Agnieszka Więdłocha i Antoni Pawlicki opowiedzieli o swoim małżeństwie bez lukrowania rzeczywistości. Są kłótnie, zazdrość, silne emocje i codzienna logistyka związana z dziećmi. „Nie mamy czasu na ciche dni”, przyznaje aktorka. Oboje zdradzają też, czego dziś najbardziej potrzebują jako para.

WIDEO…

player placeholder

Agnieszka Więdłocha o kłótniach z Antonim Pawlickim. „Nie mamy czasu na ciche dni”

Agnieszka Więdłocha nie wierzy w idealne związki, w których nie ma konfliktów i różnic zdań. Wręcz przeciwnie. Jak przyznaje, najbardziej obawia się sytuacji, w której druga osoba zaczyna być traktowana jako coś oczywistego. „Najbardziej boję się momentu, w którym w związku wszystko staje się zbyt pewne. Takiej chwili, kiedy człowiek przestaje się starać, bo wydaje mu się, że ma już drugą osobę na zawsze. A przecież nic nie jest dane raz na zawsze. Miłość też nie”, mówi.

Aktorka podkreśla, że miłość nie potrzebuje jej zdaniem wielkich deklaracji. Ważniejsza jest codzienna obecność i zainteresowanie partnerem.„Ona nie potrzebuje wielkich deklaracji. Potrzebuje codziennej obecności. Tego, żeby nadal chcieć usłyszeć drugiego człowieka, rozbawić go, zaciekawić, zauważyć”. Ulubienica widzów nie ukrywa również, że w jej relacji z Antonim Pawlickim pojawiają się spory. „Nie wierzę w związki idealne. Nie wierzę też w tłumienie emocji”, przyznaje.

Zobacz także:

Jak tłumaczy, ona i jej mąż potrafią się przegadywać, droczyć i kłócić nawet o błahe sprawy. Nie chodzi jednak o to, żeby jedna osoba wygrała z drugą. „Ale nigdy nie chodzi o wygrywanie. Chodzi o to, żeby nic nie zostawało pod skórą”. W ich codziennym życiu nie ma też miejsca na długotrwałe obrażanie się. „U nas wszystko dzieje się na bieżąco. Antek obraża się szybko, ale na szczęście równie szybko mu przechodzi. Ja szybciej wracam do równowagi. Nie mamy czasu na ciche dni. Jest życie, dzieci, praca, logistyka codzienności. Emocje trzeba przepuszczać dalej”.

Agnieszka Więdłocha, Antoni Pawlicki
EAST NEWS/PRESS PHOTO CENTER

„Mam ochotę wyrzucić jego rzeczy przez okno”. Więdłocha mówi o silnych emocjach

Agnieszka Więdłocha bardzo otwarcie opowiada także o złości. Przyznaje, że zdarzają się chwile, kiedy w jej głowie pojawiają się wyjątkowo gwałtowne obrazy. Zaznacza jednak wyraźnie, że pozostają one jedynie w sferze wyobraźni. „Oczywiście bywają momenty, kiedy mam ochotę wyrzucić jego rzeczy przez okno albo rozwalić jego ukochany samochód. W mojej głowie pojawiają się wtedy wspaniałe sceny i daje mi to niezłą przyjemność”, mówi z uśmiechem.

Po chwili dodaje: „Są w tym emocje, brak realnego planu działania. To po prostu część naszego języka”. Aktorka nazywa ich relację „trochę włoskim modelem miłości: głośnym, żywym i pełnym temperamentu”. Oboje mają podobny sposób rozładowywania napięć. Potrafią przegadywać się i droczyć nawet przy innych osobach. „Można wypuścić powietrze, nie robiąc sobie nawzajem krzywdy. I chyba wolę taki związek niż taki idealnie grzeczny”.

Agnieszka Więdłocha nie ma wątpliwości, jakiej relacji potrzebuje. „Mam poczucie, że tam, gdzie nie ma już żadnych emocji, często nie ma też zaangażowania. A mnie zależy na relacji żywej. Takiej, w której nadal nam zależy”.

CZYTAJ TEŻ: Agata Kulesza przekonała się, co znaczy stać się „niewidzialną”. Wystarczyła jedna sytuacja. Aktorka ujawniła zaskakującą prawdę

Agnieszka Więdłocha, Antoni Pawlicki
VIPHOTO/East News

Agnieszka Więdłocha o zazdrości. Antoni Pawlicki zapisał jej przyjaciela jako „Przytulasek”

W małżeństwie Agnieszki Więdłochy i Antoniego Pawlickiego pojawia się również zazdrość. Aktorka przyznaje, że zdecydowanie częściej odczuwa ją jej mąż. „Antek jest zdecydowanie bardziej zazdrosny niż ja”, mówi. Gdy zaczęli być razem, Pawlicki miał być zaskoczony jej serdecznością wobec bliskiego przyjaciela. „Kiedy zaczęliśmy być razem, był autentycznie zdziwiony, że można tak serdecznie przytulać się z przyjacielem, którego zna się od dwudziestu lat. Zapisał go nawet w telefonie jako ‘Przytulasek’. Do dziś mnie to rozśmiesza”.

Ostatnio zazdrość pojawiła się jednak również po jej stronie. „Chociaż ostatnio i u mnie pojawił się jakiś cień zazdrości, kiedy odwoził koleżankę po spektaklu do domu. Mam wrażenie, że bardzo mu się to spodobało”. Aktorka przywołuje też słowa księdza Jana Kaczkowskiego, który przyjaźnił się z Antonim Pawlickim. „Ksiądz Jan Kaczkowski, który przyjaźnił się z Antkiem, powiedział mi kiedyś: ‘Ufaj, ale sprawdzaj’. Do dziś nie wiem, co dokładnie miał na myśli”, wspomina ze śmiechem.

Agnieszka Więdłocha, Antoni Pawlicki
PRESS PHOTO CENTER/EAST NEWS

Dzieci zmieniły ich małżeństwo. „Wszystko trzeba było zbudować od nowa”

Pojawienie się dzieci było dla Agnieszki Więdłochy i Antoniego Pawlickiego ogromną zmianą. „Kiedy pojawiły się dzieci, wszystko trzeba było zbudować od nowa. Bo dziecko zawsze burzy świat dwojga ludzi. Nagle nic nie kręci się już tylko wokół was. Jest ktoś trzeci, kto staje się centrum wszechświata”, mówi aktorka.

Rodzicielstwo określa jako doświadczenie jednocześnie piękne i wyczerpujące. „Rodzicielstwo odebrało mi sen, spontaniczność i lekkość podróżowania. Ale w zamian dało coś, czego wcześniej nie znałam – nieograniczone pokłady miłości”. Dziś małżonkowie nie potrzebują spektakularnych randek. Coraz bardziej doceniają zwykły czas spędzony razem. „Dziś coraz częściej oboje tęsknimy za czymś bardzo prostym. Nie za wielkimi podróżami czy spektakularnymi randkami. Za spokojną kawą. Za rozmową, której nic nie przerywa. Za chwilą tylko we dwoje”.

Podobnie mówi Antoni Pawlicki. „Dzisiaj największym luksusem nie są dla mnie podróże na drugi koniec świata. Nie Korea, nie Rio czy inne egzotyczne kierunki. Największym luksusem jest godzina spokoju. Kawa wypita bez pośpiechu. Chwila, kiedy nikt niczego od nas nie chce”.

CZYTAJ TEŻ: Gwiazdor „Plebanii” zdobył się na szczere wyznanie. Serialowy „Osa” wspomina najtrudniejszy czas: „Życie się złamało na pół”

Agnieszka Więdłocha, Antoni Pawlicki
VIPHOTO/East News

Antoni Pawlicki zdradza początki ich znajomości. „Zaczęło się od zawodowej frustracji”

Ich historia nie zaczęła się od romantycznego olśnienia. Antoni Pawlicki wspomina pracę przy „Czasie honoru”. Michał Kwieciński początkowo dał mu możliwość wyboru roli, jednak sytuacja zmieniła się po castingu Agnieszki Więdłochy. „Michał uznał, że idealnie pasuje do roli Leny, a skoro ona ma grać Lenę, to ja muszę zagrać Jana. Zadzwonił do mnie i oznajmił, że zmienia decyzję. Nie ukrywam, byłem trochę obrażony”.

Dziś aktor wspomina tę sytuację z dystansem. „Śmieję się czasem, że pierwsze spotkanie z przyszłą żoną zaczęło się od zawodowej frustracji”. Na narodziny ich związku trzeba było jednak poczekać. „Od tamtego momentu do chwili, kiedy naprawdę zostaliśmy parą, minęło siedem lat. Siedem lat znajomości, pracy, przyjaźni i różnych życiowych zakrętów. Nic nie wydarzyło się gwałtownie”. Pawlicki uważa, że właśnie to mogło mieć znaczenie dla ich późniejszej relacji. „I może właśnie dlatego ten fundament okazał się taki mocny”.

Antoni Pawlicki o prywatności. „Są rzeczy, których nie chcę sprzedawać”

Choć oboje są rozpoznawalni, od początku mieli podobne podejście do pokazywania prywatnego życia. „Prywatność nie jest walutą”, podkreśla Pawlicki. Jak tłumaczy, jeśli razem pojawiali się publicznie, zwykle było to związane z filmem, spektaklem albo pracą. Aktor dostrzega, że obecnie pokazywanie prywatności może oznaczać większe zasięgi i możliwości zarabiania, ale oni wybrali inną drogę. „My z tego świadomie rezygnujemy. Być może kosztuje nas to część popularności, ale są rzeczy, których nie chcę sprzedawać”. Dodaje również: „Mam poczucie, że jesteśmy ludźmi trochę starej daty. Nadal wierzymy w lojalność, uczciwość i odpowiedzialność”.

Antoni Pawlicki o rodzinie: „Bliskość będzie potrzebna zawsze”

Ojcostwo całkowicie zmieniło również perspektywę Antoniego Pawlickiego. „Rodzicielstwo przewartościowało moje życie bardziej niż cokolwiek wcześniej. Przez ponad trzydzieści lat świat kręcił się głównie wokół mnie. Mojej wolności, planów, podróży, pracy. A potem nagle przestajesz być najważniejszy”. To, co otrzymał w zamian, nazywa własną „bandą”. „W zamian dostajesz coś znacznie cenniejszego. Własną bandę. Grupę ludzi, która jest twoja bezwarunkowo”.

Antoni Pawlicki chce aktywnie uczestniczyć w codzienności swoich dzieci. Jak mówi, razem z żoną funkcjonują drużynowo i dzielą się obowiązkami. Jednocześnie aktor potrzebuje również czasu na własne pasje – żeglarstwo, góry, skitury i samotne wyprawy. Nie traktuje jednak tych wyjazdów jako ucieczki. „Nie dlatego, że uciekam od rodziny. Wręcz przeciwnie. To daje mi równowagę. Potem wracam z plecakiem pełnym brudnych ubrań i historiami do opowiedzenia”.

Najważniejsze pozostają jednak relacje. „Nie wiemy, jakie zawody będą wykonywać nasze dzieci. Nie wiemy, jak będzie wyglądał świat za dwadzieścia lat. Ale wiemy, że bliskość będzie potrzebna zawsze”. A co po latach trzyma razem Agnieszkę Więdłochę i Antoniego Pawlickiego? Oboje wskazują na ciekawość drugiej osoby. Pawlicki przyznaje: „Nigdy nie miałem poczucia, że już wszystko o sobie wiemy. Wciąż potrafimy się czymś zaskoczyć. A dopóki tak jest, dopóty nie ma miejsca na nudę”. Agnieszka Więdłocha ujmuje to podobnie: „Może po prostu nadal jesteśmy siebie ciekawi. I może właśnie o to chodzi w miłości. Żeby ten drugi człowiek nigdy nie stał się czymś oczywistym”.

CZYTAJ TEŻ: Była pierwszą damą przez 5 lat. Jeden szczegół niemal pozbawił Annę Komorowską emerytury

Agnieszka Więdłocha, Antoni Pawlicki
Artur Zawadzki/REPORTER