Karwowski i Maliniak bawili całą Polskę. Mało kto wiedział, co naprawdę łączyło aktorów "Czterdziestolatka". Ich historia ma poruszający finał
Na ekranie bez przerwy się ścierali. Stefan Karwowski próbował trzymać nerwy na wodzy, a Roman Maliniak robił wszystko, by jego szef nie miał zbyt spokojnego dnia. Po wyłączeniu kamer Andrzej Kopiczyński i Roman Kłosowski nie przypominali jednak swoich bohaterów. Jeden był dystyngowany i spokojny, drugi bardziej żywiołowy. Przez lata łączyła ich znajomość, której Kłosowski pod koniec życia nadawał szczególne znaczenie. Gdy Kopiczyński odszedł w 2016 roku, serialowy Maliniak nie ukrywał, jak bardzo dotknęła go strata dawnego kolegi.

„Czterdziestolatek” sprawił, że dla kilku pokoleń Polaków stali się niemal nierozłączni. Andrzej Kopiczyński był Stefanem Karwowskim – inżynierem, mężem Magdy, ojcem i człowiekiem próbującym odnaleźć się w absurdach codzienności PRL-u. Roman Kłosowski pojawiał się obok niego jako Maliniak, podwładny, którego trudno było nazwać wymarzonym współpracownikiem.
Ich ekranowe przepychanki należały do największych atutów serialu. Im bardziej Karwowski próbował zachować powagę, tym łatwiej Maliniak potrafił wyprowadzić go z równowagi.
Prywatnie ta dynamika wyglądała zupełnie inaczej.
Karwowski i Maliniak byli stworzeni, by się drażnić. Publiczność natychmiast kupiła ten duet
Kiedy „Czterdziestolatek” trafił na ekrany w połowie lat 70., Andrzej Kopiczyński nie był aktorskim debiutantem. Zanim został Stefanem Karwowskim, miał za sobą lata pracy w teatrze i dziesiątki kreacji. Podobnie Roman Kłosowski – absolwent warszawskiej PWST, aktor teatralny, filmowy i późniejszy reżyser – zdążył już wystąpić u takich twórców jak Wojciech Jerzy Has, Andrzej Munk czy Jerzy Kawalerowicz.
A jednak wystarczyło kilka odcinków serialu Jerzego Gruzy, by dla milionów widzów stali się przede wszystkim Karwowskim i Maliniakiem.
Kontrast był idealny. Kopiczyński miał w sobie naturalną elegancję i spokój, dzięki którym Karwowski nawet w najbardziej absurdalnych sytuacjach pozostawał wiarygodny. Kłosowski wnosił zupełnie inną energię: ruchliwość, charakterystyczną mimikę, zaczepność i komediowy nerw.
Maliniak był przy tym postacią, której teoretycznie nie powinno się lubić.
– „Facet raczej wredny, lizus, podkopuje zaufanie do szefa” – przyznawał po latach Roman Kłosowski w rozmowie z „Rzeczpospolitą”. Sam początkowo miał wątpliwości, czy w ogóle powinien tę rolę przyjmować.
Publiczność zdecydowała inaczej. Im bardziej Maliniak kombinował, tym bardziej widzowie czekali na jego kolejne starcie z Karwowskim.
Roman Kłosowski i Andrzej Kopiczyński prywatnie byli zupełnie inni niż ich bohaterowie
Największy paradoks ich relacji polegał na tym, że napięcie, które tak świetnie działało przed kamerą, nie miało wiele wspólnego z prywatnymi charakterami aktorów.
Kłosowski wspominał Kopiczyńskiego jako człowieka eleganckiego, spokojnego i wyważonego.
„Andrzej był zawsze dystyngowanym panem, z klasą i dystansem. Ja przy nim wyglądałem jak mały krzykacz” – mówił po latach Roman Kłosowski.
Podobnie zapamiętała Kopiczyńskiego Zofia Czerwińska, która także należała do serialowej rodziny „Czterdziestolatka”. Po jego śmierci mówiła, że był człowiekiem wyjątkowo łagodnym i zdyscyplinowanym.
– „On był kompletnie nieaktorski, on był łagodnym, fajnym, zdyscyplinowanym, szalenie spolegliwym aktorem” – wspominała.
To ważne, bo ekranowy Karwowski często był nerwowy, zmęczony, sfrustrowany i wikłał się w kolejne konflikty. Kopiczyński potrafił natomiast zostawić tę energię przed kamerą.
Kłosowski również nie był Maliniakiem, choć widzom coraz trudniej było oddzielić aktora od postaci.

Roman Kłosowski długo miał problem z Maliniakiem. Kopiczyński stał się Karwowskim bez podobnej walki
Sukces „Czterdziestolatka” dał obu aktorom popularność, jakiej wcześniej nie znali. W przypadku Kłosowskiego miał jednak swoją cenę.
Maliniak przykleił się do niego tak mocno, że niektórzy przestali widzieć w nim Romana Kłosowskiego.
– „Może tylko zaczęło mnie w którymś momencie denerwować, kiedy ludzie podchodzili do mnie na ulicy i wołali: panie Maliniak!” – wspominał aktor.
W innych rozmowach przyznawał, że ludzie potrafili wołać za nim nazwiskiem bohatera także w sklepach i na ulicach. Dla kogoś, kto uważał się przede wszystkim za aktora dramatycznego i miał w dorobku znacznie bardziej wymagające teatralne kreacje, mogło być to frustrujące.
Kłosowski najbardziej cenił role Szwejka czy Ryszarda III. Tymczasem dla publiczności wciąż pozostawał człowiekiem, który biega za Karwowskim i woła „panie inżynierze”.
– „Ta rola przylgnęła do mnie jak rola Klossa do Stasia Mikulskiego czy Brunnera do Karewicza, ale mnie nie ograniczyła” – podkreślał po latach.
Z czasem nauczył się przyjmować tę popularność z większą czułością.
„Czterdziestolatek” się skończył, ale Karwowski i Maliniak wrócili razem przed kamery
Pierwsza odsłona serialu przeszła do historii telewizji, lecz historia bohaterów na tym się nie skończyła. Andrzej Kopiczyński wrócił jako Stefan Karwowski między innymi w filmie „Motylem jestem, czyli romans 40-latka”, a w latach 90. ponownie spotkał się z Romanem Kłosowskim na planie serialu „40-latek. 20 lat później”.
Maliniak również zdążył się zmienić. Dawny podwładny Karwowskiego nie był już tylko irytującym technikiem. W nowej rzeczywistości zrobił karierę i stał się człowiekiem wpływowym.
Ta zamiana pozycji była jednym z najbardziej przewrotnych pomysłów kontynuacji. Bohaterowie byli starsi, Polska wyglądała inaczej, ale ich wspólne sceny nadal opierały się na napięciu, które widzowie pamiętali sprzed lat.
Trudno było już wtedy wyobrazić sobie jednego bez drugiego.

Po zejściu z planu każdy wracał do własnego życia
Popularność stworzyła wrażenie, że Kopiczyński i Kłosowski funkcjonowali niemal jak nierozłączny duet. W rzeczywistości każdy z nich miał osobne życie zawodowe, rodzinne i towarzyskie.
Roman Kłosowski przez blisko sześć dekad był związany z żoną Krystyną. Poznali się w Szczecinie, gdy młody aktor pracował w tamtejszym teatrze. Wspólne życie stało się dla niego jednym z najważniejszych punktów odniesienia.
Kiedy po latach zaczął poważnie tracić wzrok, Krystyna pomagała mu przygotowywać się do pracy. Czytała sztuki i scenariusze, a Kłosowski uczył się tekstów ze słuchu.
„Nie umiałbym żyć bez Krystyny” – mówił o niej. Nazywał żonę swoją miłością, mądrością i cierpliwością.
Andrzej Kopiczyński również prowadził życie dalekie od tego, które widzowie znali z mieszkania Karwowskich. Był kilkakrotnie żonaty, miał córkę Katarzynę. Przede wszystkim pozostawał aktorem teatralnym, choć to telewizyjny Stefan Karwowski całkowicie zdominował jego wizerunek w oczach szerokiej publiczności.
Z wiekiem życie Romana Kłosowskiego bardzo się zmieniło
Najtrudniejszy okres przyszedł znacznie później.
W 2013 roku zmarła Krystyna Kłosowska. Małżeństwo przeżyło razem około 58 lat. Dla aktora był to potężny cios. Został sam w mieszkaniu, które znał od dziesięcioleci, a do tego coraz poważniejsze problemy ze wzrokiem odbierały mu jedną z największych przyjemności – możliwość czytania.
Kłosowski nie ukrywał tęsknoty za żoną.
Jednocześnie coraz większą wartość mieli dla niego dawni przyjaciele i znajomi. Wśród nich był Andrzej Kopiczyński.
Los chciał, że serialowy Karwowski również znalazł się wówczas w bardzo trudnym momencie życia.
Andrzej Kopiczyński chorował na Alzheimera. Jego świat stopniowo się kurczył
Kopiczyński w ostatnich latach życia zmagał się z chorobą Alzheimera. Informację o chorobie potwierdzano publicznie jeszcze przed jego śmiercią. Z czasem aktor wymagał coraz większej opieki.
Dla człowieka, którego twarz kojarzyła cała Polska, było to wyjątkowo bolesne pożegnanie ze сценą i dawnym życiem.
Kłosowski także miał coraz więcej problemów zdrowotnych. Jego wzrok dramatycznie się pogarszał, później pojawiały się również problemy z chodzeniem.
Dwaj aktorzy, którzy w „Czterdziestolatku” reprezentowali energię ludzi w pełni zawodowej aktywności, po czterech dekadach mierzyli się z doświadczeniami, o których w czasach Karwowskiego i Maliniaka nikt nie mógł nawet myśleć.
Pojawił się pomysł Skolimowa. Kłosowski nie chciał opuszczać swojego domu
W 2015 roku prasa rozpisywała się o możliwości przeprowadzki Romana Kłosowskiego do Domu Artystów Weteranów Scen Polskich w Skolimowie. Bliscy mieli martwić się o aktora, któremu coraz trudniej było samodzielnie funkcjonować.
Sam Kłosowski nie był do tego pomysłu przekonany. Przyznawał jednak, że obecność znajomych aktorów mogłaby wiele zmienić.
– „Nie mówię, że tam nigdy nie pojadę. Są tam moi koledzy aktorzy, więc miałbym towarzystwo i miałbym z kim porozmawiać” – mówił.
Wtedy właśnie media zaczęły łączyć tę historię z Andrzejem Kopiczyńskim. Zofia Czerwińska podkreślała, że relacje obu aktorów były dobre i nie widziałaby problemu w ich wzajemnych kontaktach.
Nie powstał jednak żaden potwierdzony plan wspólnego zamieszkania dawnych gwiazd „Czterdziestolatka”. Była raczej wizja, która szczególnie działała na wyobraźnię widzów: Karwowski i Maliniak, po tylu ekranowych sporach, znów pod jednym dachem – już bez kamer i scenariusza.
Do tego nie doszło.
Śmierć Andrzeja Kopiczyńskiego mocno dotknęła Romana Kłosowskiego
Andrzej Kopiczyński zmarł 13 października 2016 roku w Warszawie. Miał 82 lata.
Roman Kłosowski bardzo przeżył wiadomość o jego odejściu.
Był już wtedy po śmierci żony i sam zmagał się z chorobami. Kolejne pożegnanie człowieka, którego znał od dziesięcioleci, przypomniało mu o własnym przemijaniu.
„Andrzej był młodszy ode mnie, nie spodziewałem się, że nadszedł jego czas. Dużo myślę... jak trudny i zaskakujący finał miało jego życie. Bardzo go brak” – mówił po śmierci kolegi.
Jeszcze mocniej brzmiały jego słowa o tym, jak ważni stali się dla niego bliscy po odejściu Krystyny.
„Po śmierci Krysi przyjaciele trzymali mnie przy życiu” – przyznawał.
Nie była to już wypowiedź Maliniaka o Karwowskim. Mówił starszy człowiek o utracie kolejnej osoby należącej do świata, który stopniowo odchodził razem z jego pokoleniem.
Roman Kłosowski nie bał się mówić o śmierci. „Mam spełnione życie”
Pod koniec życia Kłosowski nie ukrywał, że starość jest dla niego trudna. Tracił wzrok, gorzej chodził, tęsknił za żoną. Jednocześnie nie przedstawiał siebie jako człowieka przegranego.
Wręcz przeciwnie.
„Naprawdę nie mogę narzekać na los. Wiem, że to życie teraz kończę, ale jestem z tym pogodzony” – mówił w jednym z ostatnich wywiadów.
Na pytanie o śmierć odpowiadał bez wielkich słów.
„Nie, nie boję. Uciążliwa jest natomiast ta starość”.
Najważniejsze było jednak inne zdanie: „Miałem spełnione życie, które brałem garściami”.
Do końca pamiętał również o „Czterdziestolatku”. Choć kiedyś irytowało go, gdy na ulicy nazywano go Maliniakiem, z wiekiem spojrzał na swoje „drugie nazwisko” łagodniej.
Widział, że właśnie dzięki tej postaci pamiętają o nim ludzie, którzy nie mogli oglądać premierowych odcinków serialu w latach 70.
Karwowski i Maliniak zostali razem w pamięci widzów
Roman Kłosowski przeżył Andrzeja Kopiczyńskiego o niespełna dwa lata. Zmarł 11 czerwca 2018 roku. Miał 89 lat.
Ich prywatna relacja nigdy nie była kopią tego, co oglądaliśmy w „Czterdziestolatku”. Nie było między nimi nieustannej wojny o wpływy, donosów ani komicznych awantur. Kopiczyński był dla Kłosowskiego eleganckim, spokojnym kolegą, z którym połączyła go jedna z najważniejszych produkcji w historii polskiej telewizji.
Serial zrobił z nich duet na całe życie – przynajmniej w oczach publiczności.
Kłosowski przez pewien czas próbował uwolnić się od Maliniaka. Kopiczyński na zawsze pozostał Karwowskim. Ostatecznie obaj przekonali się jednak, że są role, których nie da się po prostu zostawić w garderobie po zakończonym zdjęciu.
Po kilkudziesięciu latach widzowie nadal pamiętają ich przede wszystkim razem: Karwowski idzie przez plac budowy, próbując zachować powagę, a kilka kroków za nim pojawia się Maliniak. I już wiadomo, że za chwilę spokój pana inżyniera się skończy.
Zobacz również: Mieli romans w „Czterdziestolatku”, mówiła o nich cała Polska. Prawda wyszła na jaw po latach

Źródła: FilmPolski.pl, PAP.pl, Dzieje.pl, TVP Kultura, PolskieRadio.pl, Rzeczpospolita, Fakt.pl, Plejada.pl, Viva.pl, Teatr Powszechny w Łodzi, Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego (gov.pl), Roman Kłosowski i Jagoda Opalińska „Z Kłosem przez życie”