Obejrzałem obie "Lalki" i jestem zaskoczony, jak jedna historia może zostać przedstawiona zupełenie inaczej. Z dwóch perspektyw. Ale czy gorzej? W tym przypadku nie można mówić, że serial Netfliksa jest leszy czy gorszy. Jest inny, dobry, ale uderza widza w inne punkty niż film.

WIDEO…

player placeholder

Serial Netflixa "Lalka" w przeciwieństwie do powieści Prusa

Warto zaznaczyć, że od samego początku nie było mowy o wiernym uchwyceniu książki Bolesława Prusa. Powieść była jedynie inspiracją i punktem zapalnym do reinterpretacji. Mimo że na początku nie byłem przekonany do obsady serialu, szybko zrozumiałem, dlaczego twórcy postawili właśnie na takich artystów. Sandra Drzymalska w roli Izabeli Łęckiej jest hipnotyzująca. Nie tylko fenomenalnie zagrała, ale dała bohaterce zupełnie nowe, inne życie. W serialu to właśnie ona gra pierwsze skrzypce. Główna bohaterka jest silna, charakterna i ma konkretne cele. Gdy tylko zdaje sobie sprawę z tego, że Stanisław Wokulski jest w stanie zrobić dla niej wszystko, nie zastanawia się długo. Pociąga za sznurki i doskonale wie, jak osiągnąć swój cel. 

Oczywiście w hicie Netfliksa został zachowany klimat XIX wiecznej Warszawy, lecz w wielu aspektach został on uwspółcześniony. Bohaterowie mówią językiem potocznym i używają wulgaryzów. Izabela Łęcka w serialu nie jest przedstawiona jako artystokratka, która dostosowuje się do etykiet. Wprost pokazuje swoje emocje i nie gryzie się w język. Jest wybuchowa, a momentami nawet wulgarna. Jej zachowanie zdecydowanie odstępuje od wizerunku ówczesnej elity. 

Zobacz także:

Na tym tym jednak nie koniec. Serial, który w znacznej mierze pokazuje historię z jej perspektywy podkreśla, że Bela jest osaczana. Momentami wręcz czuje się przytłoczona przez Wokulskiego. Staje się jego celem, a nawet ofiarą. Bo jak dzisiaj interpretować fakt, że wykupuje on cenną zastawę Łęckich, ich posiadłość, a jeden z pokoi urządza tak, by odpowiadał ukochanej. Sposób, w jaki Netflix przedstawia nam tę historię, jest elektryzujący. Widziałem Stanisławie obsesję. Chciał usidlić młodszą kobietę, by była w pełni zależna od niego i jego pieniędzy.

"Lalka"
Materiały Prasowe

Ale to nie są jedyne dziwne wybory Wokulskiego, ponieważ podstawia on służącą, by była jego szpiegiem. Miała mu donosić, co dzieje się w domu Łęckich. Chciał w ten sposób wiedzieć, jak stąpać po cienkim lodzie, który w pewnym momencie i tak pęknie. Izabela nie jest jednak tytułową "Lalką", która poza urodą nie ma nic więcej do zaoferowania. Ona doskonale ogrywa adoratora i wie, że nie może wpaść w pułapkę. Gdy odkrywa, że służąca nie jest w pełni jej sprzymierzeńcem, odsyła ją do niego.

W tej interpretacji, Sandra Drzymalska kreuje również postać feministki, która ma ambicje i cele. W pewnym momencie stawia Stanisławowi warunek: Jeśli wykupi jej pismo "Bluszcz", zgodzi się na ślub z nim. Ale i tutaj był haczyk...

Warte uwagi są również postacie drugoplanowe. Stanisław Starski grany przez Piotra Packa jest silny. I oczywiście wciąż uwielbiał się zadłużać. Kochał też Izabelę. Planował nawet z nią przyszłość. Nie było mu to jednak dane. Bohater wielowymiarowy, który mógł być trochę częściej na ekranie. I choć nie znosiłem jego działań, kochałem go nienawidzić. 

Wcześniej wspomniana służąca o imieniu Marianna, grana przez Marię Kanie również przyciąga uwagę. Kobieta po przejściach. Prostytutka i miłość Ignacego Rzeckiego została poprowadzona po mistrzowsku. To właśnie jej losy i deczyje mają w ostatnich odcinakch wpływ na losy głównych bohaterów. Nie można jednak zapomnieć o cudownych kreacjach aktorskich: Magdaleny Cieleckiej, Tomasza Schuchardta, Julii Wyszyńskiej, Piotra Adamczyka, czy Jacka Braciaka.

Serial Netfliksa jednak zmienił wiele wątków z książki. Przypomnijmy, że Eliza Orzeszkowa nie mogła w tamtym czasie być związana z czasopismem "Bluszcz", gdyż wóczas nie była jego zwolenniczką, a nawet była poza Warszawą. Pisarka w produkcji została przestawiona jako bohaterka, która wyznacza kierunek emancypacyjnych ambicji bohaterki. W produkcji tytuł został ukazany jako idealne miejsce pracy dla kobiet, które chcą łamać stereotypy, sprzeciwiać się ówczesnym stantardom. W powieści nie było o tym mowy.

CZYTAJ TEŻ: Po „Big Brotherze” stała się ulubienicą widzów, wróżono jej wielką karierę. Karolina Sztafa odeszła nagle w wieku 35 lat, osierociła dwie córki

Serial "Lalka"
Materiały prasowe: Netflix

Film "Lalka" to zachowawczy i piękny obrazek powieści Prusa

30 września w kinach zadebiutował film "Lalka", który od samego początku budził ogromne emocje. Powodów było kilka. Pierwszym z nich była fenomenalna obsada. Twórcy postawili na największe nazwiska. To właśnie w tej produkcji zagrali między innymi: Marcin Dorociński, Maria Dębska, Maja Komorowska, Marek Kondrat, Maja Ostaszewska, Borys Szyc, Krystyna Janda, Jan Peszek, Cezary Żak, Kamila Urzędowska, Agata Kulesza, Andrzej Seweryn, Mateusz Damięcki, Karolina Gruszka, Maciej Stuhr, Jan Englert, Andrzej Chyra i wielu innych. 

Ale czy tak wspaniała obsada jest w stanie udźwignąć ciężar powieśći Bolesława Prusa? W moim odczuciu tak. Po wyjściu z kina miałem jedną prostą myśl: Marcin Dorociński sporstał powierzonemu zadaniu. A nawet zachwycił mnie do takiego stopnia, że mocno wierzyłem, że jego losy zakończą się pozywtynie. Oczywiście znając powieść, spodziewałem się zakończenia. Tutaj zagrało niemal wszystko, choć nie obeszło się bez minusów. 

Tutaj został zachowany poziom, pokazanie różnic społecznych i ekonomicznych oraz próbowano odziwerciedlić ducha Warszawy XIX wieku. Mimo pięknych kreacji, które specjalnie stworzył Tomasz Ossoliński, zaskoczyło mnie kilka rzeczy. Przede wszystkim zbyt sterylna stolica. W tej ekranizacji niemal wszystko jest idealne, czyste, piękne. Od tych obrazków nie da się oderwać wzroku. Oczywiście zdaję sobie sprawę, że taki był zamysł, lecz zabrakło mi balansu między artystokratycznym, bajkowym obrazem Polski, a biedną, odległą od ideałów rzeczywistością. 

Widzimy Wokulskiego podczas wojny. Gdy wraca, niemal wszystko zmienia się jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Świat staje się kolorowy, piękny, czysty. Nawet ulice Warszawy były zbyt piękne jak na tamte czasy. Ale to nie wszystko. Oczywiście wspaniałe jest to, że pokazano kilka lokacji miasta, lecz skupiono się na najpopularniejszych miejscach. Stare Miasto, czy Łazienki Królewskie to za mało. Bolesław Prus idealnie opisywał różnice między klasami społecznymi, lecz ten film pokazywał jedynie wizję: jak z biednego kupca można wejść na salony i stać się bogatym. Ta produkcja w żadnym stopniu nie porusza trudnych tematów, z którymi mierzyli się wówczas Polacy. 

Lalka
Materiały prasowe

Czas tutaj nie był sprzymierzeńcem i rozumiem, że w jednym filmie nie da się zawrzeć kilkuset stron powieści. To byłoby nierealne. Mając więc tego świadomość, iznając historię oczami Prusa, ten film jest naprawdę bardzo dobry. Twórcy obrali sobie konkretny cel, jakim było opowiedzenie historii Wokulskiego, który nieszczęśliwie zakochał się w pięknej Izabeli Łęckiej. Odrzucono więc inne wątki na rzecz właśnie tego. I tutaj niemal wszystko zagrało. 

Marcin Dorociński zagrał swoją postać po mistrzowsku. Sprawił, że jego bohaterowi się kibicuje. Wzruszamy się z nim, współczujemu i kibicujemy, choć doskonale wiemy, jak to się zakończy. 

Kamila Urzędowska była świetną Łecką, choć liczyłem, że jej postać będzie bardziej charakterna. Jest przeciwieństwem serialowej Beli. Nie stawia jasno granic, nie jest asertywna, a tym bardziej nie manipuluje Stanisławem. Choć niejednokrotnie doprowadza go do złości.

Mistrzowską rolę otrzymała natomiast Agata Kulesza, która wykreowała postać Pani Meliton. W książce jej postać nie jest duża, lecz w filmie ma duże znaczenie. Doskonale doradza Wokulskiemu i wyjaśnia mu krok po kroku, jak zdobyć serce artystokratki. Marek Kondrat natomiast powrócił na ekran w wielkim stylu. Jego przeszywające spojrzenie niejednokrotnie mówiło więcej niż tysiąc słów. Czasami mroziło krew w żyłach, a czasem sprawiało, że pękało serce.

Maja Komorowska jako Prezesowa Zasławska potrafiła wykorzystać każdą sekundę na ekranie. Jej poruszająca historia nieszczęśliwej miłości doprowadziła mnie do łez. Andrzej Seweryn i Krystyna Janda doskonale potrafili ze sobą współgrać. Maja Ostaszewska i Borys Szyc w roli Krzeszowskich również kradli każdą chwilę. Uwielbiałem obserwować, jak oni się nienawidzą. Maria Dębska w roli Kazimiery Wąsowskiej również zasługuje na pochwałę. Aktorka była rozdarta. Z jednej strony kibicowała Łęckiej i Wokulskiemu, ale z drugiej strony to ona pragnęła z nim być. Dążyła do tego, choć wiedziała, że jest na straconej pozycji. To rozdarcie emocjonlane było czuć. Przeszywające spojrzenie momentami było wystarczające, by wiedzieć, o co dokładnie jej chodzi. 

Warto również przejść do kolejnego wątku. Tak. Ten film w porównaniu do serialu jest wierniejszy materiałowi źórdłowemu, chociaż, jak to w przypadkach takich ekranizacji, nie zabrakło zmian fabularnych. Mimo to, niczym nie byłem rozczarowany, wręcz przeciwnie. Wyszedłem z kina zachwycony. 

Bo to właśnie ta produkcja sprawiła, że kilkukrotnie się wzruszyłem, by chwilę później śmiać się z tekstów Pani Meliton. 

CZYTAJ RÓWNIEŻ: Mało kto pamięta o siostrach Filipa Chajzera. Zygmunt zdradził, co dziś robią Weronika i Karolina

Lalka
Materiały prasowe