Urodziła się w jednej z najsłynniejszych rodzin Europy, ale nie chciała żyć jak księżniczka. Wnuczka Grace Kelly poszła własną drogą. Jej historia zaskakuje
Miała wszystko, zanim jeszcze zdążyła wypowiedzieć pierwsze słowo. Urodziła się w jednej z najsłynniejszych rodzin Europy. Jej babką była Grace Kelly – hollywoodzka gwiazda, która została księżną Monako, matką – księżniczka Karolina. Wydawało się, że życie Charlotte Casiraghi zostało napisane z góry. Tymczasem zamiast dworskiego blasku ona wybrała niezależność.

Nie próbowała zostać drugą Grace Kelly ani kolejną ikoną stylu. Nie budowała kariery na rozpoznawalności, nie szukała rozgłosu i nie zamieniała swojego życia w spektakl dla mediów. Gdy świat zachwycał się jej książęcym wdziękiem, ona wolała czytać Stendhala, dyskutować o Hannah Arendt i godzinami jeździć konno. Zamiast błyszczeć na salonach, zaczęła organizować debaty filozoficzne. Zamiast spełniać oczekiwaniami innych, postanowiła żyć po swojemu.
Jej uroda przez lata należała do najczęściej komentowanych tematów w europejskiej prasie. Delikatne rysy twarzy, ciemne włosy i naturalna elegancja sprawiały, że nieustannie porównywano ją do Grace Kelly. Na przełomie pierwszej i drugiej dekady XXI wieku uchodziła za jedną z najbardziej pożądanych europejskich it girls – dziewczyn, które wyznaczały trendy, nie zabiegając o rozgłos. Dziś ten etap ma już za sobą. Nadal zachwyca urodą i stylem, ale coraz częściej postrzegana jest jako osoba, która zbudowała swój wizerunek na kulturze, intelekcie i dyskretnej obecności w życiu publicznym, a nie na modowej sensacji.
To właśnie dlatego jest dziś jedną z najciekawszych kobiet europejskich rodzin panujących. Nie dlatego, że pochodzi z rodu Grimaldich, ale dlatego, że potrafiła nadać swojemu życiu własny sens.
Prawie jak w bajce
Przyszła na świat 3 sierpnia 1986 roku w Monako jako córka księżniczki Karoliny i włoskiego przedsiębiorcy Stefano Casiraghiego. Była kolejną przedstawicielką rodu Grimaldich – jednej z najstarszych panujących dynastii Europy, która od ponad 700 lat włada niewielkim księstwem nad Morzem Śródziemnym.
Nazwisko Grimaldi od dawna oznaczało więcej niż tylko rodzinę. Było symbolem prestiżu, władzy i świata, do którego zaglądały miliony ludzi. Na rodzinnych fotografiach wszystko wyglądało idealnie. Kochający rodzice, dwaj bracia, dzieciństwo między pałacem a Lazurowym Wybrzeżem. Można było odnieść wrażenie, że dla tej trójki dzieciaków los napisał gotowy scenariusz. Dwór w Monako odbiegał od innych królewskich rezydencji nie tylko dlatego, że należał do luksusowego, turystycznego raju. Był połączeniem wyrafinowania europejskiej arystokracji i hollywoodzkiego blasku, który wniosła ze sobą Grace Kelly. Był nowocześniejszy i bardziej otwarty niż sztywny, konserwatywny Pałac Buckingham. Księżniczki Karolina i Stefania biegały na dyskoteki, premiery i żyły w stylu śródziemnomorskiej elity. Tragiczna śmierć księżnej Grace w wypadku samochodowym w 1982 roku i osiem lat później śmiertelny wypadek na łodzi motorowej Stefano Casiraghiego przysłoniły na długo ten idylliczny obraz.
Charlotte miała zaledwie cztery lata, gdy zginął jej ojciec. Zachowała z tamtego czasu niewiele wspomnień, ale po latach przyznała, że właśnie wtedy po raz pierwszy poczuła, czym jest strata. „Nagle wszystko się zawaliło. Jego śmierć, ból i nieobecność pogrążyły mnie w ciągłym niepokoju”, opowiadała w rozmowie z „Madame Figaro”.
Dla księżniczki Karoliny śmierć męża oznaczała także konieczność podjęcia trudnej decyzji. Wiedziała, że jeśli zostanie z dziećmi w Monako, tragedia szybko zamieni się w pożywkę dla paparazzich. Wyjechała więc z Andreą, Charlotte i Pierre’em do Prowansji. Zamieszkali w Saint-Rémy-de-Provence, gdzie dzieci mogły dorastać z dala od nieustannego zainteresowania mediów. Chodziły do zwykłych szkół, miały kontakt z rówieśnikami spoza arystokracji i nie były wychowywane w przekonaniu, że nazwisko daje im jakiekolwiek szczególne prawa.

Babcia Grace
Grace Kelly zmarła cztery lata przed narodzinami Charlotte, jednak jej obecność była w rodzinie niemal namacalna. Zdobywczyni Oscara, księżna Monako i jedna z największych ikon XX wieku przez lata pozostawała punktem odniesienia dla wszystkich kobiet z rodu Grimaldich. Wystarczyło jedno zdjęcie Charlotte, by media znów zaczęły pisać o niezwykłym podobieństwie. Ten sam profil, podobny uśmiech, ta sama elegancja. „To musi być dziedziczne”, pisano. Charlotte nie przepadała jednak za takim sposobem myślenia, bo sugerował, że jej los został z góry określony.
Nigdy nie próbowała budować własnej tożsamości na legendzie babki. W jednym z wywiadów powiedziała, że dziedzictwo należy pielęgnować, ale nie można pozwolić, by całkowicie określało nasze życie. Chętnie przywołuje zdanie, które często powtarza jej matka: „Tradycja to przekazywanie ognia, a nie oddawanie czci popiołom”.
Znacznie większy wpływ na Charlotte miała właśnie matka. Ich relacja od lat zwraca uwagę niezwykłą bliskością. Nie ma w niej dworskiego dystansu ani chłodu, którego wielu spodziewa się po rodzinach panujących. Jest rozmowa, zaufanie i wzajemny szacunek. Charlotte wspominała kiedyś, że matka czuwała nad dziećmi, ale nigdy ich nie kontrolowała. „Mieliśmy bardzo dużo wolności. To nie znaczy, że byliśmy pozostawieni sami sobie. Zostaliśmy obdarowani dobroczynną samotnością. To właśnie ona pozwala zbudować potężną wyobraźnię” , wspominała.
W ich domu książki nie były ozdobą biblioteki. Były częścią codzienności. Charlotte opowiadała, że jeszcze zanim nauczyła się czytać, udawała, iż już to potrafi. W samolocie siedziała obok matki z książką trzymaną… do góry nogami, chcąc wyglądać jak prawdziwa czytelniczka. Z czasem przyszli Stendhal, Balzac i studia filozoficzne na paryskiej Sorbonie, w 2007 roku zrobiła dyplom.

O emocjach
Dla wielu osób wybór filozofii był zaskoczeniem. Od wnuczki Grace Kelly oczekiwano raczej kariery w świecie mody albo filmu. Charlotte poszła w zupełnie innym kierunku. Nigdy nie chciała zostać zawodową filozofką ani wykładowczynią akademicką. Znacznie bardziej interesowało ją przenoszenie filozofii poza uniwersytety i pokazywanie, że nie jest ona oderwaną od życia dziedziną wiedzy.
W 2015 roku wspólnie z filozofem Robertem Maggiorim wydała książkę „Archipel des passions” – rozmowę poświęconą ludzkim emocjom. Autorzy zastanawiają się nad ich źródłami, wzajemnymi powiązaniami i sprzecznościami. Analizują miłość, okrucieństwo, cierpliwość, nudę, złośliwość. Osobne miejsce Charlotte i Robert Maggiori poświęcili emocji często ukrywanej i wypieranej – wstydowi. Książka spotkała się z dużym zainteresowaniem czytelników i krytyków.
Trzy lata później Charlotte współtworzyła „Rencontres Philosophiques de Monaco” – cykl spotkań i debat, który szybko stał się jednym z najciekawszych wydarzeń intelektualnych we Francji i Monako. Do księstwa zaczęli przyjeżdżać filozofowie, pisarze, socjologowie i artyści. Pałac, kojarzony przede wszystkim z galami i oficjalnymi uroczystościami, zaczął być także miejscem rozmów o wolności, odpowiedzialności, pamięci i współczesnym świecie.
Charlotte wielokrotnie podkreślała, że to właśnie kultura jest najcenniejszym dziedzictwem, jakie można przekazać kolejnym pokoleniom – znacznie cenniejszym niż rodzinne klejnoty czy pałace.
Od lat pozostaje również związana z domem mody Chanel. Jest ambasadorką marki i regularnie pojawia się na pokazach, ale nawet tam stara się łączyć modę z literaturą i kulturą. Efektem wspólnego projektu kulturowego Charlotte i domu mody Chanel jest cykl spotkań literackich „Les Rendez-vous littéraires rue Cambon”. Inicjatywa odwołuje się do tradycji Coco Chanel, która tworzyła własne salony artystyczne i przyjaźniła się z pisarzami. Charlotte prowadzi rozmowy z pisarkami, filozofkami i artystkami, jej gośćmi były między innymi Leila Slimani czy Siri Hustvedt. W jej przypadku moda nigdy nie stała się celem samym w sobie. Traktuje ją raczej jako jedną z form kultury niż sposób na zdobywanie popularności.


Miłość to nie spektakl
Miłość w rodzinie Grimaldich od pokoleń bywała opowieścią o wielkich uczuciach i równie wielkich rozczarowaniach. Charlotte doskonale zna tę historię. Być może dlatego konsekwentnie odmawia opowiadania o tym, co uważa za najbardziej osobiste. Nigdy nie była skandalistką, jak młodsza siostra jej matki – Stefania, która już jako 15-latka zaczęła spotykać się z hiszpańskim piosenkarzem Miguelem Bosé. Romansowała z synem Paula Belmondo, także Paulem, z Anthonym Delonem, z amerykańskim aktorem Robem Lowe’em. Sensacją stał się jej związek z własnym ochroniarzem Danielem Ducruetem.
Charlotte przez kilka lat była związana z brytyjskim galerzystą Alexem Dellalem, później jej partnerem został znany francuski aktor Gad Elmaleh. W 2013 roku urodził się ich syn Raphaël. Choć związek nie przetrwał, oboje pozostali skoncentrowani na wychowaniu dziecka. Kiedy w 2016 roku poznała przystojnego producenta Dimitriego Rassama, wydawało się, że będzie szczęśliwa. Monako dawno nie widziało tak hucznego ślubu, Charlotte zaprezentowała się na uroczystościach aż w trzech ślubnych kreacjach, w tym mini od Yves’a Saint Laurenta. Inna suknia była hołdem dla jej babci – przypominała kreację Grace Kelly z filmu „Złodziej w hotelu” z 1955 roku. Dziś ten ślub jest legendą, a związek przeszłością. Podobno Dimitri stale był w rozjazdach, a Charlotte zależało na stabilizacji. Z tego związku Charlotte ma drugiego syna, ośmioletniego dziś Balthazara. Mówi, że macierzyństwo w niczym jej nie ograniczyło. I że nie jest pewnie idealną mamą, choć robi „wszystko, co w jej mocy”. Czy jest szczęśliwa? Od dwóch lat jej partnerem jest ceniony francuski pisarz 48-letni Nicolas Mathieu, jego książka „A dzieci ich po nich” ukazała się też w Polsce.
Sprawdź też: Jak dwie krople wody! Wnuczka ikony kina olśniła na czerwonym dywanie. Grace Kelly byłaby dumna
Nigdy nie próbowała przekonać świata, że znalazła miłość idealną. Nie tworzyła romantycznej baśni na użytek mediów ani nie opowiadała publicznie o rozczarowaniach. W historii rodu Grimaldich często powracał motyw „klątwy Grimaldich” – średniowiecznej przepowiedni, według której żadna kobieta z tego rodu nie zazna szczęścia w miłości. Charlotte nigdy nie odniosła się do tej opowieści wprost. Sprawia jednak wrażenie osoby, która świadomie nie chce dopisywać do niej kolejnego rozdziału. Nie buduje swojej tożsamości ani na szczęściu, ani na cierpieniu. Nie definiuje siebie przez relacje, lecz przez własne wybory.
Dorastała w rodzinie, której historie miłosne od dziesięcioleci trafiały na okładki gazet. Ona postanowiła kochać poza spojrzeniem świata.

W roli księżniczki
Od momentu, w którym Charlotte zaczęła łączyć świat kultury z modą i życiem publicznym, coraz wyraźniej było widać, że nie interesuje jej rola księżniczki w klasycznym znaczeniu, nawet jeśli media uparcie próbowały ją do niej dopasować. W rzeczywistości jej funkcjonowanie w przestrzeni publicznej okazało się znacznie bardziej swobodne, ale też bardziej świadome niż w przypadku wielu osób z rodzin panujących.
Nie jest księżniczką w sensie formalnym, choć bardzo często bywa tak nazywana. Nie posiada tytułu Jej Książęcej Wysokości, ponieważ jej ojciec Stefano Casiraghi nie należał do dynastii panującej. A w Monako tytuły szlacheckie i arystokratyczne są dziedziczone w linii męskiej, innymi słowy po ojcu. Jest jednak członkinią rodziny książęcej Monako, siostrzenicą księcia Alberta, władcy Monako.
Ta niejednoznaczność – życie między światem dworu a światem prywatnej osoby – stała się jednym z najciekawszych elementów jej biografii. Z jednej strony wszyscy piszą o niej „księżniczka”. Uczestniczy w najważniejszych wydarzeniach księstwa, takich jak Narodowe Święto Monako czy Bal Róży. Jako ambasadorka i muza domu mody Chanel bierze udział w paryskich pokazach. Jest otoczona luksusem, ma pokaźny majątek, nie zamknęła się jednak w złotej klatce. Tworzy własny model obecności publicznej – mniej ceremonialny, bardziej oparty na kulturze i działalności intelektualnej.
Nie zabiega o pierwsze strony gazet, choć regularnie na nie trafia. Nie potrzebuje skandali ani medialnych prowokacji, by pozostać jedną z najbardziej rozpoznawalnych kobiet europejskich rodzin panujących. Być może właśnie dlatego budzi zainteresowanie – nie jako celebrytka, lecz jako osoba, która wybrała własną drogę.
Czytaj też: Śmierć ukochanego złamała jej serce. Kora we wzruszających słowach wspominała go przed własnym odejściem


CASIRAGHI zostało ABACA PRESS/ALAMY/BE&W