Agata Kulesza nie ucieka od rozmów o przemijaniu. Aktorka przyznaje, że widzi, jak się starzeje, a czasami nawet się przeciw temu buntuje. Jednocześnie mówi, że cieszy ją każdy dzień i chce długo żyć.
WIDEO…
Agata Kulesza spojrzała na siebie sprzed lat. Jej reakcja mówi wiele
Agata Kulesza nie zamierza udawać, że upływ czasu jej nie dotyczy. W rozmowie z „Wysokimi Obcasami” aktorka została skonfrontowana z sugestią, że podobno nie lubi mówić o przemijaniu. Jej odpowiedź była jednoznaczna. „Kompletnie nie mam z tym problemu. Widzę, jak się starzeję. Czasem się buntuję, ale umiem o tym rozmawiać”, powiedziała.
Artystka mówi otwarcie również o swoim wyglądzie. Nie próbuje tworzyć wokół siebie wizerunku niedostępnej gwiazdy. „Nie mam gwiazdorskiego wizerunku i ani go nie potrzebuję, ani nie umiem stworzyć”, przyznała. Zapytana, jak wygląda, odpowiedziała po prostu: „Normalnie. Jak każdy człowiek”.
Aktorka obserwuje zmiany zachodzące z czasem i wraca do swoich dawnych fotografii. „Oglądam swoje zdjęcia sprzed pięciu lat. Pamiętam, jak wtedy narzekałam, że się postarzałam. A teraz widzę, że świetnie wyglądałam”, opowiada. To doświadczenie sprawiło, że dziś próbuje inaczej patrzeć na siebie. Jak mówi, przypomina sobie: „ciesz się z tego, jak dziś wyglądasz, bo za pięć lat będziesz sobie zazdrościła”.
Temat starzenia się pojawia się także w związku z filmem „Czas, który nie nadszedł”. Kulesza gra w nim Sarę, czyli kobietę, która nie zdecydowała się na kurację pozwalającą zatrzymać ciało w momencie jej zastosowania. Zasady filmowego świata są bezwzględne. Kuracji można poddać się do 40. roku życia, ale cena jest ogromna. Człowiek umiera w wieku 70 lat.
Sara wybiera starzenie się. Osoby takie jak ona, które mają zmarszczki i siwieją, są w filmie usuwane ze społeczeństwa i zamykane w tzw. ostojach. Bohaterka ucieka i trafia do świata młodych ludzi. Spotyka tam także swojego męża, który zdecydował się na kurację i wygląda jak jej syn. Swojej nowej partnerce przedstawia Sarę jako swoją matkę.
Rozmowa o filmie szybko zamieniła się jednak w osobistą refleksję aktorki. „Ja mam lat 55 i czuję, że siedemdziesiątka to całkiem niedługo. Myślę teraz, że 70-latek to młody człowiek i wciąż sporo ma przed sobą”, powiedziała Kulesza. Przyznała też, że gdyby taka rozmowa odbyła się dziesięć lat temu, podchodziłaby do sprawy inaczej. Dziś podkreśla, że dobrze, iż rzeczywistość nie przypomina świata przedstawionego w filmie: „po ulicach chodzą ludzie w różnym wieku, a starość po prostu jest”.
Film stał się punktem wyjścia do rozmowy o wyglądzie oraz presji związanej z młodością. Kulesza zwróciła uwagę na sposób, w jaki funkcjonuje rynek mody. „Przecież rynek mody od zawsze tak działa, że kreacje wyglądają wspaniale na tych ludziach, których jest najmniej, może na 10 proc. społeczeństwa. A my to oglądamy i chcemy do tego dążyć”, zauważyła.
W rozmowie padło również stwierdzenie, że nawet najlepsze zabiegi medycyny estetycznej nie sprawiają, że człowiek jest młody. Jest co najwyżej zadbany. Kiedy prowadząca zwróciła uwagę na kult piękna i młodości, Kulesza odpowiedziała: „Ale wybór mamy: podążać za mainstreamem albo żyć po swojemu”. Sama zapytana, czy skorzystałaby z kuracji antygeriatrycznej podobnej do tej przedstawionej w filmie, powiedziała: „Chyba nie”.
CZYTAJ TEŻ: Była pierwszą damą przez 5 lat. Jeden szczegół niemal pozbawił Annę Komorowską emerytury
„70 lat to za krótko”. Kulesza ujawniła, jak dziś patrzy na swoje życie
Aktorka odniosła się również do doświadczenia kobiet, które mówią, że „w pewnym wieku” zaczynają czuć się niewidzialne. Agata Kulesza przypomniała sytuację, gdy jechała samochodem z córką, która miała wówczas kilkanaście lat. Na światłach zobaczyła znajomego, znanego aktora, i do niego machała. Mężczyzna jej nie zauważył. Gdy później rozmawiali przez telefon, powiedział, że widział samochód i atrakcyjną dziewczynę. Opisał córkę Kuleszy. Jej samej nie dostrzegł.
Aktorka nie ukrywa jednak, że z czasem zmienia się znaczenie uwagi ze strony innych osób. „Wydaje mi się, że człowiek przechodzi przez różne etapy i przychodzi moment, gdy możemy zaakceptować siebie po prostu, a nie dlatego, że lubią nas inni ludzie”, powiedziała. I dodała: „Próbuję się skupić na budowaniu siebie, a nie zapełnianiu pustki uwagą innych”.
Jedne z najbardziej osobistych słów padają pod koniec rozmowy. Zapytana, skąd brać pozytywne nastawienie w trudnym świecie, Kulesza mówi o decyzji, ale także o własnym doświadczeniu. „Miałam w życiu czas smutku i wykonałam ciężką pracę, żeby się z tego stanu wydobyć. Zrobiłam wszytko, żeby moje życie było satysfakcjonujące. Teraz cieszy mnie każdy dzień. 70 lat to za krótko, bo tak lubię to życie”, wyznała.
Ulubienica widzów chce żyć długo i wierzy, że na kolejnych etapach będzie mogła znaleźć coś, co da jej satysfakcję. Wymienia siedzenie z krzyżówką na tarasiku, pomaganie innym albo długie spacery. Podkreśla również, jak wiele znaczą dla niej przyjaciele. Bliskość drugiego człowieka jest dla niej ważna także dziś. Aktorka mówi, że ma przyjaciół i rodzinę, ale relacje wymagają pracy obu stron: trzeba zadzwonić, zadbać o kontakt, zaakceptować momenty, kiedy zamiast mówić o sobie, należy słuchać.
Nie ukrywa też, że obecnie czasem potrzebuje odcięcia od nadmiaru bodźców. Wycisza telefon i izoluje się od świata, ale ma dokąd wracać.
Pod koniec wywiadu aktorka została zapytana o szczęście. Według niej pojawia się ono na chwilę, na przykład gdy jedzie samochodem do pracy i zauważa pięknie świecące słońce. Swoją codzienność określa natomiast inaczej: jest po prostu zadowolona. Z czego? „Z tego, co udało mi się z tego życia stworzyć”. I czasami, jak sama zdradza, po przebudzeniu mówi na głos: „wow, ale fajnie”.
Źródło: Wysokie Obcasy.
CZYTAJ RÓWNIEŻ: O ich ślubie we Włoszech huczy cały świat, ale mało kto wie, jak zaczęła się ich miłość. To właśnie Dove Cameron zmieniła życie Damiano Davida