Przez 30 lat tworzyli jedną z najpiękniejszych par polskiego show-biznesu. Ich miłość była pełna namiętności, spontaniczności i niezwykłych chwil, ale nie zabrakło w niej także trudnych doświadczeń. W pewnym momencie Agnieszka Maciąg przeżywała osobisty kryzys i postanowiła rozstać się z Robertem Wolańskim. Dla fotografa jej decyzja była ogromnym zaskoczeniem i bolesnym ciosem. Przez niemal rok żyli osobno, zanim ponownie odnaleźli do siebie drogę. Ten czas okazał się dla Roberta ważną lekcją miłości, uważności i zrozumienia. W szczerej, poruszającej rozmowie z Katarzyną Piątkowską dla VIVY! wspomina kulisy rozstania i opowiada, jak powrót do Agnieszki zmienił jego spojrzenie na życie i ich związek.
WIDEO…
Robert Wolański o kryzysie w związku i ważnej lekcji miłości. Tak zmieniła go ukochana, Agnieszka Maciąg
– To najtrudniejszy rok w Twoim życiu?
Tak. Czuję, jakbym wypadł z torów, po których toczyło się moje życie. Jestem jak pociąg, który jest zbyt ciężki, żeby bez pomocy trafić na tę samą drogę. Na drogę, po prostu. [...]
– Byliście razem 30 lat.
Z roczną przerwą. Na początku prowadziliśmy szalone, intensywne życie wypełnione pracą. Ale po 10 latach Agnieszka przeżyła kryzys. Zaczęła szukać czegoś innego, bo źle Jej było ze sobą. Bardzo lubiła wolność i niezależność, a praca Jej tego nie umożliwiała. Siedziała tutaj na dywanie i szlochała. A ja siedziałem na kanapie, tu, gdzie teraz, i nie wiedziałem, co zrobić. To też doprowadziło do tego, że przestaliśmy się uzupełniać, widzieć. Ja cały czas biegłem w tym moim zawodowym kołowrotku, a Ona z niego wypadła. I zobaczyła, że poza kołowrotkiem też może coś być. I wtedy powiedziała, że nie wie, co się wydarzy, ale że wszystko rzuca i oddaje Jezusowi.
– Była wierząca?
Nie chodziliśmy do kościoła, bo mieliśmy problem z instytucją. Ale wiara dla Agnieszki była ważna. Dużo się modliła, ale na swój sposób. Pisała modlitwy, bo słowo wypowiedziane czy napisane miało dla Niej wielokrotnie większą moc. Czerpała z różnych filozofii. To religijne wymieszanie było u Niej zupełnie naturalne. W tym momencie, o którym mówię, tej rozpaczy, napisała list – modlitwę, że oddaje wszystko i co ma być, to będzie. To był też ten moment, kiedy dała mi do zrozumienia, że jest nam razem już nie po drodze.
Robert Wolański, VIVA! 21/2026
– Byłeś zaskoczony?
Bardzo. Nie wiedziałem, co jest nie tak. Nie rozumiałem. Aż w końcu powiedziała, że powinniśmy pójść każde w swoją stronę. Poczułem, jakbym dostał pięścią. To mnie otrzeźwiło. To nasze rozstanie trwało prawie rok. A potem znów byliśmy razem. Od momentu zejścia się zacząłem zwracać uwagę na to, co Ona mówi, kim jest i co robi, i w jaki sposób robi, w jaki sposób podchodzi do ludzi, bo Ona naprawdę zmieniła się ogromnie. Nauczyła mnie uważności, liczenia się z opiniami innych. Wcześniej byłem od tego daleki. Między narzuconym tematem przez klienta czy redakcję a moim punktem widzenia nie było nic innego. To Ona pokazała mi, czym jest medytacja, joga. To był długi proces, przed którym się opierałem. Kiedyś byłem cholerykiem… Wiesz, ile pilotów do telewizora miałem? Agnieszka się kiedyś śmiała, że z nerwów jednego pogryzłem. Bywały między nami spięcia. Agnieszka, jak była zła czy smutna, potrzebowała być sama. Musiała zamknąć się w pokoju, coś napisać albo zaczynała malować. A ja chciałem problem rozwiązywać od razu. Kiedyś zaczęła malować, a ja chciałem rozmawiać. Ona nie zwracała na mnie uwagi, więc się wkurzyłem i wszystkie farby i pędzle wywaliłem przez okno. Powiedziałem: „Teraz mnie posłuchaj”. A Ona odpowiedziała: „Nie. Teraz idź to pozbierać”. I poszedłem. Z latarką na trawniku szukałem po nocy pędzelków. Śmialiśmy się z tego potem, ale w końcu nauczyłem się, żeby tego nie robić, że złość, która się materializuje w postaci kuli, można przekuć w inną energię. Że można się cofnąć, wziąć głęboki oddech i pomyśleć, że to, co cię wkurzyło, nie ma znaczenia. To chyba uratowało mi życie.
– Gdy Agnieszka zachorowała, była w Tobie ta kula złości?
Nie. Był zawód i smutek.
– Zawód?
Byłem po prostu zawiedziony tym, że tak się stało i że właśnie teraz, kiedy nasza córka dorasta, kiedy jesteśmy tacy szczęśliwi i tak bardzo się kochamy, mam stracić najukochańszą osobę. Moja przyjaciółka powiedziała, że taka miłość jak nasza zdarza się co sto lat. [...]
– Pozwoliłeś Jej odejść. To wielka sprawa kochać kogoś tak, by mu na to pozwolić.
I to było drugi raz. W czasie tego kryzysu, o którym opowiadałem, poprosiłem Ją o spotkanie. I powiedziałem Jej wtedy, że kocham Ją tak bardzo, że muszę pozwolić Jej odejść. To spowodowało, że spojrzała na mnie inaczej i poczuła się wolna. Zwolniona ze wszystkiego.
_________________________________
Cały wywiad przeczytasz w najnowszym numerze magazynu VIVA!, który będzie dostępny w sprzedaży od czwartku 5 listopada.
Rozmawiała KATARZYNA PIĄTKOWSKA
Robert Wolański, Helena Wolańska, VIVA! 21/2026