzruszające.
Radosław: Otrzymaliśmy błogosławieństwo od Ojca Świętego i jeszcze przekazaliśmy pozdrowienia od sióstr. A że każdy miał tam 15 sekund, więc przydała się wyćwiczona aktorska gęba, żeby szybko mówić.
Dorota: A on nam podziękował, uśmiechnął się i pobłogosławił. I ruszyliśmy w życiową drogę. I wiemy, że dzięki niemu nie zginiemy.
Radosław: Wiele było takich sytuacji w życiu, kiedy prosiliśmy o wstawiennictwo świętych, między innymi o jego wstawiennictwo. Wydaje mi się, tak czuję i wierzę, że on odegrał ważną rolę przy poczęciu Klary.

Wcześniej nie chcieliście mieć dziecka?

Dorota: Wydawało mi się wcześniej, że się nie sprawdzę jako mama. Ale gdy wzięliśmy ślub, naturalnie założyłam, że powinniśmy mieć dziecko. Jednak wtedy, a zbliżałam się do czterdziestki, okazało się, że chęci jedno, a fakty drugie. Przez kilka lat nie mogłam zajść w ciążę. Instynkt macierzyński mi się obudził, więc bardzo mocno to przeżywałam. Był płacz i poczucie winy. Ale nie korzystaliśmy z pomocy lekarzy, przyjęliśmy, że będzie, co ma być. Gdy urodziłam, miałam 41 lat.
Radosław: Cuda się zdarzają. Zadziałały inne siły. Siostry klaryski modliły się za przyjście naszego dziecka na świat. I wymodliły. Dlatego córka ma na imię Klara. Zresztą tak jak patronka telewizji!

Późne macierzyństwo jest inne?

Dorota: Trudno powiedzieć, bo innego nie znam. Ja jestem zachwycona. Nawet na nartach nauczyłam się jeździć, żeby towarzyszyć córce. Radek też się nauczył i dzięki temu mamy wspólne wyjazdy.

Rozpieszczacie córkę?

Dorota: Pewnie trochę tak.
Radosław: Wydaje mi się, że nie. Staramy się też wymagać.
Dorota: To prawda. Klara ma dziewięć lat. Ma szkolne obowiązki, tańczy w Mazowszu i chodzi na fortepian do szkoły muzycznej. Sama to sobie wymyśliła, pilnujemy, żeby była zdyscyplinowana i odpowiedzialna. Ma swojego psa, którego musi nakarmić, musi posprzątać. Ale jej to wszystko się podoba.

Powiedziała Pani kiedyś, że mąż mógłby być matką?

Dorota: To prawda. Radek ma tyle ciepła i tyle przebywał z dzieckiem, że wie, co robić. Mam bardzo spokojną głowę, gdy zostają razem. Niejedna kobieta nie dałaby sobie rady tak, jak daje mój mąż.

Prawda?

Radosław: Co dżentelmen może powiedzieć? Nie ma takiego taty, który zastąpiłby mamę. Ale i ze mną córka ma wspaniałą więź. Czuję to, dostaję sygnały, że mnie kocha. Dziecko też bardzo dużo nas uczy.

Czego nauczyła Pana córka?

Radosław: Czystości i prawdy. Dziecko jest bardzo szczere i prawdziwe. Pokazuje, że wszystko jest proste. Tylko my z wiekiem to wszystko komplikujemy. Nasze życie, nasze sprawy, relacje z bliskimi. To wszystko powoduje, że jesteśmy w morzu zagubienia. Dziecko sprawia, że człowiek odkrywa świat na nowo. I zaczyna od nowa budować siebie. Naprawiać swoje błędy.

A konkretnie?

Dorota: Najprostsza sprawa. Zwracamy dziecku uwagę: „Znowu nie odniosłaś kubeczka do zmywarki”. Ale przyganiał kocioł garnkowi.
Radosław: Łapię się na tym, że przecież ja nie odnoszę. I to jest moja główna wada. Gdybym nie miał dziecka, może nigdy bym się nie dowiedział, że jestem bałaganiarzem.
Dorota: Mało tego, gdyby żona mówiła, że tak jest, uważałby, że się czepia.

Wy się w ogóle kłócicie?

Dorota: Oczywiście. Bardzo często mamy inne zdanie na różne tematy. Czasami się kłócimy o tak zwane niedogotowane ziemniaki, czyli o pierdoły. I taka pierdoła może urosnąć do ogromnej kłótni. Ale z czasem, im jesteśmy dłużej ze sobą, nauczyliśmy się też kłócić. Czy raczej szybciej godzić.
Radosław: Nauka polegała na tym, że nauczyliśmy się w miarę szybko znajdować i nazywać po imieniu powód kłótni. Później obiektywnie go ocenić. Najczęściej wychodzi, że jest to megapierdoła, w związku z czym każdy myślący, zdrowy człowiek wie, że…
Dorota: …trzeba to olać.
Radosław: Wtedy wyciąga się rękę, przeprasza.

Kto pierwszy?

Dorota: Bardzo długo pierwszy wyciągał Radek. Przez wiele lat byłam zadziorna. Niepokorna. A teraz fifty-fifty. 

Wideo

Marynarki, kardigany, sukienki maxi, kozaki na słupku. Te produkty będą modne jesienią i zimą 2020/2021

Polecamy

Magazyn VIVA!

Bieżący numer

Córka ANNY PRZYBYLSKIEJ, OLIWIA BIENIUK, w jedynym takim wywiadzie: „Kiedy mama umarła, wchodziłam w najtrudniejszy okres dojrzewania i ono się trochę zatrzymało”. PIOTR BECZAŁA i KATARZYNA BĄK-BECZAŁA. Światowej sławy muzyk i utalentowana mezzosopranistka, która zamieniła karierę na rolę żony. Czy żałuje? KEANU REEVES, aktor, który chodzi własnymi ścieżkami. IZABELA TROJANOWSKA w czasach PRL-u szokowała ostrym, rockowym wizerunkiem. Ile dziś zostało z tamtej niepokornej dziewczyny? W CYKLU EXTRA Świat mody z powodu koronawirusa znalazł się na krawędzi.