Ostatnie pożegnanie Adriana Szymaniaka odbyło się 9 września w Żołędowie. Najbliżsi od początku prosili, by pozwolono im przeżyć ten moment bez kamer i zainteresowania osób postronnych. W żałobie została żona Adriana, Anita Szydłowska-Szymaniak, ich dzieci, Jerzy i Bianka, a także rodzina oraz przyjaciele. W kolejnych dniach niektórzy z nich zdecydowali się podzielić własnymi wspomnieniami o 39-latku. Szczególnie osobisty wpis opublikował Marcin Wichrowski.
WIDEO…
Adrian Szymaniak pozostawił żonę, dzieci i przyjaciół. Marcin Wichrowski był mu szczególnie bliski
Historia Adriana Szymaniaka i Anity Szydłowskiej-Szymaniak zaczęła się przed kamerami. Poznali się w trzeciej edycji programu „Ślub od pierwszego wejrzenia”, wyemitowanej w 2018 roku. Telewizyjny eksperyment okazał się początkiem ich wspólnego życia. Doczekali się dwojga dzieci — syna Jerzego i córki Bianki. W grudniu 2025 roku, siedem lat po pierwszym ślubie cywilnym, zdecydowali się również na ślub kościelny.
Śmierć Adriana oznacza stratę przede wszystkim dla jego najbliższej rodziny. W żałobie są jednak również ludzie, którzy przez lata stali się częścią codzienności Szymaniaków. Do tego grona należał Marcin Wichrowski.

Widzowie TVN mogą pamiętać go z drugiej edycji „Ślubu od pierwszego wejrzenia”. Choć to telewizyjny program stał się wspólnym punktem ich historii, więź Wichrowskiego z Adrianem i Anitą z czasem przybrała zupełnie prywatny, rodzinny charakter.
O tym, jak bliska była to relacja, Marcin Wichrowski mówił publicznie już kilka lat temu. W rozmowie z serwisem Co za Tydzień TVN wymieniał Anitę i Adriana wśród osób, z którymi stworzył szczególnie serdeczną więź po swoim udziale w programie. Podkreślał wówczas, że jest blisko związany także z ich dziećmi.

To właśnie Wichrowski został ojcem chrzestnym córki pary, Bianki. Mówiąc o rodzinie Szymaniaków, przyznawał wprost, że cieszy się, iż może być jej częścią. Wspominał także o dobrych relacjach z mamą Adriana i wspólnie przeżytych rodzinnych uroczystościach.
Dziś ten fakt nabiera szczególnego znaczenia. W swoim pożegnalnym wpisie Wichrowski wrócił bowiem do chwili narodzin Bianki i rozmowy z Adrianem, podczas której został poproszony o to, by zostać jej ojcem chrzestnym.
- ZOBACZ: Poznali się dopiero na własnym ślubie. Tak zaczęła się miłość Adriana Szymaniaka i jego ukochanej
„Ciągle ciekną mi łzy”. Marcin Wichrowski pożegnał Adriana Szymaniaka
Wpis Marcina Wichrowskiego jest bardzo osobistym świadectwem przyjaźni. Już jego pierwsze zdania pokazują, jak trudne jest dla niego pogodzenie się z tym, że Adriana nie ma.
„Nie mogę sobie uzmysłowić, że Ciebie już nie ma z nami, że nie usłyszę "Dobrze, że jesteś Marcin"”.
W dalszej części wracał myślami do rzeczy najbardziej zwyczajnych: telefonów, spotkań, rozmów i wspólnego śmiechu. To właśnie codzienność po stracie bliskiego człowieka okazuje się nagle pełna szczegółów, które przywołują jego obecność.
„Jeszcze tak niedawno byłeś obok. Mogłem zadzwonić, spotkać się, porozmawiać, pośmiać się…a dzisiaj próbuję znaleźć słowa, które w ogóle mogą opisać to, co czuję... Chodzę z kąta w kąt i ciągle ciekną mi łzy...jest mi tak cholernie smutno. Wszędzie widzę Ciebie...patrząc na Twoje auto, buty czy koszulkę...”
Marcin Wichrowski opisał Adriana jako człowieka pogodnego, bezpośredniego i dającego innym poczucie swobody. Nie trzeba było, jak napisał, przy nim niczego udawać.
„Chciałbym pamiętać tylko to: Jaki Ty byłeś normalny. Jaki Ty byłeś uśmiechnięty. Jak przy Tobie zacierały się wszystkie granice. Nie czuło się do Ciebie dystansu. Nie trzeba było niczego udawać. Przy Tobie można było po prostu być sobą. Biła od Ciebie po prostu pozytywna energia. Miałeś w sobie coś, co sprawiało, że nawet w trudnych chwilach potrafiłeś rozładować atmosferę, powiedzieć coś zabawnego, rzucić swoim charakterystycznym żartem i sprawić, że na chwilę zapominało się o wszystkim”.
„Wierzę, że kiedyś się tam spotkamy. Będziemy wspólnie grać w planszówki, będziemy zajadać największą pizzę, jaką tylko zamówisz, nawet wtedy jak pomylisz się z zamówieniem i będę musiał jechać po nią na drugi koniec miasta.”
„Adi, byłeś człowiekiem, który BARDZO mocno kochał życie. Nawet kiedy było naprawdę źle, potrafiłeś znaleźć powód do żartu. Do ostatnich dni sypałeś kawałami jak z kart i rozsiewałeś tę swoją dobrą energię. To byłeś cały Ty!”
Najbardziej osobisty fragment wpisu dotyczył jednak Bianki. Marcin Wichrowski przypomniał moment, kiedy Adrian zadzwonił do niego po narodzinach córki. Jak wynika z jego relacji, był wtedy szczęśliwy i wzruszony. To właśnie podczas tej rozmowy poprosił Marcina, żeby został ojcem chrzestnym dziewczynki.
Wichrowski zapytał przyjaciela, dlaczego wybrał właśnie jego. Odpowiedź, którą — jak dziś wspomina — wówczas usłyszał, po latach nabrała zupełnie innego znaczenia.
„Pamiętam jak zadzwoniłeś do mnie szczęśliwy z płaczem, że urodziła się Biasia. Zapytałeś mnie wtedy, czy zostanę ojcem chrzestnym, zapytałem: Adi, dlaczego ja? „Marcin, bo wiem że gdyby mnie kiedyś zabrakło, będziesz ją wspierał i przekażesz jej piękne wartości”.”
Wichrowski zakończył tę część wpisu krótką deklaracją skierowaną już bezpośrednio do zmarłego przyjaciela: „Nie wiedzieliśmy wtedy, że te słowa dzisiaj będą tak ważne, i wiesz co Adi? Masz moje słowo!”
Ostatnie słowa skierowane do przyjaciela brzmią jak obietnica, że ich relacja pozostanie żywa w pamięci: „W mojej pamięci pozostaniesz, pełnym życia i uśmiechu. Dzisiaj nie żegnam się z Tobą. Mówię do zobaczenia, Adi”.



























