Przez 30 lat byli dla siebie całym światem. Łączyła ich miłość, która przetrwała życiowe zakręty, a w obliczu ciężkiej choroby stała się jeszcze silniejsza. Agnieszka Maciąg i Robert Wolański do końca wierzyli, że los podaruje im więcej wspólnego czasu. Niestety, 27 listopada 2025 roku ukochana żona fotografa odeszła, pozostawiając po sobie pustkę, z którą ten wciąż próbuje nauczyć się żyć. Dziś, niemal rok po jej śmierci, Robert Wolański w niezwykle szczerej rozmowie z VIVĄ! wraca do najtrudniejszych chwil ich wspólnego życia. Opowiada o miłości silniejszej niż strach, tęsknocie, która nie mija, i codzienności, w której wspomnienia o Agnieszce są wciąż tak bardzo obecne. Jedno z jego najbardziej osobistych wyznań porusza do głębi.
WIDEO…
Robert Wolański w VIVIE! o bólu straty. Tak wyglądały ostatnie wspólne lata z Agnieszką Maciąg
– To najtrudniejszy rok w Twoim życiu?
Tak. Czuję, jakbym wypadł z torów, po których toczyło się moje życie. Jestem jak pociąg, który jest zbyt ciężki, żeby bez pomocy trafić na tę samą drogę. Na drogę, po prostu.
– Nie masz innego wyjścia, niż próbować. Anastazja Jakubiak powiedziała mi po śmierci Tomka Jakubiaka, że żałobę trzeba przeżyć i nie ma żadnej drogi na skróty.
Mówią, że każdy to przeżywa na swój sposób, tylko że ja nawet nie wiem, jaki jest mój. Na razie czuję, że każdy dzień jest inny i każdy jest kompletnie pusty. Jakby wszystko straciło sens. Wszystko.
– Zanim Agnieszka odeszła, myślałeś o tym, jak to będzie, gdy Jej zabraknie?
Nigdy! I to paradoks tej sytuacji. Gdy wiedzieliśmy już o Jej chorobie, gdy robiłem wszystko, żeby znaleźć możliwości leczenia, szukałem ratunku, gdzie się da, ani razu nie dopuściłem do siebie myśli, że Agnieszka nie wyzdrowieje. Tak naprawdę to dzięki Niej, bo Ona wierzyła, że wygra tę walkę. [...]
– Gdy Agnieszka zachorowała, była w Tobie ta kula złości?
Nie. Był zawód i smutek.
Robert Wolański, VIVA! 21/2026
– Zawód?
Byłem po prostu zawiedziony tym, że tak się stało i że właśnie teraz, kiedy nasza córka dorasta, kiedy jesteśmy tacy szczęśliwi i tak bardzo się kochamy, mam stracić najukochańszą osobę. Moja przyjaciółka powiedziała, że taka miłość jak nasza zdarza się co sto lat.
– Łapiesz się na tym, że chcesz Jej coś powiedzieć, zadzwonić do Niej?
Zadzwonić nie, ale często chcę Jej coś opowiedzieć. I robię to. Tylko że nie dostaję odpowiedzi. Ale jestem bardzo świadomy, że Jej nie ma. To jest bardzo duża rana, która się nie zagoiła. Ale wiesz, ja nie słyszę wysokich dźwięków. Gdy Ona po chemii odpoczywała w salonie na kanapie, a ja się krzątałem po domu, starałem się bardzo nie przegapić, że mnie woła. W końcu zacząłem słyszeć, że mnie woła, choć wcale tego nie robiła. Teraz też czasem słyszę, jak mnie woła…
– Pozwoliłeś Jej odejść. To wielka sprawa kochać kogoś tak, by mu na to pozwolić.
I to było drugi raz. W czasie tego kryzysu, o którym opowiadałem, poprosiłem Ją o spotkanie. I powiedziałem Jej wtedy, że kocham Ją tak bardzo, że muszę pozwolić Jej odejść. To spowodowało, że spojrzała na mnie inaczej i poczuła się wolna. Zwolniona ze wszystkiego. I teraz było podobnie… Nie powiedziałem Jej tego, gdy jeszcze była świadoma… dopiero później.
– Te trzy lata choroby bardzo zmieniły Waszą relację?
Pogłębiły ją. Agnieszka była zupełnie pewna, że już tak totalnie może na mnie liczyć, że zrobię dla Niej absolutnie wszystko.
– Jesteś gotowy, by wrócić do pracy?
Próbuję. Zrobiłem na razie kilka sesji i miałem z tego radość. Ale szukam siebie na nowo na wielu płaszczyznach. Jestem otwarty. Na razie jednak mam zbyt wielki hałas w głowie i żyję w strachu przed przyszłością. [...]
Rozmawiała KATARZYNA PIĄTKOWSKA
____________________________________
Cały wywiad przeczytasz w najnowszym numerze magazynu VIVA!, który będzie dostępny w sprzedaży od czwartku 5 listopada.
Robert Wolański, VIVA! 21/2026, okładka