Filip Łobodziński świętuje 22 lata małżeństwa. Jego żona była też jego matką chrzestną
Filip Łobodziński i jego żona Maja właśnie świętowali 22. rocznicę ślubu. Ich historia może zaskakiwać: dziennikarz rzeczywiście poślubił swoją matkę chrzestną. Za tym jednym zdaniem kryje się jednak znacznie więcej niż efektowna anegdota. Znali się jeszcze z liceum, uczucie przyszło dopiero po latach, a Maja została matką chrzestną ukochanego krótko przed ich ślubem. Z okazji rocznicy Łobodziński wrócił do wspomnień z tamtego dnia.

14 sierpnia minęły dokładnie 22 lata od chwili, gdy Filip Łobodziński i Maja powiedzieli sobie sakramentalne „tak”. Dziennikarz uczcił rocznicę charakterystycznym dla siebie, pełnym humoru wpisem na Facebooku. Był deszcz, wesele pod gołym niebem, przyjaciele i nerwowe spoglądanie w niebo. Ale w jego wspomnieniu znalazło się też zdanie, obok którego trudno przejść obojętnie. Ślubną przysięgę składał z „MATKĄ CHRZESTNĄ”. I nie była to metafora. Maja naprawdę nią była.
Filip Łobodziński i Maja znali się od liceum. Na miłość musieli jednak poczekać wiele lat
Historia Filipa Łobodzińskiego i jego trzeciej żony nie rozpoczęła się od miłości od pierwszego wejrzenia. Przeciwnie — zanim zostali parą, znali się od wielu lat. Filip i Maja chodzili do tej samej klasy w liceum, ale w młodości ich znajomość nie przerodziła się w romantyczną relację. Każde poszło swoją drogą, a życie Łobodzińskiego przez kolejne lata zmieniało się zarówno zawodowo, jak i prywatnie.

W dorosłości był już człowiekiem doskonale znanym publiczności. Urodzony 24 marca 1959 roku w Warszawie Łobodziński popularność zdobył jeszcze jako dziecko. Widzowie pamiętają go przede wszystkim jako Dudusia z „Podróży za jeden uśmiech”, pojawił się też w „Stawiam na Tolka Banana” czy filmie „Poszukiwany, poszukiwana”. Z czasem aktorstwo ustąpiło jednak miejsca innym pasjom. Ukończył iberystykę na Uniwersytecie Warszawskim, został dziennikarzem, tłumaczem i muzykiem, współtworząc z Jarosławem Gugałą Zespół Reprezentacyjny.
Jego życie uczuciowe również miało kilka rozdziałów. Łobodziński był wcześniej dwukrotnie żonaty. Z pierwszą żoną, Anirą Wojan, doczekał się córki Julii Mafaldy, a z drugą, Magdaleną Szkolnikowską — córki Marii Józefiny. Oba małżeństwa zakończyły się rozwodami. Maja została jego trzecią żoną.
Łobodziński wychowywał się w niereligijnym domu i w dzieciństwie nie został ochrzczony. Rodzice dali mu za to niezwykle bogaty kulturowo dom — pełen literatury, muzyki i języków obcych. Jako dorosły stopniowo zbliżał się do wiary, aż w wieku 45 lat zdecydował się przyjąć chrzest, a także komunię i bierzmowanie.
Wtedy był już związany z Mają. To właśnie ukochana została jego matką chrzestną. Niedługo później ich relacja zyskała kolejny, tym razem małżeński wymiar. 14 sierpnia 2004 roku Filip Łobodziński i Maja wzięli ślub.

Filip Łobodziński pokazał zdjęcia ze ślubu. Tak wyglądał ich wyjątkowy dzień
22 lata później Filip Łobodziński postanowił wrócić pamięcią do 14 sierpnia 2004 roku. Artysta opublikował na Facebooku wspomnienie napisane w swoim stylu — z humorem, detalami i dystansem. Już pierwsze zdanie przenosiło czytelników w sam środek ślubnych przygotowań.
„Dwadzieścia dwa lata temu przez całe przedpołudnie kropiło. W samym sakramentalnym „Owszem” to nie przeszkadzało, bo wypowiadaliśmy je z MOJĄ MATKĄ CHRZESTNĄ pod zadaszeniem. Ale wesele urządziliśmy w barze pod gołym niebem (z parasolami, to fakt, ale). Konkretnie w konstancińskiej Chacie Wuja Toma. Tylko dla przyjaciół i znajomych, żadnego rodzinnego wapna (co rzeczone wapno samo zasugerowało). Zlot był na piątą po południu, a tu ciągle mżyło.”
„Ale się zmyło i od czwartej pogoda była podręcznikowa, a potem wręcz optymalna. I nawet komary chyba nie rypały, więc nie trzeba było słuchać doktora Plamy. Potem ludzie mówili, że w życiu na podobnie odjazdowym i fajnym weselu nie byli.”
Najbardziej osobista część rocznicowego wpisu pojawia się jednak dopiero na końcu. Łobodziński wprost pisze o sukcesach i dramatach, uniesieniach i tragediach, zwycięstwach i rozczarowaniach. To kilka słów, które w przypadku jego biografii mają wyjątkowo duży ciężar.
„A potem już poszło. Dużo przeszliśmy wspólnie – sukcesów i dramatów, uniesień i tragedii, zwycięstw i rozczarowań. I się turlamy” — podsumował.
Chcesz zobaczyć tę treść?
Aby wyświetlić tę treść, potrzebujemy Twojej zgody, aby Facebook i jego niezbędne cele mogły załadować treści na tej stronie.