Początek roku szkolnego oznacza dla wielu rodziców powrót nie tylko do przygotowywania śniadaniówek, sprawdzania planu lekcji czy kompletowania wyprawki. To również czas pierwszych zebrań i wyborów przedstawicieli rodziców. Sytuacja dobrze znana z polskich szkół od lat jest źródłem anegdot i żartów. Tym razem humorystyczne przedstawienie jej w telewizji publicznej wywołało jednak zdecydowaną reakcję Marcina Józefaciuka. Poseł uznał, że w materiale przekroczono granicę między lekkim żartem a przekazem, który może wprowadzać widzów w błąd.
WIDEO…
„Szkolny koszmar rodziców”. Co dokładnie działo się w materiale „Pytania na śniadanie”?
Materiał pokazany w „Pytaniu na śniadanie” dotyczył tego momentu szkolnego zebrania, którego część rodziców rzeczywiście wolałaby uniknąć — wyboru osób mających angażować się w sprawy klasy. Temat potraktowano lekko i humorystycznie. Na ekranie pojawiały się przygotowane przez program hasła, m.in. „Szkolny koszmar rodziców”, „Możesz zostać skarbnikiem zaocznie” oraz „Nie wyjdziemy z sali, dopóki nie wybierzemy trójki klasowej”.
W materiale pojawiły się również żartobliwe rady dotyczące zachowania podczas zebrania. Mowa była m.in. o tym, gdzie usiąść, by nie rzucać się w oczy, unikaniu kontaktu wzrokowego czy przygotowaniu wymówki, która miałaby pomóc uchronić się przed dodatkową funkcją. Właśnie takie ujęcie tematu stało się później jednym z głównych punktów krytyki Marcina Józefaciuka.
Poseł zwrócił uwagę przede wszystkim na informacje dotyczące tego, jak odbywają się wybory oraz jakie obowiązki spoczywają na osobach działających w strukturach reprezentujących rodziców.

Marcin Józefaciuk nie krył oburzenia. „Czy wyście już zupełnie na głowę upadli?!”
Marcin Józefaciuk odniósł się do materiału TVP w wyjątkowo zdecydowany sposób. Już pierwsze zdanie wpisu nie pozostawiało wątpliwości, jak ocenia to, co zobaczył na antenie.
„TVP, czy wyście już zupełnie na głowę upadli?!” — napisał, po czym stwierdził, że w „Pytaniu na śniadanie” urządzono „blisko dziesięciominutowy festiwal kpin z rodziców, szkoły i społecznego zaangażowania”.
Poseł uznał, że nie można sprowadzać ich wyłącznie do niewinnego żartu. Szczególnie krytycznie odniósł się do faktu, że były to przygotowane elementy telewizyjnego materiału.
„To nie były niewinne żarty. To były przygotowane przez redakcję paski. Świadomy przekaz” — stwierdził Józefaciuk.
W dalszej części wpisu odniósł się do konkretnych informacji, które — według jego relacji — miały pojawić się na antenie.
Najpierw zwrócił uwagę na stwierdzenie, że sprawy te nie są regulowane przepisami.
„Przepisy żadne tego nie regulują” — przytoczył słowa z programu, opatrując je komentarzem: „Kłamstwo. Wybory i kompetencje rady rodziców regulują art. 83 i 84 Prawa oświatowego”.
Poseł odniósł się również do kwestii regulaminu. Napisał, że nieprawdą jest stwierdzenie, jakoby o wszystkim decydował „regulamin szkoły”, ponieważ szczegółowy tryb wyborów określa regulamin uchwalany przez radę rodziców.
Kolejne zastrzeżenia dotyczyły możliwości wyboru nieobecnego rodzica, pieniędzy i kwalifikacji osób angażujących się w radę.
„Nie ma żadnego automatycznego powołania” — podkreślił poseł, odnosząc się do sugestii, że nieobecność na zebraniu może oznaczać wybór „z automatu”.
Jeszcze ostrzej skomentował kwestię finansów.
„Skarbnik »musi dokładać z własnej kieszeni«. Kłamstwo. Składki rady rodziców są dobrowolne. Nikt nie ma obowiązku finansować jej działalności z własnych pieniędzy” — napisał.
Józefaciuk zakwestionował też sugestię, że do działania w radzie rodziców potrzebne jest wcześniejsze doświadczenie w biznesie lub administracji. Ustawa takiego wymogu nie ustanawia.
Szczególnie mocno wybrzmiała część wpisu dotycząca samego sposobu przedstawienia szkolnego zaangażowania.
„Zamiast rzetelnej informacji pokazaliście rodzicom, jak uciekać z zebrania, gdzie usiąść, żeby nie zostać zauważonym, jak unikać kontaktu wzrokowego i jaką wymówkę przygotować” — napisał Marcin Józefaciuk.
Poseł nazwał tę część programu „humorystycznym instruktażem niebrania odpowiedzialności”. Jego zdaniem problem jest tym większy, że materiał został pokazany właśnie na początku roku szkolnego, kiedy w placówkach w całej Polsce odbywają się pierwsze zebrania i wybierani są przedstawiciele rodziców.
Józefaciuk od lat pozostaje silnie związany z tematyką edukacyjną. Zanim rozpoczął działalność parlamentarną, pracował jako nauczyciel i pełnił funkcje kierownicze w oświacie. Również jako parlamentarzysta regularnie zabiera głos w sprawach szkół, uczniów, nauczycieli i rodziców. Jeszcze kilka dni wcześniej, 3 września 2026 roku, w przygotowanym oświadczeniu sejmowym podkreślał zarówno prawo rodziców do zadawania pytań i krytykowania szkoły, jak i potrzebę odpowiedzialnej współpracy ze środowiskiem szkolnym.
Marcin Józefaciuk zapowiada konsekwencje. Wymienił trzy instytucje
Na krytycznym wpisie polityk nie zamierza poprzestać. Marcin Józefaciuk zapowiedział podjęcie oficjalnych działań w związku z materiałem TVP. Wskazał konkretnie trzy miejsca, do których chce skierować sprawę.
„Zgłoszę tę audycję do Rady Programowej TVP, Komisji Etyki TVP oraz Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji” — zapowiedział.
Dodał, że zamierza domagać się zbadania programu, oceny odpowiedzialności redakcji, sprostowania informacji, które uważa za nieprawdziwe, oraz wyemitowania rzetelnego materiału poświęconego prawom rodziców.
„Nie pozwolę szczuć rodziców na szkołę. Nie pozwolę zniechęcać rodziców do współpracy ze szkołą” — zadeklarował na koniec.




























