Bartek Królik, Viva! 13/2020
Fot. 020Szymon Szcześniak/LAF AM
TYLKO W VIVIE!

Bartek Królik: „Dotknąłem namiastki piekła, kiedy trafiłem do szpitala”

„Zostałem z druzgocącą hipotezą, że mam guza w głowie”, dodaje

Beata Nowicka 9 lipca 2020 07:45
Bartek Królik, Viva! 13/2020
Fot. 020Szymon Szcześniak/LAF AM

Życie jest nieprzewidywalne i nie mamy nad nim kontroli. Mnie los w to wrzucił któregoś dnia”, mówi muzyk Bartek Królik. Udar, guz mózgu, narodziny córeczki z zespołem Downa… Jak sobie z tym wszystkim poradzić i odnaleźć szczęście? Niezwykła rozmowa z niezwykłym człowiekiem o niezwykłych meandrach losu i miłości, która daje siłę.

Czym jest dla Pana raj? Pytam, bo przejmująco śpiewa Pan o nim na najnowszej płycie „Pan od muzyki”. 

Moim rajem jest moja rodzina i więzi z najbliższymi. To jest coś, co trzyma mnie przy życiu w dzisiejszym świecie, który dla artysty jest trudny do zniesienia. Bardzo szybko łapię bodźce z zewnątrz i nie pozostaję obojętny na wszystkie patologie. Na to, co dzieje się między ludźmi czy w polityce. Dlatego szukam tego raju, tych miejsc, gdzie mogę się wzmocnić, być choć trochę stabilniejszy.

Bezpiecznie się schować?

Wrócić do bazy. Z racji zawodu i trochę wbrew swojej powściągliwej naturze często przebywam w dużych skupiskach ludzi. Taki paradoks. Wychowałem się na Mazurach, w miasteczku, gdzie czas płynął powoli, a dysproporcje między ludźmi nie były aż tak odczuwalne. Stamtąd trafiłem w wir wielkiego miasta i pomimo tego, że mieszkam tu już wiele lat, nie mogę się odnaleźć. Zresztą między innymi o tym jest ta piosenka. O pragnieniu powrotu do normalności, do raju. 

„Żyję w mieście, które (…) oddycha ciężko spalinami drogich aut. Ludzie płyną z prądem, oślepieni rytmem dnia…”.

Otóż to. Nie jest to środowisko przyjazne człowiekowi, bo swoim chaotycznym pędem i hałasem rezonuje na mój raj. Dlatego ten mój raj nie jest wcale taki słodziutki, ale jednak to w nim odnajduję uczucia z dzieciństwa, które sprawiały, że czułem się bezpiecznie i czułem
się sobą. Myślę, że dzieje się tak za sprawą moich dzieci, które są tego ostoją. 

Jest w Panu jednocześnie i chłopięcość, i podszyta smutkiem dojrzałość.

Czuję się jednocześnie młodo i bardzo staro. To taki jednocześnie urodzaj i kryzys wieku średniego. Natomiast ostatnimi czasy tąpnęło mną parę spraw. Przez wiele lat zachowywałem tę chłopięcość, na co pozwalała mi szkoła i środowisko muzyczne, bo ono potrafi skutecznie izolować od świata, można się w nim dobrze zaszyć. Natomiast z czasem życie zaczęło mnie coraz bardziej dociskać i pokazywać, że czas zejść na ziemię. 

 A czym jest piekło, już Pan wie?

Piekłem może być stan umysłu i samotność. Mogę powiedzieć, że dotknąłem namiastki piekła, kiedy trafiłem do szpitala i zostałem na weekend z druzgocącą hipotezą, że mam guza w głowie. W miejscu, gdzie styka się życie ze śmiercią, zobaczyłem, jak cienka jest ta granica. Będąc sam ze sobą i swoimi myślami, najpierw przeszedłem namiastkę piekła, by potem poczuć kompletny spokój i siłę płynącą z życia. Bardzo chciałem zachować na dłużej ten stan wewnętrznej harmonii.

 Był Pan wtedy sam?

Tak. W takich skrajnych momentach człowiek zostaje kompletnie sam ze sobą. Jest to dla niego chwila prawdy. I może albo wadzić się z Bogiem, czyli żyć w wyparciu, albo pojednać się z samym sobą i próbować zacząć od nowa. I mi się to przez chwilę udało. Zniknęły wszystkie moje lęki, problemy, naleciałości intelektualne bądź środowiskowe, stałem się totalnie spokojny. Wtedy czułem się najlepiej w całym swoim życiu. Jakbym dotknął jego istoty. Ale niestety człowiek zbyt wolno uczy się na swoich bliznach, o czym zresztą też śpiewam w piosence „Raj”. Cały teledysk jest na ten temat. Więc to doświadczenie nie spowodowało we mnie takiej radykalnej zmiany, jakiej bym chciał. Nie odmieniło definitywnie mojego życia. Nie stałem się nagle superdorosłym, twardym jak skała mężem, ojcem. Archetypicznym mężczyzną. Wciąż zdarza się, że popełniam te same błędy, targają mną te same wątpliwości, aczkolwiek mam świadomość, że jestem sporo do przodu. 

Wyszedł Pan ze szpitala i…? 

Fizycznie? Jestem człowiekiem z bólami głowy, który częściej musi przystopować albo łyknąć tabletkę. Natomiast dzięki kilku bliznom pooperacyjnym stałem się bardziej asertywny i żyję tu i teraz bardziej niż przedtem. Dojrzałem. 

Ale chyba nie przestał Pan mniej pracować?

Stwierdziłem, że muszę w końcu zrobić coś dla siebie, ponieważ wcześniej cały czas pomagałem innym spełniać marzenia. Postanowiłem, że zapoczątkuję formę własnego pamiętnika i zrobiłem to w swoim stylu, nagrywając solową płytę. 

 „Z ręką na sercu, jak długo bić będzie, ślubuję przed wami nareszcie, by wypełniać misję, tworzyć muzykę, by słyszeć ją w każdym mieście”, ładnie Pan śpiewa. 

Ta deklaracja to nowe rozdanie, nowy oddech. W kilkunastu piosenkach na płycie artysta może zawrzeć swój światopogląd, charakter, emocje, poczucie humoru. Pomyślałem o tym, że gdyby mnie dzisiaj zabrakło, to będzie to najlepsza forma pamiętnika przywołująca same dobre wspomnienia na mój temat. 

 Tak może myśleć człowiek, który naprawdę poczuł swoją śmiertelność.

Rzeczywiście to, czego doświadczyłem w szpitalu, „wyprostowało” mnie i przyspieszyło moje działanie. Nam się tylko wydaje, że jesteśmy nieśmiertelni. Kiedy patrzę, jaką krzywdę ludzie sobie robią swoimi zachowaniami, przypomina mi się pierwsze piętro szpitala onkologicznego. Tam wszyscy są jak dzieci. Odarci ze swoich masek i zmarszczonych czół. Ten świat równoległy istnieje, ale my o nim zupełnie nie myślimy na co dzień. Tak samo jak świat niepełnosprawności, który nas na co dzień nie dotyczy. Myślę sobie, że kontakt z tymi światami jest bardzo potrzebny, bo bez niego jesteśmy mniej ludzcy. Unikając tego świata, nie widzimy pełnego spektrum siebie, życia. Zamykamy się w swoich samochodach, za wielkimi płotami, w dużych domach, w pracy albo po prostu w swoich głowach. To jest prawdziwy obraz tego, jacy jesteśmy. A życie jest nieprzewidywalne i nie mamy nad nim kontroli. Mnie los w to wrzucił któregoś dnia.

Bez uprzedzenia.

Tak jest. I myślę, że na każdego z nas przychodzi odpowiedni czas. Takie doświadczenia są bardzo cenne.

Cały wywiad w nowej VIVIE! Magazyn dostępny w punktach sprzedaży w całej Polsce już 9 lipca, a także w formie e-wydania na stronie hitsalonik.pl 

Bartek Królik, Viva! 13/2020
Fot. Szymon Szcześniak/LAF AM

Anja Rubik, Viva! 13/2020, okładka
Fot. Zdjęcia selfshot/anja rubik

Wideo

Wiosna 2020 - design, kulinarne inspiracje, podróże bez wychodzenia z domu!

Polecamy

Magazyn VIVA!

Bieżący numer

BARBARA KURDEJ-SZATAN wyznaje: „Zasuwając intensywnie, oczekiwałam, że gdy wrócę do domu, będę mogła się zrelaksować. Tymczasem były awantury…”. GREG i RAFAŁ COLLINS – od happy endu do tragedii był tylko krok. W VIVIE! na Lato w cyklu Ona o Niej – KRYSTYNA CIERNIAK-MORGENSTERN o ELŻBIECIE CZYŻEWSKIEJ: „Szamotała się psychicznie. Z jednej strony niedawno poślubiony mąż, a z drugiej Polska…”. W cyklu Sztuka gotowania – HANNA LIS. Czy spełni swoje „kulinarne” marzenie i wybierze się do Peru? W Podróżach z Historią: tajemnice KASZUB.