Marcin Dorociński nie ukrywa, że rola Stanisława Wokulskiego była dla niego ogromnym wyzwaniem. „Bałem się oczekiwań”, przyznał w rozmowie z „Rzeczpospolitą”. Aktor zdradził też, dlaczego tak mocno utożsamia się z bohaterem „Lalki” i co zrobił po obejrzeniu na Netfliksie filmu Pawła Maślony.
WIDEO…
Marcin Dorociński jako Wokulski. „Najpierw poczułem lęk”
Propozycja zagrania Stanisława Wokulskiego nie wywołała u Marcina Dorocińskiego wyłącznie entuzjazmu. Kiedy Maciej Kawalski zaproponował mu tę rolę, aktor przede wszystkim poczuł ciężar oczekiwań związanych z jedną z najbardziej znanych postaci polskiej literatury. „Najpierw poczułem lęk, bałem się oczekiwań”, powiedział w rozmowie z Barbarą Hollender.
Dorociński zwrócił uwagę, że czytelnicy mają własne wyobrażenie Wokulskiego, a widzowie pamiętają wcześniejsze ekranizacje. W tę postać wcielali się wcześniej Mariusz Dmochowski i Jerzy Kamas. Aktor zdawał sobie sprawę, że ponowne sięgnięcie po „Lalkę” będzie wywoływało pytania. „Wiele osób też pytało: «Po co ekranizować „Lalkę” jeszcze raz?». Ale pomyślałem: «Kiedy, jak nie teraz? Następna „Lalka” za 50 lat.»”, mówił. Artysta liczy na to, że nowy film spełni oczekiwania widzów i wywoła w nich emocje.
„W Wokulskim jest 100 proc. mnie”. Dorociński mówi o osobistych emocjach
Przygotowując się do roli, ulubieniec publiczności ponownie sięgnął po powieść Bolesława Prusa. Wcześniej przeczytał także scenariusz Macieja Kawalskiego. Jak przyznał, dopiero teraz inaczej spojrzał na bohatera, którego znał jeszcze z czasów szkolnych. Wtedy większe wrażenie robiły na nim pamiętniki Rzeckiego czy wspomnienia z wojny niż ambicje, romantyczne porywy i miłosne starania Wokulskiego. Po latach zobaczył tę postać z zupełnie innej perspektywy.
Wyjątkowo mocne emocje towarzyszyły mu także podczas premiery w Teatrze Wielkim. „Byłem stremowany, zaskoczony. Z jednej strony bardzo szczęśliwy, bo rola Wokulskiego jest ukoronowaniem wielu lat mojej ciężkiej pracy, a z drugiej – ja nigdy aż o tyle nie prosiłem”, powiedział. Aktor przyznał, że czuł się przytłoczony splendorem i zainteresowaniem. Właśnie wtedy wyjątkowo mocno utożsamił się ze swoim bohaterem. „Dlatego mam wrażenie, że w Wokulskim jest 100 proc. mnie. I we mnie jest 100 proc. Wokulskiego”, wyznał. Aktor podkreślił, że rozumie ambicje bohatera, jego zapatrzenie oraz „szaleństwo w sferze uczuciowej”.
Marcin Dorociński chce coś przekazać młodemu pokoleniu przez „Lalkę”
Aktor jest szczególnie ciekawy tego, jak nową ekranizację „Lalki” odbiorą młodzi widzowie. W rozmowie wspomniał o swojej córce i synu. Jak zaznaczył, poprzez postać Wokulskiego chciał przekazać im kilka ważnych rzeczy. Wskazał, że Wokulski jest pracowity, przyjacielski, bezinteresownie pomaga innym i jest „na zabój zakochany”. „Życzę moim dzieciom i wszystkim ich rówieśnikom, żeby przeżyli wielką miłość i poznali smak prawdziwej przyjaźni”, powiedział.
Marcin Dorociński mówił również o filmowej relacji Wokulskiego z Rzeckim, w którego wciela się Marek Kondrat. Zwrócił uwagę na przyjaźń, w której można nie zgadzać się z decyzjami drugiej osoby, ale nadal je akceptować. Aktor podkreślił także, że ludzie czasem bywają zaślepieni i źle lokują swoje uczucia, nie dostrzegając czegoś wartościowego obok siebie.
Jednocześnie nie tylko opinia młodych widzów jest dla niego istotna. Dorociński przyznał, że jest równie ciekawy reakcji osiemnastolatków, jak i tego, co o filmie powie jego osiemdziesięcioczteroletnia mama. Jak zauważył, w jej sercu z pewnością pozostaje Jerzy Kamas i serial oglądany przez nią przed laty.
Po zdjęciach obejrzał „Lalkę” na Netfliksie. Zadzwonił do Pawła Maślony
Co ciekawe, przed rozpoczęciem zdjęć Marcin Dorociński nie wracał ani do filmu Wojciecha Hasa, ani do serialu Ryszarda Bera. Zdjęcia do nowej produkcji rozpoczęły się 20 lipca 2025 r. Wtedy pierwszy klaps padł w Pałacyku Sobańskich przy Alejach Ujazdowskich. Ostatnie ujęcia zrealizowano w Łodzi 20 grudnia.
Dopiero po zakończeniu pracy Dorociński obejrzał wcześniejsze ekranizacje. W czasie Świąt telewizja emitowała zarówno serial Bera, jak i film Hasa. Później aktor obejrzał również na Netfliksie „Lalkę” Pawła Maślony. „Bardzo mi się podobała”, przyznał. Na tym jednak nie poprzestał. Dorociński od razu zadzwonił do Pawła Maślony, a także do Tomka Schuchardta. Aktor zdradził, że miał nawet pomysł, aby wspólnie z Tomkiem udzielali wywiadów i opowiadali o dwóch spojrzeniach na Wokulskiego. „Bo fajne jest to, że dyskutujemy o książce, która przetrwała już kawał historii” powiedział.
Hollywood traktuje jak „superdodatek”. Dorociński mówi, gdzie jest jego miejsce
W rozmowie pojawił się również temat międzynarodowej kariery aktora. Marcin Dorociński przyznał, że na początku września był w Nowym Jorku na premierze „Mayday”. W produkcji zagrał w dwóch obcych językach, z czego jest bardzo dumny. Po premierze udzielał również wywiadów po angielsku. Mimo zagranicznych projektów aktor jasno określił jednak swoje podejście do międzynarodowej kariery.
„Ale ja zagraniczne przygody traktuję jak wspaniały, superdodatek. Jestem patriotą. Będąc za granicą reprezentuję swój kraj najlepiej, jak potrafię. Jednak moje miejsce jest tutaj. Tu czuję się potrzebny”, powiedział. Na koniec padło pytanie, czy w takim razie przeprowadzi się z Warszawy do Los Angeles. Odpowiedź Dorocińskiego była wyjątkowo krótka: „Pomidor.”
Źródło: Rzeczpospolita.
CZYTAJ RÓWNIEŻ: Wygrała „Wyprawę Robinson”, potem zniknęła z mediów. Tak dziś żyje Katarzyna Drzyżdżyk