TYLKO U NAS!

„Ludzie, poznając mnie poza klubem, dziwią się, że nie jestem agresywna”

Jak naprawdę jest Joanna Jędrzejczyk?

Aleksandra Kwaśniewska 25 maja 2019 07:25

Pierwsza Polka w MMA. Trzykrotna zawodowa mistrzyni świata, dwukrotna Europy. Swój pierwszy tytuł – mistrzostwo Polski w boksie – zdobyła po… pół roku treningów. Czy „krwawy sport” odziera z kobiecości, o smaku zwycięstwa i goryczy porażki oraz o przejściu na sportową emeryturę Joanna Jędrzejczyk opowiada Oli Kwaśniewskiej.

Jak to się dzieje, że taka drobna, pogodna dziewczyna decyduje się, żeby w życiu zajmować się krwawym sportem walki?

Zawsze byłam charakterna. To ja broniłam starszej siostry i ja nosiłam plecak za moją siostrę bliźniaczkę. Jestem rocznik ’87, więc wychowywaliśmy się na zewnątrz. Tam panowały podwórkowe zasady, więc trzeba było umieć zawalczyć o swoje miejsce w szeregu. Zawsze też lubiłam sport. Reprezentowałam szkołę w różnych dyscyplinach. Ale przez to, że nie miałam w rodzinie sportowca, uważałam, że nie jest mi pisana taka kariera. Kiedy miałam 16 lat, poszłam na pierwsze zajęcia boksu tajskiego, bo chciałam zrzucić kilka kilogramów. Od pierwszego treningu zobaczyłam, że lubię konkurować. Po trzech miesiącach miałam pierwszy sparing, po pół roku pojechałam na pierwsze zawody. Gdy wygrałam mistrzostwa Polski, olśniło mnie. Powiedziałam sobie, że to jest sport, który chcę uprawiać. Chcę być zawodniczką, wtedy jeszcze boksu, a później muay thai.

 To nie była nigdy kwestia potrzeby wyładowania emocji?

Nie. Ludzie, poznając mnie poza klubem, dziwią się, że nie jestem agresywna. Spodziewają się, że będziemy kipieć. A ja jestem w rzeczywistości wrażliwa, mimo że obracam się w dość męskim świecie.

 Na czym polega przyjemność w tym sporcie?

Chyba na udowadnianiu sobie, że mogę coś zrobić lepiej, że przełamuję własne bariery. Ale też na sprawdzaniu się względem innych. Na ciągłej rywalizacji.

Ale mówisz też, że lubisz dostać i lubisz oddać.

To trzeba lubić. Mimo że nigdy nie rozwiązałabym konfliktu siłą fizyczną. Nie podniosłabym na nikogo ręki poza sportem. Jest w tym pewna ciekawa rozbieżność. Bo ja na przykład nie oglądam też horrorów. Ze strachu. Mieszkając na trzecim piętrze, byłam w trzy sekundy na górze, bo się bałam, że ktoś z piwnicy wyjdzie i mnie złapie. Mam swoje fobie, ale nie boję się dostać w twarz. Trzeba to przyjąć. To jest wpisane w mój zawód. Dobrze, że można oddać. Wiem, że to budzi kontrowersje, ale dla mnie zamyka się w ramach sportu.

Jak patrzysz na swoją przeciwniczkę po walce, poobijaną, zakrwawioną, to co czujesz? Satysfakcję?

Współczucie. Nikt nie lubi przegrywać. Dla sportowca to jest ciężkie. Myślę o tym, że ta osoba ma jakiś uszczerbek na zdrowiu, że zablokuje jej to na jakiś czas treningi. Ale jest też satysfakcja, że ciężka praca i poświęcenie nie poszły na marne.

 A jak patrzysz na siebie po walce?

Bardzo nie lubię siebie z oktagonu… Mam wtedy bardzo zmęczoną twarz, zapadnięte policzki, jestem ogólnie wymęczona po długim obozie. Bo sama walka jest wisienką na torcie. My pracujemy przez wiele tygodni z dala od rodzin, od bliskich, żyjemy jak mnisi. A jednak nie lubię siebie z walki. Zawsze oczekuję momentu po, bo wiem, że będzie można zjeść, przytyć kilka kilogramów, wyglądać bardziej kobieco, a nie jak taka ostra hardcore’owa laska.

Nie lubisz siebie ze względu na ten zmęczony wygląd czy nie lubisz tej postaci?

Nie lubię tej postaci, chociaż utożsamiam się z nią. Ale moja wrażliwość trochę odbiega od tej walki w oktagonie. Wolałabym, żeby ludzie mnie poznawali najpierw jako człowieka, a dopiero potem zawodniczkę.

 Próbujesz sobie jakoś rekompensować kobiecość poza oktagonem?

Lubię się ubrać bardzo elegancko, w kieckę, szpilki, chociaż ja się czuję również kobieco w dżinsach i adidasach. Lubię typowo babskie wieczory, z moimi siostrami czy przyjaciółkami, przy drinku czy winie.

 Czy to ważenie przed walką, kiedy stajecie twarzą w twarz i sobie wygrażacie, to jest teatr?

To nie jest gra. Tak naprawdę pojedynek zaczyna się już w momencie podpisania kontraktu na walkę. Nie chodzi o założenia taktyczne, tylko o siłę. Mówisz w wywiadzie, że moją złą stroną jest to czy tamto? Więc ja ci udowodnię, że to będzie moim atutem. Gdy przygotowuję się do pojedynków, to nie jest tylko fizyczne przygotowanie ciała, ale również głowy. Niektórzy podchodzą do ważenia na spokojnie, niektórzy bardziej dynamicznie, z taką sportową złością i ja akurat jestem taką osobą. Jeżeli ktoś mi okaże brak szacunku czy powie: „Jutro cię pokonam”, to nie można powiedzieć: „Dobra, cześć, jutro się pobijemy, możesz mnie pokonać albo ja ciebie”. Ludzie muszą zrozumieć, że taka jest charakterystyka tego sportu. Nigdy nie obrażam swoich przeciwniczek, ale ta gra emocji jest wskazana. Tu się pokazuje dominację, siłę mentalną.

 Powiedziałaś, że mężczyzn przed walką naturalnie nakręca testosteron, a kobiety muszą znaleźć inny sposób.

Tak. Mężczyźni walczyli od lat. Są oczywiście też historie wielu walczących kobiet, ale u nas to przychodzi inaczej. My musimy dużo więcej trenować i więcej czasu poświęcać na technikę, żeby dorównać mężczyznom. Technicznie walki kobiet są często ciekawsze niż męskie. No i kobiety są bardziej zadziorne. Możemy więcej znieść, nie poddajemy się.

Bo kobiety są bardziej wytrzymałe?

Jesteśmy bardziej wytrzymałe, ale chyba bardziej też chcemy tego sukcesu.

W Twojej biografii często pojawia się zdanie, że nigdy nie chciałaś zwyczajnego życia. Potrafisz zdiagnozować, skąd u Ciebie się wzięła ta potrzeba wyjątkowości?

Ja się czuję po części naznaczona. Wierzę w to, że rodzimy się w jakimś celu. Zawsze chciałam coś osiągnąć. Nigdy nie widziałam siebie pracującej od ósmej do szesnastej. Zawsze lubiłam wybiegać poza schematy. I mi nie zależało tylko na zdobyciu popularności czy wzbogaceniu się, ale na tym, żeby ludzie mnie zapamiętali. Chciałam zaznaczyć się w historii Polski i w historii mojej rodziny, bo jestem pierwszą osobą w mojej rodzinie, która odniosła jakiś większy sukces.

 Nie było jakiegoś idola albo momentu przełomowego?

Nie pamiętam, co to było. Raczej zawsze miałam głód na coś więcej. To jest ciężkie do określenia. Przez ostatnie dwa lata podążała za mną bardzo duża telewizja, bo powstaje film o mnie i oni nadal szukają tego, co spowodowało, że ja tego łaknęłam, łaknę i że to osiągnęłam.

W Twojej rodzinie nie było żadnych tradycji sportowych. Rodzice ciągle mają sklepik osiedlowy?

Do tej pory nie było, ale może to właśnie moja kariera będzie wstępem do naszych sportowych tradycji rodzinnych. Po wielu latach udało mi się namówić mamę na zamknięcie sklepiku i przejście na emeryturę ze względu na jej problemy zdrowotne.

 Ty byłaś bliska sprzedawania kserokopiarek.

Bardzo bliska. Miałam wiele momentów, gdy traciłam nadzieję, że będę w stanie utrzymać się ze sportu. Po liceum poszłam do szkoły reklamy. Pracowałam przez chwilę w agencji reklamowej, a potem prawie w firmie sprzedającej kserokopiarki. Przeszłam do drugiego etapu rozmów i teoretycznie miałam być przyjęta, ale wtedy postanowiłam dać sobie jeszcze jedną szansę w sporcie. Takich szans później było jeszcze kilka i żadnej nie odpuściłam, a życie mi odpłaciło.

 Myślisz czasem, co by było gdyby?

Staram się czerpać z życia każdego dnia i cieszyć się tym, co mam. Jak byłam na tym rozdrożu i miałam podjąć decyzję o rezygnacji ze sportu, mówiłam sobie: „Trudno, zobacz, Asia, ilu jest sportowców na świecie, ilu jest muzyków, pisarzy, którym się nie udało i w pewnym momencie musieli zająć się normalnym życiem i zarabiać pieniądze, żeby egzystować”. Ja wtedy myślałam, że to, co przeżyłam, było wspaniałe i nie będę żałowała. Doświadczenie, które zdobyłam, pozwoli mi się rozpędzić w czymś innym. Wiem, że tak też będzie, gdy będę musiała w końcu powiedzieć stop i przejść na sportową emeryturę. W tych momentach czułam, że okej, nie wyszło, spróbowałam, dałam z siebie wszystko, czas napisać kolejny rozdział w życiu.

 Jak to jest być niepokonaną przez długi czas? Czy w pewnym momencie nabierasz przekonania o własnej niezwyciężoności, czy pojawia się strach i kalkulacja, że może lepiej nie ryzykować kolejnej walki, bo co, jeśli tym razem się nie uda?

Chyba to drugie, bo zawsze byłam bardzo pewna siebie, ale nigdy nie kierowałam się pychą. Zawsze miałam obawy przed walką, mimo że ja się walk generalnie nie boję. Ale tu zawsze pojawiała się ta kalkulacja, a właściwie chęć pozostania niezwyciężoną, bo przegrywanie było dla mnie czymś obcym. To nie jest nic przyjemnego, ale dziś powiem: „Nie bójmy się upadać”. Ludzie w Polsce zaczęli mnie doceniać, dopiero jak przegrałam, bo zobaczyli, że nie jestem robotem.

 Nabrałaś cech ludzkich?

Tak, ludzie to pokochali. I teraz żyję takim „american dream”, bo doceniają mnie jako człowieka, a dopiero później sportowca. My się boimy nowych rzeczy, zmian, boimy się wyjść ze strefy komfortu, ale wcześniej czy później to nam wychodzi na dobre. Musimy się tylko oswoić z tą sytuacją. A po porażce? Dla mnie porażka jest wtedy, gdy upadasz i się nie podnosisz. A jeśli wstajesz i idziesz dalej, to przegrana.

 Przegrana boli mniej?

Inaczej. To jest zawsze bardziej ból psychiczny niż fizyczny, bo te nokauty nie bolą. Wiem, że to wygląda drastycznie – ktoś cię uderza w twarz, padasz, tracisz kontrolę nad swoim ciałem, nad umysłem, ale to nie boli. Organizm się adaptuje. Chyba nie ma gorszego bólu niż ból porodowy, o czym być może przekonam się w przyszłości, więc co tam takie kopnięcie w udo?

 Ale ego cierpi.

Ego cierpi najbardziej. To jest blizna na sercu. Najbardziej bolesna.

 Jak można to zaleczyć?

Nie poddawać się. Życie toczy się dalej. Po tej pierwszej przegranej dzieliłam życie na etapy: powrót do kraju, przywitanie się z fanami, wyjście na konferencję. Krok po kroku. Moi trenerzy i rodzina bardzo mi pomogli. Powiedzieli, żebym trzymała głowę wysoko, ponieważ osiągnęłam w życiu bardzo dużo. Bo ja doceniam współczucie, ale nigdy litość. Mój siostrzeniec wtedy pierwszy raz przyleciał do Stanów, żeby zobaczyć ciocię broniącą po raz szósty tytułu. To było dla niego coś najważniejszego w życiu na tamten moment. Przyszedł do szatni, zobaczył mnie i przytulił bardzo mocno. I ja wtedy poczułam odpowiedzialność. Powiedziałam sobie: „Ogarnij się, trzeba się dźwignąć i iść dalej”. Bardzo mi to wtedy pomogło, bo wiedziałam, że muszę być twarda dla niego. Nie mogę płakać, bo to się odbije na tym dziecku. I pomyślałam, że pójdę dalej i pokażę, że to był błąd, który może się zdarzyć każdemu. Ja mam apetyt na więcej i wiem, że będę posiadaczką tytułu mistrzowskiego UFC, a będzie to koniec tego roku lub w przyszłym. Nie chcę na nikogo zwalać winy, ale ja wiem, że ludzie pozwolili mi upaść. Doszłam do takiego etapu w mojej karierze, gdzie zebrały się nade mną sępy. Ta przegrana była chyba po to, abym wróciła po swoją duszę.

 Jesteś na drodze powrotu, czy już jesteś sobą?

Jestem sobą i to nie to, że byłam złym człowiekiem czy że skupiłam się na karierze i zarabianiu pieniędzy, a zapomniałam o bożym świecie. Ale zawsze znajdą się ludzie, którzy wydaje się, że są twoim teamem, przyjaciółmi, a tak naprawdę słuchasz piranii, które jedzą cię kawałek po kawałeczku.

 Odcięłaś się od tych osób?

Odcięłam się zaraz po tej przegranej. To mi pozwoliło pójść dalej. Oczyściłam swoje środowisko i poszłam dalej.

 I co jest dalej?

Gdybym nie przegrała wtedy tej walki w 2017 roku, tobym skończyła karierę, bo bardzo chcę założyć rodzinę. Jestem na dobrej drodze, bo właśnie zrobiłam pierwsze kroki odnośnie swojego prawdziwego domu. Żeby to nie było tylko mieszkanie, do którego wpadam pomiędzy podróżami, tylko dom, w którym osiądę. Decyzja o przejściu na sportową emeryturę jest bardzo ciężka, ale wiem, że gdy ją podejmę, to zrobię to w stu procentach. Chcę być mamą, chcę ogniska domowego, chcę prowadzić biznesy. Wierzę, że jak podejmę tę decyzję, to już będzie decyzja bezpowrotna. Nie będzie tak, że fani, opinia publiczna, menedżer, organizacja czy promotor mnie namówią, żebym spróbowała jeszcze raz, bo na pewno się nudzę.

 A teraz jeszcze Cię korci, żeby się odbudować i coś udowodnić?

Bardzo mnie korci. Wielu ludzi mnie od tego odwodzi, mówiąc, że osiągnęłam już wystarczająco dużo, ale ludzie nie rozumieją tego głodu. Ten niedosyt, który we mnie jest, jest większy niż to, co do tej pory osiągnęłam.

Więc jaki jest plan na teraz?

Rozwijać się, wrócić na sam szczyt i wtedy podjąć decyzję o tym, co dalej. Wrócę do posiadania tytułu mistrzowskiego. I nie pozwolę już nikomu postawić mojej kariery i mojego życia na szali. ZOBACZ ZDJĘCIA

Wideo

Paweł Królikowski zostawił najpiękniejszy możliwy testament. Żona opowiedziała o szczegółach

Polecamy

Magazyn VIVA!

Bieżący numer

EWA CHODAKOWSKA I LEFTERIS KAVOUKIS o balansie, jaki dała im pandemia, domu w Warszawie i… raju w Atenach. Co takiego wydarzyło się, że RAFAŁ KRÓLIKOWSKI powiedział sobie: „Hola, hola, panie Królikowski, czasami trzeba przystopować…”? AIDA KOSOJAN-PRZYBYSZ z córkami ALICJĄ i MARGO – Jak być matką, kiedy widzi się przyszłość? W cyklu Kobiece historie: Fonda, Birkin, Joplin, Mitchell – buntowniczki i hippiski, które zmieniły świat. Miasto miłości: Nowy Jork nie pozwoli zasnąć zakochanym.