Daniel Olbrychski jako Kmicic
Fot. PAP/CAF
NIEZWYKŁE HISTORIE

Historia jednej roli: Za to, że śmie grać Kmicica, grożono Danielowi Olbrychskiemu pobiciem...

Rozpętano przeciwko niemu prawdziwą nagonkę...

Redakcja VIVA! 20 sierpnia 2021 13:12
Daniel Olbrychski jako Kmicic
Fot. PAP/CAF

Rola Kmicica w „Potopie” przyniosła Danielowi Olbrychskiemu wielką sławę i uznanie. Nie tylko w Polsce. Film święcił też triumfy za granicą. Był nominowany do Oscara, a w ZSRR tak się podobał, że do kin poszło 70 milionów ludzi. Tymczasem na początku lat 70. cała Polska była przeciwna temu, by Olbrychski zagrał Kmicica. W prasie trwała wielka nagonka na niego i reżysera Jerzego Hoffmana. Znany już z ról w „Popiołach” czy „Weselu”, Olbrychski nie mógł się teraz pokazać w miejscach publicznych, bo zewsząd słyszał obraźliwe zaczepki i komentarze. Rozpętano przeciwko niemu prawdziwą nagonkę. „Wsadzano mi w drzwi kartki z pogróżkami. Ostrzegano, że jeśli odważę się zagrać Kmicica, to będę miał wybite wszystkie szyby w samochodzie”, opowiadał aktor. Był czas, że bał się wyjść z domu.

Chlapnę cię na czarno i będziesz Azja

Daniel Olbrychski żartuje, że u Jerzego Hoffmana zagrał dzięki temu, że w odpowiednim czasie znalazł się w odpowiednim miejscu – czyli w legendarnym SPATiFie. Panował tam zwyczaj siłowania się na rękę i on siłował się z Jerzym Hoffmanem. Reżyser wygrał. Wychodząc złapał Olbrychskiego przy szatni i mówi: „Bracie kochany! Dla Wajdy to ty możesz być typowy Słowianin, dla Antczaka typowy Skandynaw, a ja po prostu chlapnę ciebie na czarno i ty u mnie będziesz Azja. Zastanów się!”.

ZOBACZ: Daniel Olbrychski: „Cieszyło mnie, że mogłem zagrać bohatera mojego dzieciństwa”

Daniel Olbrychski jako Kmicic
Fot. PAP/CAF/Witold Rozmysłowicz

Potem Olbrychski dowiedział się, że reżyser planuje nakręcić „Potop” i widzi go w roli Kmicica, chce jednak zacząć od „Pana Wołodyjowskiego”. Prostszy film, mniejszy budżet, mniejsza odpowiedzialność, poza tym sam w takiej kolejności czytał Trylogię na Syberii. Olbrychski miał wątpliwości, czy to w porządku, żeby ten sam aktor „najpierw grał Azjatę, a potem symbol mołojeckiej polskości”. Ale Hoffman powtarzał: „Ja ciebie, bracie, tak chlapnę na czarno, że nikt cię nie pozna”.

Nabijanie na pal

Już na planie trochę się kłócili o to, jak grać Tuhajbejowicza. Aktor chciał nerwowo, emocjonalnie, Hoffman go studził. Kazał grać skromnie, mrużąc oczy, by wyglądały bardziej azjatycko. Olbrychski uważał, że Hoffman niszczy mu rolę. Gdy konflikt między nimi narastał, reżyser nie wahał się wykorzystać sytuacji, by  młodego aktora nieco przytemperować. Na przykład gdy nagrywali scenę nabijania na pal. „Musiał siedzieć na wąskim siodełku rowerowym, co na dłuższą metę wcale nie było wygodne. Ponieważ był to okres naszych nieporozumień, nie moglem sobie odmówić odrobiny sadyzmu. Olbrychski siedzi na siodełku, a ja każę wygasić światła i zarządzam przerwę obiadową. Nikt, z Danielem włącznie, nie pisnął nawet słówka”.

Zobacz także: Daniel Olbrychski wspomina wyjątkowącharakteryzację na księcia Poniatowskiego!

Już po obejrzeniu filmu Olbrychski przyznał Hoffmanowi rację. „Ostro się upił i nad ranem zadzwonił do mnie. Jurek, powiedział, przepraszam i dziękuję”, wspominał reżyser. Olbrychskiemu rola Azji przyniosła taką popularność, że dzieciaki latami krzyczały za nim słynne zdanie: „Jam jest Azja, syn Tuhaj-beja!”. Droga do „Potopu” wydawała się otwarta. Hoffman stwierdził: „Ty już, bracie kochany, zagrałeś u mnie Azję. Z Kmicicem nie będziesz miał kłopotów. To są nawet trochę podobne role. Jeden i drugi ma w sobie skur**syna, tylko że jednemu przez kobietę poszło w zło, a drugiemu w dobro”. Czas pokazał, że problemy przyszły z zupełnie innej strony.

Będziesz miał wybite wszystkie szyby w samochodzie

Kilka lat wcześniej w tygodniku „Ekran” przeprowadzono sondę wśród czytelników, kto powinien zagrać Wołodyjowskiego i Kmicica. Olbrychski wygrał w obu kategoriach, na drugim miejscu był Stanisław Mikulski, czyli Hans Kloss. Teraz atmosfera zmieniła się o 180 stopni. Gdy w prasie ogłoszono wstępną obsadę „Potopu”, zaczęły się protesty, do gazet przychodziły całe worki listów. „Wymyślano mi w nich od Żydów, pederastów, od najgorszych…”, wspomina Olbrychski. Nie rozumiał, co się dzieje. „Nagonka na Daniela i na mnie była absolutnie inspirowana”, uważał Jerzy Hoffman.

Zobacz również: Daniel Olbrychski: „Wracam do hotelu, telefon, lekarz: Pana brat skoczył z okna”

Daniel Olbrychski jako Kmicic
Fot. PAP/Archiwum

Aktor czuł się fatalnie. „Nie mogłem wejść do restauracji, bo zaraz mnie lżono, wymyślano, poniżano. Wsadzano mi w drzwi kartki z pogróżkami. Ostrzegano, że jeśli odważę się zagrać Kmicica, to będę miał wybite wszystkie szyby w samochodzie. Kiedyś wracałem do domu nocnym tramwajem, oprócz mnie było jeszcze parę osób. Wszystkie zgodnie wysiadły na przystanku, bo nie chciały jechać z kimś, kto ośmiela się grać Jędrka…”

Agnieszka Osiecka wspominała, jak kiedyś błąkali się w nocy po knajpach z Olbrychskim i Bolesławem Sulikiem. Nad ranem zaszli na kefir do baru „Zodiak”. „Nagle spostrzegłam, że pijani ludzie zbili się w grupkę i zaczęli bardzo agresywnie zaczepiać Daniela. Niektórzy chcieli go bić – za to, że śmie grać Kmicica. Obronił nas jakiś tajniak, też pijany, ale czujny. Do dziś czuję ciarki na plecach: tak wielkiej agresji, wręcz wściekłości, w błahej w końcu sprawie, nigdy później nie widziałam”.

Kirk Douglas ratuje Kmicica

Atmosferę podkręcała prasa. Mnóstwo dziennikarzy pisało w duchu: przecież tylu innych aktorów mogłoby zagrać tę postać. Konkretnych nazwisk jednak nie podawali. Tylko kilku broniło Olbrychskiego, argumentując, że to musi być ktoś, kto potrafi być jednocześnie i Hamletem, i d'Artagnanem. Olbrychski miał już jednak dosyć tej nagonki. Odrzucił rolę, mówiąc Jerzemu Hoffmanowi, że dłużej tego nie zniesie. Sytuację uratował… Kirk Douglas.

Zobacz także:  „Dziękuję za rady i inspiracje. Tato, jestem dumny z bycia Twoim synem” Jaka relacja łączyła Michaela i Kirka Douglasów?

Poznali się kiedyś, gdy przyjechał do Łodzi, potem spotkali się w Cannes. Olbrychski miał teraz grać w jego filmie o piratach. Douglas zadzwonił spytać, czy się zdecydował. Usłyszał o sytuacji z „Potopem”. „Kochany, żyjesz w jakimś niebywale pięknym kraju dla aktora”, odpowiedział na to hollywoodzki gwiazdor. „Kiedy ja gram w filmie, to najwyżej napiszą, że Douglas był dobry, albo Douglas był zły. Ale żeby przed zagraniem jakiejkolwiek roli całe społeczeństwo dyskutowało, czy mam zagrać, czy nie, no to takiego zaszczytu – tak, zaszczytu! – jeszcze nigdy nie dostąpiłem (…) Jeśli uważasz, że dasz radę – zagraj!”. Kilka dni później umowa została podpisana. A wszystko, czego Olbrychski doświadczał, zmobilizowało go, by stać się idealnym Kmicicem również dla tych, którzy w niego nie wierzyli.

Jeśli podpalali mnie ogniem, to żadnych trików tam nie było

„Potop” był największą produkcją w historii polskiego kina. Zdjęcia trwały dwa lata, budżet wynosił niewyobrażalną wtedy sumę 105 milionów złotych. Tymczasem po nakręceniu 20 procent na pokazie w ministerstwie kultury stwierdzono, że film się do niczego nie nadaje, główny bohater jest słaby, wszystko trzeba wyrzucić do kosza. Jerzego Hoffmana chciano odsunąć od produkcji. Wszyscy bali się wziąć na siebie odpowiedzialność za podejmowane decyzje. Ostatecznie Hoffman podpisał oświadczenie, że osobiście ponosi za film pełną odpowiedzialność artystyczną i ekonomiczną. Było jasne, że jeśli coś pójdzie nie tak, nigdy już niczego nie nakręci.

Zobacz także: Jerzy Hoffman: „Przeszedłem dość surową szkołę życia. Miałem zawsze duszę fightera”

Daniel Olbrychski na planie dawał z siebie wszystko. A nawet więcej. „Jeśli myliśmy się w śniegu i buchała z nas para, to tak było naprawdę. Byliśmy prawdziwi, śnieg był prawdziwy i para była prawdziwa. Jeśli wisiałem i podpalali mnie ogniem, to żadnych trików. Jeśli Sienkiewicz napisał, że Kmicic uczepił się lufy kolubryny i dzięki ogromnej sile podciągnął się do góry, to nie mogłem przecież podciągnąć się na dwóch rękach, tylko na jednej. I podciągnąłem się!”.

Całymi wieczorami trenował w hotelu ścinanie szablą knotów czterech świec za jednym zamachem. W czasie przerwy wakacyjnej przez dwa tygodnie ćwiczył ujeżdżanie, by przez pięć minut Kmicic mógł konno zatańczyć przed księciem Bogusławem. Świetnie jeździł, więc sam wymyślał swoje sceny konne, by były jak najbardziej efektowne. Nie korzystał z dublerów. Jerzy Hoffman opowiadał: „W scenie, gdy ludzie znajdują Kmicica po wybuchu kolubryny, Daniel naprawdę leżał kilka godzin na mrozie – w kostiumie oblanym wodą i zamarzniętym na kość”.

Wspaniale nauczył się też władać szablą. Słynna scena pojedynku z Wołodyjowskim, granym przez Tadeusza Łomnickiego – autor zdjęć Jerzy Wójcik zaproponował, by odbyła się w deszczu. „To niezwykle trudne dla operatorów, a zwłaszcza dla aktorów – mówił. – Można się poślizgnąć w walce, wyprowadzanie cięć jest utrudnione, istnieje realna groźba okaleczenia… Nigdy nie odważyłbym się tego zasugerować, gdyby nie ci właśnie aktorzy.”

Daniel Olbrychski, VIVA! luty 2015
Fot. Bartek Wieczorek

Byłem współsprawcą nagonki, przepraszam

Uroczysta premiera „Potopu” odbyła się w warszawskim kinie Relax 2 września 1974 roku. Już po roboczych projekcjach było wiadomo, że film będzie wielkim sukcesem artystycznym i kasowym. Teraz twórcy dostali burzę braw. Na popremierowej konferencji prasowej wstał dziennikarz Stanisław Grzelecki i oświadczył: „Byłem jednym ze sprawców nagonki prasowej na reżysera i odtwórcę głównej roli. Proszę przyjąć moje najgłębsze przeprosiny”.

Całą sytuację trafnie podsumował Tadeusz Konwicki, gdy spotkali się kiedyś z Danielem Olbrychskim w barze, jedząc ruskie pierogi: „Niech pan zauważy, panie Danielu – powiedział – jak to się pięknie udramatyzowało. Najpierw wszyscy wrzeszczą, jaki to pan jest be do roli Kmicica, a po premierze rzucają się panu i sobie nawzajem w ramiona. Tak samo jak w tym kościołku w Lubiczu, gdy czytany jest list od króla w sprawie darowania wszystkich win imć Andrzejowi Kmicicowi”. 

Daniel Olbrychski jako Kmicic
Fot. PAP/CAF

***

Cytaty pochodzą z książki „Anioły wokół głowy”, Daniel Olbrychski. BGW, Warszawa 1992

AUTOR: Anna Zaleska

Wideo

Piękni, szczęśliwi, zakochani. Tak Karol i Małgorzata Strasburgerowie pozowali w sesji dla VIVY!  

Akcje

Polecamy

Magazyn VIVA!

Bieżący numer

NATALIA KUKULSKA Z CÓRKĄ ANNĄ: Wzruszająca rozmowa o tym, jak być matką, kiedy samej się jej nie miało. JUSTYNA I JAKUB PRZYGOŃSCY: Motocyklista i kierowca rajdowy i współwłaścicielka modowej marki – jak łączą życie rodzinne z pasją i pracą? DEKADA GIERKA: Dlaczego lata 70. wciąż fascynują i inspirują? LILIANA GŁĄBCZYŃSKA-KOMOROWSKA: Aktorka i reżyserka, kobieta po przejściach, celebruje dojrzałą miłość. Matka ANNY LEWANDOWSKIEJ – MARIA STACHURSKA snuje historię cioci Stanisławy, położnej w hitlerowskim obozie koncentracyjnym.