W życiu Agnieszki Osieckiej było wielu ludzi, którzy pojawiali się na krótko albo na kilka lat stawali się najważniejszymi bohaterami jej życia –Ale Janusz Minkiewicz zajmował w tym życiu wyjątkowe miejsce. Właśnie ukazała się książka „Kochany Misiu! O sobie, piciu i całej reszcie”. Jest to zbiór niepublikowanych dotąd zapisków Agnieszki Osieckiej, które mają formę listów do Minkiewicza. Poetka pisze do niego „Kochany Misiu”, „Misiu złoty”, czasem „Pijany Misiu”. Sama najczęściej podpisuje się „Żaba”.
WIDEO…
Te listy Osiecka pisała przez ponad piętnaście lat, do 1980 roku, i nigdy ich nie wysłała. Są przede wszystkim panoramą warszawskiej bohemy lat 60. i 70. - imprez, premier, życia towarzyskiego i uczuciowego. Ale też jej podróży, przeżyć, związków, próby ułożenia sobie rodzinnego życia z Danielem Passentem, choć jak sama pisze jest „nieudomowiona”. W 1972 roku, już w związku z Passentem, zapisuje na przykład taki obrazek: „Falenica, upał, gardło. Daniel wściekły, że brudne garnki. Ja – zrozpaczona. Myślałam, że życie będzie nie o tym”. Gdzie indziej pisze z właściwą sobie ironią: „Dom to jest coś takiego, jakbyś mieszkał naraz z pięcioma Irenami Dziedzic i wszystkie czegoś od ciebie chcą, i wszystkie uważają, że im się coś należy”.
Kim jest Misio, do którego Agnieszka Osiecka pisała swoje niewysłane listy?
Janusz Minkiewicz, zwany przez przyjaciół Minio, był poetą, satyrykiem i znaną postacią warszawskiej bohemy. Absolutnym królem nocnej Warszawy, ulubieńcem ówczesnych salonów. Podobał się. Był wysoki, miał bardzo czarne oczy „które sprawiały czasem wrażenie, że nikogo nie dostrzegały, ale widziały wszystko”. Był dżentelmenem. Miał swój stolik w SPATiF-ie, czyli klubie aktora w Alejach Ujazdowskich, do którego zaproszenie było bardzo prestiżowe.
Agnieszkę Osiecką dopuścił. Była jedyną kobietą, obok aktorki Zofii Czerwińskiej, która mogła siedzieć przy jego stoliku. Pisał wiersze, satyry, tłumaczył musicale, między innymi „My Fair Lady”, z Antonim Marianowiczem. Napisał też w 1951 roku znany poemat „Lenin w Poroninie”, mylnie przypisywany przez lata Tuwimowi. Zna go każdy, kto chodził do szkoły w PRL.

Minkiewicz słynął z różnych powiedzonek, na przykład: „Kiedy nie piję, to piję pół litra”.
Po sloganie Osieckiej „Coca Cola to jest to!”, wymyślił slogan „Lepsi piją Pepsi”. A w tłumaczeniu sztuki Madame Sans-Gene o praczce Napoleona, do niego należało hasło „Módl się i prasuj”. Krążyło o nim mnóstwo anegdot. Jedną z nich opowiadał Janusz Głowacki w swoim tomie
„Z głowy”. Pisał tak o wizycie w SPATIF-ie: „Kiedyś przyprowadziłem tu korespondenta „New York Timesa” Johna Darntona. Nie było wolnych stolików, więc zapytałem świetnego satyryka, Janusza Minkiewicza, czy można się przysiąść. Odpowiedział: „Powiedz temu Amerykaninowi, że jak nie przyszedł w 1945, to teraz niech spierdala”.
Przyjaźnił się ze Stanisławem Dygatem. Znana była legenda, jak tuż przed ślubem zamienili się narzeczonymi: Dygat ożenił się z Wandą Nawrocką, a Minkiewicz z aktorką Jadwigą „Kropką” Gosławską, z którą miał córkę Monikę. W latach 60 obie wyjechały do USA. Podobno Minkiewicz mówił przekornie do Jeremiego Przybory, którego bardzo lubił , również jako „podlota” Osieckiej: „Gdybym nie był złym mężem i ojcem, żona i córka nie zwiałyby ode mnie na tamtą półkulę i teraz wegetowałyby nędznie w PRLu. Dużo mi zawdzięczają”. Z córką Moniką Markowicz miał jednak dobry kontakt, odwiedzał ją, kochał wnuczki.
Poza tym nie opowiadał za wiele o swoim prywatnym życiu. Kiedy nie bawił się z przyjaciółmi, wracał do swojej „pieczary” na warszawskim Starym Mieście. Spał do południa, potem, jak pisała Osiecka pił cienką herbatkę, włączał telefon, ruszał na spacer Krakowskim Przedmieściem na spacer, wracał do przyjaciół.
Agnieszka Osiecka i Janusz Minkiewicz – co ich łączyło?
Osiecka i Minkiewicz byli przede wszystkim przyjaciółmi. Osiecka go uwielbiała. Zabawnie go charakteryzowała w „Szpetnych czterdziestoletnich”, że kroczył powoli na długich nogach, jak „spowolniały bocian w pościgu za senną żabą”. „Nie pamiętam też, żeby nerwowo łypał oczami albo żeby robił jakieś miny. Zazwyczaj spoglądał na człowieka uważnie, znad okularów, spoglądał olbrzymimi, niezwykle dobrymi oczami, i powolutku rzucał dowcip. Ale dowcip ów był lotny jak strzała”.
Pisała o nim jako o kimś, kto potrafił obserwować ludzi, rozumieć ich słabości i jednym zdaniem celnie skomentować rzeczywistość. Szczególnie charakterystyczne jest określenie, którym Osiecka opisywała ich wspólny sposób patrzenia na świat: „sentymentalny i cyniczny”. Właśnie ta sprzeczność wydaje się kluczem do ich przyjaźni. Oboje byli wrażliwi, ale nie lubili przesadnej wzniosłości. Potrafili zachwycać się życiem, a jednocześnie drwić z jego absurdów. Minkiewicz miał być dla Osieckiej kimś w rodzaju przewodnika po świecie ludzi i obyczajów. W jej wspomnieniu jawi się jako człowiek, który więcej widział, niż mówił, a swoją wiedzą i doświadczeniem potrafił „uczyć rozumu” bez wygłaszania wielkich wykładów.
Agnieszka Osiecka: kiedy pisała swoje listy była już autorką wielkich hitów
Kiedy Osiecka pisała swoje listy, była już bardzo znaną autorką piosenek i takich hitów, jak choćby „Małgośka” czy „Zielono mi”, „W żółtych płomieniach liści”. Prowadziła Radiowe Studio Piosenki i nie brakowało jej pieniędzy. Mimo sukcesu mierzyła się ze sobą, z pragnieniem samodzielności, zbudowania własnego domu i życia rodzinnego – długo mieszkała z mamą. W samym 1964 roku, kiedy zaczęła pisać te listy, przeżywała romans z Jeremim Przyborą, ale flirtowała też z Andrzejem Wajdą i kompozytorem Maciejem Małeckim. Miała poczucie, że się starzeje – choć kiedy to pisała była koło trzydziestki. A jednocześnie czuła się dziewczynkowato.
Odnotowuje tragiczne odejścia przyjaciół. „Jestem, jak wdowa po powstaniu styczniowym”, pisze. „Zbyszek, Bobek, Marek. Pustawo, jak w karneciku staruszki. Nie mieliśmy krzepy Kolumbów. Jakieś wieczne dzieci, marzyciele”. Jest w tych listach dużo gorzkich przemyśleń i obserwacji. Przewija się wiele znanych postaci: Maryla Rodowicz ( „Oj Misiu, ta Maryla to jest wrzący kociołek’) , Elżbieta Czyżewska, o której Osiecka pisze bardzo przejmująco, Daniel Olbrychski i wielu, wielu innych.
W kolejnych latach dla Agnieszki Osieckiej najważniejszym partnerem stał się Daniel Passent. W 1973 roku urodziła ich córkę, Agatę. W zapiskach pojawia się motyw alkoholu jako „cichego bohatera”. Osiecka przestrzega nieraz Misia „nie pij tyle”, jakby przestrzegała siebie.
Po co Osiecka pisała te listy, skoro ich nie wysłała?
Można by zapytać, po co Agnieszka Osiecka pisała te listy, skoro ich nie wysłała? Pewnie nie zamierzała ich wysyłać. Dlaczego pisała właśnie do niego? Być może dlatego, że Minkiewicz był dla niej idealnym, jakbyśmy dzisiaj powiedzieli, wirtualnym odbiorcą. Nie musiał odpowiadać, pocieszać ani oceniać. Wystarczyło, że istniał w jej pamięci jako ktoś, kto ją rozumiał. Pisanie do niego pozwalało jej mówić rzeczy, które niekoniecznie powiedziałaby komukolwiek twarzą w twarz. Pisała również po to, żeby siebie zrozumieć.
Badacz jej twórczości Radosław Młynarczyk określa ten mechanizm wręcz jako rodzaj autoterapii. Adresowanie zapisków do Minkiewicza pozwalało Osieckiej analizować własne zachowanie, oceniać decyzje, a czasem nawet przyznawać się do winy wobec bliskich. Zresztą podobno kobiety kochały mu się zwierzać, a on umiał słuchać.
Źródło: „Kochany Misiu! O sobie, piciu i całej reszcie”, wyd. Prószyński i S-ka, Warszawa 2026





























